XXIII
Cezar, wydobywszy się w końcu z Caprei, błądził po Campanii do koła Rzymu, po kilkakroć, jakeśmy rzekli, zbliżał się już o kilka tysięcy kroków do Pomerium, ale orszakowi swojemu rozkazał się zawrócić i z kolei w Tusculum, w Tibur, w sąsiednich willach podmiejskich przebywał, wlokąc za sobą wszędzie Macrona i Cajusa, którzy gasnące w nim życie śledzili okiem chciwém przyszłości.
W tym czasie spłonął Cyrk blizki Aventynu, pusty za Tyberyusza, który na igrzyska dla ludu był skąpy, i część miasta na górze téj pobudowana ze świątynią Swobody (Libertatis). Cezar przez jakąś próżność czy dziwactwo dobroczynne szkody wynikłe z pożaru sam zapłacić kazał i swoim kosztem odbudował tę część miasta, porządniéj i wygodniéj niż wprzódy, rozszerzając ulice, dzieląc domy placami przestronniejszemi.
Ani ognia, ani zgliszczów, ani nowego miasta nie oglądał jednak Tyberyusz błąkając się jak wygnaniec. Zdaje się, że Cajusa podejrzywając o szalbierstwo poznawszy lepiéj, czy znudzony nim, myślał o wyborze innego po sobie następcy i szukał kogoś po myśli. Jakkolwiek tajemne były ich stosunki z Macronem, Cezar już o nich coś wiedział, już się czegoś domyślał, odgadywali téż cóś ludzie, choć ta przyjaźń dla jednych okrywała się obojętnością, dla drugich tłómaczyła miłostkami z piękną Nevią.
Nocne ich schadzki, narady, rozmowy przybierały dla niewolników pozór wesołych biesiad, do których przypuszczana żona pretoryana, przez usłużnego męża rzucona w ręce Cajusowi, mogła te spiski rozpustną spółką czynić dla nieświadomych, co się pod nią kryło. — Macron i Cajus, choć nic nie przedsiębrali, od dnia do dnia w osłabłym Tyberyuszu dopatrując oznak zbliżającéj się śmierci, — przerazili się dowiadując, że przed Thrasyllem Cezar utyskiwał, jakoby nie miał kogo po sobie następcą wyznaczyć.
Syn Drusa zbyt jeszcze był młodym, Klaudiusz z którego wszyscy wyśmiewali się na dworze, zbyt starym a głupim by mógł panować, obcego rodzinie swéj nie chciał naznaczać Tyberyusz, Cajusa, węża, jak go zwał, nienawidził coraz bliżéj poznając, — a Macron nawet, bojąc się być odgadnięty, począł drżéć o siebie gdy w drodze Cezar ze słodkim zagadnął go uśmiechem:
— Neviolu kochany, — obracasz się tyłem do zachodu, a nazbyt ku wschodowi poglądasz — wieszli jednak pewnie zkąd się pokaże słońce?
Drugi raz gdy w rozmowie z Caligulą wspomnieli coś o Sylli, a Cajus sobie z niego żartował...
— Będziesz miał wszystkie jego wady, — rzekł Tyberyusz, — z cnót żadnéj.
Bawiąc się z wnukiem, gdy czerwone od zazdrości oko Caliguli spotkał starzec wlepione w to dziecię, — rzekł cichym głosem do niego.
— Zabijesz go, Cajus, ale ciebie zamorduje drugi...
Te półsłówka, wejrzenia, poczęły przerażać coraz bardziéj Caligulę i Macrona; naradzali się, nie wiedząc co począć, czekać jeszcze czy koniec i rozwiązanie przyspieszyć? Macron począł się radzić Heliosa o życie Cezara, Helios nic mu powiedziéć nie umiał, Charicles śmielszy i pragnący się wodzowi przypochlebić, zaręczał że dni zostało niewiele.
Lękano się wszakże już codzień bezsilniejszego starca, i dawny strach przejmował ich na jedno jego skinienie, choć Cezar o sobie tylko myślał, czując się u schyłku.
Dawny nałóg tajenia się ze wszystkiém i dziś go nieopuszczał jeszcze, lękał się aby osłabienia jego i zwątlenia nie odkryto; im bardziéj czuł się chorym, tém mocniéj pragnął siłę okazać i zdrowie. Nie tylko więc nie wstrzymywał się od jadła, napoju i rozpusty, jak mu Helios doradzał, ale coraz dłużéj przesiadywał za stołem i pił z towarzyszami często do upadłego.
Naówczas kocie jego oczy zwracały się z szyderskim wyrazem na Cajusa i Macrona, uśmiech błądził po sinych wargach, a spiskowi drżeli o siebie, widząc jak codzień dla nich był słodszym.
Brakło może tylko Tyberyuszowi narzędzia, aby Macrona obalić i Cajusa się pozbyć. Ale dziecię Germanika drogie było Rzymianom, którzy przebaczając mu wiele, ojca i przyszłości nadzieję widzieli w nim tylko; Tyberyusz obawiał się gwałtowniejszego kroku, by nie przyspieszyć wybuchu, którego się domyślał — udawał ślepego...
Macron, choć posądzany, podnosił się słabością Tyberyusza do coraz większéj władzy; Rzym widział po za nim Cajusa. Odważał się nawet do osobistéj zemsty, mimo wiedzy starca, do którego przystąpić nikt nie mógł ze skargą, i czynić zadość nienawiści osobistéj, posługując się do niéj imieniem Cezara. Tak, bez wiedzy jego posłał Macron do Senatu delacyę na Albucillę, kobietę osławioną, która wyszła była za Satriusa, znanego także z donosów, oskarżając ją o rozpustę i bezbożność względem Cezara (impietas in principem)68.
W liście pisanym do Senatu zuchwały pretoryanin, aby skrócić procedurę i nie dopuścić uniewinnienia wyraził: że sam wybadał winnych i niewolników brał na tortury. Od Tyberyusza nie było słowa w tym przedmiocie do Senatu, ale już list Macrona stał się dostatecznym. Zamięszani w tę sprawę Domitius, Vibius i Arruntius, ludzie wysokiego rodu i wielkiéj zasługi. Dwaj piérwsi już przeczuwając prędką zmianę panowania, gdyż mimo tajemnicy otaczającéj go, słabość Tyberyusza była wiadomą a wiek późny i rozpusta kazały się domyślać prędkiego końca — nie spieszyli się ze śmiercią. Vibius powoli niby głodem się morzył, Domitius gotował do obrony układając mowę.
