O niemal równoczesnych przemianach form życia na całej ziemi

Żadne niemal odkrycie paleontologiczne nie jest tak uderzające, jak fakt, że istoty żyjące na całym świecie zmieniają się prawie równocześnie. Na przykład naszą europejską formację kredową można rozpoznać w wielu odległych od siebie miejscach świata i w najróżnorodniejszych klimatach, gdzie nawet ani kawałka skały kredowej niepodobna znaleźć, jak np. w Ameryce Północnej, w równikowej części Ameryki Południowej, na Ziemi Ognistej, na Przylądku Dobrej Nadziei i na Półwyspie Indyjskim. We wszystkich bowiem tych miejscach, tak oddalonych od siebie, szczątki organiczne pewnych warstw wykazują niezaprzeczalne podobieństwo do szczątków zawartych w naszej kredzie. Nie chcę przez to powiedzieć, iż wszędzie znajdują się te same gatunki, w niektórych bowiem przypadkach ani jeden gatunek nie jest identycznie ten sam, ale gatunki te należą do tych samych rodzin, rodzajów, podrodzajów i zbliżają się często do siebie pod względem tak błahych cech, jak np. wzory na zewnętrznej powierzchni ciała. Ponadto znajdują się w tych miejscach jednakowo ułożone inne formy, spotykane w Europie nie w kredzie, lecz w utworach leżących nad nią lub pod nią. W rozmaitych kolejnych formacjach paleozoicznych Rosji, zachodniej Europy i Ameryki Północnej niektórzy autorzy zauważyli podobną równoległość w pojawianiu się istot organicznych; to samo stosuje się też według Lyella do formacji trzeciorzędowych Europy i Ameryki Północnej. Jeżeli nawet pominąć nieliczne gatunki kopalne wspólne dla Starego i Nowego Świata, ogólna równoległość w następstwie form życia w różnych piętrach paleozoicznych i trzeciorzędowych będzie ciągle jeszcze wyraźna i można będzie łatwo porównać ze sobą poszczególne formacje.

Spostrzeżenia te stosują się jednak tylko do morskich mieszkańców świata; nie mamy dostatecznych dowodów, aby osądzić, czy twory lądowe oraz słodkowodne w oddalonych od siebie punktach ziemi także zmieniają się równolegle. Można wątpić, by zmieniały się one w podobny sposób, gdyby bowiem przywieziono z La Platy do Europy Megatherium, Mylodona203, Toxodona i Macrauchenię bez żadnych danych co do ich stanowiska geologicznego, nikt by z pewnością nie przypuszczał, że istniały one jednocześnie wraz z obecnie jeszcze żyjącymi mięczakami morskimi; ponieważ jednak te potworne istoty istniały współcześnie z mastodontem i koniem, można przynajmniej stąd wnioskować, że żyły one w jednym z ostatnich pięter trzeciorzędu.

Jeśli mówimy o morskich formach życia, że zmieniły się równocześnie na całej ziemi, to nie należy przypuszczać, że chodzi o ten sam rok, o to samo stulecie lub też nawet o jakąś ścisłą równoczesność w znaczeniu geologicznym. Jeśli bowiem porównamy wszystkie zwierzęta morskie żyjące obecnie w Europie i wszystkie te, które żyły w niej podczas okresu plejstoceńskiego (okresu bardzo odległego, gdy mierzyć go w latach, obejmującego bowiem całą epokę lodowcową), z żyjącymi obecnie w Ameryce Południowej lub Australii, najbardziej doświadczony przyrodnik z trudnością tylko będzie mógł powiedzieć, czy obecnie żyjący, czy też plejstoceńscy mieszkańcy Europy są bardziej zbliżeni do mieszkańców półkuli południowej. Podobnie też twierdzą niektórzy bardzo kompetentni badacze, że obecnie istniejące formy Stanów Zjednoczonych są bliżej spokrewnione z tymi, które żyły w Europie w pewnych późnych piętrach trzeciorzędu, niż z żyjącymi obecnie; a jeśli tak, to warstwy zawierające skamieniałości, osadzone obecnie na wybrzeżach Ameryki Północnej, zostaną w przyszłości zestawione z nieco starszymi pokładami europejskimi. Pomimo to, jak sądzę, nie ma wątpliwości, że wszystkie współczesne formacje morskie, jak górne plioceńskie, plejstoceńskie i zupełnie współczesne pokłady Europy, Ameryki Północnej i Południowej oraz Australii, będą w przyszłości słusznie uważane za jednakowo dawne w znaczeniu geologicznym, bowiem zawierając szczątki organizmów do pewnego stopnia ze sobą spokrewnionych, pozbawione są przy tym gatunków należących wyłącznie do głębszych, starszych osadów.

