I. Polityka ludnościowa różnych państw
W dzisiejszej dobie wielkiego kryzysu gospodarczego, wszelkiej redukcji, bezrobocia i głodu mieszkaniowego oraz ogólnej nędzy klas pracujących sprawa przyrostu ludności danego narodu i państwa stała się bardzo ważnym zagadnieniem społecznym, ekonomicznym i narodowym. Chociaż stały przyrost ludności jest siłą dynamiczną każdego narodu, lecz ta siła nie może przerastać możliwości kulturalnych danego państwa, bo nie liczba, lecz jakość materiału ludzkiego odgrywa tu pierwszorzędną rolę i dlatego siła rozrodcza narodu musi być świadomie regulowana.
Historia ludów stwierdza dobitnie, że nie ilość, lecz jakość decydowała i decyduje o wartości narodów, o ich sile wewnętrznej i zewnętrznej, o ich potędze fizycznej i duchowej, zdrowotnej i moralnej, twórczej i produkcyjnej, sile, która byłaby w stanie doprowadzić ludzkość do lepszych, szczęśliwszych, sprawiedliwszych, pokojowych warunków międzynarodowego współżycia.
Dla państw i społeczeństw nieobojętne jest, jeżeli przyrost naturalny będzie zbyt wielki i z góry skazany na przedwczesną śmierć, na wielką nędzę, na obowiązkowe obarczanie instytucji opiek społecznych, państwowych czy samorządowych; nieobojętne jest, lecz nawet ze wszech miar szkodliwe jest takie straszne marnowanie nieprodukcyjnych sił rozrodczych kobiet, które przez nadmiernie częste macierzyństwo niszczą swe zdrowie, siły, młodość, wartości umysłowe, moralne i psychiczne, by jak np. w Polsce około 20%, tj. co piąte nowo narodzone dziecię umierało, nie doczekawszy nawet roku życia... A dla rodziny, dla tej najważniejszej, podstawowej komórki życia społecznego, czyż obojętne jest, ile nowych istot ludzkich ma rodzina wyżywić, wychować, przygotować do zawodu i do obywatelskich obowiązków? A sama kobieta — matka, rodzicielka — czyż nie powinna mieć w sprawie rozrodczości najpierwszego głosu? Ona, która kosztem swego ciała daje nowe życie ludzkie, by przez długie miesiące karmić, wychowywać i otaczać najczulszą opieką swe potomstwo.
Lecz z rozwojem cywilizacji i dla różnych przyczyn i różnych celów sprawa rozrostu ludzkości czy poszczególnych narodów, tak jak wiele innych zagadnień społecznych, została wyrwana z orbity rodziny i decyzji matki w celu podporządkowania jej nie potrzebom danego narodu, ile interesom i poglądom sfer rządzących, dając tym specjalny kierunek polityce ludnościowej.
Już w starożytności polityka ludnościowa miała swoje znaczenie.
Historia starożytnej Grecji wykazuje, że w Sparcie interwencja państwa miała swój wpływ na przyrost ludności, uważając małżeństwo za instytucję państwową, której celem było wydawać na świat zdrowe potomstwo, bo to zapewniało przyrost zdrowych i dzielnych żołnierzy. W Sparcie określano za pomocą ścisłych przepisów wiek małżonków, ich stan zdrowotny, a na bezżennych naznaczano kary. Taką polityką ludnościową kierował się również i Rzym w czasie swej największej potęgi.
W tym samym czasie, gdy rządy Sparty nakazywały rodzić dużo dzieci, inna dzielnica Grecji, Ateny, znane ze swych społecznych i humanitarnych rządów, uważały1 małżeństwo nie tylko jako komórki rozrodcze, ale szanując swobodę jednostki, uznawały2 rodzinę jako moralną i społeczną podstawę narodu.
Gdy powstaje chrześcijanizm3 ze swymi tendencjami przeniesienia wartości życia ziemskiego na utopię życia pozagrobowego — i nie uznając instynktu płciowego, a nawet i instynktu rozrodczego, szerzy ascetyzm — polityka populacyjna załamuje się aż do XVI w., kiedy to reformacja znosi celibat kleru i szerzy zasady religijne bardziej realne i bardziej do życia dostosowane.
W wiekach następnych ludzkość gwałtownie się rozmnaża, bez żadnego hamulca i celowości, co przestrasza ekonomistów angielskich, a głównie pastora Maltusa4.
