SCENA I

ROGNEDA, TROJNAT.

ROGNEDA

stoi oparta na kamiennym stole

Podaj mi czarę... Litwo! Litwo nieszczęśliwa!

Dla twoich bogów nową poświęcę ofiarę,

Syna poświęcę — rozpacz serce mi rozrywa,

Ja go zabiję z płaczem... podaj mi tę czarę!

Napełnię ją trucizną... Boże Litwy! Boże!

Niech on umrze spokojnie — niech nie cierpi długo,

Ja go łzami obmyję — na stosie położę,

Zaśpiewam pieśń — grobową uczczę go posługą.

sypie truciznę

Łza upadła do wina, może ta łza matki

Zniszczy skutek trucizny? czy już noc na niebie?

Tak mi ciemno... Wsypałam trucizny ostatki,

Dla mnie nic nie zostało.

MINDOWE wchodzi na scenę, LUTUWER rozmawia z nim, wskazuje na czarę i sam oddala się.

MINDOWE

z udaną spokojnością

Matko! witam ciebie!

Witam, młody synowcze. Powracam z ogrodu,

Słuchałem jak znad Niemna śpiew słowika płynie,

Zachwycony urokiem wieczornego chłodu;

Ale nie mniej szczęśliwy przy mojej rodzinie,

Znajduję szczęście w domu — zawsze miłość wasza

Chmury nieszczęść wiszące nade mną rozprasza.

Przy was jestem bezpieczny, zasypiam w pokoju.

Ty milczysz, matko?...

ROGNEDA

Synu, może chcesz napoju?

Oto wino...

MINDOWE

Już wino piłem dzisiaj rano

Przy chrzcie moim.

ROGNEDA

Bluźnierca!

MINDOWE

do TROJNATA

Nim gwiazdy powstaną,

Trojnacie, masz opuścić litewską stolicę.

Zaniesiesz Wojsiełkowi to pismo ode mnie,

Zawiera ono w sobie ważną tajemnicę;

Powinno być wręczone prędko i tajemnie.

Wojsiełkowi skądinąd znane są me chęci,

Wymagam więc pośpiechu — pomnij, nakaz srogi,

Biada! jeśli się zwrócisz z przykazanej drogi,

Biada! jeśli wojskowej naruszysz pieczęci.

Oto masz list.

ROGNEDA

na stronie

Już odkrył Trojnata zamiary...

Więc pozbawiasz mnie wnuka? Przynajmniej z tej czary

Spełń toast pożegnania.

MINDOWE bierze podaną czarę, lecz jej nie pije. ROGNEDA po chwili drżącym głosem

Czyś wypił?

MINDOWE

uderzając się w czoło

Rogneda!

ROGNEDA

Nigdyż krwawe sumienie spoczynku ci nie da?

Widzisz krew w głębi czary?

MINDOWE

W napojach biesiady

Nigdy krwi nie spostrzegam, ale trucizn jady.

ROGNEDA

Pokażę ci, jak twoja podejrzliwość zwodna16,

Spełnię ją do połowy, ty ją spełnisz do dna.

MINDOWE

ciska i tłucze czarę

O matko! coś wyrzekła? precz, czaro przeklęta!

Tyś mi była najdroższym przodków moich darem,

Jedyny prawie spadek, zawsze dla mnie święta,

Nieraz na ucztach słodkim szumiąca nektarem.

Gdzieś za morzami w kryształ roztopione piaski

Wydały ciebie z łona — nieraz, pełna wina,

Zachwycałaś zdumione wejrzenie Litwina.

Gdy słońce w tobie grało tysiącznymi blaski;

Ja ciskam cię o głazy! Matko, coś wyrzekła?

Skąd ta nienawiść czarna? skąd ta zemsta wściekła?

Chciałaś umrzeć i syna wtrącić do mogiły.

ROGNEDA

Ukarz mnie — zniosę karę, ja mam jeszcze siły!

MINDOWE

Ha! tak, chciałabyś, matko, znosząc karę srogą,

W obliczu ludu umrzeć męczenniczką wiary?

Alem nadto przezorny, bym powściągał kary

Tych, którzy chcą mi szkodzić, lecz szkodzić nie mogą.