Fakt, że formy życiowe zmieniają się jednocześnie (w powyższym, szerokim znaczeniu tego słowa) w najodleglejszych częściach świata, silnie zdziwił dwóch świetnych badaczy, panów de Verneuila i d’Archiaca. Wspomniawszy o równoległości organizmów paleozoicznych w różnych częściach Europy, powiadają oni dalej: „Skoro zdziwieni tym niezwykłym następstwem, zwrócimy się ku Ameryce Północnej i wykryjemy tam szereg analogicznych zjawisk, przekonamy się, że z pewnością wszystkie te zmiany gatunków, wygasanie jednych i zjawianie się drugich, nie powinny być przypisywane tylko zmianom prądów morskich lub innym, mniej lub bardziej miejscowym i czasowym przyczynom, lecz prawom ogólnym, rządzącym całym państwem zwierzęcym”. Dokładnie takie same spostrzeżenia dobitnie wyraził pan Barrande. Rzeczywiście, zupełnie daremne byłoby doszukiwać się przyczyny tych wielkich zmian form życia na całym świecie, w najprzeróżniejszych klimatach — w zmienności prądów morskich, klimacie i innych fizycznych warunkach życia; powinniśmy tu szukać, jak powiedział Barrande, jakiegoś specjalnego prawa. Przekonamy się o tym jeszcze lepiej, gdy będzie mowa o obecnym rozmieszczeniu istot organicznych; zobaczymy wtedy, jak nieznaczna jest wzajemna zależność pomiędzy fizycznymi warunkami życia rozmaitych krajów a naturą ich mieszkańców.

Ten ważny fakt równoległego następstwa form życiowych na całym świecie wyjaśnić można za pomocą teorii doboru naturalnego. Nowe gatunki tworzą się dzięki pewnej przewadze nad starszymi formami, a formy, które już są panujące lub też mają pewną przewagę nad innymi formami na swym własnym obszarze, wydadzą naturalnie największą ilość nowych odmian, czyli powstających gatunków. Mamy wyraźne dowody, że przeważające, tj. najpospolitsze i najbardziej rozpowszechnione, gatunki roślin wydają największą ilość nowych odmian. Skoro gatunki przeważające, zmienne i szeroko rozmieszczone opanowały już w pewnym stopniu terytoria innych gatunków, naturalnie będą miały większe od nich szanse na jeszcze rozleglejsze rozprzestrzenienie się oraz na wydanie dalszych odmian i gatunków w nowych okolicach. Proces rozprzestrzeniania się może być nieraz bardzo powolny, gdyż zależy od zmian klimatycznych i geograficznych, od przypadkowych zjawisk lub też od stopniowej aklimatyzacji nowych gatunków w różnorodnych klimatach, przez jakie będą musiały wędrować; jednak z biegiem czasu formy przeważające osiągają zwykle największe rozprzestrzenienie i ostateczne przodownictwo. Rozprzestrzenianie się lądowych mieszkańców odrębnych, oddzielonych od siebie kontynentów odbywa się prawdopodobnie wolniej niż rozprzestrzenianie się mieszkańców mórz, które się ze sobą łączą. Dlatego też nie powinniśmy oczekiwać u tworów lądowych tak ściśle równoległego następowania po sobie, jak u organizmów morskich, co też rzeczywiście ma miejsce.