Maltus na początku zeszłego wieku poświęca dużo prac i badań sprawie polityki ludnościowej, stawiając bardzo krańcową teorię konieczności wstrzymania, choćby na czas pewien, zbytniego rozmnażania się ludzkości, bo to zagraża jej istnieniu z braku środków żywności. Wywody tego ekonomisty były bardzo aspołeczne i wrogie dla wzrastającego szybko proletariatu, wytwarzanego przez rozwijający się ustrój kapitalistyczny. W drugiej połowie XIX w. powstaje prąd zwany nowomaltuzjańskim, który zwalcza nierealne żądania Maltusa i żąda nie wstrzymania rozrodczości narodów, lecz racjonalizacji tej rozrodczości, czyli regulacji urodzeń. W celu szerzenia idei ograniczania liczby potomstwa powstaje przeszło 50 lat temu w Anglii nielegalne zapoczątkowanie Ligi Międzynarodowej Kontroli Urodzeń, która do dziś dnia urządza co kilka lat międzynarodowe kongresy w różnych krajach.
Pierwsze te społeczne prądy dążące do świadomej regulacji tak ważnego zagadnienia, jak za duży czy za mały liczebny rozrost danego narodu, idą i działają poza czynnikami państwowymi, a nawet pomimo ich zakazu. Najostrzej i najwcześniej występowały konflikty w Stanach Zjednoczonych Ameryki Płn. i w Anglii. W obu tych krajach dopiero po wojnie światowej5 akcja regulacji urodzeń zdobyła swe prawne obywatelstwo. Ważnym tym etapem Stanów Zjednoczonych Ameryki stał się Międzynarodowy Kongres w Nowym Jorku w 1922 r., gdzie rozległ się poważny głos nie tylko lekarzy i eugeników, ale i socjologów, filozofów i działaczy społecznych. I wreszcie Margareta Sanger6, pierwsza twórczyni ruchu regulacji urodzeń w Ameryce, uzyskała prawne podstawy dla swej akcji, po tylu latach ciężkiej walki, prześladowań, a nawet konieczności emigrowania do Europy przed uwięzieniem, na które skazały tę niezwykle ideową kobietę władze amerykańskie. A więc w Stanach Zjednoczonych Ameryki Płn. od 1922 akcja idei regulacji urodzeń, nazwana po angielsku birth control, czyli kontrolą urodzeń, staje się uprawomocniona, choć nie we wszystkich stanach, nawet po dziś dzień. Ale sama idea i realizacja regulacji urodzeń w bardzo krótkim czasie zdobyła w Stanach Zjednoczonych Ameryki Płn. bardzo liczne zastępy kobiet, obejmujące obecnie przeszło dwa miliony, które na czele z Margaretą Sanger zakładają i prowadzą w wielu miastach poradnie i kliniki w sprawach zapobiegania ciąży.
W Anglii, prawie jednocześnie ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki Płn., w końcu zeszłego stulecia idea regulacji urodzeń nabiera dużego rozgłosu dzięki posłowi do Izby Gmin7 Bradlang i znanej, niedawno zmarłej teozofce8 Annie Besant9. Byli oni pewien czas prześladowani przez rząd, policję i organizacje lekarskie, ale niedługo czekali na zwycięstwo idei ograniczenia liczby potomstwa. Ostatecznie w 1926 r. Izba Lordów10 wypowiada się za uświadamianiem kobiet w poradniach publicznych, a w 1930 r. kongres 307 biskupów angielskich uznaje racjonalizację urodzeń za rzecz zupełnie słuszną.
Walka w Anglii została więc zakończona i świadome macierzyństwo zwyciężyło, co praktycznie dało wielkie poparcie dla zakładania nie tylko społecznych, ale i samorządowych, i państwowych poradni regulacji urodzeń.
W Holandii najwcześniej powstaje pierwsza poradnia w Amsterdamie, bo jeszcze w 1885, dzięki dr Aletcie Jacobs11, która na kongresie wyżej podanym12 w Nowym Jorku w 1922 r., ku zdumieniu Amerykanów i wszystkich obecnych, zdawała sprawozdanie ze swej 40-letniej działalności ograniczania urodzeń i stwierdziła, że Holandia posiada 52 poradnie zapobiegania ciąży, co przyczyniło się jednocześnie do znacznego zmniejszenia śmiertelności niemowląt, gdyż rodzice, posiadając mniej potomstwa, dają mu lepsze warunki higieniczne i opiekuńcze.