Bądź więc spokojna, matko — uraza tak mała...

ROGNEDA

Nie chciałam cię urazić — jam cię zabić chciała.

Wychodzi wsparta na TROJNACIE.

MINDOWE

sam

Sam więc jestem, sam jestem; walczyć, szerzyć mordy,

Śledzić spiski — trucizną chłodzić spiekłe wargi;

Wędzidłem krwawem ściągać dzikie ludu hordy,

To moje życie... usta nie wydadzą skargi...

Nie wiedzą, że ja cierpię. — Zbędę się Trojnata,

Pochwycą go, postrzygą, zamkną w mur klasztorny.

Przed ludem mnie zakrywa tajemnicza szata.

Chrześcijanin, Krzyżaków przyjaciel pozorny,

Wkrótce zgnębię te zmienne, dwugłowe poczwary.

Wyginą wszyscy. — Wiara? wiara czcze wyrazy!

Chrzciłem się, bo mi wtenczas trzeba było wiary,

Teraz, cóż za różnica? czy krzyż od papieża,

Czy w cerkwiach ruskich złotem błyszczące obrazy,

Albo księżyc Mongołów — miecz wiarą rycerza.

Lecz Aldona nadchodzi, zbadam tajemnicę,

Kto jest ów tajny Krzyżak.

ALDONA wchodzi

Aldono! twe lice

Zawsze we łzach, więc wszędzie widzę łzy i zdrady,

Sztylety, trucizn czary i miodowe słowa.

Przebacz, ciebie przelękła ta gwałtowna mowa,

Ty drżysz, Aldono? zniknął twój rumieniec blady.

Oto czara z trucizną o głazy rozbita,

Chciałem ją spełnić, dotąd byłbym w cichym grobie;

Lecz wyznam ci, Aldono! nadzieja ukryta

Wytrąciła mi czarę, jedna myśl o tobie.

Aldono! powiedz słowo.

ALDONA

Panie! twe cierpienia

Ani mnie twoja miłość nigdy nie zniewoli.

Na cóżeś mi domowe przerwał zatrudnienia,

Którymi słodzę długie godziny niedoli?

Gdy w gronie moich dziewic, przy lampy płomieniu

Widzę, jak wkoło srebrne toczą się przędziwa,

Gdy słyszę pieśń rodzinną w ich łagodnem pieniu,

Przez chwilę cichem szczęściem tak jestem szczęśliwa,

Że często nad moimi krosnami schylona,

Widząc, jak kwiat pod igły dotknięciem rozkwita,

Cierpień moich zapomnę — póki ciężkie z łona

Nie wyrwie się westchnienie, z oczu łza ukryta.

MINDOWE

Tyś spokojna, ja nie chcę widzieć cię spokojną.

Szczęśliwa? nie chcę, żebyś ty była szczęśliwa.

Niech serce twoje zawre17 sprzeczną uczuć wojną.

Niech je niszczy rdza cierpień, zgryzota rozrywa

A gdyś z widokiem cierpień nadto oswojona,

Śmierć jest dla ciebie nową, dziś skończysz dni twoje.

ALDONA

z przerażeniem

Błagam cię, panie! błagam na Bogów imiona!

Nie zadawaj mi śmierci, ja się śmierci boję!

Wszystko mi! wszystko bliski zgon już zapowiada.

Koniec mój, o! przeczuwam, będzie nadto skory.

Patrzaj, Mindowe! patrzaj! jak twarz moja blada,

Na twarzy rozmarzone gorączki kolory,

Szklistym blaskiem posępnie ożywione oczy;

Wkrótce mię całą cichość grobowa otoczy.

Niejedna z dziewic moich, co cierpień nie znała,

Mówiąc do mnie, nim skończy, łzami się zaleje,

A gdy mówi, głos zniża, jak gdyby nie śmiała

Dźwiękiem mowy lub marne podając nadzieje,

Zbudzić głębokiej ciszy, która jak sen miły,

Żyjącą osłoniła świętością mogiły.

MINDOWE

Ty chcesz żyć, jakże silna chęć życia? Aldono!

Może w sercu nadzieje karmisz brylantowe?