Zdaje mi się więc, że równoległe i w szerokim znaczeniu tego słowa jednoczesne następstwo tych samych form życia na całym świecie zgadza się zupełnie z zasadą, iż nowe gatunki pochodzą od bardzo rozpowszechnionych i zmiennych gatunków panujących; powstałe w taki sposób nowe gatunki, jako posiadające pewną przewagę nad swymi już panującymi rodzicami oraz nad innymi gatunkami, same stają się panujące, rozszerzają się, zmieniają i znów tworzą nowe gatunki. Te zaś stare formy, które zostały wyparte i ustąpiły swych miejsc nowym, zwycięskim formom, będą zwykle należeć do spokrewnionych grup, ponieważ odziedziczyły pewną wspólną cechę niższości. Stąd też w miarę, gdy nowe, a doskonalsze grupy rozprzestrzeniają się po świecie, grupy stare znikają ze świata. To następstwo form stosuje się tak do pierwszego ich pojawienia się, jak też do ostatecznego ich wygaśnięcia.

Pozostaje jeszcze zrobić w tej kwestii pewną uwagę. Przytoczyłem już powody, dla których przypuszczam, że większość naszych wielkich i bogatych w skamieniałości formacji osadziła się w okresach obniżania i że pokłady te oddzielone są od siebie długimi przerwami, podczas których dno morskie było nieruchome lub też wznosiło się, a osady nagromadzały się zbyt wolno, aby pokryć szczątki organiczne i uchronić od zniszczenia. W czasie tych długich, pustych przerw mieszkańcy każdego obszaru ulegali, jak przypuszczam, wielu przemianom oraz wymierali w znacznej ilości, a z jednej części świata do drugiej odbywały się wielkie wędrówki. Ponieważ mamy podstawę przypuszczać, że wielkie obszary ulegały tym samym ruchom, możemy stąd wnosić, że prawdopodobnie ściśle współczesne formacje osadzały się często na znacznych przestrzeniach tej samej części świata; nie mamy jednak żadnego prawa wnioskować stąd, że tak było zawsze i że rozległe przestrzenie ulegały stale jednakowym ruchom. Gdyby dwie formacje osadziły się na dwóch obszarach prawie jednocześnie, lecz nie ściśle w tym samym czasie, znaleźlibyśmy, z powodów wyżej wyjaśnionych, w obu tych formacjach jednakowe ogólne następstwo form życia, lecz gatunki nie odpowiadałyby sobie ściśle, gdyż na jednym obszarze miały zapewne nieco więcej czasu na przemiany, wymieranie i wędrówki niż na drugim.

Przypuszczam, że podobne wypadki zdarzają się też w Europie. Pan Prestwich w swej znakomitej rozprawie o eoceńskich pokładach Anglii i Francji, wykazuje ścisłą równoległość ogólną pomiędzy następującymi po sobie pokładami obu krajów. Chociaż porównując ze sobą pewne piętra Anglii i Francji, znajdujemy pomiędzy nimi zadziwiające podobieństwo w liczbie gatunków należących do tych samych rodzajów, to jednak gatunki te różnią się od siebie tak dalece, że uwzględniając małą odległość obu krajów, niepodobna tego zrozumieć, jeśli nie przypuścimy, że jakiś przesmyk oddzielał od siebie dwa sąsiednie morza, zamieszkałe przez różne, lecz współczesne sobie fauny. Lyell dokonał podobnego spostrzeżenia w odniesieniu do niektórych późniejszych formacji trzeciorzędowych; również Barrande wykazał, iż pomiędzy następującymi po sobie pokładami sylurskimi Czech i Skandynawii istnieje uderzająca ogólna równoległość, pomimo tego jednak zauważa on zadziwiającą różnicę pomiędzy gatunkami. Gdyby jednak rozmaite formacje tych okolic nie zostały osadzone w ściśle tych samych okresach, tak że formacja jednego obszaru często odpowiadałaby pustej przerwie na innym obszarze, i gdyby gatunki obu obszarów ulegały powolnym przemianom tak w czasie gromadzenia się osadów kilku formacji, jak też podczas długich dzielących je przerw, wówczas można by rozmaite utwory obu obszarów uporządkować w jednakowy sposób i zgodnie z ogólnym następstwem form życia; uszeregowanie zaś takie mylnie wydawałoby się nam dokładnie równoległe. Pomimo to jednak w pojedynczych, pozornie sobie odpowiadających warstwach obu obszarów nie wszystkie gatunki byłyby te same.

