SCENA I

MINDOWE, ROGNEDA, siedzi na przodzie sceny.

MINDOWE

Matko! próżna ucieczka, w każdej zamku bramie

Widzę, błyszczą z daleka buntowników zbroje.

Jak tygrys w klatce, chyba mury te rozłamię.

Nigdym się nie bał śmierci — teraz się nie boję,

Lecz rozpacz ogarnęła, wściekłość mnie porywa.

ROGNEDA

O synu mój! nie umrze ten, kto Bogów wzywa,

I kto z ufnością boskim wyroczniom zawierza.

Słuchaj.... nie możesz zginąć jak z ręki rycerza,

Który poległ zabity za twoim rozkazem.

Ufaj i śmiało ludzkim pogardzaj żelazem,

Chyba umarli wstaną...

MINDOWE

Kto? te mnichów tłumy,

Którzy poszli do piekła... Kto? te Niemcy harde,

Którzy z życiem wrodzonej pozbyli się dumy.

Dla żywych i umarłych równą czuję wzgardę,

Umarłych się nie lękam...

ROGNEDA

Lecz Dowmunt?

MINDOWE

Śpi w grobie.

Gdyby ci wstawać mogli, których grób pokrywa,

Nie śmiałyby się żony ubrane w żałobie,

Ani dziedziców radość byłaby tak żywa.

Matko — i ja nie wrócę, gdy dziś w grobie zasnę.

O! zamku, co przetrwałeś długie wieków burze,

Ciebie najprzód powita jutro słońce jasne,

Ja ciebie żegnam.... Zamku na wysokiej górze!

Byłeś ty gniazdem orła, orzeł ciebie wsławił,

W tobie zasypiał, w tobie zwykł łupy pożerać,

I nieraz cię krwią ofiar niewinną zakrwawił;

Ale czyż orzeł w gnieździe powinien umierać?

ROGNEDA

Serce rozdzierasz, synu.

MINDOWE

Rozdzierałem serca.

Bezbożny, zbójca, tyran, obłudnik, morderca:

Jedna z tych zbrodni ludzkie wypali sumienie,

Jam wszystkie spełnił — zimno — znużony po zbrodniach

Głębiej teraz spać będę i w grobowe cienie

Przejdę przy jasnych wiosek krzyżackich pochodniach.

Ach matko! ciężkie, ciężkie było moje życie,

Czułem, choć twarzą boleść wskazywałem rzadko.

Nikt mnie nie kochał!...

ROGNEDA

Słyszysz tego serca bicie?

Kochałam cię...

MINDOWE

A jednak przeklęłaś mnie, matko!

ROGNEDA

Nie masz ty serca, synu! on mi przypomina!

Przekleństwo zapomniane!

MINDOWE

Tu czara nalana

Słodkiem winem, truciznę przymięszam do wina.

sypie truciznę

O matko! tu Aldona idzie obłąkana.

Wchodzi ALDONA i w obłąkaniu zdaje się kogoś prowadzić za sobą.

ALDONA

Chodź tu za mną, Dowmuncie, w tej sali tak głucho,

I ty za głośno stąpasz... słyszy moje ucho

Ciężkość twoich odetchnień — szelest twojej szaty...

po chwili

Tam na grobie rosną kwiaty,

A w grobie?... grób ten dwoje kochanków przykryje.

po chwili

Chodź za mną, daj mi rękę, jak twe serce bije?

Bije zanadto głośno, Mindowe usłyszy!

Czego tak głośno stąpasz? w pałacowej ciszy

O sklepienie się każde westchnienie roztrąca.

I uśmiech taki zimny — i dłoń taka drżąca.

idzie do okna

Czemu tak wcześnie? czemu tak wcześnie?

Już mię porzucasz, drogi mój! miły!

Jeszcze gmach cały spoczywa we śnie,

Ledwo wieczorne gwiazdy zalśniły.

Lecz oko twoje moich unika

I łzami smutna błyszczy źrenica.

Czy cię tak smuci ten głos słowika?