O wiem ja, że głęboko oczy dziewic toną,

I przenikają głazy i zbroje stalowe,

Aż dopóki spod hełmu nie wykwitnie lice

Znajome, ukochane — wglądasz pod przyłbice.

Musiał być blady?

ALDONA

Panie! kto?

MINDOWE

Ten Krzyżak młody,

Krzyżak czy Litwin.

ALDONA

na stronie

On go nie poznał!

MINDOWE

Widziałem!

Jakeś zadrżała, padła. Silne to dowody,

Lecz jeszcze będą inne. Niegdyś ja sam drżałem,

Kiedy bladość cierpienia omgliła twe czoło,

To dzikie serce z twojem sercem biło razem,

Kiedyś się weseliła, brałem twarz wesołą;

Dziś to już przeszło, dzisiaj jestem zimnym głazem.

Słuchaj! czy znasz Krzyżaka, co wśród mnichów zgrai

Nieznajome mi lice czarną zbroją tai?

Znasz go?

ALDONA

Wierzaj mi! wierzaj! ja go nie znam, panie!

MINDOWE

Może go poznasz, słodkie to będzie poznanie!

Próżne prośby, mam zbroję i serce ze stali,

Aldono, ja się skryję w tej przybocznej sali,

Tam każde wasze słowo dojdzie mego ucha,

Zwłaszcza, gdy teraz nocy panuje milczenie;

Kiedy go będziesz witać, pomyśl, że król słucha

I mieczem przerwie krótkie szczęścia zachwycenie.

Odchodzi przez drzwi boczne.

ALDONA

sama

Mindowe! o Mindowe!... poszedł... Nieszczęśliwa!

Zostałam sama jedna czekać chwili zgonu,

Chwili nad zgon straszniejszej... Lampa dogorywa.

A na dworze noc ciemna, słychać szum jesionu,

Szum sosen cichy. Wszystko! wszystko mnie przeraża,

Ten szum drzew i ta cisza — to cisza cmentarza.

O jak mi ciężko!... Nie ma i jeszcze go nie ma,

Może nie przyjdzie? Boże! niechaj nie przychodzi!

Niech go anioł ostrzeże! — przeczucie zatrzyma!...

patrzy przez okno

Tam widzę, za lasami blady księżyc wschodzi,

Czarne sosny posępnym witają go szumem;

Rozdarte chmury — duchów napełnione tłumem.

po chwili

Nie przychodzi, on może nie przyjdzie, ja płaczę!

W tej chwili groźnych króla nie pomna wyroków,

Smutno mi, że nie przyjdzie, że go nie zobaczę...

Chciałam go widzieć... Boże! słyszę odgłos kroków!

O nie, to źródła szumią w zamkowym ogrodzie...

Ach! on idzie! to Dowmunt! poznałam po chodzie.

Jeszcze głośniej — i głośniej, jam znowu słyszała...

Udam, że ja go nie znam, żem nigdy nie znała.

Król go nie pozna...

DOWMUNT

wchodzi z zapuszczoną przyłbicą w krzyżackiej zbroi

Potwarz okłamała zdradnie

Serce Aldony — teraz widzę ją, tak blada..

Czy dręczona sumienia wyrzutami bladnie?

Umiem rozróżnić bladość od bladości... Siada...

Nie odwróciła lica... Dawniej szelest szaty,

Szelest kroków odgadła — poznała... a teraz

Nie odwróciła lica! Idąc w te komnaty,

Będąc na progu, z progów wracałem się nieraz.

Tak mi okropnie! ona mnie nie pozna? może

Nie zechce poznać... Pani!... zadrżała.

ALDONA

Rycerzu,

Ktokolwiek jesteś, w północ błądząc po tym dworze,

Módl się — oto różaniec widzę przy puklerzu,

Módl się i — wyjdź...

DOWMUNT

Wyjdź? Widać, że Litwy królowa

Przywykła rozkazywać, na jej zawołanie

Przybiegnie zbrojna, liczna warta pałacowa.

Wyjdę z wrót gmachu — tylko po mnie tu zostanie

Krew...

ALDONA

cicho

Moja...

DOWMUNT

Nie wiem! nie wiem; lecz tu krew zostanie.

