List CLXXIX

Sobota rano, styczeń 1776

Marznę, drżę, umieram z zimna, jestem cała w potach. Ożywiasz we mnie ten organ, który jest najbardziej chory; serce moje jest zimne, ściśnięte i zbolałe i powiem jak ta szalona z Bedlam: Boli tak, że wreszcie pęknie.

Drogi mój, mam wrażenie, że upłynął wiek od wczoraj rana i boję się, że nie dotrwam do wieczora: zobaczę cię, doznam zatem ulgi. Mój Boże, nie mam już dość sił dla mej duszy: zabija mnie!

Dzień dobry, miły mój, kocham cię lepiej i bardziej, niż ty mnie kiedykolwiek kochałeś. Tak, kaszlałam, męczyłam się, ale zobaczę ciebie. Będziesz zajęty aż do wieczora, ja zaś będę miała tylko jedną myśl, która każe mi powtarzać bez ustanku:

Jakże wolno godziny nieszczęśliwym płyną!

Drogi mój, rozważ, czy chcesz być ze mną na obiedzie jutro lub w poniedziałek u hrabiego de Crillon; wybierz dzień: wolałabym raczej poniedziałek, ale twoja wola rozstrzygnie.