Prolog

Centralne biuro fabryki Rossum’s Universal Robots. Po prawej wejście. Na wprost — okna z widokiem na niekończące się szeregi budynków fabrycznych. Po lewej inne pomieszczenia kancelarii dyrektora.

DOMIN siedzi w obrotowym fotelu przy ogromnych rozmiarów biurku amerykańskim. Na blacie lampa, telefon, przyciski do papieru, stojak na listy itd., zaś na ścianie po lewej wielkie mapy z zaznaczonymi liniami transportu morskiego i kolejowego, duży kalendarz, zegar, który wskazuje, że dochodzi południe; na ścianie z prawej zawieszono plakaty reklamowe: „Najtańsi pracownicy: roboty Rossuma”, „Roboty tropikalne, nowy wynalazek. 150 d. sztuka”, „Robot dla każdego!”, „Zbyt droga produkcja? Zamów roboty Rossuma”. Dalej jeszcze inne mapy, rozkład kursowania statków, tabela ze skróconym zestawieniem rejsów itd. Z taką dekoracją ścian kontrastuje wspaniały turecki dywan na podłodze; po prawej stronie okrągły stół, kanapa, skórzane fotele klubowe oraz biblioteczka, w której zamiast książek stoją butelki z winem i mocniejszymi trunkami. Po lewej sejf. Obok biurka Domina maszyna do pisania, w którą stuka dziewczyna imieniem SULLA.

DOMIN

dyktuje

„— że nie odpowiadamy za towar uszkodzony w transporcie. Już podczas załadunku zwróciliśmy uwagę państwa kapitanowi, że statek nie jest przystosowany do przewozu robotów, a więc straty nie idą na nasze konto. W imieniu Rossum’s Universal Robots — podpisano —”. Gotowe?

SULLA

Tak.

DOMIN

Następny list. „E. B. Huysum Agency, New York. Data. Potwierdzamy zamówienie na pięć tysięcy robotów. Ponieważ wysyłają państwo własny statek, prosimy o załadowanie jako cargo brykietów dla R.U.R. w ramach barteru. Podpisano —”. Gotowe?

SULLA

kończąc stukać

Tak.

DOMIN

Proszę pisać dalej. „Friedrichswerke, Hamburg. — Data. — Potwierdzamy zamówienie na piętnaście tysięcy robotów”.

Dzwoni telefon wewnętrzny. Domin podnosi słuchawkę i mówi do niej.

Halo — Tu naczelny — Tak — Oczywiście — Ależ tak, jak zwykle — Owszem, proszę nadać do nich depeszę — W porządku.

Odkłada słuchawkę.

Na czym stanąłem?

SULLA

Potwierdzamy zamówienie na piętnaście tysięcy r.

DOMIN

w zamyśleniu

Piętnaście tysięcy r. Piętnaście tysięcy r.

MARIUSZ

wchodzi

Panie dyrektorze, przyszła jakaś dama —

DOMIN

Kto taki?

MARIUSZ

Nie wiem.

Podaje wizytówkę.

DOMIN

czyta

Od prezesa Glory’ego. — Prosić.

MARIUSZ

Szanowna pani raczy wejść.

Wchodzi Helena Glory, Mariusz wychodzi.

DOMIN

wstając

Zapraszam.

HELENA

Pan dyrektor naczelny Domin?

DOMIN

Do usług.

HELENA

Przychodzę do pana —

DOMIN

— z polecenia prezesa Glory’ego. Więcej nie trzeba.

HELENA

Prezes Glory to mój ojciec. Jestem Helena Glory.

DOMIN

Panno Glory, to dla nas wyjątkowy zaszczyt, że — że —

HELENA

— że nie możemy pokazać pani drzwi.

DOMIN

— że możemy powitać w naszych progach córkę tak znamienitego pana prezesa. Proszę usiąść. Sullo, możesz odejść.

Sulla wychodzi.

DOMIN

siadając

Czym mogę służyć, panno Glory?

HELENA

Przyjechałam tu, żeby —

DOMIN

— obejrzeć nasz zakład produkcji ludzi. Tak jak każdy odwiedzający. Nie widzę problemu, zapraszam.

HELENA

Myślałam, że na teren fabryki —

DOMIN

— wstęp jest wzbroniony. Tylko że każdy zjawia się tu z czyjąś wizytówką, panno Glory.

HELENA

I wszystkim pan pokazuje... — ?

DOMIN

Tyle o ile. Produkcja sztucznych ludzi, droga pani, to tajemnica handlowa.

HELENA

Gdyby pan wiedział, jak mnie to —

DOMIN

— szalenie interesuje. Wszak stara Europa o niczym innym nie mówi.

HELENA

Dlaczego nie daje mi pan skończyć zdania?

DOMIN

Proszę wybaczyć. Zamierzała pani powiedzieć coś innego?

HELENA

Chciałam tylko zapytać —

DOMIN

— czy w drodze wyjątku nie pokazałbym pani naszej fabryki. Ależ oczywiście, panno Glory.

HELENA

Skąd pan wie, że właśnie o to chciałam spytać?

DOMIN

Wszyscy pytają o to samo.

wstaje

To będzie dla nas zaszczyt, pokazać pani więcej niż innym, tylko — jak by to ująć —

HELENA

Dziękuję panu.

DOMIN

— czy mogłaby pani przyrzec, że nikomu nie zdradzi ani słówkiem —

HELENA

wstaje i podaje mu rękę

Słowo honoru.

DOMIN

Dziękuję. Nie zechciałaby pani uchylić woalki?

HELENA

Ach tak, pan chce zobaczyć — Za pozwoleniem.

DOMIN

Słucham?

HELENA

Gdyby pan tak już puścił moją rękę.

DOMIN

puszczając

Proszę wybaczyć.

HELENA

unosi woalkę

Chce pan sprawdzić, czy nie jestem szpiegiem. Ależ pan ostrożny.

DOMIN

wpatrując się w nią z zachwytem

Hm — owszem — my — tak jest.

HELENA

Nie ufa mi pan?

DOMIN

Niezmiernie, panno Hele... — — przepraszam, panno Glory. Doprawdy jestem niezmiernie uradowany — Czy rejs minął spokojnie?

HELENA

Owszem. Dlaczego —

DOMIN

Ponieważ — to znaczy, chciałem powiedzieć — taka pani młoda.

HELENA

Przejdziemy teraz do fabryki?