Senat patrzał przez szpary na to, że piérwszy żył zbyt długo, a drugi zbyt powolnie mowę gotował; doradzano zwłokę podobną i Arruntiusowi. Ale ten odpowiedział, że nie każdemu podobne środki przystoją.
— Żal mi — rzekł — żem dotąd żył i wśród obelg i niebezpieczeństw życia bronił, długo nienawidzony przez Sejana, dziś przez Macrona; gdy zawsze jakiś ulubieniec panować musi, zginąć wolę, niż żyć spodlonym, choć winy w sobie nie czuję. Możebym dziś wykupił się zwłoką od umierającego starca, jakże uniknę młodego tyrana, który nastąpi po nim? Gdy mimo długiego doświadczenia i życia kolei, upojenie władzą zepsuło Tyberyusza, czegóż się można po Cajusie spodziewać, ledwie wyszłym z dzieciństwa, nieświadomym niczego a najplugawszemi karmionym przykłady, bo prowadzonym przez Macrona, gorszego nad Sejana, i wybranego na jego zgubę69.
Wołając nakoniec, że nie chce dożyć przyszłości, Arruntius otworzył sobie żyły i umarł... Albucilla chciała się zabić, i raniła tylko; wspólników jéj rozpusty senatorów, Pretora i tego Balbusa, który wymówną gębę poświęcał niepoczciwym sprawom, stając jako prawnik zawsze przeciwko niewinnym a naigrawając się z cnoty, skazano na śmierć.
Ale się już zbliżał koniec tego straszliwego dramatu i panowania; Tyberyusz konał powoli, Rzym w ciszy oczekiwania wyglądał niecierpliwie jego zgonu. Senat z każdym listem spodziewał się wieści o wschodzącéj jutrzence, lepiéj tusząc po następcy.
Cezar — powiada Tacyt — im bardziéj słabł, tém silniejsze w sobie starał się okazywać życie, duch w nim jeszcze trwał potężny... ciało tylko zużyte gniło, rozpadało się i niszczało co chwila. Napróżno wyprawiał żarty i przy biesiadach do wesołości zachęcał, nikogo to kłamstwo, tyle go kosztujące, nie oszukało.
Z Tusculum kazał się wieźć znowu na brzeg morza; nie będąc już w stanie dopłynąć do Caprei chciał przynajmniéj umierać patrząc zdala na szafirowe morze, w którém spoczywała ulubienica.
Na przylądku Misene stała willa, dawniéj należąca do Luculla70 patrząca, wedle słów Fedra, na Sikulskie i Tusków morze z góry wierzchołka. Tam gdzie przepychem i zbytkiem wszyscy przesadzali jedni drugich, willa Luculla gasiła jeszcze inne swą wspaniałością i bogactwem. Sławne to miejsce Lucullus wziął po Maryuszu i Cornelii matce Grachów, aby z przytułku cnoty uczynić gniazdo rozkoszy.
Do koła stały wille; Cezara dawniéj, potém Augusta, w któréj po śmierci Antoniusza przebywał Oktawiusz, Pompejusza, Hortensiusza, Catona, Varrona, Vatiusa... Z wierzchołka téj góry oglądać było można stojącą w zatoce flotę rzymską, a w niewielkiém oddaleniu od willi Luculla znajdowały się gmachy, ku potrzebie floty wzniesione, podziemne pisciny na olbrzymich wsparte filarach, pieczary o stu izbach ciemnych, w których niewolnicy, żołnierze i tłumy służebników jęczały skazane na nieoglądanie słońca i pozbawienie powietrza... Wszędzie tak obok najwymyślniejszych rozkoszy musiała w pogańskim świecie stać najstraszliwsza niewola i nędza; ale zdawało się konieczném by ci których nie miano za ludzi nawet, padali ofiarą wybranych.
Ville te zamykały w sobie co tylko życie uprzyjemnić i rozpieścić mogło; jedne z nich budowano na zimę, inne na lato, zwracając ku słońcu lub otaczając je cieniem. Ulice platanów, jeziora, sadzawki, w których ulubione karmiono ryby, rzeki łaźnie, groty chłodne i pieczary cały dzień wygrzewające się na słońcu, portyki od północy, galerye na południe, ogrody, teatra, wszystko tam znaleźć było można, czego najwymyślniejsza zapragnęła fantazya71. Zdobiono je jak cacka, wyściełano jak gniazda, chlubiono się niemi jak zasługą.
W pośród tych budowli, jedna nad drugą wspanialszych i piękniejszych, niedaleko wieży strażniczéj, która strzegła portu w Missenie, na górach i rozpadlinach skał wzniesiona błyszczała willa Luculla, nowo przyozdobiona dla Cezara. Niespokojny szukał jak źwierz przeczuwający śmierć łożyska, przenosił się z miejsca na miejsce, obawiając końca, ludzi, życia, obrzydłszy drugim i sobie, zgonu wreszcie doprosić nie mogąc.
Za nim szli w ślad ci których się lękał, nienawidził a ciągnął ich za sobą — wlokący się w pokorze z pochlebstwem na ustach i nienawiścią w sercu; — tłum przygnieciony... milczący, posłuszny, stado kruków opodal krążące nad zdychającém zwierzęciem.
Gdziekolwiek przybył Tyberyusz, długo wymieszkać nie mógł, zachciewał zmiany, spodziewał się polepszenia gdzieindziéj, niecierpliwił póki nie stanął, nazajutrz już tęsknił i puszczał się daléj znowu... Po Tusculum i Tibur wołał wielkim głosem Caprei, dyszący ledwie, zesłabły żądał jéj powietrza i ciszy...