O wzajemnym pokrewieństwie gatunków wymarłych i ich pokrewieństwie z formami żyjącymi

Rzućmy okiem na wzajemne pokrewieństwo form wymarłych i żyjących. Wszystkie te formy należą do kilku wielkich gromad, a fakt ten można łatwo objaśnić zasadą wspólnego pochodzenia. Im starsza jest pewna forma, tym bardziej różni się ona, co do zasady, od form żyjących. Jednak, jak to już dawno zauważył Buckland, wszystkie formy kopalne można zaliczyć do grup nadal żyjących albo też umieścić pomiędzy nimi. Formy wymarłe mogą z pewnością pomóc nam wypełnić znaczne luki pomiędzy obecnie istniejącymi rodzajami, rodzinami lub rzędami. Ponieważ jednak kwestia ta była często zaniedbywana, a nawet pomijana, warto wypowiedzieć tu kilka uwag i przytoczyć kilka przykładów. Gdy ograniczamy naszą uwagę bądź to wyłącznie do żyjących gatunków pewnej gromady, bądź też tylko do form wygasłych, ich szereg wydaje się o wiele kompletny niż w wypadku, gdy rozpatrujemy je w jednym wspólnym systemie. W dziełach profesora Owena spotykamy wciąż wyrażenie „formy uogólnione” (generalised), stosujące się do zwierząt wymarłych, a Agassiz mówi w swoich pracach o typach „proroczych” i „syntetycznych” (prophetic or synthetic). Wyrażenia te dowodzą, iż takie formy stanowią w rzeczywistości ogniwa pośrednie, czyli łączące. Inny wybitny paleontolog, pan Gaudry, wykazał w wielce przekonujący sposób, że liczne ssaki kopalne odkryte przez niego w Attyce204 najwyraźniej wypełniają przerwy pomiędzy żyjącymi dziś rodzajami. Cuvier uważał przeżuwacze (Ruminantia) i gruboskórne205 (Pachydermata) za dwa bardzo różne od siebie rzędy ssaków, ale znaleziono tyle kopalnych ogniw pośrednich, że Owen musiał zmienić cały podział i zaliczył pewne zwierzęta gruboskórne do jednego podrzędu wraz z przeżuwającymi, np. wypełnił on formami pośrednimi wielką na pozór lukę pomiędzy świnią i wielbłądem. Zwierzęta kopytne podzielono obecnie na parzysto- i nieparzystokopytne; jednak Macrauchenia z Ameryki Południowej łączy sobą do pewnego stopnia te dwie wielkie grupy. Nikt też nie zaprzeczy, że Hipparion zajmuje środkowe położenie pomiędzy obecnie żyjącym koniem a pewnymi innymi formami kopytnych. Jakież dziwne ogniwo łączące w łańcuchu ssaków stanowi Typotherium206 z Ameryki Południowej, jak to wskazuje już sama jego nazwa, nadana mu przez prof. Gervais; formy tej niepodobna umieścić w żadnym z istniejących teraz rzędów ssaków. Syreny207 tworzą bardzo zamkniętą grupę ssaków, a jedną z najdziwniejszych cech żyjącego jeszcze obecnie diugonia i manata stanowi zupełny brak kończyn tylnych, bez żadnego nawet śladu ich szczątków. A jednak wymarłe obecnie Halitherium208 posiadało, według profesora Flowera, kość udową, która „za pomocą wyraźnej panewki łączyła się z miednicą”, tak że forma ta zbliża się do zwykłych zwierząt kopytnych, z którymi syreny są spokrewnione pod innymi względami. Cetacea, czyli walenie, różnią się bardzo od wszystkich innych ssaków, jednakże trzeciorzędowe Zeuglodon209 i Squalodon210, z jakich niektórzy przyrodnicy tworzą oddzielny rząd, uważane są przez prof. Huxleya za niewątpliwe walenie, które „stanowią ogniwa łączące z wodnymi drapieżnymi”.