Wiesz, kto ja jestem? czyli twe serce przeczuwa?...

ALDONA

jak echo tym samym głosem

Czy twe serce przeczuwa?...

DOWMUNT

Powtarza pytanie!

Odpowiedz!....

ALDONA

Wyjdź...

DOWMUNT

O Boże! ona myśli, czuwa,

I tak jak śpiąca związać nie może wyrazu,

I myśli ją odbiegły. — Słuchaj! czyś ty z głazu?

Dwa słowa! imię moje!... Szalony! szalony!

Oto mi czoło ciemna przyłbica okrywa.

Postać kradnie płaszcz czarnym krzyżem naznaczony,

I jakże poznać mogła?...

odkrywa przyłbicę

Patrzaj! nieszczęśliwa...

Czy ty mię znasz? jak żądasz być zbawioną w niebie,

Odpowiedz... i uciekaj! ach! uciekaj ze mną...

Znasz mię?

ALDONA

Czy ja znam? Boże! nie, ja nie znam ciebie,

Nie! nie! nie przypominam... może — tu tak ciemno,

Może dlatego... Słuchaj, teraz moje oczy

Od ciągłych łez posępną skryły się zasłoną,

Mgła ciemna wszystkie dla nich przedmioty pomroczy,

I zaledwo z łez oschną, znowu we łzach toną.

Szczęście moje z nieszczęściem nie zna równej szali,

Jak mara obłąkana kończę życia drogę.

Nie! nie! ja ciebie nie znam — teraz znać — nie mogę.

DOWMUNT

Nie poznała... to lampa tak ciemno się pali.

bierze lampę ze stołu i oświecając twarz, przybliża, się do ALDONY

Patrz! patrz!

ALDONA

Błagam cię! błagam ach! oddal się, panie!

Oddal się — światło lampy oczy moje razi.

O patrzaj! niezadługo zabłyśnie świtanie!

Patrzaj! już blask jutrzenki twarz księżyca kazi.

O nieba! ciebie w sali światło dnia zastanie...

DOWMUNT

Ha! męczarnio okropna! męczarnio szatana!

do ALDONY, która się zbliża pomięszana

Czego chcesz? precz ode mnie! śmierć jedna została...

ze śmiechem obłąkania

Cha! cha! jaka myśl dzika! upaść na kolana,

Upaść przed nią... Cha! cha! cha! prosić, by poznała.

Lub może kupić pamięć zimnym, złotym kwiatem?

Więc wrócę tak samotny w dziką świata drogę?

Przepaść się otworzyła między mną a światem,

Nie mogę wrócić, trzeba umrzeć — umrzeć mogę...

I przed śmiercią nauczę ją wymawiać imię

Znajome, zapomniane — nauczę jak dziecie,

Lub jak uczą sokoła, wtenczas gdy zadrzemie,

Przerywając sen: przerwę jej sen — senne życie...

Słuchaj! wiesz, kto ja jestem?

dobywa sztyletu

Nie! nie! bezimienny

Upadnę przy jej stopach jako liść jesienny.

Rzucam się całą duszą do grobowej ciszy...

ALDONA

Dowmuncie! ach Dowmuncie!

DOWMUNT

Jeszcze głos Aldony?

ALDONA

Znam ciebie! kocham! słuchaj — on widzi! on słyszy!

Tam Mindowe w tej sali! za tymi zasłony!...

DOWMUNT

O Boże! jakże miło powrócić do życia.

Ty mnie kochasz? Mindowe gdzie jest? gdzie się kryje?

Ach straszną! straszną miałem chwilę do przebycia,

Dotąd mi krew wzburzona głośno w piersiach bije.

O Aldono! ta chwila stoi przed oczyma,

I nie chce zniknąć, póki szczęście się rozpali,

Ta chwila wszystkie myśli nad przepaścią trzyma;

Ale nie wróci...

ALDONA

Luby! słyszałam dźwięk stali.

Chroń się! chroń się, Dowmuncie! mój drogi! mój miły!

DOWMUNT

Co mówiłaś? Mindowe gdzie jest? w tamtej sali?

To daleko — uciekać nie chcę — nie mam siły...

O nie! nie! tyle szczęścia! nie, to nie jest zdrada.

