XVIII

Lambro milczący usiadł na dywanie,

Cały się mroczył i bladnął, i gasnął.

A potem głośno w obie dłonie klasnął,

Wnet stary majtek wbiegł na zawołanie.

Lambro rzekł: „Majtku, niech pop okrętowy

Zapali lampy jak o wielkim święcie;

I niechaj głośno śpiewa hymn grobowy

Przy mnogich światłach, w mrocznym kadzidł dymie,

Za tych, co mają skonać na okręcie

I co skonali...”

— „Panie! jakież imię

Wspomni w modlitwach? czyjeż gaśnie życie?”

— „Powiesić pazia na masztowym szczycie,

Za niego modły niech wzniesie do Pana”. —

— „Lambro, twój rozkaz spełnić się nie może.

Twój paź gdzieś uszedł i zniknął od rana,

Musiał tajemnie spuścić łódź na morze.

Lecz choćby w Pera ukrywał się wieże,

Choćby się w gmachach zamykał sułtana,

Nakarmię kruki jego ciała ćwiercią”. —

— „To nic... Pop niechaj odmawia pacierze

Za konających i za zmarłych duszę;

Teraz ty — odejdź... ja sam zostać muszę” —

I cicho dodał: „Sam jeden — ze śmiercią”.