XXI

Patrzaj! tam słońce nad dnieprowe skały

Wyrzuca świetne brylantowe strzały.

Kwiaty ze łzami się podnoszą wdzięczne,

Tam w błękit czoło chowa się miesięczne;

Sarneczki złote na kurhany skaczą,

Róże się polne otwierają, płaczą,

Orzeł na krzyżu z rosy skrzydła trzepie.

Jaki spokojny wschód słońca na stepie!

Tylkoż w tym zamku złote słońce budzi

Z przerażonego snu pobladłych ludzi!

Tylkoż w tym zamku otworzą się oczy,

Które przed nocą mgła śmierci zamroczy!

Na toż więc było na ten świat przychodzić

Cierpieć, miłować, nienawidzieć, szkodzić:

Ażeby wreszcie słońce dawno znane

Weszło, ostatnie — i nie zapłakane.