SCENA II

Las przed celą pustelnika. Burza trwa.

Pustelnik i Kirkor.

KIRKOR

Chroń się, starcze, do celi, burza tobie z głowy

Okradnie siwe włosy. Ludzie i zdarzenia

Kradną... złodziej płaszcz zedrze, a nędza koszulę.

Trzeba wszystkiemu zbrojną ręką się opierać...

Lecz smucisz się za wcześnie — bo ja ci przysięgam,

Że zginę lub skradzioną koronę odzyskam.

Oto choć bliski domu, mógłbym za godzinę

Z ust żony pocałunków tysiąc wziąć na drogę

I napić się jak ptaszek w różanym kielichu,

Dziobiąc rosy perełki: wolę tej rozkoszy

Zaniechać, a do Gnezna zaleciawszy nocą,

Lud zebrać — i obwieścić wszystkiemu gminowi,

Jakoś ty, dziedzic prawy, bezecną kradzieżą

Dobra twego postradał. Potem zaś trębaczom

Każę głosić po kraju i mieście, że kto się

O tron Lachów zgłaszając pojawi na zamek

Uwieńczony prawdziwą koroną Popielów,

Temu ja fałsz zarzucam; takiemu na czole

Mieczem wypiszę słowo zasłużone: złodziej...

Módl się więc za mnie, starcze, aby mi Bóg żywy

Dał zwyciężyć na szrankach — i czekaj z powrotem.

PUSTELNIK

Niech cię Bóg błogosławi.

KIRKOR

klaszcze

Wchodzi Żołnierz.

Wsiadać na koń! lotem

Trzeba spieszyć do Gnezna.

Rycerz wychodzi.

PUSTELNIK

Słuchaj! ja ci radzę

Wróć do zamku, odpocznij, po dalszej rozwadze

Obaczysz, co przedsięwziąć.

KIRKOR

Ja, starcze, leniwy,

Dzisiaj odrobić chcę całą pańszczyznę;

A odrobiwszy całą, żyć szczęśliwy

Z drogą małżonką. Całą ci ojczyznę

Włożę na barki; a gdy będziesz dźwigał

Rzeczy i ludzi, to ja się zakopię

W zamku spokojny... Niechby mi dościgał

Sad owocowy, niechbym małe chłopię,

Dzieciątko moje, na rękach kołysał,

O to się modlę... Ty mi zaś co roku

Z tronu do chaty listy będziesz pisał.

Niechaj raz na rok spadnie mi z obłoku

Biały gołąbek i pod skrzydełkami

Przyniesie powieść, pełną tych wielkości,

Co budzą uśmiech i sen pod lipami

Dają smaczniejszy... Król mi pozazdrości

Żony i dziecka, i lipy, i chłodu,

I snów pod lipą — i złotego miodu. —

Żegnaj mi! żegnaj! Nim słońce zaświeci,

Będę w stolicy. Hop! hop! na koń, dzieci!

Kirkor wychodzi. Słychać tętent oddalających się.

PUSTELNIK

sam

O Boże! Boże! Wolę, niech do Gnezna wraca,

Niżby miał do tych piersi szlachetnych przycisnąć

Krwawą swoją małżonkę. Bogdajbyś ty nigdy

Nie znał, Kirkorze, z jakiej matki się urodzą

Dzieci twoje. Bogdajby za pierwszą nagrodę

Bóg uczynił cię wdowcem, nim ojcem uczyni.

Słychać głos Wdowy.

WDOWA

za sceną

Biedna ja! biedna!

PUSTELNIK

Co to za wołanie

Tak pełne płaczu?

WDOWA

za sceną

O biedna ja! biedna!

Wdowa wchodzi jak ślepa, szukając drogi ręką.

PUSTELNIK

Jakaś kobieta, jak łachman w łachmanie,

W noc tak okropną, ślepa, sama jedna!

do Wdowy

Skąd, moja matko?

WDOWA

Matko? O! na Boga,

Tak nie nazywaj, córko niegodziwa!

Matka? psia matka!

PUSTELNIK

Skąd idziesz, uboga?

WDOWA

Ja nie uboga. — Siwa, siwa, siwa,

Jak gołąbeczek. — Nie wiesz, co się stało?!

Grafini, moja córka, wielka pani,

A ja na wietrze z głową taką białą

Mówię piorunom: «Bijcie! bijcie we mnie!»

