List LXXV
Sobota, 19 listopada 1774
List pana z czwartku był twardy i niesprawiedliwy; ów sprzed godziny był miażdżący przez nadmiar szczerości i swobody, z jaką powiadasz mi, iż nigdy mnie nie kochałeś i że odtąd nie możesz już żyć dla nikogo etc., etc. Ale czy wiesz, że to wyznanie zmieniło moje wyrzuty we wstyd? Nie śmiałam już myśleć o sobie bez zgrozy; odwróciłam myśl od ciebie, nie chciałam cię ani sądzić, ani nienawidzić.
Wczoraj przyszedł pan tak późno, tak było ci spieszno odejść, iż w istocie dowiodłeś mi, żeś ustąpił jedynie naleganiom mego listu. To mi się wydaje zupełnie naturalne: wspominam o tym jedynie po to, aby powiedzieć, że wiem dobrze, iż nie sprawi panu przykrości nie widzieć mnie dziś rano. Oczekuję arcybiskupa Aix; prosił mnie o rozmowę; nie będzie mnie w domu dla nikogo. Po obiedzie idę z wizytami i wrócę aż o ósmej. Jutro obiad u hrabiego de Crillon, potem wizyty do ósmej. Komunikuję panu mój rozkład dnia, nie bym mniemała, iż może wpłynąć na pański, ale jedynie by panu oszczędzić trudu myślenia o mnie lub unikania mnie. Osoba, która rozrządza panem i pańskim czasem, rozproszy wstręt, który masz do świata i do towarzystwa! Znajdziesz rozrywkę, spokój, przyjemność, szczęście z nią i u niej i nie będziesz już doświadczał tego śmiertelnego niesmaku, jaki musi być związany z przykrością oszukiwania osoby, którą się kocha. Nie warto było, doprawdy! Musisz się czuć bardzo winnym wobec niej! Poddaj się już tym razem ostatecznie niezwyciężonej skłonności, która cię pociąga, i nie obrażaj jej więcej, wprowadzając rywalizację między uczuciem, które jej jesteś winien, a tym, które ktoś inny może w tobie budzić.
Mój Boże, nie wiem, czemu mówię panu o tym, co cię pochłania, zapewne przez przyzwyczajenie starania się o to, aby panu zrobić przyjemność.
Czytaliśmy wczoraj wieczór Pochwałę rozumu, którą uznano jako doskonałą; byłabym pragnęła, abyś ją słyszał: czytanie skończyło się aż koło dziesiątej.