Czy cię tak smuci ten blask księżyca?

MINDOWE

Nieszczęśliwa... więc dam jej zatrute napoje...

I któż by z ludzi sądził, żeby serce moje

Miało tyle litości?

podaje ALDONIE czarę

Dowmunt ci przysyła

Ten napój, wypij, zaśniesz...

ALDONA

z uśmiechem

To Dowmunt?...

MINDOWE

Wypiła...

ALDONA

Noc była ciemna i chłodna,

Czułam, jak się myśl moja rozdzielała ze mną

I mowa z wątkiem myśli stała się niezgodna.

Straszna to była chwila, jeszcze w noc tak ciemną.

Lecz dawniej, kiedyś — w tej samej dobie,

Była straszniejsza chwila w tej sali...

Aldono! tyś pobladła — Aldono, co tobie?

Nic mi, mój luby... czy słyszysz dźwięk stali?

Chroń się; o Boże! wyłam okien kraty...

śmieje się, z obłąkaniem

Tam na grobie rosną kwiaty,

A w grobie...

śmieje się dziko

Aldono! tyś pobladła — Aldono, co tobie?

Nic mi, mój luby... bywaj zdrów na wieki!

Wychodzi zamyślona.

MINDOWE

Niech prędko sen śmiertelny zamknie jej powieki...

ROGNEDA

Słyszę jakieś stąpania — synu! synu drogi!

Patrz, oto klucz od świątyń — przez te drzwi komnaty

Uchodź — tam będą bronić wielkie Litwy Bogi,

Tam w ołtarzu odemkniesz potajemne kraty,

Jest wyjście do ogrodu, kędy lampa świeci...

Zapomnij przekleństw.

MINDOWE

wskazując na jedne z drzwi

Matko! tam! tam moje dzieci!...

Wychodzi innymi drzwiami.

ROGNEDA

sama

Poszedł... ostatnich jeszcze kroków szelest słyszę?

I te już nikną... poszedł — wszędy grobu cisze...

po chwili

Gdzież jestem? czy młodości wróciła godzina!

Wszyscy są tu koło mnie — książęca rodzina

Otoczyła mnie wkoło. Nie są to obrazy,

Które z płótna się patrzą nieruchomym wzrokiem;

Widzę ich — na obliczu czas nie wyrył skazy,

Nie zakryli się żadnym posępnym obłokiem.

Jak wczoraj pożegnani.

mówi do otaczających ją duchów

Ryngolcie! mój mężu!

Siądź tu przy mnie... Patrz, jak ta dziecina na łonie

Uśmiecha się i w twoim podoba orężu.

Nie rusz miecza, Mindowe, okaleczysz dłonie.

Masz kwiatek, baw się z kwiatem, dziecię, duszo moja!

Ty się uśmiechasz, mężu — Ryngolcie kochany.

słychać szczęk broni

Broń jęknęła — Ryngolcie, czy to twoja zbroja

Zajęczała tak smutnie? czy miecz spadł ze ściany?

Ty znikasz, pójdę z tobą — nigdy się nie chwiałam,

Czy przyjmiesz mnie do grobu? czy przyjmiesz?

przez kilka chwil milczy zamyślona — TROJNAT ze sztyletem w ręku, blady, przechodzi przez głąb sali — i wchodzi do pokoju dzieci przez drzwi, na które MINDOWE wskazał, oddalając się

Słyszałam!

Tak, to on był!

MINDOWE wraca.

MINDOWE

Kto matko? kto matko!

ROGNEDA

z zadziwieniem.

Mindowe?

Po coś tu przybył! po co szukasz tu schronienia?

Uciekaj! miecz ukryty spadnie na twą głowę.

MINDOWE

Nikogo tu nie widzę oprócz mego cienia,

Który po raz ostatni pada na te ściany.

Matko, widać nieszczęściem umysł masz zbłąkany.

Próżna ucieczka, losy niechaj się uiszczą.

Byłem w świątyni, zewsząd zdradne miecze błyszczą.