DOMIN

Tak. Obstawiam dwadzieścia dwa, czyż nie?

HELENA

Dwadzieścia dwa co?

DOMIN

Lata.

HELENA

Dwadzieścia jeden. Na co panu ta wiedza?

DOMIN

Dlatego, że — ponieważ —

z zachwytem

Zabawi pani u nas nieco dłużej, nieprawdaż?

HELENA

Zależy, co mi pan pokaże z procesu produkcji.

DOMIN

Ta diabelna produkcja! Ależ ma się rozumieć, panno Glory, wszystko pani obejrzy. Proszę usiąść. Czy ciekawiłaby panią historia wynalazku?

HELENA

Owszem, proszę opowiedzieć.

siada

DOMIN

A zatem.

siada na biurku, wpatruje się w Helenę jak urzeczony i śpiesznie recytuje

W roku 1920 stary Rossum wielki fizjolog ale wówczas jeszcze młody naukowiec udał się na tę odległą wyspę by badać morską faunę kropka. Próbował odtworzyć materię żywą tak zwaną protoplazmę metodą syntezy chemicznej gdy pewnego razu wynalazł substancję która zachowywała się tak samo jak żywa materia chociaż miała inny skład chemiczny było to w roku 1932 niemal czterysta lat po odkryciu Ameryki, uff.

HELENA

Zna pan to na pamięć?

DOMIN

Tak; fizjologia, panno Glory, to nie moja działka. Mam mówić dalej?

HELENA

Proszę.

DOMIN

uroczyście

I wtedy to, panno Glory, stary Rossum zapisał pomiędzy wzorami chemicznymi takie oto słowa: „Natura znalazła tylko jeden sposób, by uorganizować materię żywą. Istnieje jednak inna metoda, prostsza, bardziej podatna i szybsza, ale na nią przyroda w ogóle nie wpadła. Tę drugą drogę, którą mogła się potoczyć ewolucja życia, właśnie dziś odkryłem”. Proszę sobie uświadomić, panienko, że te wielkie słowa pisał nad glutem jakiejś kleistej galarety, której nawet pies by nie ruszył. Niech go sobie pani wyobrazi, jak siedzi nad probówką i duma, że wyrośnie z niej całe drzewo życia, że będą z niej wychodzić wszystkie zwierzęta, począwszy od byle wrotka, a kończąc — na samym człowieku. Człowieku z innej materii niż my. Panno Glory, była to doniosła chwila.

HELENA

I co dalej?

DOMIN

Dalej? Od tego momentu chodziło o to, jak wydostać życie z probówki, przyśpieszyć ewolucję i wytworzyć jakieś te organy, kości, nerwy, siamto, owamto, i wynaleźć te wszystkie substancje, katalizatory, enzymy, hormony i takie tam, mówiąc w skrócie — rozumie pani?

HELENA

N-n-nie wiem. Chyba niewiele.

DOMIN

A ja nic a nic. Wie pani, przy pomocy tych płynów mógł robić, co mu się żywnie podobało. Mógł na przykład otrzymać meduzę z mózgiem Sokratesa albo dżdżownicę długą na pięćdziesiąt metrów. Ale że nie miał ani grama poczucia humoru, wbił sobie do głowy, że zrobi normalnego kręgowca, a może nawet człowieka. Ta jego sztuczna żywa materia cechowała się szaloną wolą życia; pozwalała robić ze sobą wszystko, mógł ją zszywać i mieszać, jak tylko chciał. A więc zabrał się za to.

HELENA

Za co?

DOMIN

Za naśladowanie natury. Najpierw spróbował stworzyć sztucznego psa. Kosztowało go to wiele lat pracy, wyszło z tego coś, co przypominało skarłowaciałe cielę, zresztą fajtnęło po paru dniach. Pokażę pani w muzeum. A potem stary Rossum zajmował się już tylko tworzeniem człowieka.

Pauza.

HELENA

I tego właśnie nie mogę nikomu zdradzić?

DOMIN

Nikomu na świecie.

HELENA

Szkoda, że już o tym piszą w każdym podręczniku.

DOMIN

Szkoda.

zeskakuje z biurka i siada obok Heleny

Ale wie pani, czego nie ma w podręcznikach?

puka się w czoło

Tego, że stary Rossum to był skończony wariat. Poważnie, panno Glory, ale proszę zachować to dla siebie. Ten stary dziwak naprawdę chciał wytwarzać ludzi.

HELENA

Ale przecież pan właśnie wytwarza ludzi!

DOMIN

Z grubsza, panno Heleno. A stary Rossum miał na myśli dosłownie. Wie pani, chciał tak jakby naukowo obalić Boga. Był strasznym materialistą i to go motywowało. Pragnął przede wszystkim dostarczyć dowód, że żaden Bóg nigdy nie był potrzebny. Dlatego ubzdurał sobie, że stworzy człowieka kropka w kropkę takiego jak my. Ma pani pojęcie o anatomii?

HELENA

Tylko — niewielkie.

DOMIN

Ja też. Proszę sobie wyobrazić, uparł się, że wykona wszystko identycznie jak w ludzkim ciele, aż po najdrobniejszy gruczołek. Ślepą kiszkę, migdałki, pępek, same niepotrzebne głupstwa. A nawet — hm — narządy płciowe.

HELENA

Ale one przecież — one przecież —

DOMIN

— nie są całkiem zbędne, wiem, wiem. Lecz jeśli chce się wytwarzać ludzi sztucznie, to nie ma takiej — hm — konieczności —

HELENA

Rozumiem.

DOMIN

Pokażę pani w muzeum, co on tam sklecił przez łącznie dziesięć lat. Miał to być mężczyzna, żyło toto całe trzy dni. Stary Rossum nie miał krztyny gustu. To, co zrobił, było straszliwe. Ale miało w środku wszystko, co ma człowiek. Doprawdy, okrutna dłubanina. I wówczas zjawił się tu inżynier Rossum, siostrzeniec starego. Tęga głowa, panno Glory. Zobaczył, co tam stary majdruje, i oznajmił: „To nonsens produkować człowieka przez dziesięć lat. Jeśli nie zdołasz go robić szybciej niż natura, cały ten bajzel niewart jest splunięcia”. I sam wziął się za anatomię.

HELENA

W podręcznikach piszą co innego.