We Francji zupełnie krańcowo odmienne mamy zjawisko: pierwszych pionierów ruchu regulacji urodzeń wsadzają do więzienia, a w roku 1920 wydana zostaje ustawa zakazująca propagandy regulacji urodzeń... We Francji, kraju praw człowieka i wielkiej rewolucji społecznej!... Ale same zakazy i nieżyciowe prawa nigdy nie uzyskują zamierzonego celu. Podłożem niskiego naturalnego przyrostu we Francji jest egoizm Francuzów, a szczególniej kobiet, które nie posiadając dotąd praw obywatelskich ani politycznych, tym samym odbiegają bardzo od przeciętnego typu uspołecznionych kobiet współczesnych; przy tym Francuzi lubią wygody życiowe; nie chcą obarczać się uciążliwymi trudami macierzyńskimi i wraz ze swymi mężami uznają, że jedno, najwyżej dwoje potomstwa powinno dziedziczyć ich fortuny, by utrzymać burżuazyjne stanowisko i takież nawyknienia. Ponieważ nie tylko uświadamianie zapobiegawcze, ale nawet i środki ochronne są we Francji zakazane, więc regulacja urodzeń znajduje przeważnie ujście innymi sposobami, wśród których miliony poronień tajnych odgrywają główną rolę, choć są one uznane jako13 kryminalne przestępstwa. W konsekwencji Francja jest krajem o najmniejszym na świecie przyroście naturalnym: na 1000 ludności we Francji przybywa 1,5, podczas gdy w Polsce 14, w Anglii 3,3, w Niemczech 4,3, we Włoszech 9,1.
Zupełnie z innych przyczyn jest zabroniona regulacja urodzeń we Włoszech i w Trzeciej Rzeszy Niemiec. Oba te państwa najskrajniej faszystowskie, przy dyktaturze nieograniczonej, z konieczności muszą opierać się na bagnetach, a więc muszą trzymać swych obywateli pod grozą militaryzmu, który jednocześnie służy na wewnątrz jako siła oporna, a na zewnątrz siła zaczepna.
We Włoszech od czasu rządów Mussoliniego surowe przepisy zakazują jakiejkolwiek propagandy na korzyść ograniczenia potomstwa, co grozi więzieniem lub wygnaniem. Przeciwnie, Mussolini uważa, na wzór Napoleona, że kobiety są wyłącznie potrzebne dla rozrostu liczebnego państwa, że powinny mieć przeciętnie po sześcioro dzieci. I dlatego nagradza ten średniowieczny dyktator premiami ojców licznych rodzin i zwołuje zjazdy najbardziej płodnych matek.
W Niemczech powojennych, przy republikańskich, demokratycznych rządach zorganizowane i uspołecznione kobiety z wielkim zapałem szerzyły nie tylko samą propagandę ograniczania liczby potomstwa, szczególniej wśród proletariatu, ale w krótkim stosunkowo czasie powstało w różnych niemieckich większych miastach 48 poradni, uzyskując poparcie świata lekarskiego, ubezpieczalni społecznych i samorządów. Niszczycielski huragan Hitlera zniósł cały ten społeczny humanitarny dorobek i regulacja urodzeń została uznana za zbrodnię, która przeciwstawia się potędze militaryzmu czyhającego na zemstę i odwet powojenny. W Hitlerii kobieta sprowadzona została do roli płodzącej matki.
Z mniejszym barbarzyństwem obecne rządy faszystowskiej Austrii niszczyły cały dorobek świetnie rozwijającej się akcji regulacji urodzeń przez byłe socjalistyczne kobiece organizacje wiedeńskie.
Kraje skandynawskie: Dania, Szwecja, Norwegia i Finlandia z właściwym sobie spokojem, w wolności i swobodzie obywatelskiej prowadzą akcję regulacji urodzeń bez przeszkód i namiętności, przy poparciu państwa i samorządów.
W Rosji Sowieckiej od samego komunistycznego przewrotu sprawa polityki ludnościowej ujęta została kierownictwem państwowym, przy czym najdalej idące równouprawnienie kobiet pod względem ekonomicznym, prawnym i społecznym stało się podstawowym i decydującym rozwiązaniem dla uznania świadomego, a nie przymusowego macierzyństwa.
