XIV

Smutny był koniec jego pierwszej żony:

Dostała wcześnie anielskiej korony,

Zamordowana, utopiona w stawie,

Gdy na wojennej był Wacław wyprawie.

Mówią, że obce pomściły się prawa

Śmierci synowej na ojcu Wacława.

Jeżeli tak jest? — o Chryste na męce! —

Jakie w tym rodzie serca! jakie ręce!

Mówią — że ojciec graf w turmę zamknięty

Umarł przed sądem — a drudzy, że ścięty;

Lecz takiej rzeczy myśl nie wierzy sama:

Na takim wielkim rodzie taka plama!

Tak wielka szyja złamana nad gminem!

Lecz ojcu nie mieć litości nad synem!

Ale zabójców nasłać na synowę

I za pieniądze móc odkupić głowę!

Gdy nieraz ołów ludzki się zagłębia

W serce orlicy i za śmierć gołębia,

Niktże tej śmierci pomścić się nie umie

Na krwi wysokiej? na wyniosłej dumie?

Niktże — prócz syna — co za te popioły

Ojcowi musiał miecz pokazać goły?

Tak się więc zbrodnia ogniwami winie,

Że ojciec własny wroga widzi w synie;

Albo umiera syna krwią czerwony,

Nie pożegnany i nie przebaczony;

Albo tak skala syna pierś łabędzią,

Aby mu nie był czystszym ani sędzią:

Aż tam nareszcie stanie pochylony

Zdrajca narodu przed zbójcą swej żony;

Aż znowu wrócą pod zwyczajne prawa,

I od przedajnej głowy wyższa — krwawa.