DOMIN

wstaje

W podręcznikach opłacamy reklamę, a reszta to bzdury. Pisze się, że roboty wynalazł stary Rossum. Stary może i nadawał się na uniwersytet, ale o produkcji fabrycznej nie miał zielonego pojęcia. Myślał sobie, że stworzy prawdziwych ludzi — jakichś nowych Indian, docentów albo idiotów, wie pani? Dopiero młody Rossum wpadł na pomysł, żeby robić na tej bazie żywe i inteligentne maszyny robocze. Wszystko, co pani czytała o współpracy obu Rossumów, to bajki dla grzecznych dzieci. Ci dwaj okrutnie się kłócili. Stary ateista znał się na przemyśle jak kura na pieprzu, wreszcie młodemu udało się go zamknąć w którymś z laboratoriów, żeby tam się babrał z tymi swoimi wyskrobkami, a sam, jako inżynier, zaczął porządną produkcję. Stary Rossum dosłownie go wyklął i przed śmiercią zmajstrował jeszcze dwie fizjologiczne pokraki, aż wreszcie znaleźli go martwego w laboratorium. Oto cała historia.

HELENA

A co z młodym?

DOMIN

Młody Rossum, panienko, to była nowa epoka. Era przemysłowa po erze wiedzy. Przyjrzał się dokładnie anatomii człowieka i od razu zobaczył, że jest zbyt skomplikowana i że dobry inżynier urządziłby to prościej. Zaczął więc przerabiać anatomię, sprawdzając, co się da pominąć albo udogodnić — Mówiąc w skrócie — panno Glory, nie nudzi się pani?

HELENA

Nie, przeciwnie, to okrrropnie ciekawe.

DOMIN

A więc młody Rossum pomyślał sobie tak: człowiek to coś, co — przypuśćmy — odczuwa radość, gra na skrzypcach, ma ochotę na spacer i w ogóle musi robić mnóstwo rzeczy, które — które są właściwie niepotrzebne.

HELENA

Oho!

DOMIN

Niech pani zaczeka. Które są niepotrzebne, kiedy ma na przykład tkać albo liczyć. Ja nie uważam, żeby dla pani — Gra pani może na skrzypcach?

HELENA

Nie.

DOMIN

Szkoda. Ale maszyna robocza nie musi grać na skrzypcach, nie musi się cieszyć, nie musi robić całego mnóstwa innych rzeczy. Wręcz nie powinna. Silnik spalinowy nie musi mieć frędzli i ornamentów, panno Glory. A produkcja sztucznych robotników niczym się nie różni od produkcji silników spalinowych. Ma być jak najprostsza, a produkt jak najlepszy pod względem praktycznym. Jak pani uważa, jaki robotnik jest najlepszy od strony praktycznej?

HELENA

Najlepszy? Chyba ten, który — który — jest uczciwy — i lojalny.

DOMIN

Nie: ten, który jest najtańszy. Ten, który ma najmniej potrzeb. Młody Rossum wynalazł najmniej wymagającego robotnika. Musiał go uprościć. Usunął wszystko, co nie służy bezpośrednio do pracy. Wyrzucił to, co człowieka podraża. W ten sposób w zasadzie usunął człowieka i stworzył robota. Droga panno Glory, roboty to nie ludzie. Są mechanicznie doskonalsi niż my, dysponują zadziwiającą inteligencją umysłową, ale nie mają duszy. Widziała pani już kiedyś, jak wygląda robot w środku?

HELENA

Nie.

DOMIN

Jest czysty i prosty. Doprawdy, piękna rzecz. Wygląda jak domowa apteczka: mało elementów, za to wszystko w nienagannym porządku. Och, panno Glory, produkt inżyniera jest znacznie bardziej dopracowany technicznie niż ten stworzony przez naturę.

HELENA

Mówi się, że człowiek to stworzenie boże.

DOMIN

Tym gorzej. Bóg nie miał zielonego pojęcia o nowoczesnej technice. Przypuszczałaby pani, że nieboszczyk młody Rossum postanowi zabawić się w Boga?

HELENA

Jak to?

DOMIN

Zaczął produkować Nadroboty. Olbrzymy robocze. Próbował z czterometrowymi — ale nie uwierzy pani, jak łatwo te drągale się łamały.

HELENA

Łamały?

DOMIN

Tak. Ni z tego, ni z owego pękała im noga albo co tam. Nasza planeta jest najwyraźniej trochę za mała na gigantów. Teraz robimy wyłącznie roboty naturalnej wielkości, o solidnej, ludzkiej posturze.

HELENA

Widziałam pierwszych robotów u nas. Gmina kupiła... to znaczy, najęła do pracy —

DOMIN

Kupiła, droga pani. Roboty się kupuje.

HELENA

— pozyskała jako zamiataczy. Patrzyłam, jak pracują. Są dziwni, tacy cisi.

DOMIN

Widziała pani moją maszynistkę?

HELENA

Nie przyglądałam się jej.

DOMIN

dzwoni

Wie pani, fabryka akcyjna Robotów Uniwersalnych Rossuma produkuje zróżnicowany asortyment. Mamy roboty wyższej klasy oraz bardziej prymitywne. Żywotność tych lepszych szacujemy na dwadzieścia lat.

HELENA

Potem umierają?

DOMIN

Tak, zużywają się.

Wchodzi Sulla.

DOMIN

Sullo, proszę się pokazać pannie Glory.

HELENA

podnosi się i podaje jej rękę

Miło mi. Pewnie jest pani smutno na tym końcu świata, co?

SULLA

Nie znam odpowiedzi, panno Glory. Proszę sobie usiąść.

HELENA

siada

Skąd pani pochodzi?

SULLA

Stąd, z fabryki.

HELENA

Ach, to pani się tu urodziła?

SULLA

Tak, zrobiono mnie tutaj.

HELENA

zrywając się na równe nogi

Co takiego?

DOMIN

ze śmiechem

Sulla nie jest człowiekiem, panienko. Sulla to robot.

HELENA

Proszę mi wybaczyć —

DOMIN

kładzie Sulli rękę na ramieniu

Sulla się nie gniewa. Proszę spojrzeć, panno Glory, jaką cerę robimy. Niech pani dotknie jej twarzy.

HELENA

Och nie, nie!

DOMIN

Nie odgadłaby pani, że jest z innego tworzywa niż my. Proszę, ma nawet meszek na policzkach typowy dla blondynek. Tylko oczy są odrobinkę... — Za to jakie włosy! Sullo, proszę się obrócić!

HELENA

Już dość!