Czy był tu kto?

ROGNEDA

Gdzie Trojnat? Trojnat tu przechodził.

Zdaje się, że widziałam sztylet — we krwi brodził.

MINDOWE

Gdzie Trojnat? Matko moja! gdzie Trojnat — on zginie.

Chciałbym ukarać sprawcę niegodnego czynu.

Matko, powiedz! ach powiedz! nim chwila przeminie,

Będzie za późno...

ROGNEDA

z rozpaczą

Ja go nie widziałam, synu!

Nie lękaj się — nie zginiesz od Trojnata dłoni,

Siła wyroczni ciebie od zgonu zasłoni;

Chyba umarli wstaną, chyba Dowmunt wstanie.

MINDOWE

O matko! oby prędzej zabłysło świtanie.

Zaledwo się od wschodu rozwidnia noc ciemna,

Srebrne mgły się podnoszą. Zda mi się, że słyszę,

Jak smutno szumią wody błękitnego Niemna,

Jak posępnie litewskim borem wiatr kołysze.

Matko, czujesz przez okna tej gotyckiej sali

Kwitnących jodeł płynie balsamiczne tchnienie.

O Litwo moja! syn twój na ciebie się żali,

Zdradzasz go. Niech już słońca zabłysną promienie.

Nie wytrzymam, tak srodze duszę moję31 nęka

Ta nad głową z sztyletem zawieszona ręka.

Podczas ostatnich słów wchodzi DOWMUNT w krzyżackiej zbroi, z zapuszczoną przyłbicą. ROGNEDA do końca aktu siedzi nieporuszona.

DOWMUNT

Zapłaciłbym krwią moją tak podłe wyznanie,

Boisz się umrzeć — zgonu boisz się, tyranie!

Płacz i głoś żal za życiem niewieścimi słowy,

Nakarmię dziką zemstę bojaźnią Mindowy,

Ujrzę płacz rzewny dziecka.

MINDOWE

To Krzyżak! strach marny.

Dzieci tylko przeraża zbroja i krzyż czarny,

Broń się...

biją się i po długiej walce zastanawiają się32 oba

A więc innego użyjmy sposobu.

Oba odrzućmy zbroje — ten, kto mnie zabije,

Musi wprzód wejść do grobu, potem powstać z grobu.

DOWMUNT

Pomnisz Dowmunta!

MINDOWE

Skonał.

DOWMUNT

podnosi przyłbicę

Już zmartwychwstał, żyje.

Patrz, kto ja jestem!

MINDOWE

Matko! matko! mąż Aldony

DOWMUNT

O Boże! mąż Aldony! tak jest, mąż Aldony!

Broń się, nieszczęsny! cała wściekłość mi wróciła.

Odemszczę w krwi tyrana nieszczęścia mej żony.

MINDOWE

Więc i śmierć jej odemścij.

DOWMUNT

Jak to? ona żyła!

I choćby serce uschło, ją mój wzrok ożywi,

Będziemy jeszcze razem, będziemy szczęśliwi,

Jak dziecka strzec jej będę i osłodzę płacze.

Powiedz, że ona żyje! wszystko ci przebaczę,

Nawet tę wieść ostatnią okropną i ciemną.

MINDOWE

Ona piła truciznę, zginie razem ze mną.

DOWMUNT

przebija go

Ty prędzej zginiesz! Boże! Aldona! Aldona!

Wybiega.

MINDOWE

opiera się o filar sali

Krew mi płynie strumieniem z rozdartego łona.

Matko moja! chodź, zamknij! zamknij oczy syna.

Jak się ciężką wydaje ta żelazna zbroja,

Ten miecz okropny mrozem krew mi w żyłach ścina.

Czyżeś mię opuściła? matko! matko moja!

Przekleństwo wam! o mnichu! mnichu, precz mi z krzyżem.

Na tron nieście, a w mnichy Trojnata postrzyżem.

A ty po co nade mną szepcesz te pacierze?