Tam dwoma drogami idzie ograniczenie potomstwa:
1. Drogą uświadamiania i zapobiegania, tj. prowadzeniem w znacznej liczbie poradni dla kobiet po fabrykach i miejskich przychodniach.
2. Prawem dozwolone przerywanie ciąży do trzech miesięcy, jedynie przez lekarza w państwowych klinikach i szpitalach. Taką samą politykę ludnościową prowadzi Czechosłowacja.
W Polsce nigdy nie była oficjalnie zabroniona akcja społeczno-teoretyczna regulacji urodzeń. Nawet za czasów niewoli rosyjskiej, jeszcze w 1907 r., sama pisałam i miewałam publiczne odczyty na temat ograniczania przerażająco licznego potomstwa polskich rodzin, żyjących w nędzy i ciemnocie, szczególniej po wsiach i miasteczkach. Ze znanych ekonomistów stali na tym samym stanowisku: zmarła w lutym 1934 r. prof. Z. Daszyńska-Golińska14, a później profesor Krzyżanowski, który niedawno pisał na ten temat o przerażającej nędzy wsi z powodu zbyt wielkiej rozrodczości. Specjalną pracę o regulacji urodzeń wydał zmarły w październiku w 1933 r. dr H. Kluszyński, zasłużony działacz, a dr Boy-Żeleński15 najbardziej rozgłosił hasła regulacji urodzeń. Gdy cztery lata temu Robotnicze Towarzystwo Służby Społecznej postanowiło założyć pierwszą Poradnię Świadomego Macierzyństwa, uzyskaliśmy bez żadnych przeszkód pozwolenie Komisariatu Rządu m. st. Warszawy16, na tej zasadzie, że nie istnieje żadne nasze prawo, które zabraniałoby tej akcji i jej realizacji.
Krótki ten rzut na politykę populacyjną różnych państw wykazuje, że społeczne to zagadnienie uzależnione jest od wielu spraw, w czym polityczne i ekonomiczne czynniki oraz dążności militarne większą odgrywają rolę niż przeszkody reakcyjne czy klerykalne.
W państwach faszystowskich jak Włochy i Niemcy wrogie ustosunkowanie się do racjonalizacji rozrodczości tłumaczą dążności militarne; zaś zakaz we Francji obawą przed wyludnieniem; przeciwnie, tolerancja polityki populacyjnej w Polsce wynika ze zbytniej rozrodczości, największej w Europie. Bowiem przed i jeszcze po wojnie polską nadmierną rozrodczość ratowała emigracja: za morza i oceany, do Niemiec sezonowo, do Francji na dłuższy pobyt, tak że w sumie 250 tysięcy obywateli rocznie musiało rzucać swą płodną Ojczyznę, podczas gdy dalej corocznie nowe pół miliona narastało. Statystyka wykazuje, że powszechny spis ludności w Polsce w 1921 r. wykazał 27,2 mln, a w 10 lat później, to jest w 1931, już było 32,1 mln. Czy Polska może temu potężnemu przyrostowi podołać pod względem kulturalnym, oświatowym, zdrowotnym, przemysłowym, rolniczym? Jedynym ratunkiem do obecnego kryzysu gospodarczego była emigracja. Ale od lat kilku ten kryzys ogarnął całą Europę i Amerykę: wszystkie granice zostały zamknięte dla wszelkiej emigracji, jako najłatwiejszy środek dla walki z bezrobociem i nędzą, ofiar ustroju kapitalistycznego.
I nadszedł dla państwa polskiego ostatni moment, ażeby świadomie, społecznie i organizacyjnie przystąpić do umasowienia praktycznej akcji regulacji urodzeń, czyli świadomego ograniczania potomstwa, nie tylko przez te warstwy społeczne, które zawsze i we wszystkich państwach i narodach od wieków mało, nawet za mało się rozradzały przez swój klasowy egoizm, ale żeby umasowić i udostępnić racjonalizację urodzeń wśród klas upośledzonych materialnie, zarówno w miastach, jak i wśród ludu wiejskiego. Prowadzenie takiej polityki ludnościowej to nie jest tylko zagadnienie poszczególnych rodzin, to nie tylko potępianie bezmyślnego, głupiego, zmysłowego płodzenia potomstwa; to nie tylko męka rodzącej kobiety; to nie tylko pieszczoty macierzyńskie czy rodzicielskie — to jest wielkie społeczne zagadnienie, wielka sprawa, związana z dalszym istnieniem ustroju kapitalistycznego lub z przyśpieszeniem zwycięstwa świata pracy!