DOMIN

Sullo, proszę porozmawiać z gościem. Ta wizyta to dla nas zaszczyt.

SULLA

Zapraszam, niech panienka spocznie.

siadają obie

Czy rejs minął spokojnie?

HELENA

Tak — o-oczywiście.

SULLA

Niech pani nie wraca „Amelią”, panno Glory. Barometr mocno spada, na 705. Lepiej zaczekać na „Pensylwanię”, to niezawodny i silny statek.

DOMIN

Ile?

SULLA

Dwadzieścia węzłów1. Tonaż dwanaście tysięcy. Jedna z najnowocześniejszych jednostek, panno Glory.

HELENA

Dzię-dziękuję.

SULLA

Osiemdziesiąt osób załogi, kapitan Harpy, osiem kotłów —

DOMIN

ze śmiechem

Dosyć, Sullo, wystarczy. Proszę dać nam próbkę swojej francuszczyzny.

HELENA

Pani zna francuski?

SULLA

Znam cztery języki. Piszę: Dear Sir! Monsieur! Geehrter Herr! Szanowny Panie!

HELENA

podrywa się

To oszustwo! Pan jest szarlatanem! Sulla nie jest robotessą, Sulla jest dziewczęciem tak jak ja! Sullo, to haniebne! Dlaczego odgrywa pani tę komedię?

SULLA

Jestem robotem.

HELENA

Nie, pani kłamie! Och, Sullo, proszę mi wybaczyć, ja wiem — zmusili panią, żeby robiła im pani reklamę! Sullo, przecież jest pani dziewczyną taką jak ja, prawda? Proszę powiedzieć!

DOMIN

Przykro mi, panno Glory, Sulla to robot.

HELENA

Pan kłamie!

DOMIN

wstaje

Doprawdy?

dzwoni

Przepraszam, panienko, w takim razie muszę zaprezentować coś, co panią przekona.

Wchodzi Mariusz.

DOMIN

Mariuszu, proszę zaprowadzić Sullę do prosektorium, żeby ją otwarto. Prędko!

HELENA

Dokąd?

DOMIN

Do prosektorium. Gdy ją rozkroją, pójdzie pani obejrzeć.

HELENA

Nie pójdę!

DOMIN

Przepraszam bardzo, zarzuciła mi pani kłamstwo.

HELENA

Każe pan ją zabić?

DOMIN

Maszyn się nie zabija.

HELENA

obejmuje Sullę

Nie bój się, Sullo, ja na to nie pozwolę! Powiedz, kochanie, wszyscy są dla ciebie tacy okrutni? Nie można pozwalać tak się traktować, słyszysz? Sullo, nie można!

SULLA

Jestem robotem.

HELENA

Wszystko jedno. Robotowie to tak samo dobrzy ludzie, jak i my. Sullo, ty byś się dała pokroić?

SULLA

Tak.

HELENA

Och! I nie boisz się śmierci?

SULLA

Nie znam odpowiedzi, panno Glory.

HELENA

Wiesz, co by się z tobą stało potem?

SULLA

Tak, znieruchomiałabym.

HELENA

To okrrropne!

DOMIN

Mariuszu, proszę powiedzieć panience, czym jesteś.

MARIUSZ

Robot Mariusz.

DOMIN

Zaprowadziłbyś Sullę do prosektorium?

MARIUSZ

Tak.

DOMIN

Byłoby ci jej żal?

MARIUSZ

Nie znam odpowiedzi.

DOMIN

Co by się z nią stało?

MARIUSZ

Znieruchomiałaby. Poszłaby pod zgniatarkę.

DOMIN

To właśnie jest śmierć. Boisz się śmierci, Mariuszu?

MARIUSZ

Nie.

DOMIN

Widzi pani, panno Glory. Roboty nie przywiązują wagi do życia. Nie mają bowiem do czego. Nie znają przyjemności. Są mniej świadome niż trawa.

HELENA

Och, niechże pan przestanie! Proszę ich stąd odesłać!

DOMIN

Mariuszu, Sullo, możecie odejść.

Sulla i Mariusz wychodzą.

HELENA

Są okrrropni! To ohydne, co tu robicie!

DOMIN

Dlaczego ohydne?

HELENA

Nie wiem. Dlaczego — dlaczego dał jej pan na imię Sulla?

DOMIN

Nieładne imię?

HELENA

To imię męskie. Sulla był rzymskim wodzem.

DOMIN

Och, a my myśleliśmy, że Sulla i Mariusz to para kochanków.

HELENA

Nie, Sulla i Mariusz byli dowódcami i walczyli przeciwko sobie w roku — w roku — zapomniałam którym.

DOMIN

Proszę podejść tutaj, do okna. Co pani widzi?

HELENA

Murarzy.

DOMIN

To są roboty. Wszyscy nasi pracownicy fizyczni to roboty. A tu, w dole, widzi pani coś?

HELENA

Jakieś biuro.

DOMIN

Księgowość. A w niej —

HELENA

— mnóstwo urzędników.

DOMIN

To roboty. Wszyscy nasi urzędnicy to roboty. Gdy zobaczy pani fabrykę —

Wtem rozlegają się gwizdki i syreny fabryczne.

DOMIN

Południe. Roboty nie wiedzą, co to przerwa w pracy. O drugiej pokażę pani dzieże.

HELENA

Jakie dzieże?

DOMIN

oschle

Mieszalniki do ciasta. W każdym miesza się materiał na tysiąc robotów. Potem obejrzymy kadzie na wątroby, mózgi i tak dalej. Następnie zobaczy pani wytwórnię kości. A później przejdziemy do przędzalni.

HELENA

Jakiej przędzalni?

DOMIN

Przędzalni nerwów. Przędzalni żył. Przędzalni, w której biegną naraz całe kilometry rur układu pokarmowego. Potem jest montownia, gdzie wszystko składa się razem, wie pani, tak jak samochody. Każdy robotnik instaluje tylko jeden element, po czym całość samoczynnie przesuwa się w stronę drugiego, trzeciego pracownika i tak w nieskończoność. To najciekawsze widowisko. Potem przychodzi czas na suszarnię i magazyn, gdzie świeże wyroby pracują.

HELENA

Na miłość boską, od razu muszą pracować?

DOMIN

Przepraszam. Pracują, tak jak pracuje nowy mebel. Przystosowują się do istnienia. Jakby scalały się w środku albo coś w tym stylu. Sporo im zresztą przyrasta we wnętrzu. Rozumie pani, musimy zostawić w nich nieco miejsca na naturalny rozwój. Tymczasem wyroby przechodzą apreturę2.

