SCENA IV

Walery i Szarmancki

SZARMANCKI

ufryzowany z wielkim halsztukiem44 i we fraku eleganckim, rzuca się na Walerego i całuje go

Pozwól się, przyjacielu, na łono twe rzucić,

Ucałować, przypomnieć tej przyjaźni świętej,

W młodych leciech45 w konwikcie46 tak czule powziętej.

Wiek minął, jakeśmy się z sobą rozdzielili,

Panowie tu na nowo Polskę przerobili,

Ledwiem ją poznał, kiedym wrócił z zagranicy:

Lecz jak to? lato całe strawiłem w stolicy,

Nigdzie się spotkać!

WALERY

Mocno tego żałowałem,

Moje zabawy, domy które uczęszczałem,

Może, że nie te były, kędyś waćpan bywał.

SZARMANCKI

Wtenczas u Kolsonowej najwięcejm przebywał,

W ulicy Ujazdowskiej: wpośród pracy takiej,

Jakżeś też nie wyjechał i razu na raki?

WALERY

Prawdziwie, że się tego nieskończenie wstydzę,

Lecz słodzę stratę, kiedy dziś waćpana widzę;

Jak długo odwiedzałeś waćpan cudze kraje?

SZARMANCKI

Rok tylko, alem przejął wszystkie ich zwyczaje.

Prawdziwie, już nie mogłem w ojczyźnie usiedzić47;

Naprzód, ojciec mi kazał w sprawach się swych biedzić,

Jeździć po Trybunałach, to śliczne zabawy!

Wolałem przegrać dobra niż pilnować sprawy.

W rok zdało mu się oddać mię do gabinetu,

Porzuciłem: nie umiem dochować sekretu.

Dalej próbując mojej w żołnierce ochoty,

Nabył dla mnie chorągiew w rejmencie piechoty,

I to mi się sprzykrzyło; przecież Opatrzności

Zdało się ojca mego przenieść do wieczności!

Zobaczywszy się panem znacznego majątku,

Z radości nie wiedziałem, co robić z początku.

poprawiając halsztuka i desynując48 się

To prawda, że Bóg człeka stworzył dosyć ładnie;

Żebym jednak wykształcił figurkę dokładnie,

Chciałem Paryż odwiedzić, dobra więc dzierżawą

Puściwszy, rozstałem się z kochaną Warszawą.

WALERY

To się waćpan podówczas w Paryżu znajdował,

Gdy rewolucja, gdy się ów zapał zajmował?

SZARMANCKI

To mię też zamieszanie z Francji wypędziło.

WALERY

Właśnie wtenczas w tym kraju zostać się godziło;

Pewnieś się waćpan starał widzieć i być wszędy,

Zważałeś ich ustawy, a nawet i błędy.

SZARMANCKI

Wyznam waćpanu: nie wiem, co się z niemi stało,

Bo mię wszystkie ich czyny obchodziły mało.

Dziękuję za tę sławną i wolność, i trudy:

Nie uwierzysz, w Paryżu jakie teraz nudy!

Nic na świecie tak wielkiej nie nagrodzi szkody;

Panienek ani ujrzysz, teatra49, ogrody,

Bulwary i foksale50 są prawie bez ludzi;

Człowiek nie ma co robić, cały dzień się nudzi.

Raz pamiętam, wyszedłem kupować guziki,

Do pąsowego fraku; kupcy, czeladniki,

Jak gdyby ich umyślnie obrano z rozsądku,

Na warcie strzegli w mieście dobrego porządku;

Tak mię to rozgniewało, żem się wraz zawinął,

I czem prędzej przez Kale51 do Anglii popłynął.

WALERY

Przynajmniej ten kraj sławny, tak rozsądnie wolny,

Zastanowić uwagę waćpana był zdolny;

Rząd jego, rękodzieła i ustaw tak wiele,

Dłużej go zatrzymały.

SZARMANCKI

Trzy tylko niedziele

Bawiłem w Anglii; srodze powietrze niezdrowe:

Kupiłem dwie par sprzączek i szpadę stalowę;

Byłem na Parlamencie: tak jak u nas krzyki,

Lecz za to co za sklepy, łańcuszki, guziki,

Kursa52 koni! to w świecie najlepsza ustawa.

Ach! przyjacielu, co to za szczęście, zabawa;

Tych się cudzoziemcowi opuścić nie godzi,

Co to za widowisko! człek w głowę zachodzi,

Nie możesz pojąć jeden za drugim jak leci,

Na takich koniach, ot tak prawie małe dzieci.

Pamiętam dnia jednego, śmiech mię bierze pusty,

Angielczyk53 jeden z małą peruczką i tłusty,

Przegrał niezmierny zakład, w zapalczywym gniewie,

Chciał koniowi w łeb strzelić: przypadam szczęśliwie,

Daję sto funtów: i tak od śmierci niebogę,

Uwalniam biedną klaczkę, gniadą białonogę.

Potem fraszek kupiwszy moc na darowizny,

Powróciłem nareszcie do matki ojczyzny.