II. Opieka społeczna nad matką i dzieckiem
Współczesna państwowa polityka ludnościowa danego kraju w celu zabezpieczenia pożądanego naturalnego przyrostu winna w pierwszym rzędzie skierować swe wysiłki, by doprowadzić do minimum śmiertelność dzieci, a szczególniej niemowląt. Niech to, co przychodzi na świat, ma zabezpieczone jak najlepsze warunki rozwoju przed urodzeniem i po urodzeniu; niech opieka społeczna nad matką i dzieckiem obejmie wszelkie potrzeby tych dwu istot; niech ochrona macierzyństwa będzie pełna i racjonalna, sprawiedliwie i uczciwie wykonywana.
Kobiecie, jako twórczyni nowych pokoleń, jako matce rodu ludzkiego, pełniącej swe wielkie zadania biologiczne — należą się specjalne prawa: OCHRONY MACIERZYŃSTWA, poza wszelkimi prawami jej należnymi na równi z mężczyzną, jako równym sobie społecznie. Biologicznie kobieta jest istotą inną, a nawet wyższą od mężczyzny, bo ona utrzymuje twórczy element ludzkości.
*
Jeszcze przed wielką wojną światową we wszystkich kulturalnych krajach zaczęto poważnie interesować się sprawą opieki nad zdrowiem i wychowaniem dziecka, tego przyszłego człowieka-obywatela. Świat lekarski, szczególnie we Francji, zwrócił uwagę, że nie tylko od urodzenia, ale i podczas rozwoju płodu w łonie matki należy myśleć o tym, by zdrowotne warunki zapewniały siłę i zdrowie noworodka; następnie nowa nauka, zwana eugeniką, której zadaniem jest troska o rozwój i utrzymanie rasy ludzkiej w jak najlepszych zdrowotnych, fizycznych i moralnych warunkach, zaczęła czynić badania naukowe co do dziedziczności i stąd wypłynęła konieczność sięgnięcia jeszcze dalej, bo do doboru małżeństwa, do przedślubnych świadectw zdrowia, do odpowiedzialności obojga rodziców za zdrowie ich potomstwa. Obecnie w wielu państwach mówi się, a w niektórych stanach Ameryki Północnej i w Niemczech jest już stosowana sterylizacja, to jest pozbawienie (przeważnie u mężczyzn) płodności za pomocą specjalnego chirurgicznego zabiegu, ażeby chorzy ludzie, nieuleczalnie chorzy, byli pozbawieni możności płodzenia nieszczęśliwych, chorych, niedorozwiniętych istot.
Widzimy więc, że bardzo poważne podstawy daje tak nauka, jak i same społeczeństwa, by dzieci przychodząc na świat były zdrowe i miały zapewnione zadatki i warunki dobrego dalszego rozwoju. A że i pedagogika, i pedologia, te nauki o wychowaniu i o rozwoju charakteru dziecka, robią wciąż wielkie postępy, a prawodawstwo o opiece nad dzieckiem we współczesnym, XX wieku zrobiło w wielu krajach bardzo dodatnie posunięcia, więc nic dziwnego, że wiek XX jeszcze przed wielką wojną światową nazwano wiekiem dziecka17.
Po tej barbarzyńskiej wojnie cały świat kulturalny upomniał się o krzywdę dziecka, które tak niewinnie najbardziej ucierpiało od strasznych wstrząsów ekonomicznych i moralnych, pozbawiających dzieci nie tylko ognisk domowych, ale i najelementarniejszych potrzeb życiowych i podnoszących liczbę śmiertelności dzieci do niebywałych dotąd granic.
W celu międzynarodowego porozumienia się w sprawie powojennej krzywdy dziecka zwołano w 1921 roku do Brukseli międzynarodowy kongres. Był to ruch samoobrony ludzkości i ratowanie się przed charłactwem18 i zwyrodnieniem. Tam, na tym kongresie, w bohaterskim kraju Belgów, dowiedzieliśmy się z poważnych referatów, że ta europejska czteroletnia rzeź narodów zamordowała przeszło 12 milionów ludzi, że kalek i sierot trudno było nawet obliczyć, a gruźlica tak wielkie poczyniła postępy, że prawie we wszystkich krajach do 40% dzieci szkolnych stało się kandydatami suchot płucnych. Jeżeli do tego dodamy, że nawet w normalnych warunkach w Europie przeciętnie wypada na 1000 ludzi: 1 ślepy, 3 obłąkanych, najmniej 12–15 suchotników, 20 nierozwiniętych umysłowo i 270 niedołężnych, słabowitych, to ładna przyszłość czeka współczesne narody, jeżeli społeczeństwa i państwa nie wezmą się energicznie do świadomej walki o podniesienie swej rasy.
