XXIV

„Księże, są o mnie haniebne powieści,

Nie wierz im wszystkim. Bez sławy, bez części,

Nie jestem takim, jak ludzie niewinni,

Ależ ja więcej cierpiałem niż inni,

Ale ja większe miałem serce w sobie

Do nakarmienia... Tam małżonka w grobie,

Tam ojca sądzą mojego, o zgroza!

Na śmierć haniebną, na karę powroza.

Mój teść otrzymał wyrok nie ojczysty...

Mój ojciec, mój ród dawny, dumny, czysty,

Wszystko to jedna godzina obbali! —

Dzisiaj to wszystko ważyłbym na szali,

Dzisiaj bym wolał, o Boże! przed gminem

Powieszonego się nazywać synem;

Lecz wtenczas, z hańbą grożone zamęściem,

Mój ojciec, mój ród, moje imię!... Szczęściem

Mój ojciec umarł — tak jak był powinien...

Czemuś ty, księże, zadrżał? Jam nie winien...

Że mię widziano tej nocy przy turmie24

W księżycowego wichru dzikim szturmie?

Na zapienionym żem uciekał koniu,

Żem pędził z głuchym tętentem po błoniu,

Że ojca mego we krwi znaleziono

Nazajutrz?... Księże! rozedrzyj mi łono

I obacz serce, nim pójdę do trumny,

Bo mówię prawdę — lecz przysiąc za dumny.