Kiedym ja się tak bawił, pan sławą okryty,

Chodził ustawnie koło Rzeczypospolitej,

Wpośród obywatelskich strawił czas swój trudów,

Winszuję bardzo ustaw, nie zazdroszczę nudów.

WALERY

Ta przyjaźń, z którąś waćpan raczył mię uprzedzić,

Jeżeli mi pozwala prawdę mu powiedzieć,

Powiem: że to bez zysku żadnego jeżdżenie,

Wymówić chyba może wiek, niedoświadczenie.

Odtąd innym winieneś zatrudnić się celem,

Pamiętać, żeś Polakiem, żeś obywatelem,

Żeś najpierwsze twe winien ojczyźnie usługi.

SZARMANCKI

Mam się znów dosługiwać? to sposób zbyt długi.

Urzędy, dostojeństwa, słowem wszystkie żądze,

Łatwe do dostąpienia, gdy człek ma pieniądze.

Będą się kłaniać, chociaż nie będę pracować.

WALERY

Będą się kłaniać, ale nie będą szanować:

Publicznego szacunku ten tylko bezpieczny54,

Kto cnotliwie pracując, ludziom pożyteczny:

Ale go nie otrzyma, kto tylko próżnuje.

SZARMANCKI

Chcesz, bym był posłem na sejm, co dziś następuje?

Bardziej się jeszcze znudził, jak tu waćpanowie?

A dobrodzieju! wolę nade wszystko zdrowie;

Lata przeszłego gdyście na sesjach siedzieli,

Gdyście się przez dzień cały męczyli, krzyczeli

Ja z pudrem i z pomadą włos zczesawszy wonną.

Wsiadłszy w mą kariolkę55, alboli też konno,

Obleciałem Mokotów, Wolę, Królikarnię,

Łazienki i Powązki; czasem Bażantarnię;

Wieczorem przebrawszy się przy powiewnym chłodzie,

Łajałem wraz z drugimi sejm w Saskim ogrodzie;

Wypiłem z przyjaciołmi ponczu dużą czarę,

Zjadłem brzoskwiń, morelów56 za dukatów parę;

Potem koło dziesiątej, kończąc dzień przyjemny,

Foksalowe zabawy okrywał mrok ciemny.

WALERY

Gdyby każdy tak żyć chciał, czem by Polska była.

SZARMANCKI

Nie wiem coby z nią było, lecz by się bawiła;

Zawsze zdania waćpana są nazbyt surowe:

Żebyś mi też ustąpił statku57 choć połowę!

Ale słyszałem, że pan myśli stan odmienić,

Że się okrutnie kocha, ma się wkrótce żenić,

Z piękną, posażną, grzeczną, słowem zacną damą.

WALERY

Ja właśnie o waćpanu słyszałem to samo.

SZARMANCKI

Dalibóg, że nie, ale krewne uprzykrzone

Pokoju mi nie dają, żebym pojął żonę!

Co to za kłopot, co za bieda nieustanna,

Tutaj ciągną rodzice, tu kocha się panna.

Prawie chcą mię już gwałcić; no i cóż mam robić!

Już z biedy na małżonka trzeba się sposobić,

Tylu prośbom, wzdychaniom dać się ułagodzić:

Prawdziwie, że to bieda pięknym się urodzić.

WALERY

Te skargi oznaczają skromnego człowieka,

Szczęśliwy, kto na piękność swą tylko narzeka!

Powinszować waćpanu serdecznie należy,

Najszczęśliwszyś podobno ze wszystkiej młodzieży,

Że bez najmniejszych starań, prawie przez niechcenie,

Umiesz wzbudzać w kobietach najtkliwsze płomienie.

SZARMANCKI

Szczęście się przywiązało do mojej osoby,

Ale wyznać należy, mam moje sposoby,

I ktokolwiek iść zechce podług mych prawideł,

Żadne kobieta jego nie uniknie sideł;

Na dowód, że na próżno pochwał mych nie liczę,

Wraz waćpanu pokażę wszystkie me zdobycze,

Listy, portrety, włosy, obrączki, pierścionki,

Te panienek, te wdowy, te od cudzej żonki.

WALERY

Daję wiarę, żeś waćpan był bardzo szczęśliwy,

Proszę, nie dowódź tego przez czyn nieuczciwy,

Tych, co mu zawierzyły, nie zdradzaj czułości.

SZARMANCKI

Otóż znowu pocieszne są delikatności!

Jeśli masz za uczciwość ochraniać kobiety,

Wierz mi, w ich oczach żadnej nie znajdziesz zalety:

Chciej się tylko w mej szkole cokolwiek przećwiczyć,

Tysiącami kochanek jak ja będziesz liczyć;

Muszę ci me portrety pokazać koniecznie.

WALERY

Na cóż? może się obejść bez tego bezpiecznie.

SZARMANCKI

Hej, kozak58!

WALERY

Ale wcale nie jestem ciekawy.

SZARMANCKI

Ale co ci to szkodzi, choćby dla zabawy?

WALERY

Wierz mi, gorszyć się będę z takiego uczynku.

SZARMANCKI

Kozak!