List CXX
Poniedziałek wieczór, 3 lipca 1775
Do chwili sobotniej poczty napisałam do pana cały tom i nie przepuszczę ci tego, mimo że twój list kazał mi odmienić nie sposób myślenia, ale sposób czucia. Zdumiałam się wszelako, czytając, iż masz jedynie pozory winy wobec mnie i że nieszczęście moje poruszyło twe współczucie; i to ty wymawiasz te słowa, i to mnie twój brak serca i niesprawiedliwość każą umierać z boleści! Och, Boże, gdzież znaleźć siłę, której bym potrzebowała? Dusza moja nie umie już odpocząć, ustalić się. Nie nienawidzę cię, trawię czas na tym, aby cię potępiać, cierpieć, przeklinać życie, do którego mnie przykułeś.
Och! po cóż cię poznałam? Po co uczyniłeś mnie tak występną i nieszczęśliwą? I ty mówisz chłodno, że jestem nieszczęśliwa! Nic ci nie daje odczuć, iż to ty uczyniłeś me nieszczęście nieodwołalnym? I to milczenie rozpaczy, przygnębienie śmierci, śmiesz nazywać niegodnym kaprysem!
Niestety! kochałam ciebie z takim oddaniem, dusza moja była tak oderwana od wszystkiego, co nie było miłością, iż niesłychanym jest, abyś nazywał kaprysem odruch, który oddala mnie od ciebie. Jak to! nie znasz nawet języka uczucia, które mnie ożywia? W tej samej chwili, w której chcesz jak gdyby przyciągnąć mnie do siebie, ranisz me serce, nękasz mą duszę twymi wyrażeniami. Bacz, aby to nie było nie tylko pogwałceniem delikatności, ale uczciwości, jeśli ty skarżysz się na mnie, wówczas gdy ja ginę przez ciebie. Powiadasz, że to nie żal ani wdzięczność sprawiają, iż mnie prześladujesz, ale najbardziej tkliwe uczucie! Ha! gdyby ono było prawdziwym, byłażbym teraz na dnie nieszczęścia? Nie, mylisz się, jak sądzę; nie podzielasz mego uczucia, nie czujesz nawet potrzeby być kochanym tak, jak ja kocham, ale ot, kosztuje cię nieco wyrzec się tego, by być pierwszym, jedynym przedmiotem namiętnej i gorącej duszy, która wnosi, jeżeli nie urok, to przynajmniej ruch w twoje życie.
Tak, człowiek najbardziej nawet lekki i powierzchowny czuje pewną pustkę, kiedy przestanie być przedmiotem miłości duszy dość silnej, by cierpieć, a dość tkliwej, by wszystko przebaczyć. Nie byłam dość szlachetna ani dość obojętna, aby ci przebaczyć mękę, która mnie rozdziera, ale miałam tyle rozsądku, aby szukać spokoju w milczeniu; dusza moja była tak chora, iż miałam nadzieję, że potrzeba spoczynku sprowadzi mnie łagodnie do obojętności. Nie uważałam za niemożliwe, iż skoro przestanę cię widywać i mówić do ciebie, stracisz wreszcie władzę nade mną, przestaniesz mącić mój rozum i wstrząsać mą duszę. Dobry Boże, na cóż ty chcesz używać tego wpływu? Bez wątpienia na nieszczęście mego życia, a gdybyś był uczciwym i na nieszczęście swego; trzeba bezmiaru miłości własnej, której nie umiałabym podsycić, aby chcieć podtrzymywać uczucie, którego się nie jest zdolnym podzielać.
Wiesz dobrze, że dusza moja nie zna umiarkowania; chcieć więc zajmować mnie tobą, znaczy skazywać mnie na męki potępionych. Chciałbyś niemożebności: abym cię kochała do szaleństwa i aby rozsądek miarkował wszystkie me postępki; czy to istnieje w przyrodzie? Jedynie uczucia, które się czerpie z głowy, mogą być doskonałe, a wiesz dobrze, czy ja umiem cośkolwiek udawać! czy chcę się w cokolwiek stroić! czy chciałabym zawdzięczać szczęście całego życia postępowaniu, którego by mi nie dyktowała tkliwość mego uczucia lub też gwałtowność namiętności! Wiesz przecie, widzisz, nie panuję nad rozumem wobec istoty, którą kocham.
Ale za wiele już o sobie. O tobie to pragnę wiedzieć wszystko, czego nie wiem od tak dawna; winien mi jesteś rachunek ze swych myśli, czynów, uczuć; tak, mam prawo do tego wszystkiego. W jaki sposób mogłeś się zatrzymać, kiedy pisałeś do mnie? I powiadasz, że serce twoje i głowa były pełne! I komuż je otworzysz? Czy istnieje ktoś w świecie, kto mógłby cię lepiej zrozumieć? Pod wpływem tego, coś pisał o Hetmanie, lęk mnie zdjął jeszcze, posłałam do marszałka de Duras, który powtórzył że Hetman będzie grany, że otrzymasz urlop na koniec miesiąca, że we wrześniu udasz się do Metzu dokończyć służby; napisał ci to wszystko ostatnim kurierem, a ja powtarzam dla własnej przyjemności.
