XXXVII

Po wileńskim zamku chodzi

Sam Jagiełło; chodzi smutny,

Czegoś tęskny; czegoś ciężko

Mu na piersiach i na głowie;

Odwróci się, słowo powié,

I znów chodzi, i znów duma;

Aż bojara wziął Rusina

Do ogniska; tak zaczyna:

— Słuchaj, Siemion! tyś nie darmo

Rusin; w tobie jest Rusina

Chytrość wielka, rozum wielki;

I niedarmo cię używam,

Do wielkiego wzywam dzieła.

Chcesz-li893 twemu służyć panu,

Choćby służbę krwią przypłacić? —

Rusin czołem bije w ziemię.

— Jam twój, Panie! ja i plemie894,

Do ostatniéj krwi kropelki,

Do dziecięcia, co w kolebce

Pierś matczyną ssie dopiéro.

Każ, a spełnię, co rozkażesz,

Choćbym cztéry stradał895 życia. —

Życia twego mi nie trzeba,

Ale głowy, Semen, twojéj.

Wiész Witolda896! On z Zakonem

Klin mi w moję Litwę bije,

Na połowę ją rozpłatał,

Z wszystkim wrogiem się pobratał

I rozpisał ziemie moje.

Mnie nie walczyć teraz z niemi,

Mnie gdzie indziéj los mój woła.

Ty wiész — Polska chce mnie panem.

Dwóch państw losy się kojarzą.

Nie czas z nim prowadzić wojnę.

Niech powróci. Trok nie mogę,

Dam Podlasie, zamki liczne,

Dam dzierżawy, dam swobodę,

W równi z sobą go wywiodę;

Niech z Zakonem zerwie zmowę,

Mojéj Litwy dam połowę!

Słyszysz, Semen! Idź do niego,

Mów ode mnie, niech powróci,

Wszystko niech w niepamięć rzuci —

Moje losy z jego losem

Zwiążę; dam mu, co zażąda. —

Semen słucha, głową kręci,

Wszystko bierze do pamięci,

Wszystko od słowa do słowa

Po jednemu w sobie chowa;

Nic nie rzekł, upada twarzą,

I milczący na koń siada,

Sam jeden w pole się goni.


W królewieckim białym grodzie

Czemu smutno? Jakie śpiewy?

Jakie krzyki i jęczenia?

Jakie płaczki idą, płaczą?

Jaka matka tam z rospaczą897,

Włos puściwszy na ramiona,

Jęczy, idąc rozżalona?

Witoldowych pogrzeb dzieci.

Jan i Jerzy w jednéj trumnie,

W różanych kwiatów posłaniu,

Na spoczynek idą wieczny.

Mistrz im pogrzeb sprawił wielki:

Mnichy898 w białych płaszczach idą

I śpiewają; a chorągwie

Powiewają; wóz żałobny,

Czérwonemi sukny kryty,

Lśni się kwiatami i złotem.

Pod szkarłatnym, pod namiotem,

Na trumience w kwiaty strojnéj

Dwoje dzieci śpi, białemi

Twarzyczkami świeci swemi;

A za niemi matka leci!

A za niemi sznurem długim

Płaczki z pieśni pogańskiemi.

Xięża899 z pieśnią chrześcijańską,

I sam mistrz cóś900 idzie smutny.

Bracia, kapłani Zakonu,

I rycerze, i lud wielki,

Tak ich wiodą do mogiły.

Witold z okna zamkowego

Na pogrzebny901 orszak patrzy;

A z oczu mu łzy nie biegą902,

A twarz blada, marmurowa,

Nieruchoma, jak w świątyni

Posąg stoi u grobowca.

Pod oknami, łachmanami

Osłoniony903 odartemi,

Nędzarz jakiś sparty904 stoi;

To w Witolda patrzy oczy,

To na pogrzeb spójrzy905, wzdycha;

I wyciągnął dłoń zmarszczoną,

Głowę odkrył ubieloną906.

— Panie! w imie907 twoich dzieci! —

— W imie dzieci?! Nie mam dzieci! —

Witold zaśmiał się z goryczą.

— W imie dzieci, których nié ma,

W imie żalu twego, Panie,

Chciéj posłuchać mnie biednego!

Ja ci wieść przyniosłem z Litwy! —

— Z Litwy! — Witold westchnął ciężko. —

O, na Litwie, na rodzonéj,

Jak w Królewcu, pogrzeb wielki:

Wszystko stare, wszystko młode,

Wszystko wielkie, grzebią razem,

Wszystką po ojcach puściznę908,

Wiarę naszą i zwyczaje,

Wszystko! Biedna, biedna Litwa!

Wielka otwarta mogiła! —

— Wielka kolebka, o Panie!

A nad nią wielkie świtanie,

Zorza dnia niewygasłego! —

— Któś909 ty? — Witold wrzący910 spyta.

— Kto? — jam nędzarz, jam posłaniec.

Lecz tu i mur słowa chwyta.

Czy pozwolisz mi do siebie? —

— Wchodź tu, starcze! przybliż śmiało. —

Semen obejrzał się wkoło.

Mrok już padał. Wszedł w komnaty,

I poselstwo Jagiełłowe

Rzucił w ucho Witoldowe.

Błysnął okiem Witold żywo,

Ścisnął starca. — Dałeś życie!

Wynagrodzę cię sowicie!

Idź, Jagielle nieś ode mnie

Dobre wieści. Zgoda z nami,

Wszystko stare zapomniane.

Daję rękę. Za dwie doby

Jam u niego. O mnichowie!

Pomszczę dzieci wam na głowie911! —

Semen do nóg mu upada,

I znikł w ciemni912. Witold siada.

Dwie łzy nieme twarz mu zlały,

Dwie łzy srébrne popłynęły:

Jedna za ojcem Kiejstutem,

Druga za dziećmi biednemi!

— Jagiełło mojego ojca,

Mistrz moich dzieci zabójca!

Obie rany niezgojone!

Obie śmierci niepomszczone!

Cicho, serce! nie bij w łonie!

Obie śmierci pomścić trzeba!

Bogi moje! dajcie życia!

A umoczę obie dłonie

W krwi lub we łzach moich wrogów! —