I nie chcą słuchać... A w zamku zebrani

Pijaki sobie winszują wzajemnie,

Że córka moja pije, wielka pani. —

Czy ty rozumiesz? — Ma zamek i wieże —

Grafini —

PUSTELNIK

Jak się córka twoja zowie?

WDOWA

Zowie się córką. Ale ja nie wierzę,

Ażeby ona miała oczy w głowie,

Oczy, co płaczą. — W taką zawieruchę,

W takie pioruny, na deszcz wygnać matkę!

Co ją karmiła, co piersi ma suche,

Starością suche — a włos taki biały,

Jak co świętego.

PUSTELNIK

Chodź pod moją chatkę,

Ty drżysz od zimna! chodź!

WDOWA

I zamek cały

Do niej należy, wielki jak pół świata...

Widzisz!... Grafini?!

PUSTELNIK

Chodź!...

WDOWA

Tu będę czekać;

Czy córka moja wie, gdzie twoja chata?

A kto wie? może, jak pies zacznie szczekać

Na jaki łachman, to wspomni o matce

I każe szukać po świecie. — Być może!

Wszak Bóg ma litość!

PUSTELNIK

Chodź! przepłaczesz w chatce

Tę noc burzliwą, a gdy błysną zorze,

Ja cię powiodę do wielkiego króla;

Do nóg się rzucisz, błagając o litość

I...

WDOWA

Powiem — jemu:... «Ja biedna matula

Do nóg się rzucam.

klęka

Królu! złoty panie!

Każ córce, która ma złota obfitość,

Niechaj mnie kocha».

wstaje

A król z tronu wstanie

I zaprowadzi mnie do serca córki.

O! o! o!

płacze

Wiesz ty, za szkaplerza224 sznurki

Wieszałam się na sośnie skrzypiącej, za garło,

Drzewo się ułamało...

Głupia — ślepa, wybrałaś gałązkę umarłą,

Gałązkę — córkę drzewa. — Żelazna gadzino,

Nie zlitowałaś się ty matki wdowy?

A ja by żyła chleba okruszyną

W twoich pałacach! Niechby twoja ręka,

Sypiąc gołąbkom w trawę żer perłowy

Nie odganiała od pszenic ziarenka

Zgłodniałej matki. — Wygnać w las! na burze!

Wypędzić matkę! — Upadłam w kałużę

I grom czerwony wyjadł z powiek oczy,

Wyjadł do szczętu...

PUSTELNIK

Oślepłaś?...

WDOWA

Mózg toczy

Okropna ciemność. Miałam przed wieczorem

Tyle światłości, że mogłam za borem

Rozróżnić białe słońce od księżyca;

A teraz...

Błyska.

PUSTELNIK

Jak to? i ta błyskawica

Nie świeci tobie?

WDOWA

Wzrok ludzi nie strzeże

Od Boga ręki — co mi dziś po wzroku.

A wiesz ty?... wiesz ty, że ja teraz wierzę,

A nie wierzyłam dawniej — że co roku

Ptaszki jaskółki, nim pójdą za morze,

Stare, zgrzybiałe, biedne matki — duszą.

Tak, tak, tak... ludzie prawdę mówić muszą.

Żebrząc po świecie, piosenkę ułożę;

Groszową piosnkę o jaskółkach czarnych,

Co duszą matki — proszę! w ptaszkach marnych

Taka nielitość! Wygnać matkę starą,

Głodną, na cztery wichry, targające

Za siwe włosy.

PUSTELNIK

Podściwych tysiące

Padają na tym świecie złych ofiarą.

Gdybym ja ciebie wziął za nieszczęść świadka...

WDOWA

To i ty matka... i ty także matka?

Nie pójdę z tobą, bo się będziem kłócić

O piękność imion naszych córek — moja!

Ach gdybyś ty mię z grobu chciał occucić,

Wołaj: «Bladina». — Pójdę szukać zdroja

I pić jak wróble, zadzierając główkę

Do Pana Boga — dzięki Mu, dał wody.

śpiewa mrucząc

Stara miała jedną krówkę

I chacinę, i ogrody,

I dwie córki...

odchodzi w las

PUSTELNIK

Po kraju całym szukać każę

Tej matki — i okropny sąd wydam na dziecko.

odchodzi do celi