Ja muszę być szczęśliwy — muszę widzieć ciebie.

Zgasła lampa, lecz księżyc przyświeca na niebie,

Chodź do światła, Aldono... O! jaka ty blada!...

Rumieniec łzy obmyły, żar gorączki strawił;

Jaka ty blada! — jam cię nie taką zostawił!...

ALDONA

Nie, to bladszy niż zwykle, to ten blask księżyca

Twarz mi dzisiaj ociemnił...

DOWMUNT

Więc księżyc przeklinam.

Jeżeli barwę róży kradnie z twego lica.

Ha! przeklinając księżyc, ludzi zapominam.

ALDONA

Luby! słyszysz dźwięk stali? czy słyszysz? to oni!

DOWMUNT

Słyszę jakieś stąpania — słyszałem chrzęst broni,

Idą jakby tygrysy na mą krew zażarte.

ALDONA

Dowmuncie! wychodź! wychodź, jeszcze drzwi otwarte!

Wychodź! Aldona wiecznie wiary ci dochowa...

Tu wszyscy nas zdradzają, Bogi, ludzie, ściany,

Uciekaj!...

DOWMUNT

Moja luba, bądź zdrowa! bądź zdrowa!...

Wychodzi, lecz po krótkiej chwili wraca.

ALDONA

Przebóg! czemuś powrócił? blady, pomięszany,

Powiedz, coś widział?

DOWMUNT

W końcu przybocznej komnaty

Oni już są!... już przyszli!

ALDONA

O nieba! o zdrady!

Słuchaj, wyłam te okien pozłacane kraty,

Pod nimi niedaleko są zamkowe sady...

Uciekaj! nad głowami grożą czarne burze...

Uciekaj...

DOWMUNT

usiłując wyłamać kratę

Kraty mocno osadzone w murze...

Wyłamać niepodobna... nie, to próżnym szałem...

Niepodobna... Ha pękły! pękły! wyłamałem...

Bądź zdrowa! daj mi rękę... dłoń zimna jak z lodu...

Bądź zdrowa...

staje na oknie... po chwili wraca do sali...

Nie... na próżno! pośród drzew ogrodu,

Widziałem tłumy zbrojnych Mindowy rycerzy;

Pod samymi oknami las włóczni się jeży.

Daremna więc ucieczka — przyszedłem bez miecza

By nie wzbudzić podejrzeń, cóż ten sztylet znaczy?

Ani mię przeciw wrogów ciosom zabezpiecza,

Ani usłucha dłoni — zdradzi ją w rozpaczy!

Bez ulgi i bez zemsty w zimnym legnę grobie...

Aldono! tyś pobladła! Aldono! co tobie?

ALDONA

Nic, nic... daj mi tę różę, z hełmu twego różę,

Może zmysły orzeźwi.

DOWMUNT daje różę

Tak mi w oczach ciemno!...

DOWMUNT

O rozpacz!... ona bladnie. Chodź ze mną, chodź ze mną!

Chodź, uciekajmy! Boże! gdzie uciec? w tym murze

Są kryjówki... szalony! tam będą i ludzie:

Te gmachy już zdradzieckiej nawykłe obłudzie...

O Aldono! nieszczęście — usiądź tu, Aldono!

Oczy moje jak dziecka całe we łzach toną.

ALDONA

A ja płakać nie mogę... Cha! cha! luby! drogi!

Śmiech mi straszliwy łamie na ustach wyrazy...

Cha! cha! cha! niech tu przyjdą! niech przestąpią progi.

Oto próg pałacowy!...

Pada przed drzwiami.

DOWMUNT

Aldono! Jak głazy

Zimna...

składa omdlałą na krześle

Rękami będę rozdzierał tych ludzi...

Chodźcie tu!... O te oczy! ta twarz, blada, sina!...

po chwili

Z rąk martwych wyrwę różę... kiedy się obudzi,

Mnie już nie będzie... niech mnie nic nie przypomina

obrywa liście kwiatu

Kwiat zerwałem — gałązka w jej została dłoni,

Tak mocno trzyma.

pod koniec tej sceny słychać coraz mocniejsze szczęki oręża

Słyszę! już idą... to oni!...