Zdala spójrzawszy na Rzym, z pod murów jego prawie rozkazał orszakowi zawrócić, już w Astura uczuł się chorym ciężko, ale w oczach Macrona i Cajusa dojrzawszy radości, na przekór silił się zdrowego udawać; w Circei, dokąd go potém wieziono, znów odżył trochę, a co nigdy prawie igrzyskom się nie lubił przyglądać, zażądał tu wojennych widowisk. Słowo jego było rozkazem, nocą usypano cyrk z ziemi, wyłożono marmurami ze ścian domów i świątyń zdartemi siedzenia dla Tyberyusza Augusta, postroili się wszyscy wytwornie i lud zbiegł przyglądać dawno niewidzianemu igrzysku.
Ale nie było zwierza, za którymby się uganiać mogli niewolnicy i gladyatorowie, jeden dzik tylko dał się schwycić w górach. Cezar kazał go pędzić ku sobie, aby dać dowód siły, własną go przebijając ręką. Cajus, który stał za nim, przeląkł się widząc z jakim zamachem rzucił włócznię, która wywołała oklaski, zatrząsłszy się we wnętrznościach zwierzęcia. Ale tuż za włócznią rzuconą padł Cezar na ziemię wysilony, i gdyby go Macron z przybocznymi nie wstrzymał, byłby się w prochu cyrku tarzał. Na rozgrzanego ucztą i spoconego igrzyskiem wiatr wionął w téj chwili, i Tyberyusz powrócił do willi, jęcząc ze ściętemi zęby, zbladły, a krew kilkakroć rzuciła mu się ustami. Myślano już że skona, Cajus źle nawet już taił radość i niecierpliwość pochwycenia władzy. On i Macron patrzali po sobie szydersko się uśmiechając, śledząc oddech coraz słabnący, gasnący, ledwie dojrzany; ale Tyberyusz dźwignął się z sarkazmem w ustach i spójrzał na nich.
Wstał i żył znowu — struchleli spiskowi.
— Do Caprei! do Caprei! zawołał — tam tylko żyć można...
W milczeniu orszak puścił się z nim ku Misene, zkąd okręt ich przewieźć miał na wyspę...
W drodze strach i przerażenie panowało na dworze Tyberyusza, nie wiedziano co począć. Macron klął życie uparte... a bogi wzywał na świadectwo, że swojeby dał za pana. Starzec widział kłamstwo i udawał że go nie rozumie, aby nie przyśpieszyć śmierci.
Pochód przez Campaniję był powolny i do pogrzebowego podobny, choć Cezar starał się go uczynić wesołym, kłamiąc twarzą, zmuszając do żartów i śmiechu przybocznych.
Tak przybyli do Puteolów i brzegiem prześlicznéj zatoki ciągnęli ku willi Cezara, który legł znowu podróżą, choć powolną, do ostatka znękany...
Od Circei do świątyni Serapisa, w któréj chwilę się dwór zatrzymał, słowa prawie z ust Tyberyusza nie słyszano, ruchami tylko dawał znać, że pragnie wesołości, twarz jego pokaleczona wrzodami, oczy krwawe, usta zapadłe, opadająca głowa, zwiastowały nadchodzącą chwilę ostatnią. Gdy Macron zbliżał się po rozkazy, Cezar dawał mu je ręką drżącą, ruchem ust niepostrzeżonym. Oczy jego zwrócone były na Capreę, gdzie chciał odżyć w wonném powietrzu, ale przybyć tam brakło mu siły, trzeba było spocząć w Misene; czekać dnia pogodnego, by się na wyspę dostać. Jak czarowny kraj snów, stała ona przed oczyma jego w przezroczach powietrza i morza ametystową barwą okryta, zdając się wabić ku sobie... Stała tuż blizko, a między nią i Cezarem śmierć już zaparła drogę...
Macron i Cajus spoglądali po sobie niespokojniejsi coraz, dwór już się zwracał ku nowemu słońcu, oczekując jego wnijścia. W Caliguli widziano nie wychowańca Tyberyuszowego, ale syna bohatérskiego Germanika i ostatniéj godnéj imienia rzymianki, matrony Agryppiny, — nikt nie znał jego serca...
Pokryty zasłoną Tyberyusz spoczywając na wozie, który wolno ciągnął się brzegiem morza do willi Luculla, zbliżał się na miejsce, gdzie chwilowo miał tylko odpocząć. Gdy stanęli przed długim portykiem od podnóża gór, marmurowych kolumn, lasem wiodących na wierzchołek, potrzeba było otworzyć wóz i dźwigać chorego na ramionach, gdyż o swéj sile iść nie mógł. Uśmiech jednak zjawił się na jego ustach, a piérwszém słowem było wołanie o łaźnię i ucztę, które już nań czekały. Wniesiono go prosto do kąpieli...
Na górze, z któréj cudny widok rozlegał się dokoła, pozostali tylko Charicles mający tegoż dnia powrócić do Rzymu, Macron i Cajus... Twarz ostatniego mimo wyuczonéj obojętności wydawała najwyższe rozdrażnienie i niecierpliwość, był jak zgłodniały podróżny, któren ma przyobiecaną ucztę a doczekać się jéj nie może.
Macron z dzikim swéj twarzy wyrazem, patrzał nań uśmiechając się, a w oczach jego znać było rachubę, która omylić nie mogła; chęć panowania nad bezsilnym i blasku tylko a nasycenia, jak sądził, pragnącym towarzyszem. Chwilę milczeli wszyscy, obawiając się jeszcze słowem zdradzić, gdy Charicles śmielszy od nich, obejrzawszy się począł po cichu...
— To już ostatki! — rzekł ostróżnie — Cezar kona widocznie... choć niechce umierać.
Życie w nim jak oléj w lampie dopaliło się do dna, knot tylko jeszcze skwierczy tłustości resztkami.
Cajus chciwie usta nastawił.
— Jestżeś pewny? — zapytał.
— Albożbym mówił wątpiąc? — słowa to są śmierć niosące.
— Kiedyż? — rzekł Cajus.
— Fatum wie tylko... dziś... jutro... za godzinę... Zobaczemy go u stołu, reszty życia uczta zabierze...
Macron i Cajus cicho cóś z sobą szeptać poczęli, wtém szmer dał się słyszeć i niewolnicy niosący przybory do wieczerzy, poczęli się snuć w portykach.