HELENA

Co to znaczy?

DOMIN

Tyle co u ludzi szkoła. Uczą się mówić, pisać i liczyć. Mają rewelacyjną pamięć. Gdyby przeczytała im pani dwudziestotomowy słownik terminologii naukowej, powtórzą pani wszystko po kolei. Ale nic nowego nigdy nie wymyślą. Mogłyby z powodzeniem wykładać na uniwersytetach. Potem sortuje się je i rozsyła. Piętnaście tysięcy sztuk dziennie, nie licząc stałego odsetka wadliwych, które wrzuca się pod zgniatarkę... I tak dalej, i tak dalej.

HELENA

Jest pan na mnie zły?

DOMIN

Broń Boże! Tylko myślę sobie, że... Moglibyśmy pomówić o innych rzeczach. Jest nas tu ledwie garstka pośród stu tysięcy robotów, w tym żadnej kobiety. Rozmawiamy wyłącznie o produkcji, całymi dniami, codziennie — jakby ktoś rzucił na nas zaklęcie, panno Glory.

HELENA

Tak mi przykro, że powiedziałam, że — że — że pan kłamie —

Pukanie do drzwi.

DOMIN

Wejdźcie, chłopcy.

Z lewej strony wchodzą inż. Fabry, dr Gall, dr Hallemeier, budowniczy Alquist.

DR GALL

Wybaczcie, nie przeszkadzamy?

DOMIN

Proszę podejść, panno Glory, to Alquist, Fabry, Gall, Hallemeier. Córka prezesa Glory’ego.

HELENA

zmieszana

Dzień dobry.

FABRY

Nie spodziewaliśmy się —

DR GALL

Wyjątkowy to zaszczyt —

ALQUIST

Witamy, panno Glory.

Z prawej strony wchodzi Busman.

BUSMAN

Halo, co tu się dzieje?

DOMIN

Wchodź, Busman. Oto nasz Busman, panienko. Córka prezesa Glory’ego.

HELENA

Miło mi.

BUSMAN

Ojejku, a to ci święto! Panno Glory, możemy zatelegrafować do gazet, że raczyła pani nas odwiedzić — ?

HELENA

Nie, nie, bardzo pana proszę!

DOMIN

Proszę usiąść, panienko.

FABRY

podsuwa fotel

Proszę —

BUSMAN

podsuwa fotel

Pani raczy —

DR GALL

podsuwa fotel

Za pozwoleniem —

ALQUIST

Jak minęła podróż, panno Glory?

DR GALL

Zatrzyma się pani u nas dłużej?

FABRY

Panno Glory, co pani powie o fabryce?

HALLEMEIER

Przypłynęła pani „Amelią”?

DOMIN

Cicho, dajcie coś powiedzieć pannie Glory.

HELENA

zwracając się do Domina

O czym mam z nimi rozmawiać?

DOMIN

ze zdumieniem

O czym tylko pani chce.

HELENA

Mam... Mogę mówić całkiem otwarcie?

DOMIN

Naturalnie.

HELENA

waha się, a potem desperacko wali prosto z mostu

Powiedzcie, nie jest wam czasem przykro, że tak się z wami obchodzą?

FABRY

Kto taki?

HELENA

Wszyscy ludzie.

Obecni spoglądają po sobie, oniemiali.

ALQUIST

Z nami?

DR GALL

Niby czemu?

HALLEMEIER

Tam do licha!

BUSMAN

Uchowaj Boże, panno Glory!

HELENA

Jak to, nie czujecie, że wasza dola mogłaby być lepsza?

DR GALL

To zależy, panienko. Co konkretnie ma pani na myśli?

HELENA

Mam na myśli, że —

wybucha

— że to ohydne! Że to straszne!

wstaje

Cała Europa mówi o tym, co tu się z wami dzieje. Po to przyjechałam, żeby wszystko zobaczyć na własne oczy, ale sprawy mają się tysiąc razy gorzej, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać! Jak możecie znosić coś takiego?

ALQUIST

Co znosić?

HELENA

Swoje położenie. Na miłość boską, przecież jesteście ludźmi tak jak my, jak cała Europa, jak cały świat! To skandaliczne, niegodne, w jakich warunkach żyjecie!

BUSMAN

Wielkie nieba, panienko!

FABRY

Nie, chłopcy, ona ma trochę racji. Faktycznie żyjemy tu jak Indianie.

HELENA

Gorzej niż Indianie! Czy mogę, ach, czy pozwolicie mi mówić do siebie „bracia”?

BUSMAN

Na miły Bóg, a czemuż by nie?

HELENA

Bracia, nie przybyłam tu jako córka prezesa. Przybyłam w imieniu Ligi Ludzkości. Bracia, Liga Ludzkości liczy już ponad dwieście tysięcy członków. Dwieście tysięcy osób wspiera was i oferuje swoją pomoc.

BUSMAN

Dwieście tysięcy osób, o Boziu, to całkiem sporo, naprawdę bardzo ładnie.

FABRY

Zawsze powtarzałem, że nie ma to jak stara Europa. Widzicie? Nie zapomniała o nas. Oferuje nam pomoc.

DR GALL

Jaką pomoc? Teatr?

HALLEMEIER

Orkiestrę?

HELENA

Znacznie więcej.

ALQUIST

Panią we własnej osobie?

HELENA

Och, a cóż tam po mnie! Zostanę tak długo, jak będzie trzeba.

BUSMAN

Dobry Boże, co za radość!

ALQUIST

Domin, idę przygotować dla panienki najlepszy pokój.

DOMIN

Chwileczkę. Obawiam się, że — że — panna Glory jeszcze nie skończyła.

HELENA

Nie, nie skończyłam. Chyba że zaknebluje mi pan usta.

DR GALL

Harry, ani mi się waż!

HELENA

Dziękuję. Wiedziałam, że weźmiecie mnie w obronę.

DOMIN

Za pozwoleniem, panno Glory. Jest pani pewna, że rozmawia z robotami?

HELENA

zastyga

A z kimże by innym?

DOMIN

Przykro mi. Ci panowie są takimi samymi ludźmi jak pani. Jak cała Europa.

HELENA

zwracając się do pozostałych

To wy nie jesteście robotami?

BUSMAN

rżąc ze śmiechu

Niech ręka boska broni!