Nawet wielka luka pomiędzy ptakami i gadami wypełniona została211 w zadziwiający sposób, jak to wykazał wyżej wspomniany badacz, a mianowicie: z jednej strony przez strusia i wymarłego Archeopteryksa, z drugiej zaś przez Compsognathusa212, formę należącą do dinozaurów, a zatem do tej samej grupy, do której należą też największe ze wszystkich gadów lądowych. Co do zwierząt bezkręgowych, to Barrande zapewnia, a nie ma większego autorytetu, że z każdym dniem przekonuje się coraz bardziej, iż chociaż zwierzęta paleozoiczne mogą być zaszeregowane do obecnie żyjących grup, to jednak w tym dawnym okresie grupy nie były od siebie tak wyraźnie oddzielone jak są teraz.

Niektórzy autorzy sprzeciwiali się temu, aby jakiś wymarły gatunek lub pewną grupę gatunków uważać za pośredni pomiędzy jakimikolwiek dwoma żyjącymi gatunkami lub grupami. Gdyby przez to chciano powiedzieć, że forma wymarła jest wprost i pod wszystkimi względami pośrednia pomiędzy dwiema żyjącymi formami lub grupami, zarzut podobny byłby zapewne uzasadniony. Jednak w naturalnym układzie wiele gatunków kopalnych bez wątpienia stoi pomiędzy gatunkami żyjącymi, a niektóre wygasłe rodzaje — pomiędzy rodzajami żyjącymi lub nawet pomiędzy rodzajami należącymi do różnych rodzin. Najczęściej, jak sądzę, zdarza się taki przypadek, szczególnie w stosunku do grup bardzo różnych, takich jak ryby i gady, że jeśli grupy te obecnie różnią się np. dwudziestoma cechami, to dawne ogniwa tych samych grup różniły się nieco mniejszą ilością cech, tak iż przedtem stały one nieco bliżej siebie niż obecnie.

Panuje powszechne mniemanie, że im starsza jest pewna forma, tym bardziej nadaje się do łączenia za pośrednictwem pewnych swoich cech bardzo odległych obecnie grup. Pogląd taki bez wątpienia należy ograniczyć do tych tylko grup, które uległy znacznym przemianom w ciągu ubiegłych epok geologicznych i trudno byłoby dowieść jego prawdziwości, bowiem tu i ówdzie znaleźć można żyjące zwierzę, jak np. płazaka (Lepidosiren), spokrewnione jednocześnie z nader różnymi grupami. Jeśli jednak porównamy starsze gady i płazy, starsze ryby, głowonogi i eoceńskie ssaki z najnowszymi członkami tych samych gromad, musimy przyznać, że powyższy pogląd jest prawdziwy.

Zobaczmy teraz, o ile te rozmaite fakty i wyniki zgadzają się z teorią pochodzenia gatunków drogą przemian. Ponieważ przedmiot ten jest nieco zawikłany, muszę prosić czytelnika, aby przypomniał sobie jeszcze raz schemat, podany w rozdziale czwartym. Przypuśćmy, że drukowane kursywą numerowane litery oznaczają rodzaje, a rozchodzące się od nich promieniście linie kropkowane — należące do nich gatunki. Schemat ten jest o wiele za prosty, bo widnieje na nim za mało gatunków i rodzajów, ale to dla nas nieistotne. Linie poziome wyobrażają następujące po sobie formacje geologiczne, a wszystkie formy umieszczone pod najwyższą linią mogą być uważane za wygasłe. Trzy żyjące rodzaje:

,

,

stanowią jedną małą rodzinę;

i

— blisko z nią spokrewnioną rodzinę lub podrodzinę,

,

,

— trzecią rodzinę. Trzy te rodziny razem z wieloma wygasłymi rodzajami rozmaitych szeregów pochodnych, na liniach pochodzenia rozchodzących się od formy rodzicielskiej

, tworzą jeden rząd, wszystkie bowiem odziedziczyły zapewne coś wspólnego po swym dawnym i wspólnym prarodzicu. Na podstawie zasady stałego dążenia do rozbieżności cech, do wyjaśnienia której przeznaczony był wzmiankowany schemat, każda forma powinna zazwyczaj tym bardziej różnić się od swego pierwszego przodka, im jest nowsza. Stąd też zrozumiała staje się reguła mówiąca, że najstarsze formy kopalne najbardziej różnią się od form obecnie żyjących. Nie należy jednak przyjmować, iż rozbieżność cech jest zjawiskiem koniecznym, wynika ona bowiem wyłącznie z tego, iż tym sposobem potomkowie pewnego gatunku mogą zajmować wiele różnorodnych miejsc w gospodarce przyrody. Dlatego też bardzo jest możliwe, jak to widzieliśmy u niektórych form sylurskich, że pewien gatunek może zostać tylko nieznacznie zmodyfikowany, odpowiednio do nieco zmienionych warunków życia, a jednak się utrzyma i zachowa w ciągu długich okresów czasu te same cechy ogólne. Jest to oznaczone w powyższym schemacie przez literę

.

Wszystkie te liczne formy pochodzące od

, zarówno wymarłe, jak i współczesne, tworzą według naszego spostrzeżenia jeden rząd, a rząd ten wskutek ciągłego wymierania form oraz rozbieżności cech rozpadł się powoli na kilka rodzin i podrodzin, z których niektóre, jak zakładamy, w różnych okresach wyginęły, inne zaś aż przetrwały do dziś.

Spoglądając na schemat, widzimy, że gdyby liczne formy wymarłe, zawarte zgodnie z naszym przypuszczeniem w następujących po sobie formacjach, zostały odkryte w różnych miejscach w dolnej części serii, to trzy żyjące jeszcze rodziny na górnej linii wydawałyby się nie tak bardzo różne od siebie. Gdyby np. zostały odnalezione rodzaje

,

,

,

,

,

,

, to te trzy rodziny wydawałyby się tak ściśle powiązane ze sobą, że należałoby je zapewne połączyć w jedną wielką rodzinę, podobnie jak to się stało z przeżuwaczami i niektórymi gruboskórnymi. Ale miałby po części rację ten, kto by twierdził, że rodzaje wymarłe łączące w taki sposób trzy rodziny nie powinny być uważane za formy pośrednie pomiędzy nimi, bowiem rzeczywiście te wygasłe rodzaje nie łączą ze sobą rodzin bezpośrednio, lecz za pośrednictwem długiego szeregu licznych, bardzo różnych form. Gdyby znaleziono liczne formy wymarłe powyżej jednej ze środkowych linii poziomych, czyli formacji, jak np. nad numerem

, ale żadnej poniżej tej linii, wówczas połączono by zapewne dwie rodziny znajdujące się po lewej stronie (

itd. oraz

itd.) w jedną rodzinę, przy czym pozostałe dwie rodziny okazałyby się mniej różne od siebie niż przed odkryciem skamieniałości. Jeśli przypuścimy dalej, że złożone z ośmiu rodzajów (

do

) trzy rodziny na najwyższej linii różnią się pomiędzy sobą sześcioma ważnymi cechami, to musimy przyjąć, że rodziny, jakie żyły we wcześniejszym okresie, oznaczonym numerem

, zapewne mniej się różniły od siebie, gdyż na tym wcześniejszym stadium rozwoju rodowego nie odeszły jeszcze tak dalece w swoich cechach od wspólnego przodka rzędu. Z tego też powodu zdarza się nieraz, że rodzaje dawne i wygasłe mają cechy w mniejszym lub większym stopniu pośrednie w stosunku do swych zmienionych potomków lub też krewnych z linii bocznej.

