List LXVIIL
Sobota, po otrzymaniu poczty, 22 października 1774
Mój Boże, jakaż jestem niespokojna i zmartwiona tym, co mi donosisz! Przypuszczam zaraz wszystko, czego się obawiam, osądź tedy, czy podzielam twą mękę. W takiej chwili oddalenie staje się wręcz nie do zniesienia! Drogi mój, twój ból jest moim, straszne jest dla mnie nie móc ci przynieść ulgi. Gdybym była z tobą, zdaje mi się, że zagarnęłabym tak dobrze wszystkie twoje obawy, wszystko, co cię przyprawia o drżenie, że zostałoby ci jedynie to, czego by mi było niepodobna odjąć. Podzielić to nie dosyć: cierpiałabym przez ciebie, dla ciebie; przy tej tkliwości i oddaniu nie ma cierpienia, które by nie zelżało, i niepokoju, który by się nie uśmierzył.
Mój Boże, jaka ja nieszczęśliwa! W jedynej chwili, kiedy moje przywiązanie mogłoby ci przynieść ulgę, jestem skazana na to, aby być bezużyteczną. Wszyscy, co cię kochają, powiedzą ci to samo co ja, lepiej niż ja z pewnością; jestem zanadto blisko ciebie, aby wyrazić, co czuję. Czy istnieją tedy słowa, aby oddać wszystkie drgnienia duszy cierpiącej, duszy ściętej grozą, której nieszczęście wzbroniło wszelkiej nadziei? Drogi mój, w stanie, w którym się znajduję, można się wytłumaczyć i wyrazić jedynie w tych słowach: Kocham ciebie. Gdyby mogły wniknąć w twoją duszę tak, jak ja je czuję! Tak, jakie bądź byłoby twoje nieszczęście, doświadczyłbyś uczucia słodyczy. W tej to chwili odczuwam śmiertelny żal, iż nie masz dość przywiązania dla mnie. Drogi mój, ileż znaleźlibyśmy w nim pociechy: lekarstwo zjawiłoby się równocześnie z chorobą. Kiedy się jest nieszczęśliwym, jakże okropnym jest wówczas kochać jedynie słabo! W sobie to człowiek znajduje prawdziwą siłę, a nic nie daje jej tyle co namiętność. Uczucie cudze jest nam miłe, wzrusza nas; ale jedynie własne krzepi. Ale jakże mało kto posiada ten środek: prawie każdy kocha jedynie dlatego, że jest kochany. Mój Boże, cóż za mizerny rodzaj uczucia, jakże słaby i nikły! Ale to nie zależy od woli ani od myśli. Równym byłoby tedy szaleństwem starać się pobudzić uczucie jak silić się je zgasić. Zostańmy, jak jesteśmy, póki natura, lub nie wiem sama co, nie rozrządzi inaczej.
Ale ty jesteś za dobry, tysiąc razy za dobry, iż zajmujesz się mymi cierpieniami. Cierpieć stało się mym istnieniem; mimo to lepiej się czuję od czasu, gdy jestem na kurczęciu za całe pożywienie: mniej cierpię. Odźwiernik mniej protestuje przeciw kurczątkom, i słusznie: to najlepsze stworzenia pod słońcem, zawsze gotowe dać się poćwiartować dla całego świata; co do mnie, zdobyły zupełnie mą sympatię i radzę panu raczej ich się trzymać niż tego ciężkiego bydlęcia, wołu, którego tak trudno jest zdławić. Bądź zdrów, miły, mówię ci o sobie, a czuję tylko ciebie. Od dziś do poniedziałku, będę na torturach. Napiszesz, mam nadzieję.