Cezar wychodził z łaźni, Cajus śpieszył z nim dzielić triclinium.
Izba, do któréj wezwano starych biesiad towarzyszów, przygotowawszy w niéj stoły, była z obu stron otwartą i dokoła kolumnami otoczoną. Z dwóch boków jéj podniesione zasłony purpurowe ukazywały w ramach szerokich drzwi, głąb’ ogrodów willi już kwitnącemi i wonnemi obsypanych krzewami, a w drugą stronę szerokie morze i śpiącą na nim flottę. Chociaż kilkanaście dni jeszcze dzieliły od Kalend kwietniowych, wiosna na tém szczęśliwém wybrzeżu rozwijała się już z całą siłą i przepychem klimatu najrozkoszniejszego pod słońcem. Powietrze wonne, śpiew ptaków, zapach kwiatów, uśmiech wiosny — wszystko zachęcało do życia, odzywając się weselem... Spokój wieczorny pocałunkiem Hespera zdał się wygładzać morze, którego niezmierne płaszczyzny tak były czyste i jasne, że w nich jak w zwierciadle odbijały się wyspy i lądy i blaski zachodu i białe willi gmachy.
Zorza zachodzącego słońca ciepłemi promieniami stroiła ten krajobraz niezmiernego wdzięku, tak uroczysty i wielki, że oczy nawet znękanych życiem ludzi, zwracały się ku niemu, by zeń trochę pokoju i nadziei zaczerpnąć.
W jadalnéj izbie tak na dwie otwartéj strony, przysposobiono ucztę mającą zatrzymać biesiadników przy stołach do dnia, ucztę, która dla zniewieściałych Rzymian ówczesnych stanowiła najważniejszą w życiu godzinę. Zwykły dwór Cezara, niewielki liczbą, znanych twarzy kółko, otoczyło Tyberyusza, którego złożono na łożu wspaniałém, sadzoném perłową macicą i złotém, widać było, że ostatka sił dobywał, aby dotrwać do końca, i niespokojném okiem mierzył świadków, niezręcznym śmiechem aktora, pokrywając trawiącą go boleść...
Spotkał wzrok Cajusa zwrócony w siebie, badawcze oko Macrona, i domyślił się raczéj niż wyśledził, że Charicles w ruchach jego symptomów choroby szukał.
Napróżno wesołą usiłował począć rozmowę, nic nie szło, nie było mówić o czém; Thrasyllus, Retorowie, wszyscy milczeli, nie umiejąc słów znaleźć.
Tyberyusz czuł że go badano, milczał bojąc się zdradzić głosem, usta wśród uśmiechu zaprawiały się goryczą, zadumywał długo trzymając czaszę przechyloną, z któréj wino i róż liście spływały na purpurową szatę. Jak cienie na polach Elizejskich przesuwały się przed nim śliczne postacie młodzieńców i dziewcząt posługujących do stołu... a w piersi Cezara młodość ich budziła uczucie zazdrości.
Podli ci niewolnicy mieli przed sobą życie, pan świata widział śmierć tylko.
Tyberyusz po chwili wniósł aby spełnić pięćkroć pięć czasz magistralnych i wino zaprawione wonią krążyć zaczęło, on sam wypijał je żywo, jakby z niém chciał wlać w siebie nowe życie.
I wkrótce martwe jego lice, zbladłe krwią nabiegać, oczy złowrogiego poczęły nabierać blasku, trochę sił wróciło starcowi; ale to nie trwało długo, za trzecią czarą podniósł się i rzucił gwałtownie jakby poczuł w sobie żądło śmierci i opadł na łoże przysłaniając końcem szaty.
Cajus i Macron porozumieli się wejrzeniem przelotném, ale twarze ich w téj chwili tak były blade jak ściany białego marmuru, na których się malowały.
— Habet! — rzekł Cajus do towarzysza głosem tak stłumionym — że jak szmer wiatru słowa te przeleciały do uszu Macrona.
Charicles zbliżyć się chciał do Cezara, ale trwoga przykuła go do łoża.
Tegoż wieczora miał on odjeżdżać do Rzymu, Tyberyusz go zatrzymał tylko na biesiadę wieczorną. — Podano ostatnie napoje i miano skończywszy libacyą wstawać od stołów — Cezar zdawał się konać, tak oddech miał ciężki, przerywany, a wzrok osłupiały, i gdy szatę odrzucił, ujrzano krople potu występujące na jego czole.
Porwał się jeszcze i sparł na łokciu, zwracając twarzą ku towarzyszom.
— Dla czego milczycie — rzekł głosem zmienionym — milczenie nie jest bogiem biesiady, złe z nią w parze chodzi. Czemu nie zaśpiewa chór? dla czego Priscus nie każe greckim skoczkom, wesołym nas zabawić tańcem?
Rozkaz był jeszcze wszechmocnym, ale to, co zwykle wesele budzi, napiętnowało się smutkiem... Weszli Saltadorowie i śpiewacy, pieśń się ozwała miękka, lubieżna, rozkoszna, tęskna, ale po za nią wiał jakiś głęboki smutek, drżało przerażenie jakby przeczucie zbliżającéj się burzy.
Oko Cezara osłupiałe nie śledziło ruchów tanecznic, nie zwracało się za ich biegiem, utopione w dal ciemną, zastrzęgło i ścięło się bezmyślnie.
Wśród zabawy Charicles powstał aby pożegnać pana, przystąpił ku niemu, przykląkł i całując rękę drżącą i zimną, gdy ją niósł do ust, ujął tak zręcznie, by dobijającego ostatków życia pulsu namacać72. Tyberyusz drgnął, odgadł myśl jego i szkliste oko zatrzymał chwilę na Greku, z groźbą zimną jak dotknięcie miecza.
— Starcze! — rzekł — ostatka sił pytasz we mnie? nie prawdaż? Boisz się poczciwy, stary mój sługo ażebyś pana nie stracił... Nie bój się! żyje Cezar jeszcze i długo żyć będzie — dodał ciszéj słabnącemi usty. — Nie dobrze jest nocą przebiegać pola Campanii, zostań z nami do dnia, przeciągniemy ucztę jak bywało w Caprei... niech Priscus każe rozpocząć na nowo, niech nam dadzą wina, jadła, śpiewu i wesela...