Po takim smutnym bilansie zdrowotnym krajów cywilizowanych po wojnie, szczególnie w państwach, które odzyskały swą niepodległość, następuje era twórcza bardzo postępowych i demokratycznych ustaw prawodawczych.
I u nas, w odrodzonej Rzeczypospolitej, mieliśmy na początku niezapomniane tchnienie szlachetnych pragnień wyrównywania niesprawiedliwości społecznych. Ustawy nasze zapewniały opiekę społeczną nie tylko dziecku, ale i matce; bo rozumiano, że te dwie istoty są nierozerwalnie bliskie, nie tylko w okresie tworzenia się płodu w łonie matki, nie tylko w okresie karmienia, ale i przez 2–3 lata następne, pielęgnacji i wychowywania. To zrozumienie głębsze ochrony macierzyństwa jest tym dziwniejsze, że wszak ciągle jeszcze sami mężczyźni są twórcami wszelkiego ustawodawstwa, nie wyłączając tej dziedziny wyłącznie kobiecej i tych zagadnień, które kobieta lepiej od mężczyzn odczuwa, rozumie i bezpośrednio pragnie poprawy i zmiany, podczas gdy przeważnie mężczyźni nie pojmują, nie doceniają, nie chcą rozumieć i nie chcą doceniać tych przeogromnych trudności i cierpień macierzyńskich, tego bezwzględnego, altruistycznego poświęcenia, nawet ofiary osobistej. Jednak u nas, w Polsce, przeważyło przekonanie ogólne, że ochrona macierzyństwa jest niezbędnym warunkiem zdrowia publicznego, i dlatego nasza Ustawa o opiece społecznej z 1928 r. i Ustawa o ochronie pracy kobiet z 1924 r. dzięki pracy tych nielicznych posłanek pierwszego Sejmu Ustawodawczego19 dają duże prawne gwarancje społecznej państwowej czy samorządowej opieki nad matką i dzieckiem.
Nie będę tu analizować poszczególnych paragrafów tych ustaw, tak chlubnie mówiących o ich twórcach; stwierdzają one konieczność opieki nad niemowlętami, dziećmi i młodzieżą, nad sierotami, półsierotami; dziećmi zaniedbanymi, opuszczonymi, przestępczymi oraz zagrożonymi przez wpływy złego otoczenia.
Zaraz na drugim miejscu postawiono ochronę macierzyństwa, szczególniej dla kobiet pracujących, którym zabrania się pracy nocnej i pracy w ciężkich i niebezpiecznych dla zdrowia i życia warunkach; postawiono żądanie utrzymywania przy fabrykach i różnych zakładach, gdzie pracuje ponad 100 kobiet — konieczność utrzymywania żłobków fabrycznych dla niemowląt, zarówno w fabrykach, jak i biurach, i urządzeń kąpielowych; karmiące matki mają prawo przerywania pracy po pół godziny dwa razy w ciągu dnia pracy, by w specjalnych izbach karmienia dawać pokarm swym niemowlętom pozostawionym opiece wykwalifikowanym pielęgniarkom. Ustawa zabrania zatrudniać pracownicę wcześniej niż 6 tygodni po odbytym połogu. Jeżeli do tych podstawowych artykułów ochrony macierzyństwa dodamy obowiązujące ubezpieczenia chorobowe, zasiłek połogowy i zasiłek dla matek karmiących, a poza tym głęboko ujętą Ustawę o opiece społecznej z 1923 r., która miała gwarantować rodzinom bezrobotnym lub ubogim środki żywnościowe, bieliznę, odzież, obuwie, odpowiednie pomieszczenie z opałem i światłem, niezbędne narzędzia do pracy zawodowej, pomoc w przywróceniu utraconej zdolności do pracy — i tak dalej, tak dalej, te piękne „zamki na lodzie”, które zwaliła, zniszczyła, podeptała, wyśmiała rzeczywista — rzeczywistość nasza... Bo pieniędzy zabrakło... bo pieniądze poszły zupełnie na co innego... nie na opiekę nad matką i dzieckiem, nie dla biednej ludności robotniczej...