HALLEMEIER

Robotami, a fe!

DR GALL

ze śmiechem

Wielkie dzięki!

HELENA

Ależ... to niemożliwe!

FABRY

Słowo honoru, panienko, nie jesteśmy robotami.

HELENA

do Domina

To po co mi pan mówił, że wszyscy wasi urzędnicy to robotowie?

DOMIN

Urzędnicy owszem. Ale nie dyrektorzy. Pani pozwoli, panno Glory: inżynier Fabry, generalny dyrektor techniczny Robotów Uniwersalnych Rossuma. Doktor Gall, kierownik działu fizjologiczno-badawczego. Doktor Hallemeier, kierownik wydziału do spraw Psychologii i Szkolenia Robotów. Konsul Busman, generalny dyrektor handlowy oraz budowniczy Alquist, kierownik rozbudowy Robotów Uniwersalnych Rossuma.

HELENA

Panowie, wybaczcie, że — że — — Czy to okrrropne, co narobiłam?

ALQUIST

Ale gdzie tam, panno Glory. Proszę usiąść.

HELENA

siada

Ależ jestem niemądra. Teraz — teraz pewnie odeślą mnie panowie pierwszym statkiem.

DR GALL

Za nic w świecie, panienko. Czemu mielibyśmy to robić?

HELENA

No bo już wiecie — no bo — no bo podburzałabym wam robotów.

DOMIN

Droga panno Glory, były już tutaj setki zbawicieli i proroków. Każdy statek przywozi nam jakiegoś. Misjonarze, anarchiści, Armia Zbawienia, co tylko istnieje. Można się zdziwić, ile jest na świecie religii i ilu wariatów.

HELENA

I pozwala im pan przemawiać do robotów?

DOMIN

A czemuż by nie? Jak na razie każdy z przyjezdnych dawał sobie spokój. Roboty wszystko zapamiętują, ale nic poza tym. Nawet nie śmieją się z tego, co mówią do nich ludzie. Naprawdę, aż nie chce się wierzyć. Jeśli ma pani ochotę, zaprowadzę panią do magazynu robotów. Jest ich tam ze trzysta tysięcy.

BUSMAN

Trzysta czterdzieści siedem tysięcy.

DOMIN

Zgadza się. Niech pani sobie do nich przemawia, ile dusza zapragnie. Może im pani czytać Biblię, logarytmy i co tam pani chce. Może im pani nawet wygłosić wykład o prawach człowieka.

HELENA

Och, myślę, że... gdyby okazać im odrobinę miłości —

FABRY

To niemożliwe, panno Glory. Nie ma nic bardziej obcego człowiekowi niż robot.

HELENA

To dlaczego ich tworzycie?

BUSMAN

Cha, cha, cha, cha, a to dobre! Po co się robi roboty?

FABRY

Do pracy, panienko. Jeden robot zastępuje dwóch i pół robotnika. Ludzka maszyna, panno Glory, była wybitnie niedoskonała. Musiało się ją kiedyś wreszcie wyeliminować.

BUSMAN

Była za droga.

FABRY

Za mało wydajna. Nie nadążała za nowoczesną techniką. A po drugie — po drugie — to wielki postęp, że... Przepraszam.

HELENA

Za co?

FABRY

Panienka wybaczy. To wielki postęp rodzić przy użyciu maszyny. Tak jest szybciej i wygodniej. Każda forma przyśpieszenia to progres, panienko. Natura nie miała pojęcia o nowoczesnym tempie pracy. Technicznie rzecz biorąc, dzieciństwo to czysty bezsens. Po prostu strata czasu. Nieopłacalne szastanie czasem, panno Glory. A po trzecie —

HELENA

Och, niechże pan przestanie!

FABRY

Proszę bardzo. Za pozwoleniem, czego właściwie żąda ta pani Liga — — Liga — Liga Ludzkości?

HELENA

Ma przede wszystkim — w szczególności ma chronić robotów i — i — zapewnić, żeby — dobrze się z nimi obchodzono.

FABRY

To nie jest zły postulat. Z maszyną należy dobrze się obchodzić. Z ręką na sercu, to godne pochwały. Nie lubię poniszczonych rzeczy. Panno Glory, proszę nas wszystkich zapisać jako kandydatów, jako pełnoprawnych, jako założycielskich członków tej pani Ligi!

HELENA

Nie, pan mnie w ogóle nie rozumie. My chcemy — w szczególności — żądamy uwolnienia robotów!

HALLEMEIER

W jaki sposób?

HELENA

Należy ich traktować... traktować... jak ludzi.

HALLEMEIER

Aha. Może powinny mieć prawo głosu? Mają pić piwo? Mają nam rozkazywać?

HELENA

Czemu nie mogliby głosować?

HALLEMEIER

A nie mają aby dostawać wynagrodzenia?

HELENA

Oczywiście, że mają!

HALLEMEIER

Patrzcie państwo. A co, pani zdaniem, miałyby z nim robić?

HELENA

Kupowaliby sobie... co tam potrzebują... na co by mieli ochotę.

HALLEMEIER

Bardzo to szczytne, panienko; tylko że robot nie ma ochoty na nic. Do diaska, co niby miałby sobie kupić? Roboty można karmić ananasami, słomą, czym tylko pani chce; im jest wszystko jedno, bo nie posiadają zmysłu smaku. Niczym się nie interesują, panno Glory. Tam do licha, nikt jeszcze nie widział, żeby robot się uśmiechnął.

HELENA

Dlaczego... dlaczego... dlaczego nie stworzycie ich szczęśliwszymi?

HALLEMEIER

Nie da się, panno Glory. To tylko roboty.

HELENA

Och, przecież mają taki rozum!

HALLEMEIER

Diabelny rozum, droga panno, ale to wszystko. Bez własnej woli. Bez pragnień. Bez historii. Bez duszy.

HELENA

Bez miłości i niechęci?

HALLEMEIER

Ma się rozumieć. Roboty nie kochają niczego, nawet siebie. A niechęć? Czy ja wiem; tylko z rzadka, czasami —

HELENA

Co?

HALLEMEIER

W sumie nic takiego. Czasem jakby wariują. Jak gdyby łapał je atak padaczki, wie pani? Mówi się na to kurcz roboci. Nagle któryś ciska tym, co trzyma w ręku, po czym staje, zgrzytając zębami — i musi iść pod zgniatarkę. Najwyraźniej defekt organizmu.