Życie krótkie... potrzeba go używać.
Wszyscy na te słowa zadrżeli, bo starzec ledwie się dźwigał, brakło mu tchu widocznie, lecz Priscus był posłuszny.
Wnet nowy orszak młodzieży pobiégł drugą ucztę gotować, świeże przynosząc wieńce, amfory i czasze. A że mrok coraz gęstszy zalegał wnętrze sali i blask tylko dnia ostatni odbity od morza zwierciadeł słabo oświecał triclinium, wniesiono kandelabry i lampy, spuszczono zasłony z stropów posypały się kwiaty i polały wonie, — rozpoczęto biesiadę na nowo...
Cezar, a za nim towarzysze nową wyleli libacyą bogom. — Charicles musiał pozostać.
— Nie radbym i chwili stracić — rzekł Cezar do niego — tyś mój stary przyjaciel i sługa, jedziesz do Rzymu, ja ciągnę do Caprei mojéj, nie wiem kiedy się zobaczemy znowu... Wiem żeś przywiązany do Cezara, używaj z nim razem.
Charicles zadrżał z trwogi; Tyberyusz obrócił się potém do Cajusa.
— I ty cóś chmurny jesteś — rzekł — a wiek twój nie po temu... Dla czego wszystko co mnie dziś otacza smutne? Jam przecie wesół i chcę by mi się śmiały oczy wasze i usta.
Ale próżne to były zachęty...
Czasze poczęły krążyć nieustanne, a choć z ametystowéj pił Cezar, widać było po twarzach, że Falernus stary bił do głowy. Niepokój tylko o życie wytrzeźwiał trzech ludzi, których jedna myśl i pragnienie wiązało.
Macron, Cajus, Charicles już byli wszechwładni, a postrach trwał jeszcze, bo chmurna brew Tyberyusza marszcząc się mogła wyzwać nową siłę w posłusznych niewolnikach Priscusa.
Ale już co chwila, mimo upojenie i udanie, twarz groźna stawała bladszą, a znaki zbliżającéj się śmierci widoczniéj na niéj piętnowały — napróżno wysilał się, bełkotał, uśmiechał trwając w komedyi do końca, wszystko zwiastowało ostatnią jego godzinę.
Śpiewały chory greckie, krążyły czasze, a chwila każda wiekiem zdawała się nieprzebytym.
Nareszcie Tyberyusz osunął się na poduszki i zdawał dogorywać, kilka razy zdejmował z palca pierścień, trzymał go w drżącéj dłoni, jakby chciał oddać komuś, poglądając na Cajusa i Macrona, i znowu kładł na rękę...
Żaden z tych ruchów nie uszedł chciwych oczu świadków czatujących śmierci.
Słudzy naostatek wzięli go na barki i zanieśli do sypialni, dokąd trzéj strażnicy powlekli się za nim niespokojni.
— Silne życie! — powtarzał Cajus ściskając usta i przez zęby cedząc wyrazy.
— Dobił się sam przecie — mówił Charicles — nie dożyje wschodu słońca.
— Czas wreszcie aby się to wszystko skończyło! — dodał Macron.
U drzwi zapuszczonych zasłoną, za któremi złożono na pół martwe ciało Tyberyusza, stanęli z uchem do ściany przyciśniętém, słuchając oddechu, szpiegując szelestu.
W izbie panowała cisza niczém nieprzerwana, ani jęku, ani westchnienia, ani głosu...
— Umarł — rzekł Cajus niecierpliwy.
— Idźmy i zobaczmy...
— A jeśli żyje?
— To żyć przestanie — odparł chwytając zasłonę Macron — żył dosyć!
I dźwigając drzwi silną ręką żołnierską pretoryanin wszedł śmiało do izby.
Dwóch niewolników opodal od łoża siedzieli na ziemi w milczeniu patrząc na łoże Cezara, który leżał nie dając już znaku życia. Macron zbliżył się i zwieszoną bezwładnie ujął rękę z pierścieniem — zimną była i skośniałą.
Cajus z po za niego poglądał, i podany annulus, znak władzy przyjął w dłonie drżące...
Ale w chwili, gdy połą szaty opadłéj na ziemię, miał Macron przykryć trupiéj bladości twarz Cezara; — zmarły podniósł głowę, otworzył oczy straszliwie i uśmiechnął się złowrogo... Cajus i Macron cofnęli się przerażeni... śmierć zajrzała im w oczy.
Wódz pretoryanów jednak nie stracił przytomności.
— Dawus! — rzekł do niewolnika, który za nim stał drżący — narzucić mi poduszki na to martwe ciało...
Nie będziemy malować téj sceny ohydnéj zgonu Tyberyusza; głuche o niéj chodziły wieści po Rzymie, lecz dwaj dziejopisarze73 podają, że dogorywający Cezar przygnieciony został poduszkami i uduszony wprzód nim skonał, a ręka Cajusa, przybranego syna, na gardle jego zostawiła slad ostatniego uścisku...
Syn Germanika mścił się za ojca, matkę i brata.
Zaledwie podniesiono drzwi zasłonę i spiskowi wyszli z izby, straże i niewolnicy do koła willi zebrani jakby tylko czekali na nich, ozwali się szmerem radośnym, potém głośnemi okrzyki. Odgłos ten zwiastujący śmierć Tyberyuszową pobiegł brzegami morza, w pola Campanii, drogą Apijską potoczył się ku Rzymowi, na skrzydłach wiatru przeleciał na krańce państwa i nieopisana radość wstrzęsła milionami ludzi...
Cajus natychmiast obwołany został następcą... nikt nie wątpił, że senat musi mu dać władzę, syn Germanika miał w ręku pretoryanów i wojska. Nigdy śmierć może tak zgodną nie była powitana radością.