Boże mój — Boże, ciągle odzywa się we mnie,

Precz, mnichu! sen przerywasz, niech boleść uśmierzę,

Niech zasnę! och, niech zasnę! daremnie! daremnie!

W strasznych bolach o wszystkiem w świecie zapominam,

Świat i siebie przeklinam — i dzieci przeklinam.

Wszystkich przeklnę. — O matko! gdzie są moje dzieci?

TROJNAT wychodzi z dzieci pokoju ze sztyletem, blady.

TROJNAT

Nie, tu nie ma nikogo — lampa tylko świeci.

Gdzież ta korona? gdzież jest? zabić bez nagrody.

Gdzież jest moja korona? gdzie purpura księcia.

Jak mi ciężko — okropnie...

patrzy przez okno

Słyszę ranne chłody,

Spojrzę na ziemię, róża jest jak twarz dziecięcia,

Spojrzę na niebo, księżyc jest jak twarz dziecięcia,

Wszystko mi przypomina. Raz pierwszy krew leję,

Potem przywyknę — teraz pot się sączy z czoła.

Noc straszna. Włos od zgryzot przez noc mi zbieleje.

Jakiś szmer słychać — może to mnie dziecię woła?

Czy wrócę ich dokonać? Nie, tak mi się zdało.

Ciemno lampa płonęła, jedno z dzieci spało

Po płaczu utulone jak na łonie matki,

I przez sen niespokojne marzyło wyrazy;

Drugi już się przebudził — i wołał o kwiatki,

I niewyraźne dawał piastunce rozkazy;

Potem nagle zapłakał, gdy żadnej nie było,

I jakby mu się jeszcze coś strasznego śniło,

Jeszcze zapłakał — jęknął — znów cicho w komnacie,

I jeszcze — jeszcze jęknął.

MINDOWE

Trojnacie! Trojnacie!

Skończ! skończ! przekleństwo tobie! o boleść straszliwa!

Mocniejsza teraz, kiedy życie dogorywa.

Gryzłbym z jękiem te twarde kolumny marmuru.

Przeklinam ciebie — matko, ty przeklnij mordercę!

Twych przekleństw ja doznałem. Boleści tortury!

O, gdyby prędzej skończyć! przebij mi to serce,

Lecz nie tym mieczem, którym zabijałeś dzieci,

Precz! precz! czuję, duch z jękiem ostatnim uleci.

Och! och! och!

Kona. DOWMUNT wpada prędko, prowadząc za sobą obłąkaną ALDONĘ.

DOWMUNT

Ach przemów! przemów do mnie, o droga Aldono!

ALDONA

śpiewa z obłąkaniem

Oto złotą osnową

Winie mi się wrzeciono,

A ja śpiewam dziecinie:

Jeśli się nić uwinie,

Uwieńczona koroną,

Będziesz kiedyś królową;

przestaje śpiewać

Jeśli się przerwie — pieśń ci zaśpiewam grobową.

Pamiętam, tak mi niegdyś piastunka śpiewała,

Czy się ta nić uprzędła? czyli się urwała?

Nie wiem — już nie pamiętam, to tak dawno było.

DOWMUNT

z rozpaczą

Czy ty mnie znasz, Aldono?

ALDONA

zimno

Tak, myśmy się znali

We śnie. Tyle mi twarzy na świecie się śniło,

Któż sny pamięta.

DOWMUNT

Lampa tak ciemno się pali,

Dlatego nie poznała.

bierze lampę i z nią przystępuje do ALDONY

Patrz! twój Dowmunt żyje.

Stoi przed tobą. Patrzaj! choć nieszczęście zmienia,

Nie zmieni rysów twarzy — zginął stróż więzienia,

Ja odzyskałem wolność...

ALDONA

Ach, jak mi wesoło!

Idę do ślubu, wianek zawieszę na czoło.

Jeden kwiat polnej róży

I dużo rozmarynu,

Niechaj mi szczęście wróży;

Dwie gałązki jaśminu

I jeden liść paproci.

Patrzaj! oto poranek blado niebo złoci.

