VIII

Widziałem, jak młodzieniec w samej wieku sile,

Strawiony własnym ogniem — przeklął ogień duszy.

Wołał: — „Czemuż Bóg więzów moich nie rozkruszy?”.

Lecz wszędy cichość grobowa;

A więc sam odpowiadał: — „Jestem panem życia!” —

Okropne rozpaczy słowa!

Z umysłowych władz rozbicia

Została ta myśl straszliwa.

I bladość śmierci lice wyniosłe okrywa.

Ta jedna myśl tysiączne urodziła myśli;

Straszna cierpienia potęga,

Umysł je rozwija — kryśli12,

Z niedowiarstwa marą sprzęga...

O niedowiarstwo! Ty piekieł pochodnią

Niszczysz mgłę marzeń i blask urojenia złoty.

Gdzież cnota?... nie ma cnoty!...

I zbrodnia nie jest zbrodnią.

Na niepewnej ważysz szali

Wzniosłe uczucia w człowieku...

Już wszyscy tak myśleli — i wszyscy wołali,

Jest to chorobą czasu! — jest to duchem wieku!

Ta ciemność była tylko przepowiednią słońca.