Przypisy:
1. Brzegów czystym nieprzyjaznych dziewicom — Littora quae fuerunt inimica puellis. Virgilius [w rzeczywistości jest to fragment elegii 11. z I ks. późniejszego nieco od Wergiliusza poety, Propercjusza: ...litora quae fuerant castis inimica puellis...]. [przypis autorski]
2. poeta zamkami raczéj niż wiejskiemi domki nazywa — Non villas esse sed castra... [cytat z Seneki Listów moralnych do Lucyliusza (Epistulae morales ad Lucilium), 51, 11; mowa o budowanych przez Gajusza Mariusza, Pompejusza i Cezara willach w Baiach, które stawiali na szczytach gór; przez swoje umiejscowienie i typ budowli, wydawały się nie willami, lecz raczej warowniami]. [przypis autorski]
3. August (...) przebiegał wybrzeża Campanii i wyspy pobliższe... — Suetoniusz, Augustus [w Żywotach cezarów (De vita Caesarum)], 98. [przypis autorski]
4. Ktistes — w oryg.: κτίστην. [przypis edytorski]
5. Założyciela grób widzę płonący — Ktistu de tymbon eisoro pyrumenon [w oryg. Κτίστου δὲ τύμβον εἰσορῶ πυρούμενον]. [przypis autorski]
6. Widzisz-li Masgabę uczczonego pochodniami — Horas faessi Masgaban timomenon [w oryg.: Ὁρᾷς φάεσσι Μασγάβαν τιμώμενον]. [przypis autorski]
7. jak Augusta przywiązanie do téj wyspy i zamianę jéj na Enaryą, zazieleniony na jego przybycie stary dąb wywołał — Suetoniusz, Augustus [w Żywotach cezarów (De vita Caesarum)], 92. [przypis autorski]
8. Nowy przychodzi rzeczy porządek... — Sicilides Musae, paulo majora canamus. / Non omnes arbusta juvant, humilesque myricae! / Si canimus sylvas, sylvae sint consule dignae. / Ultima Cumaei venit jam carminis aetas: / Magnus ab integro saeculorum nascitur ordo / Jam redit et virgo, redeunt Saturnia regna, / Jam nova progenies coelo demittitur alto. Pollio. [Są to słowa Polliona z początku czwartej eklogi Wergiliusza]. [przypis autorski]
9. Od przemiany rządu, powiada Tacyt, nie pozostało śladu nawet cnót dawnych... — Tacyt, Lib. I, 4 [mowa o księdze (łac. liber) pierwszej Roczników (Annales) tego autora]. [przypis autorski]
10. życie skończywszy pytając: — Czy jako aktor dobrze swą na świecie odegrał rolę? — Swetoniusz [niedokładny cytat z Żywotu Augusta 99, (ks. II Żywotów cezarów)]. [przypis autorski]
11. Ojcu tego, który miał po nim nastąpić (...) August odebrał był żonę... — Tacyt I, 10. [przypis autorski]
12. Tyberyusz, mówi on, (...) był znakomicie wykształcony, ale natury dziwnéj (...) niebezpieczném było go nierozumieć gorzéj jeszcze odgadnąć — Dio Cassius, LVII, Tiberius [początkowy fragment księgi LVII dzieła Kasjusza Diona Historia rzymska, jednej z dwóch poświęconych panowaniu Tyberiusza]. [przypis autorski]
13. tak radośnemi i pożądliwemi oczyma ją gonił, iż nakazać musiano, aby mu się więcéj nie nawijała — adeo contentis et tumentibus oculis prosecutus est eam [w oryg.: ...oculis prosecutus est, ut custoditum sit ne umquam in conspectum ei posthac ueniret, Swetoniusz, Żywot Tyberiusza 7]. [przypis autorski]
14. W Rzymie, powiada Tacyt, konsulowie, senatorowie, rycerstwo, dobrowolnie oddawali się w niewolę — L. I, 7. [przypis autorski]
15. odczytano testamenta, na których czytanie głosu i sił czułemu Tyberyuszowi, postanowionemu dziedzicem, zabrakło — Swetoniusz [Żywot Tyberiusza 23]. [przypis autorski]
16. dla podniesienia blasku przeszłości, straszliwą sprzecznością jéj następstw — Tacyt, L. I, 10: Comparatione deterrima sibi gloriam quesivisse [sławy sobie w potomności z najzłośliwszego porównania szukał; tł. A. Naruszewicz]. [przypis autorski]
17. Mowa Asiniusza raczéj była napuszona... — Tacyt, L. I, 11. [przypis autorski]
18. Dodał tylko bolejącym i osłabłym głosem warunek: — Gdy przyjdzie chwila, w któréj znajdziecie słuszném... proszę was, byście starości mojéj dali wypoczynek... — Swetoniusz [Żywot Tyberiusza 24]. [przypis autorski]
19. odmówił wreszcie przyjęcia tytułu Augusta (...) zabronił przysięgać na swe imie jak na świętość... — Dio Cassius [Historia rzymska LVII, 2–10, por. też Swetoniusz, Żywot Tyberiusza 26]. [przypis autorski]
20. W senacie słuchał rady z pokorą, choć niemal z niéj sobie żartował — Swetoniusz. [przypis autorski]
21. szat jedwabnych i naczyń złotych zabraniał — Dio Cassius [Historia rzymska LVII, 13]. [przypis autorski]
22. obejście się z żydami, których cztéry tysiące za dekretem senatu wywieziono do Sardynii, przeznaczając ich do walki z rabusiami — Tacyt, II, 85 [wzmianka dotycząca debaty w sprawie pozbycia się z Rzymu dwu kultów: religii egipskiej i żydowskiej, oraz wysłania na Sardynię łącznie czterech tysięcy wyzwoleńców „zarażonych tymi przesądami”]. [przypis autorski]
23. Lud rzymski (...) wśród nocnych ciszy, wykrzykiwał (...) i pisał na murach: Oddaj nam Germanika! — Swetoniusz [Żywot Tyberiusza 52]. [przypis autorski]
24. w Germanii nadane przez żołnierzy przezwisko Biberius... niejakiego Prisca, urzędnikiem mianował do nastręczenia rozpusty — Swetoniusz [Żywot Tyberiusza 42]. [przypis autorski]