I tak mi słabo — tak mi w oczach ciemno.

DOWMUNT

O luba! droga moja — chodź ze mną! chodź ze mną!

Nie płacz — czas wszystko zgładzi, zmysły ci powrócą,

Strzec cię będę jak kwiatu, otoczę kwiatami,

Żadne ponure myśli szczęścia nie zakłócą,

Łzy moje cicho będą płynąć z twymi łzami.

ALDONA

wpatrując się w DOWMUNTA, z uśmiechem

Dowmunt!

DOWMUNT

Ty mnie poznałaś?...

ALDONA

oglądając się

Jak tu ciemno w gmachu,

To kwiaty na podłodze...

DOWMUNT

Krew skalała głazy.

Chodź! chodź! oto ich twarze pobladły z przestrachu.

ALDONA

śmiejąc się z obłąkaniem

Cha! cha! ten śmiech mi łamie na ustach wyrazy.

I ból. Niech go uczuje głębiej. — Och! rozdziera,

Rozdziera mi wnętrzności. Wyrwij mi go z łona.

Już widmo ciemne myśli bladnie — obumiera.

I wszystko przeszło. Boże och! och! och!

Umiera.

DOWMUNT

padając przy niej na kolana

Aldona!

Wchodzi KRZYŻAK.

KRZYŻAK

do TROJNATA

Kapłan litewski panem Litwy cię ogłasza,

A lud radosnym krzykiem jego wybór święci.

TROJNAT

Nie gadaj do mnie... wszystko wygasło w pamięci.

Lecz głos dumy — sumienia boleści rozprasza,

Może o tem zapomnę, gdy włożę koronę.

Dowmuncie! chodź z tej sali...

DOWMUNT

Patrzaj na Aldonę,

Jaka blada, jak zimna — to Aldona!

TROJNAT

Blada?

Ach właśnie taka bladość była dzieci twarzy,

Tak były ciche, zimne... Okropna to zdrada!

Zabijać dzieci! dzieci! Ale mi się marzy,

Że jeden jeszcze westchnął... pójdę tam — zobaczę,

Nie, nie, to było tylko konających drganie.

Tyle razy słyszałem z ich kolebek płacze,

Nie dziw, że mi się marzą.

KRZYŻAK

Lud cię woła, Panie.

TROJNAT

Tak, prawda — lud mnie woła i na króla święci,

Matko! matko Mindowy! spełnione twe chęci.

Cóż to? nie słyszysz, matko?... Nic nie odpowiada.

Rognedo! twego syna ziemia dziś pokryje.

Rognedo? cóż ty milczysz?

zbliża się do nieruchomie siedzącej ROGNEDY

Przebóg! jaka blada,

Nieruchoma, skościała — zimna —

bierze ją za rękę

Już nie żyje.

1829.

