List CXXIX
Poniedziałek, 24 lipca 1775
Miły mój, chciałbym szukać cię i znajdować wszędzie, mówić do ciebie bez ustanku, widzieć cię i słyszeć ciągle. Pisałam do ciebie do Bordeaux, do Montauban i dziś znów do Bordeaux, a wszystko może bezużytecznie: jeżeli bowiem masz tu być 1-go, będziesz już 26-go albo 27-go w drodze. Tym lepiej, nie dostaniesz listów, ale zobaczę cię: bardzo mi trudno uwierzyć, aby ta przyjemność miała mi przynieść jedynie samo zło; jesteś tak słodki, tkliwy, miły, że może odczuję tylko to.
Ale czemu nie miałam od ciebie wiadomości ostatnim kurierem? Czy może kiedy braknąć czasu, aby przyjść z pomocą komuś, kto cierpi? Och, tak; cierpię, i bardzo; wnętrzności moje robią, co mogą, aby mnie oderwać od cierpień duszy. Miałam wczoraj dyzenterię ze straszliwymi boleściami; spędziłam ranek w wannie i to ukoiło mnie nieco. Drogi mój, przybywaj; ale cóż? nie będę cię wcale widziała: żona, kochanka, tragedia, obowiązki; co może zostać dla nieszczęśliwej istoty, która żyje jedynie po to, by kochać i cierpieć? Tak, czuję to, jestem skazana na to, aby cię kochać póty, póki mego tchu; kiedy siły moje wyczerpie cierpienie, kocham cię całą tkliwością; kiedy jestem żywa, kiedy dusza ocknie się nieco, kocham całą namiętnością. Drogi mój, ostatni dech mego życia będzie jeszcze wyrazem mej miłości.
Bądź zdrów; jeżeli otrzymasz ten list, odpisz mi i nie sądź, iż przybędziesz wcześniej od listu. Drogi mój, strzeż się zjawić w chwili, gdy będą u mnie ludzie. Opuszczam cię; mam straszne boleści. Bądź zdrów, bądź zdrów; kocham cię i sądzę, że to nie dlatego, że cię kochałam.