25. użycie w senacie wyrazu greckiego emblema, kłopotało go niezmiernie, chciał go koniecznie łacińskim zastąpić — Swetoniusz [Żywot Tyberiusza 71; także: Kasjusz Dion Historia rzymska LVII, 15; jak się wydaje, greckie ἔμβλημα, oznaczające wypukły ornament na naczyniu, zadomowiło się już w łacinie, sto lat wcześniej Cyceron posłużył się nim dwukrotnie w mowie przeciw Gajuszowi Werresowi]. [przypis autorski]
26. Niektórzy utrzymują, pisze Tacyt, że poczwarność jego (...) Inni gwałtownemu charakterowi matki przypisują ucieczkę tę z Rzymu — Tacyt, L. IV, 57. [przypis autorski]
27. Wyspa ta, mówi Tacyt, nie ma żadnego portu... póki ją wybuch Wezuwiusza nie zniszczył — L. IV Tacyt [Roczniki IV, 67]. [przypis autorski]
28. śmiałek ów był prostym rybakiem z Caprei, chcącym się docisnąć do pana (...) przyniesiono raka, którym twarz poranioną na nowo mu odarto — Swetoniusz, Żywot Tyberiusza 60 [gdzie mowa o złowionej languście, skorupiaku morskim, nie o raku, który jest stworzeniem słodkowodnym; nie ma też wzmianki o zrzuceniu rybaka do morza]. [przypis autorski]
29. urząd posługacza rozkoszy, a Priscus, choć rycerz rzymski nie wahał się przyjąć obowiązku — Swetoniusz [Żywot Tyberiusza 42]. [przypis autorski]
30. szeroką suknią, którą zwano „Synthezą” — sukni tych tylko do uczt rozpasanych używano [w domowym zaciszu, na obiady i uczty, Rzymianie wkładali luźną, barwną synthesis, gdyż oficjalną togę uważano za ubiór zbyt kłopotliwy podczas posiłków, spożywanych w pozycji leżącej; noszenie synthesis poza domem, w miejscu publicznym było niestosowne]. [przypis autorski]
31. Asteras eisatreis Aster emos... — fragment jednego z epigramatów Platona (V–IV w. p.n.e.) zachowanych w dziele Diogenesa Laertiosa (z III w. n.e.) Żywoty sławnych filozofów III, 29; fragment ten w zapisie bez transkrypcji: ἀστέρας εἰσαθρεῖς Ἀστὴρ ἐμός... [przypis edytorski]
32. Stella meus, stellas dum suspicis... — jest to w rzeczywistości przekład Muretusa, renesansowego francuskiego humanisty z XVI w., pochodzący z jego komentarza do wiersza Katullusa Ad Lesbiam. [przypis edytorski]
33. antecaenium — rodzaj śniadania, przekąski przed wieczerzą. [przypis autorski]
34. Fastidit vinum, quia jam sitit iste cruorem... — cytat z III księgi Żywotów Cezarów Swetoniusza, poświęconej Tyberiuszowi: Żywot Tyberiusza 59. [przypis edytorski]
35. Asper est immitis... — Swetoniusz [urywek ten pochodzi z tego samego miejsca Żywotu Tyberiusza, co poprzedni, i stanowią części jednej całości, więc faktycznie Tyberiusz Kraszewskiego nie przywołuje innego wiersza, lecz inny fragment tego samego; początek jednak tego wiersza brzmi: „Asper et immitis...”]. [przypis autorski]
36. zazdrościł losu Priama, co wszystką swą przeżył rodzinę — Swetoniusz [Żywot Tyberiusza 62]. [przypis autorski]
37. Co wam napiszę, ojcowie? (...) ja sam codzień ginąc dręczonym się czuję — w Tacycie i Swetoniuszu jednakowo przytoczony ten ułamek [Swetoniusz, Żywot Tyberiusza 67; Tacyt, Roczniki VI 6]. [przypis autorski]
38. Co najstraszniejszém było w tych opłakanych czasach, powiada Tacyt (...) wyścigali się jedni przed drugiemi z delacyą (...) jakby jakąś pochwyceni zarazą — Tacyt VI, 7. [przypis autorski]
39. Współcześni patrząc na to, jak uległy (...) powiedzieli o nim, że nie było nadeń lepszego sługi ani gorszego pana — Tacyt Annales VI, 20. [przypis autorski]
40. patagium — rodzaj ozdobnéj stuły, noszonéj na ramionach. [przypis autorski]
41. Dziecię [córka Sejana] płakało gdy ją kat na śmierć prowadził, nie rozumiejąc co ją czeka i obiecując, że odtąd będzie grzeczne — historyczne [Tacyt, Roczniki V, 9]. [przypis autorski]
42. Bogów i religii zaniedbywał... — Circa Deos ac religionem negligentior (Sueton., Tiber. 69). [przypis autorski]
43. w Rzymie chodziła wieść, było przekonanie, że Judea ma się podnieść i Pana dać światu — Percrebuerat Oriente toto vetus et constans opinio, esse in fatis, ut eo tempore Judaea profecti rerum potirentur (Sueton., Vespas. [Żywot Wespazjana] 4). [przypis autorski]
44. Swetoniusz (...) mówi o cudzie głoszącym Rzymowi, że natura króla mu wydać miała — Prodigium Romae factum publice, quo denuntiabitur, regem populi Romani naturam populo (Sueton., Aug. 94 [Żywot Augusta 94]. [przypis autorski]
45. Za panowania Tyberyuszowego, pisze, statek przepływał niedaleko wyspy Paxos... — Plutarch, de Oraculis [De defectu oraculorum 17]. [przypis autorski]
46. Uczeń Corvina Messali (...) Styl jego wyszukany, nadęty, dziwaczny (...) Zmuszony raz użyć wyrazu „monopolium”, uniewinniał się z tego... — Swetoniusz [Żywot Tyberiusza 70–71]. [przypis autorski]
47. Tyberyusz miał ugłaskanego ulubieńca [węża], z którym się rad bawił... znaleziono go zjedzonym przez mrówki, ztąd tłómaczenie i wieszczba... — Swetoniusz [Żywot Tyberiusza 72]. [przypis autorski]