Ba! Nie tylko pieniędzy dla nich zabrakło, nie tylko „podnoszenia zdolności do pracy”, ale samej pracy zabrakło dla milionów ludzi — nie tylko w Polsce, ale w najbogatszych dotąd krajach w Europie i Ameryce. I gdy bogacze posiadający fabryki, kopalnie, plantacje etc. zaczęli rozpaczać, że zbytni urodzaj na ryż, kawę czy pomarańcze i inne środki żywności obniży ceny tych produkcji, to dla utrzymania nadal wysokich cen przemysłowcy światowi nie znajdują innych sposobów jak niszczycielskie, barbarzyńskie zatapianie ryżu w morzu, palenie w piecach kawą i cukrem, zaorywanie pola pomarańczami zamiast gnoju, zalewanie wodą kopalń węgla, wyrzucanie na bruk tysięcy ludu roboczego.
W Polsce powstało tym silniejsze i większe bezrobocie, bo zawsze ono istniało z powodu zbytniego przyrostu naturalnego, oraz z powodu małego uprzemysłowienia kraju, a tym bardziej, gdy uniemożliwiona została emigracja, która zawsze była bardzo duża przed kryzysem gospodarczym. W tym strasznym momencie bezrobocia nie tylko tysięcy, ale milionów rodzin w miastach, miasteczkach i po wsiach, gdy rozlewa się tak wielka nędza, to zamiast roztaczać coraz większą ustawową opiekę nad matką i dzieckiem, nad zagrożeniem ich istnienia i życia, to przeciwnie: i państwowe budżety, i samorządowe zmniejszają minimalną dawną pomoc i opiekę społeczną — bo nie mają pieniędzy! I taką odpowiedź pośrednią lub bezpośrednią słyszą wszyscy wołający o pracę i chleb, a bezdomni o dach nad głową, a także i matki, wołające o ratunek dla swych dzieci.
Najbardziej upośledzona, nieszczęśliwa, pogardzana, deptana, prześladowana jest matka nieślubna ze swym tak zwanym „nielegalnym dzieckiem”.
Wstydem, nawet powiedzieć można: hańbą jest dla prawodawstwa państwa polskiego, że po siedemnastu latach niepodległości do dziś prawa dziecka nieślubnego nie są załatwione i pozostaje, jak za czasów niewoli, różne w różnych byłych zaborczych dzielnicach. Najgorzej jest na terenie b. Kongresówki, gdzie obowiązują przepisy Kodeksu cywilnego z 1825 r. i choć nowelizowane przez Rosję w 1913 r., jednak utrzymano to przeklęte prawo Napoleońskie: „poszukiwanie ojcostwa jest zabronione”.
Jest to prawo tak potworne i tak skłaniające mężczyzn do nadużyć płciowych, do brutalności zwierzęcej, do lekkomyślności nieodpowiedzialnej, podczas gdy kobieta ponosi cały ciężar fizyczny i moralny, całą odpowiedzialność społeczną, całą ofiarę, całą nienawiść do takiego nieludzkiego prawa, które ubogie dziewczęta doprowadza do samobójstwa, do dzieciobójstwa i do prostytucji. Już samo takie państwowe stanowisko w stosunku do matki i dziecka nieślubnego wystarcza do stwierdzenia, że w Polsce opieka społeczna nad matką i dzieckiem istnieje tylko teoretycznie, tylko na papierze i nie jest rozstrzygnięta, pomimo że ochrona macierzyństwa powinna być fundamentalnym zagadnieniem polityki ludnościowej.
Jeżeli w Polsce prawie że nie istnieje opieka społeczna nad matką i dzieckiem, poza słabymi oznakami elementarnej pomocy materialnej, i to otoczonej wielkimi trudnościami, to macierzyństwo u nas pozostaje własnością kobiety, względnie rodziny — i o tym wiedzieć musi każda kobieta, każda matka. I dlatego każda kobieta powinna mieć potomstwo tylko wtedy i tylko tyle dzieci, o ile pozwalają na to jej warunki rodzinne, jej zdrowie i środki materialne — to się właściwie nazywa świadomym macierzyństwem.