SCENA III
AMELIA, ZBIGNIEW.
AMELIA
Więc to ostatnie twoje ze mną pożegnanie?
ZBIGNIEW
Tak, moja matko.
AMELIA
Słyszysz słowików śpiewanie?
Chce mi się płakać — biedna ja! Biedna!
ZBIGNIEW
Dlaczego?
AMELIA
Nie wiem! Ja na tym świecie nie pragnę niczego,
A jednak ja nie jestem szczęśliwa. Ja nie wiem,
Co mi jest. Siedząc teraz z tobą pod modrzewiem,
Zdało mi się, że jakaś okropna godzina
Dzwoni w nocnem powietrzu. — Wczoraj moja sina
Szpileczka turkusowa, którą mam po matce,
Złamała się — to mała rzecz! — lecz na okładce
Książki od nabożeństwa zapisałam sobie
Ten dzień, jak zły dzień. — Boże! Skądże przyszło tobie
Odjeżdżać?... ty mi nigdy nie mówiłeś o tem.
Zostanę sama!... Lecz ty odjeżdżasz z powrotem?
ZBIGNIEW
Nie, matko.
AMELIA
Nie — więc nigdy tu już nie powrócisz?
ZBIGNIEW
Nigdy! Nigdy już! Nigdy!
AMELIA
Żałośnie mi nucisz,
Jak szpaczek, co jednego nauczony słowa,
Nie rozumie i gada...
ZBIGNIEW
O matko! Bądź zdrowa!
AMELIA
Chodź tu! Klęknij mi wasze — cóż tak nieserdecznie
Żegnasz się? — i ty mówisz, że się żegnasz wiecznie!
Ja ciebie nie rozumiem. Chodź! Czoło waszmości
Okropnie zimne.
ZBIGNIEW
klęka przed nią.
Matko! O matko! Litości...
AMELIA
Milcz! Milcz! Ja cię rozumiem! Tak padłeś przede mną,
Waćpan przede mną strasznie upadłeś. Bóg ze mną!
Ja waćpanu nie mogę nic, prócz łez, ja sama
Cierpię. — Idź waść.
ZBIGNIEW
Litości!
AMELIA
Prócz łez... Jaka plama
Dla mojej czystej duszy tak z waćpanem gadać,
Jak gdybym rozumiała. Nie chcę o nic badać...
Ja będę wiecznie Boga za ciebie prosiła.
Nie bój się, my niewinni; Bóg cierpienia zsyła,
Ale można spokojność wyprosić u Boga.
Ja pana żegnam wiecznie — ja jestem uboga,
Nie mam co dać mu prócz łez. — To ciebie nie splami,
Że schylona nad tobą obleję cię łzami;
Ty będziesz je pamiętał, te łzy. Proszę! Proszę!
Proszę te łzy pamiętać... i o mnie. Ja znoszę
Wielkie męki, lecz proszę źle nie myśleć o mnie,
Bo to, co teraz mówię, mówię nieprzytomnie.
Bądź zdrów!
ZBIGNIEW
chce wstać i mdleje
Ciemno mi w oczach...
AMELIA
Słyszysz! Ktoś nadchodzi.
O! Wstań! O! Wstań... to ojciec nasz!
Do wchodzącego wojewody.
Niech pan dobrodziej
Ratuje — twój syn leży mi u nóg zemdlały.