48. często się trafia, że matki ubogie rzucają dzieci nad drogą niemowlętami — o zwyczaju tym rzucania dzieci pisze Swetoniusz: Caligula. 5. Claudyusz. 27. Tacyt w Germanii 19. Tertulian i inni. Zwało się to: Liberorum numerum finire!, Litościwsi lub spekulanci zbierali je i wychowywali. [przypis autorski]
49. wyrocznie chce zamknąć, aby przeciwko niemu co nie rzekły — Swetoniusz. Tacyt 63 [faktycznie wzmianka o tym znajduje się u Swetoniusza w Żywocie Tyberiusza 63]. [przypis autorski]
50. nowych ksiąg Sybilińskich, które Senat, nie wiele myśląc, przyjął na wniosek Caminiusa Galla... — Tacyt, VI, 12. [przypis autorski]
51. delacye i wyroki: padli ofiarą Geminius, Celsus i Pompejus (...) Celsus trybun, oskarżony udusił się łańcuchem, do którego był przykuty — Tacyt [Roczniki VI, 14; z opisy kolejnych przypadków pochodzą z następnych fragmentów tego samego dzieła]. [przypis autorski]
52. zmarł Asinius Gallus (...) [Tyberiusz] śmierci zwyczajnéj za żadną nie uważał karę; w strasznych męczarniach skonał Drusus — Tacyt [Roczniki VI, 23–24: śmierć Asiniusa Gallusa oraz Druzusa i reakcje Tyberiusza], Swetoniusz [Żywot Tyberiusza 54: zagłodzenie Druzusa; 61: traktowanie śmierci jako lekkiej kary]. [przypis autorski]
53. Wy co Stygijski kraj zamieszkujecie demony dobre... — tajemniczy nagrobek ten po grecku napisany, znaleziono na wyspie Caprei, nie daleko pieczary Mithry (Magnum Mithrae antrum). [przypis autorski]
54. Rzym jeszcze był boga tego [Mitry] do swego panteonu nie wcielił — nastąpiło to za Trajana dopiéro. [przypis autorski]
55. Tchem moim brzydziła się żona moja... — Hi 19, 17 [biblijna Księga Hioba w przekładzie ks. Jakuba Wujka]. [przypis autorski]
56. Bracią moją oddalił odemnie, a znajomi moi jako obcy odeszli odemnie — Hi 19, 13. [przypis autorski]
57. Ten umiera duży i zdrowy, bogaty i szczęśliwy — Hi 21, 23. [przypis autorski]
58. Bóg zmiękczył serce moje, a Wszechmogący zatrwożył mną — Hi 23,16. [przypis autorski]
59. Izali wiesz porządek nieba, i postawisz sposób jego na ziemi? — Hi 38, 33. [przypis autorski]
60. Tyberyusz (...) pozwolił na siebie w Senacie czytać najostrzejsze wyrzuty w testamencie Triona... — Tacyt [Roczniki VI, 38]. [przypis autorski]
61. wyrzucać starcom ich szat jedwabnych — Vestis serica (Tacyt, Annal. II, 33) [zakaz, wprowadzony na początku panowania Tyberiusza, dotyczył wszystkich mężczyzn: ne vestis serica viros foedaret („żeby się męska płeć jedwabnym odzieniem nie hańbiła”; tł. A. Naruszewicz); o zakazie tym pisze także Kasjusz Dion w Historii rzymskiej LVII, 15]. [przypis autorski]
62. penaty częściéj już mieszkały przy kuchni niżeli na poczestném miejscu domu — w wielu domach Pompei. [przypis autorski]
63. posticum — tylne wejście domu. [przypis autorski]
64. atriensis — sługa stróż atrium. [przypis autorski]
65. cnocie takiéj jak Geminiusa Rufa, który przebijając się mężnie zawołał... — przekręcone imię Gaiusa Fufiusa Geminusa, konsula z roku 29; o jego oskarżeniu i okolicznościach śmierci pisze Dion Kasjusz w Historii rzymskiej LVIII, 4. [przypis edytorski]
66. u trupa Sabinusa rzuconego na Gemonije, jeden wierny pies tylko pozostał — Dio Cassius [Historia rzymska LVIII, 1]. [przypis autorski]
67. w wązkiém przejściu, wiodącém do Cavaedium (głównego podwórca) — z grecka zwano je Diathyrum. [przypis autorski]
68. posłał Macron do Senatu delacyę Albucillę (...) oskarżając ją o rozpustę i bezbożność względem Cezara — Tacyt [Roczniki VI, 47]. [przypis autorski]
69. Żal mi — rzekł — żem dotąd żył (...) prowadzonym przez Macrona, gorszego nad Sejana, i wybranego na jego zgubę — Tacyt, Annal. VI, 48. [przypis autorski]
70. Na przylądku Misene stała willa, dawniéj należąca do Luculla patrząca, wedle słów Fedra, na Sikulskie i Tusków morze — Phaedrus, Fab X, II. V: Caesar Tiberius quum patens Neapolim / In Misenensem venisset suum, / Quae monte summo posite Luculli manu, / Prospecta Siculum, et prospicit Tuscum mare... [fragment z ks. II, V Fabulae (Bajek) Fedrusa]. [przypis autorski]
71. Ville te zamykały w sobie co tylko życie uprzyjemnić i rozpieścić mogło (...) czego najwymyślniejsza zapragnęła fantazya — Zobacz opis willi Vatiusa, w listach Seneki, Ep. 56 [Epistulae, Listy moralne do Lucyliusza]. [przypis autorski]
72. Charicles (...) rękę (...) ujął tak zręcznie, by dobijającego ostatków życia pulsu namacać. Tyberyusz (...) odgadł myśl jego... — historyczne [Tacyt, Roczniki VI, 50]. [przypis autorski]
73. dwaj dziejopisarze podają, że dogorywający Cezar przygnieciony został poduszkami i uduszony — Tacyt i Swetoniusz [Tacyt w Rocznikach VI, 50; Swetoniusz w Żywocie Tyberiusza 73 wymienia kilka krążących przypuszczeń o przyczynach śmierci Tyberiusza, w tym również tę wersję; Kasjusz Dion w Historii rzymskiej LVIII, 28 podaje zbliżony powód śmierci: Tyberiuszowi odmówiono jedzenia i podduszono go przez zawinięcie w wiele warstw grubych ubrań, pod pozorem potrzeby rozgrzania chorego]. [przypis autorski]