List CLXXVII
Czwartek, jedenasta wieczór, styczeń 1776
Dobry wieczór, drogi mój. Jak się miewa całe twoje duchowe i materialne jestestwo? Mam nadzieję, że hrabia de Saint-Germain stał się lekarzem twej duszy, ale niespokojna jestem o gardło i wnętrzności. Co do mnie, zawlokłam się — wyrażenie zupełnie ścisłe — do ambasadora; miałam gorączkę całą noc; kaszlałam tak, że głuszyłam dwadzieścia cztery osób, które tam były. Wróciłam, miałam konwulsje tak gwałtowne, że nic z obiadu nie zostało w żołądku; wymiotowałam wśród straszliwych męczarni. To wstrząśnienie przyprawiło mnie o gorączkę daleko jeszcze silniejszą niż wczorajsza. Oto przynajmniej wyrok moich dwóch lekarzy, d’Anleziego i la Rochefoucaulda, którzy opuścili mnie przed chwilą. Wierzę im zresztą i nie potrzebowałam ich, aby wiedzieć, że mam gorączkę.
Mój przyjacielu, pan d’Alembert doręczy ci ten list; będzie się jeszcze widział z tym panem tak trudnym do porozumienia; zawstydzona jestem kłopotami, które sobie zadajesz w tej sprawie. Proszę cię wszelako, abyś mnie nie opuszczał aż do chwili, w której ujrzysz, że jestem stracona, to znaczy aż do podpisania umowy. Przypilnuj warunków i klauzul, które chcę, aby pomieszczono, i przeprowadź całą rzecz z możebną ścisłością112.
Po tych szczegółach nie dodam jak ów człowiek, który z oddalenia zasypywał przyjaciela interesami, zleceniami: „Drogi przyjacielu, załatw z wielką ścisłością i uwagą to, o co cię proszę, bardzo bowiem interesuję się wszystkim, co mnie dotyczy”. Doprawdy, nie znajduję w sobie ani dla siebie głównego przedmiotu zainteresowania. Kiedy się kochało, kiedy się straciło istotę, która nas kochała, czy może zostać jakieś zainteresowanie sobą? Mój Boże, ja mam już w życiu tylko jedno: uciekać przed tym, co mi zadaje ból, a tym samym uwolnić się od jedynego zła, które przygniata nieszczęśliwych: życia.
Jedyny mój, zrobiłam ci przykrość wczoraj, mówiąc ci o tobie, pokazując ci, do jakiego stopnia rozdzierają mą duszę oszczerstwa i niesprawiedliwości, których jesteś przedmiotem. Zadałam ci ból, udowadniając, że cieszyłbyś się najwyższym ze wszystkich dóbr, gdybyś raczył je ocenić, mianowicie doskonałą miłością gorącej i tkliwej duszy. Ale bardzo mi to przykro i doprawdy jedynie dla ciebie, co do mnie bowiem, oderwałam się zupełnie od siebie i od swego szczęścia; ale też bardzo mi przykro, iż widzę cię tak czułym na ludzkie mniemania, którymi wprzódy gardziłeś w tak jaskrawy sposób. Miej dziś siłę, którą miałeś wówczas, a użyjesz jej lepiej.
Bądź zdrów. Są rzeczy, które chciałabym wymazać ze wspomnienia, wykroić z życia; mianowicie to, co ja uczyniłam dla ciebie, a co ty uczyniłeś przeciw mnie. Mówiłeś mi z większą uprzejmością niż prawdą, że podpisując umowę, podpiszę kontrakt twego szczęścia; mój przyjacielu, ten, który mógł podpisać mój wyrok śmierci 1-go maja, nie znajdzie już szczęścia ze mną. Gdyby miał charakter i serce, nie byłby zdolny podtrzymywać mego życia po swojej zniewadze; a ja, gdybym miała uczciwość, siłę i godność, jaką nieszczęście powinno dawać hardej duszy, byłabym je odrzuciła i odepchnęła ze wstrętem. Dusza moja wzdraga się, drżę od stóp do głowy na myśl o steku upokorzeń, w jakie mnie wtrąciłeś. Nie sil się zachodzić do mnie jutro rano.
Odnieś mi, jeśli łaska, moje listy. Czy zbyt wiele wymagam? Chcę jedynie uniknąć hańby i ubezpieczyć twój spokój.