Przedmowa do I. wydania Mindowy i Marii Stuart

Ktokolwiek zechce przeczytać do końca dwa tomy niniejszych poezyj, przekona się, jak mało czytelnika sobą i własnymi uczuciami zatrudniam; usilnie kryłem się za osoby działające w powieściach, jeszcze mniej widać autora w dziełach scenicznych. Odczytując świeżo dramat Mindowe, wpadam na myśl, że pierwszym z zarzutów krytyka może być niedostateczność układu, drugim bezbożność, a oprócz tych zarzutów, iluż błędów wiersza nie wyśledzi oko wglądającego przez mikroskop gramatyka. Niech mi więc wolno będzie, uprzedzając krytyki, wyznać, że sam czuję najlepiej wszystkie niedostateczności dramatu Mindowe, a części przynajmniej błędów starałem się w Marii Stuart uniknąć. Mamże jeszcze z szczerszą otwartością postąpić? mamże wyznać, że Mindowe jest najmłodszym z płodów w dwóch tomach zawartych, napisany przed trzema laty, wtenczas, kiedy autor miał lat... Ale nie, zamilczę o wieku autora, bo to byłaby nadto słaba i bezużyteczna obrona i może by słusznie jakie z pism peryodycznych polskich, naśladując „Edinburgh Review” — (tylko samo bardziej błahe i nad bardziej błahym pastwiąc się autorem) powiedziało: iż kiedy nie na tytule dzieła, to przynajmniej w przypisach o przywileje małoletnich upominam się. I tak Mindowe powinien był wiecznie w tece dziecinnej pozostać; wiecznie by w niej pozostał, gdyby nie dziecinne moje przywiązanie do kilku scen pierwszego aktu i do całego aktu trzeciego. Ależ i w akcie trzecim, na który niejako uwagę czytelnika zwrócić usiłuję, pozostało mi tu uczynić przykre może dla wielu innych, ale dla mnie mało ważne wyznanie. Jeden z literatów, który dawniej przebiegał sceny Mindowy, uczynił mi zarzut, że scena, gdzie Mindowe porównywa Litwę z krajem Krzyżaków, a bogactwa swoje z bogactwem zakonu, jest naśladowaniem mowy Litawora w ślicznej Grażynie Mickiewicza. Pisząc tę scenę, miałem tylko przed oczyma kilka miejsc z kronik, kilka miejsc z historii Karamzina, gdzie nieraz z upodobaniem czytałem o dawnem ubóstwie królów i kniaziów. Nieraz książe Tweru albo Nowogrodu, testamentem rozpisując swoje skarby, jednemu z synów kubek, drugiemu szatę jedwabną, trzeciemu łańcuch daje w spuściźnie. Takie homeryczne ubóstwo królów ówczesnych, podało mi myśl wzmiankowanej sceny, i aby ją uczynić zupełnie oryginalną, dosyć było kilka ostatnich wierszy o zamku przemazać, dosyć było wyrzucić wiersz:

Nie dbam ja o bogactwa, o złoto nie stoję.

I ten drugi:

A tu patrz, Lutuwerze, jak posępne gmachy.

Wolałem przecież scenę nietkniętą pozostawić i wyznać, że bez upokorzenia dług myśli względem największego z naszych poetów zaciągam.

Dzisiejsi poeci muszą również jak dawniejsi w myślach spotykać się, a nawet częściej, bo malują wiernie naturę i serce człowieka; ta różnica tylko zachodzi, że dawniejsi naśladować chcieli i starali się, gdy drudzy przypadkowie naśladują, ile razy tego uniknąć nie mogą. I gdybyśmy każde dzieło geniuszu rozbierać chcieli, czyż trudnem byłoby powiedzieć, że Wallenrod33 sam jest szpiegiem Coopera34, że opisanie charakteru Wallenroda jest opisaniem charakteru Lary lub Korsarza35, z tą różnicą, że korsarz w napojach gorących ulgi nie szukał; że nareszcie, przystępując do drobniejszych szczegółów, krzyk Aldony umierającej w Wallenrodzie, jest krzykiem ostatnim i przeraźliwym Pariziny, a jednak pewny jestem, że autor zbliżenia obrazów nigdy nie dostrzegł i takie przystosowania, również jak błędy przez drukarzów popełniane prędzej w oko czytelnika, niż w oko autora wpadać mogą.

Ale z drugiej strony, ileż w tegoczesnych poetach nowych myśli? jaka moc zadziwiająca wynalezienia? słusznie Cousin w historii filozofii osiemnastego wieku powiedział: że wiek dziewiętnasty będzie bogatym w wielkich poetów, albowiem Bóg obfitą dłonią rozlał na ludzi nowe zasoby imaginacji; ale niesłusznie tenże pisarz dodał, że Bóg uczynił to jakoby dla wynagrodzenia ludzi za oschłość politycznych wypadków wieku; sądziłbym, że wiek ten będzie w wypadkach swoich poetycznym i że skarby imaginacji wylane zostały na świat celem usposobienia ludzi do wielkich czynów i przedsięwzięć, celem silniejszego popchnięcia dążności ludów.