DOMIN

Wada w produkcji. Trzeba ją usunąć.

HELENA

Nie, nie, to jest dusza!

FABRY

Pani zdaniem dusza przejawia się zgrzytaniem zębami?

HELENA

Nie wiem. Może to przejaw oporu. Może to właśnie jest znak, że z czymś się mocują — — Och, gdybyście zdołali rozniecić w nich tę iskrę!

DOMIN

To się zniweluje, panno Glory. Doktor Gall już prowadzi pewne eksperymenty —

DR GALL

Nad tym akurat nie, Domin; chwilowo tworzę nerwy bólowe.

HELENA

Nerwy bólowe?

DR GALL

Tak. Roboty niemalże nie odczuwają bólu fizycznego. Wie pani, nieboszczyk młody Rossum nazbyt ograniczył układ nerwowy. To się nie sprawdziło. Musimy wprowadzić cierpienie.

HELENA

Dlaczego — dlaczego — Skoro nie dajecie im duszy, dlaczego chcecie dołożyć im cierpienie?

DR GALL

Z przyczyn technicznych, panno Glory. Robot czasami uszkadza się sam, ponieważ go to nie boli; włoży rękę w maszynę, złamie sobie palec, rozbije głowę — wszystko mu jedno. Musimy dać im ból; to automatyczna ochrona przed urazem.

HELENA

Będą szczęśliwsi, gdy poczują ból?

DR GALL

Przeciwnie; ale udoskonalimy je technicznie.

HELENA

Dlaczego nie stworzycie im duszy?

DR GALL

To nie leży w naszej mocy.

FABRY

To nie leży w naszym interesie.

BUSMAN

To by podrożyło produkcję, piękna pani. Boże kochany, przecież my to wyrabiamy tak taniutko! Jedna sztuka w odzieniu — sto dwadzieścia dolarów, a przed piętnastoma laty kosztowała dziesięć tysięcy! Pięć lat temu sprowadzaliśmy ubranka dla nich; dziś mamy własne tkalnie, a do tego eksportujemy nasze tkaninki pięć razy taniej niż inne fabryki. Panno Glory, ile pani płaci za metr płótna?

HELENA

Nie wiem — — naprawdę — — — nie pamiętam.

BUSMAN

Jak Bozię kocham, i pani chce zakładać Ligę Ludzkości! Kosztuje już ledwie jedną trzecią, tak jak wszystko, a ceny jeszcze pójdą w dół, w dół i w dół, aż — no właśnie. Hę?

HELENA

Nie rozumiem.

BUSMAN

O, niebiosa, panienko, to znaczy, że spadły ceny zatrudnienia! Przecież robot, nawet z karmą, kosztuje trzy czwarte cencika za godzinę! To śmiechu warte, panienko: wszystkie fabryki padają jak muchy albo biegusiem wykupują roboty, żeby potanić produkcję.

HELENA

Tak, i wyrzucają robotników na bruk.

BUSMAN

Cha, cha, ma się rozumieć! A my — o, boska dobroci, my tymczasem rzuciliśmy pięćset tysięcy robotów tropikalnych na argentyńskie pampy, żeby uprawiały pszenicę. Proszę mi łaskawie powiedzieć, ile kosztuje u pani bochenek chleba?

HELENA

Nie mam pojęcia.

BUSMAN

Widzi pani: teraz kosztuje dwa cenciki w tej waszej starej dobrej Europie; ale to jest nasz chlebuś, rozumie pani? Dwa cenciki za bochenek — a Liga Ludzkości nie ma o tym pojęcia! Cha, cha, panno Glory, pani nie wie, co to znaczy zbyt drogi kawałek chleba. Dla kultury i tak dalej. Ale za pięć lat — no już, załóżmy się!

HELENA

O co?

BUSMAN

Że za pięć lat ceny wszystkiego zejdą do jednej dziesiątej. Ludkowie, za pięć lat utopimy się w pszenicy i w ogóle we wszystkim.

ALQUIST

Tak, i wszyscy robotnicy na świecie zostaną bez pracy.

DOMIN

wstaje

Tak się stanie, Alquist. Tak się stanie, panno Glory. Ale przez dziesięć lat Roboty Uniwersalne Rossuma naprodukują tyle pszenicy, tyle tkanin, tyle wszystkiego, że będziemy mogli oznajmić: rzeczy nie mają już cen. Teraz każdy bierze tyle, ile mu potrzeba. Nie ma biedy. Owszem, zostaną bez pracy. Tylko że w ogóle nie będzie już pracy. Wszystko będą robić żywe maszyny. Roboty ubiorą nas i nakarmią. Roboty ulepią cegły i zbudują nasze domy. Roboty będą za nas stawiać cyfry i zamiatać nasze schody. Nie będzie pracy. Człowiek zajmie się tylko tym, co kocha. Wyzwoli się z trosk i poniżenia harówką. Będzie żył tylko po to, aby się doskonalić.

HELENA

wstaje

Naprawdę tak będzie?

DOMIN

Tak będzie. Nie może być inaczej. Wcześniej może nadejdą straszne wydarzenia, panno Glory. Tego po prostu nie da się uniknąć. Ale potem skończy się wyzysk człowieka przez człowieka i niewolnictwo względem materii. Znużeni i głodni zasiądą do stołu. Roboty umyją nogi żebrakowi i pościelą mu łoże w jego własnym domu. Nikt nie będzie już płacił za chleb życiem i nienawiścią. Ty nie jesteś już robotnikiem, ty nie jesteś już księgowym; ty już nie kopiesz węgla, a ty nie stoisz przy cudzej maszynie. Nie będziesz już zatracać swej duszy w pracy, którąś przeklinał!

ALQUIST

Domin, Domin! To, co mówisz, jawi się raczej jako raj. Ale, Domin, było coś dobrego w służbie i coś doniosłego w korzeniu się. Ach, Harry, praca i znój były jakąś tam cnotą.

DOMIN

Może i były. Ale nie możemy oglądać się na to, co przemija, gdy przerabiamy świat taki, jakim go znamy od Adama. Adamie, Adamie! Nie będziesz już spożywał chleba swego w pocie czoła; nie zaznasz już głodu i pragnienia, upokorzenia i znoju; wrócisz do raju, gdzie żywiła cię ręka Pana. Będziesz wolny i swobodny; jedynym twym zadaniem, jedyną pracą, troską będzie doskonalenie samego siebie. Nie będziesz służył materii ani człowiekowi. Nie będziesz maszyną ani środkiem produkcji. Będziesz panem stworzenia.

