XXXIII

„Nie mów nikomu o mnie, sługo boży,

Niech mój grobowiec ludzi długo trwoży.

Weź i tę chustę... choć krwią powalana,

Możesz ją złożyć przed ołtarzem Pana

Albo... Dlaczegoś drgnął przed tym rozkazem?

Powieś tę chustę przed Panny obrazem,

Musi być święta ta krew, co ją broczy,

Bo mi ją kiedyś naród rzucił w oczy.

Więc te męczeństwo pobladłego czoła,

To mój ostatni jest dar dla kościoła.

I jam cóś ciernia czuł w mojej rozpaczy,

Może Bóg wspomni na to i przebaczy.

Żalu mojego najlepszą jest próbą

To upodlenie się moje — przed sobą.

Co będzie z moim duchem nad mogiłą?

Pewnie nie gorzej jak to, co już było.

W dumie mej jeszcze przynajmniej znachodzę40,

Że mię przed śmiercią broni ulec trwodze,

Gdy przy tym łożu nic, tylko rozpacze.

Gdyby mniej dumny, płakałbym — nie płaczę;

Lecz coś jest we mnie, gdy w grób muszę wchodzić,

Z czym by się żadne łzy nie mogły zgodzić:

Wściekłość na siebie, żar, co się nie studzi,

A nawet, księże, jakiś żal do ludzi:

Jak gdyby oni byli winni z dawna,

Że się krew we mnie zaczerniła sławna.

Lecz nie — i myśl ta nie może pocieszyć. —

To wszystko... Księże, czy śmiesz mię rozgrzeszyć?

Olej, co czyni w Bogu śmierć wesołą,

Czy się odważysz lać na zdrajcy czoło?

Jam nie żałował i nic nie naprawił;

Kraj jeszcze we krwi — a jam go zakrwawił;

I długo będzie ta krew po mnie płynąć;

Tysiące walczyć i tysiące ginąć,

Po mnie nieszczęścia, więzienia i wojny —

I mógłżebym ja w grobie spać spokojny?

O nie! nadzieja jest szaleństwem dla mnie —

A jednak — starcze, ty! módl się ty za mnie!”