Za wiele liczyłeś na mą życzliwość i nie wiem co jeszcze? Jakiś ty niewdzięczny! Gdyby chodziło o mą cześć i życie, nie włożyłabym w to tyle zapału. Zgłoszono do konkursu piętnaście Pochwał Katinata, ale mnie obchodzi tylko jedna. Mam ją czytać jutro i przyrzekam ci przesłać swój sąd zapieczętowany: zobaczymy, czy się spotkam z Akademią. Aby sądzić zdrowo, oddalę od siebie wszelką miłość i nienawiść; no i zobaczysz, czy zdobędę się na inteligencję. Czy nie wróciłeś do Grakchów? I mimo że wszelka ambicja wygasła w tobie, czy nie spodziewasz się, iż to dzieło przysporzy niemało twojej reputacji?
Powiedz, czemu mówisz, że jesteś tak wygasły? Byłażby to już potęga tego wielkiego gasidła, które sprawia, iż hrabia de Crillon czuje się tak szczęśliwy, istniejąc jedynie po to, aby być mężem pani de Crillon? Bez wątpienia, to wielkie szczęście, ale to go nie czyni ani dowcipniejszym, ani weselszym, ani milszym. Ale o cóż chodzi! Jest szczęśliwy i to szczęściem, którego bym mu nie zazdrościła. Czy to prawda, że w Libourne jest jakaś kobieta podobno pełna dowcipu?
Pan de Vaines ma ci odesłać wszystkie oryginały pracy, jaką uskuteczniłeś dla pana Turgot. Nie sądź, że zapomniałam o memoriale; posłałam go natychmiast; napisałam goręcej, niż gdyby chodziło o mnie i o moją fortunę: prosiłam, aby mi nie odpowiadał zaraz, ponieważ jedynie odmowa bywa tak spieszna. Słowem, łaskawy panie, myślałam że będę jednym z twych przyjaciół i ta myśl nie pozwoliła mi niczego poniechać dla osiągnięcia celu.
Jakże ty byłbyś pocieszny, gdybyś nie był najmilszym z ludzi! Twój list jest mięszaniną ufności w me uczucie i nieufności, byś mógł kiedy być kochany, co jest zanadto zabawne; razem ton śliczny i tak pełen ufności! Przypomniało mi to: Filis, gdzie czas ów gdy etc., etc. Nie wiem, czy mnie kochasz, ale jesteś prawie równie niedorzeczny jak ja; czyżby to działało zaraźliwie? Gdybyś wiedział, ileś stracił na mym milczeniu! A nie mam na myśli wyrazów mej czułości, ale ciekawość twoja znalazłaby tyle zabawy, tyle podniet! Tyle widziałam, słyszałam rzeczy od twego wyjazdu! Mówiłam sobie: wszystko to byłoby dla mnie pełne życia i treści, gdybym mogła się z nim podzielić; ale z chwilą kiedy nie mam z nim mówić, nie warto słuchać; jakoż chowałam się w głąb swej duszy, gdzie znajdowałam bardzo smutne towarzystwo: wyrzuty, żale, nienawiść, dumę i wszystko, co może obudzić wstręt do życia.
Życzę sobie, abyś mi powiedział, od którego z listów zacząłeś; byłabym w rozpaczy, gdyby od tego; czytałbyś już resztę jak zeszłoroczną gazetę; a byłabym cię obraziła, mam nadzieję; byłabym cię wzburzyła; nienawidziłbyś mnie, to zawsze coś; ale cóż za głupota, co za słabość przekreślać z miejsca to, co ci wszak powiedziałam z najprawdziwszej głębi duszy.
Och! kiedy ci donosiłam, że należysz do konkursu, wymknęło mi się słowo, które bardzo sobie wyrzucałam! W istocie, jak nazywać swoim drogim przyjacielem istotę, którą ze wszystkich w świecie najbardziej się nienawidzi? Cóż za wspomnienia może to zbudzić? To nie do pojęcia. Czyżby ta nienawiść była pierwszym ogniwem owego łańcucha, który nie zostawia ani chwili swobodnej nieszczęśliwym skutym wbrew swej woli? Nie starczy twej inteligencji na to, aby pojąć wszystko, co się cierpi, kiedy się prawdziwie kocha człowieka zasługującego jedynie na miłość kobiet, których głaskałby próżność, nie zajmując nigdy duszy. Oto jak trzeba kochać, oto co jest przyjemne i nie wiem, w jaki sposób, przy tylu obustronnych urokach zdarza się wszelako umierać z nudów w tej zacnej kompanii.
Mój przyjacielu, tak, mój przyjacielu najdroższy memu sercu, nie bądźmy już źle z sobą! Przebaczmy sobie! Możemy jeszcze zdobyć się na pobłażanie, ale i pamiętaj, że ja jestem bardzo chora i bardzo nieszczęśliwa: jeżeli chcesz, abym żyła, pomóż mi, podtrzymuj mnie, daj mi zapomnieć wszystko złe, jakie mi uczyniłeś. Odpowiedz mi, należy mi się cały tom. Bądź zdrów, bądź zdrów, czy nie czujesz się zmęczony?