BUSMAN

Amen.

FABRY

Niechaj się stanie.

HELENA

Zamieszał mi pan w głowie. Głupia za mnie dziewczyna. Chciałabym — chciałabym w to wierzyć.

DR GALL

Jest pani młodsza od nas, panno Glory. Doczeka się pani wszystkiego.

HALLEMEIER

Właśnie. I uważam, że panna Glory mogłaby zjeść z nami śniadanie.

DR GALL

Świetna myśl! Domin, zaproś panienkę w imieniu nas wszystkich.

DOMIN

Panno Glory, niech nam pani uczyni ten honor.

HELENA

Ale to przecież — Jakżebym śmiała?

FABRY

Za Ligę Ludzkości, panienko!

BUSMAN

Na jej cześć!

HELENA

Och, w takim razie — no, może —

FABRY

Wyśmienicie! Panno Glory, proszę wybaczyć na pięć minutek.

DR GALL

Przepraszam.

BUSMAN

Przebóg, muszę zatelegrafować —

HALLEMEIER

Tam do licha, na śmierć zapomniałem —

Wszyscy oprócz Domina wypadają w pośpiechu.

HELENA

Dlaczego oni wychodzą?

DOMIN

Gotować, panno Glory.

HELENA

Co gotować?

DOMIN

Śniadanie, panno Glory. Nam gotują roboty i — i — nie czują żadnego smaku, więc nie jest to tak całkiem... — Hallemeier za to wybornie grilluje. Gall zna się na sosach, a Busman ma rękę do omletów —

HELENA

Ojej, jaka gościna! A co potrafi pan — budowniczy —

DOMIN

Alquist? Nic. Tylko nakrywa do stołu, a — a Fabry wytrzaśnie jakieś owoce. Bardzo skromna jest ta nasza kuchnia, panno Glory.

HELENA

Chciałam pana zapytać —

DOMIN

Ja też chciałabym panią o coś spytać.

Zdejmuje zegarek i kładzie na stole.

Mamy pięć minut.

HELENA

Spytać, o co?

DOMIN

O pardon, pani była pierwsza.

HELENA

Może to głupie pytanie z mojej strony, ale — Dlaczego produkujecie żeńskie roboty, skoro — skoro —

DOMIN

Skoro u nich płeć nie ma znaczenia?

HELENA

Tak.

DOMIN

Jest takie zapotrzebowanie, wie pani? Służące, sprzedawczynie, maszynistki — ludzie są przyzwyczajeni.

HELENA

I — niech pan mi zdradzi, czy robotowie — i robotessy — są wobec siebie — naprawdę tak całkiem —

DOMIN

Są sobie całkowicie obojętne, droga pani. Ani śladu jakiejkolwiek skłonności.

HELENA

Och, to — okrrropne!

DOMIN

Dlaczego?

HELENA

To takie — takie — nienaturalne! Człowiek nie wie, czy budzi to większą odrazę, czy — zazdrość — czy też może —

DOMIN

— litość.

HELENA

Chyba to najbardziej. — Nie, wystarczy tego! A o co pan chciał zapytać?

DOMIN

Miałem spytać, panno Glory, czy nie zechciałaby pani wyjść.

HELENA

Za drzwi?

DOMIN

Za mnie.

HELENA

Ja? Skądże znowu! Co też panu przyszło do głowy?

DOMIN

patrzy na zegarek

Jeszcze trzy minuty. Jeśli nie poślubi pani mnie, będzie pani zmuszona poślubić któregoś z pozostałych pięciu.

HELENA

Broń Boże! Czemu miałabym to robić?

DOMIN

Bo każdy po kolei panią o to poprosi.

HELENA

Co za zuchwalstwo!

DOMIN

Bardzo mi przykro, panno Glory. Zdaje się, że się w pani zakochali.

HELENA

Bardzo proszę, żeby tego nie robili! Ja — natychmiast stąd odpływam!

DOMIN

Heleno, chyba nie sprawi im pani takiej przykrości i nie odrzuci ich pani?

HELENA

Ale przecież — przecież nie mogę poślubić wszystkich sześciu!

DOMIN

W takim razie choć jednego. Jeśli nie ja, to może Fabry?

HELENA

Nie chcę!

DOMIN

Doktor Gall.

HELENA

Nie, nie, cicho! Nie chcę żadnego!

DOMIN

Jeszcze dwie minuty.

HELENA

To okrrropne! Niech się pan ożeni z jakąś robotessą.

DOMIN

To nie kobieta.

HELENA

Ach, tylko o to panu chodzi! Myślę, że — że pan byłby w stanie poślubić każdą, która tu przyjedzie.

DOMIN

Było ich tu na pęczki, Heleno.

HELENA

Młodych?

DOMIN

Młodych.

HELENA

Dlaczego żadnej pan nie poślubił?

DOMIN

Bo dla żadnej nie straciłem głowy. Aż do dziś. Od razu, gdy uniosła pani woalkę.

HELENA

— — Wiem.

DOMIN

Została minuta.

HELENA

Ale, na miłość boską, ja nie mam ochoty!

DOMIN

kładzie jej obie ręce na ramionach

Jeszcze minuta. Niech mi pani powie coś strasznie przykrego, patrząc prosto w oczy, wtedy zostawię panią w spokoju. Albo — albo —

HELENA

Pan jest brutal!

DOMIN

To nic takiego. Mężczyzna musi być trochę brutalny. Taka jego rola.

HELENA

Pan jest wariat!

DOMIN

Człowiek powinien być trochę wariatem, Heleno. To w nim najlepsze.

HELENA

Pan jest — pan jest — o Boże!

DOMIN

Widzi pani. To wszystko?

HELENA

Nie, nie! Proszę mnie puścić! Poszarrrpie mnie pan!

DOMIN

Ostatnie słowo, Heleno.

HELENA

broniąc się

Za nic w świecie — Ależ Harry!

Pukanie.

DOMIN

puszcza ją

Wejść!

Wchodzą Busman, dr Gall i Hallemeier w kuchennych fartuchach, Fabry z bukietem kwiatów, a Alquist z obrusem pod pachą.

DOMIN

I jak, uczta godna naszej panny Heleny?

BUSMAN

uroczyście

Zaręczamy!

DOMIN

Hm, my też coś w tym stylu.

Kurtyna.