Przekonany jestem na koniec, że wszelką bezbożność w słowach Mindowy odkrytą, uprzedzony chyba i płocho sądzący czytelnik na karb autora policzy. Trzebaż było, aby Mindowe w każdem słowie, lękając się obrazić czytelnika, obrażenia Krzyżaków lękał się? Wyrzeczenie się wiary, zerwanie z Krzyżakami, bulla papieska, w której Innocenty IV daruje królowi wszystkie kraje, jakie kiedykolwiek Mindowe mieczem pozyska na Danielu książęciu z Halicza, są to fakta z historii wyjęte. Te rysy były głównym zawiązkiem utworu, musiały więc pozostać, i śmiem dodać, że sceny te, jako żywcem z historii wydarte, są jedyną zapewne zaletą źle ułożonego obrazu.

Przypisy:

1. MNICH I. — pierwszy z mnichów, mówiący w ich wspólnym imieniu. [przypis edytorski]

2. zbądź — pozbądź się [przypis edytorski]

3. niewczesny — nie na czasie; pojawiający się w nieodpowiednim momencie. [przypis edytorski]

4. zaskowycze — dziś: zaskowyczy. [przypis edytorski]

5. mię — daw. forma nieakcentowana w zdaniu zaimka osobowego 1 os.lp (analogiczna do 2 os.lp: cię); dziś tylko: mnie. [przypis edytorski]

6. przytomny (daw.) — obecny (przy czymś). [przypis edytorski]

7. snadnie (daw.) — łatwo. [przypis edytorski]

8. Trudno (...) z losem działać sprzecznie — trudno przeciwstawiać się losowi. [przypis edytorski]

9. niosęć — forma z partykułą skrócona od: niosę ci. [przypis edytorski]

10. Z trudnościąm (...) wyśledził — konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika: z trudnością wyśledziłem. [przypis edytorski]

11. bula — właśc. bulla; oficjalny dokument papieski. [przypis edytorski]

12. pociąg — tu: pociągnięcie. [przypis edytorski]

13. Albion — daw. określenie Anglii. [przypis edytorski]

14. zejść — tu: spotkać. [przypis edytorski]

15. słowy — daw. forma N.lm; dziś: słowami. [przypis edytorski]

16. zwodny — tu: zwodniczy a. zawodny. [przypis edytorski]

17. zawre — zagotuje się; od: wrzeć. [przypis edytorski]

18. jestże — konstrukcja z partykułą -że; znaczenie: czy jest. [przypis edytorski]

19. jestżem — konstrukcja z partykułą -że; znaczenie: czy jestem. [przypis edytorski]

20. szklanny (daw.) — dziś: szklany. [przypis edytorski]

21. żegle — dziś: żagle. [przypis edytorski]

22. miesiąc (daw.) — księżyc. [przypis edytorski]

23. natrącać — poruszać, wspominać (mimochodem), tu: wywoływać. [przypis edytorski]

24. truwer — pieśniarz; także: trubadur, minnesinger. [przypis edytorski]

25. sioło (daw.) — wieś. [przypis edytorski]

26. maszże — konstrukcja z partykułą -że; znaczenie: czy masz. [przypis edytorski]

27. sromota (daw.) — wstyd, uczucie pohańbienia. [przypis edytorski]

28. rozmglić — zasnuć mgłą. [przypis edytorski]

29. druzgota — dziś: druzgoce. [przypis edytorski]

30. waszę — dziś: waszą. [przypis edytorski]

31. moję — dziś: moją. [przypis edytorski]

32. zastanawiać się — stanąć, zatrzymać się. [przypis edytorski]

33. Wallenrod — tytułowy bohater powieści poetyckiej Adama Mickiewicza (1798–1855) Konrad Wallenrod. [przypis edytorski]

34. Cooper, James Fenimore (1789–1851) — powieściopisarz amer., swoją pierwszą powieść przygodową Szpieg napisał w 1820, a wydał w 1821 r. [przypis edytorski]

35. Lara, Korsarz — postaci tytułowe utworów ang. poety romantycznego George’a Byrona (1788–1824). [przypis edytorski]