W naturze proces ten jest o wiele bardziej złożony niż to przedstawia nasz schemat, bowiem grupy są o wiele liczniejsze, ich trwałość skrajnie różna, a stopnie przemiany bardzo rozmaite. Ponieważ jednak posiadamy tylko ostatni tom danych geologicznych, a i ten tom zachowany jest w bardzo niekompletnym stanie, nie mamy prawa oczekiwać, wyjąwszy kilka rzadkich przypadków, że zostaną wypełnione wielkie luki w systemie naturalnym i w ten sposób połączy się oddzielne rodziny i rzędy. Mamy tylko prawo przypuszczać, że grupy, które w czasie znanych już okresów geologicznych uległy znacznym przekształceniom, zbliżały się wzajemnie do pewnego stopnia w starszych formacjach, tak że ich starsi członkowie pod niektórymi względami nieco mniej się różnili od siebie niż obecni członkowie tych samych grup, a według zgodnych świadectw naszych najlepszych paleontologów przypadek taki zdarza się często.

Tak więc teoria wspólnego pochodzenia drogą ciągłych przemian w najbardziej zadowalający sposób wyjaśnia najgłówniejsze fakty, dotyczące wzajemnego pokrewieństwa wygasłych form życia oraz ich pokrewieństwa z obecnie jeszcze żyjącymi formami. Przy wszelkim innym poglądzie fakty te byłyby zupełnie niewyjaśnione.

Na podstawie tej samej teorii jest oczywiste, że fauna każdego wielkiego okresu w historii ziemi powinna być pod względem swoich ogólnych cech pośrednia pomiędzy faunami najbliższego poprzedzającego i następującego okresu. Na przykład gatunki znajdujące się na szóstym wielkim stopniu rozwoju na naszym schemacie są zmienionymi potomkami tych, które znajdowały się już na stopniu piątym, a rodzicami tych, które zajmują stopień siódmy i są jeszcze bardziej zmienione; powinny też one mieć cechy mniej więcej pośrednie pomiędzy formami stojącymi poniżej i powyżej nich. Musimy tu jednak wziąć pod uwagę zupełne wygaśnięcie niektórych form poprzedzających, imigrację na jedne tereny form z innych terenów, a także znaczną sumę przekształceń form podczas długich i pustych przerw pomiędzy kolejnymi formacjami. Uwzględniając te okoliczności, musimy dojść do wniosku, że fauna każdego wielkiego okresu geologicznego ma bez wątpienia cechy pośrednie pomiędzy faunami okresu poprzedzającego i następującego. Wystarczy, że podam jeden przykład, a mianowicie, że skamieniałości formacji dewońskiej natychmiast po jej odkryciu uznane zostały przez wszystkich paleontologów za pośrednie pod względem cech między skamieniałościami położonego ponad nimi okresu karbońskiego i leżącego pod nimi sylurskiego. Nie każda jednak fauna musi zajmować koniecznie położenie pośrednie, bowiem pomiędzy następującymi po sobie formacjami upływały niejednakowo długie okresy czasu.

Nie można stawiać poważnego zarzutu twierdzeniu, że fauna każdego okresu wykazuje na ogół cechy pośrednie pomiędzy fauną poprzedzającą i następującą, na podstawie tego, iż pewne rodzaje stanowią wyjątki z tej reguły. Na przykład jeśli według dra Falconera ustawimy gatunki mastodontów i słoni w dwa szeregi: jeden według ich wzajemnego pokrewieństwa, a drugi według następstwa geologicznego, to oba te szeregi nie będą się ze sobą zgadzały. Gatunki najbardziej różniące się swymi cechami nie są ani najstarsze, ani najmłodsze, gatunki zaś o cechach pośrednich nie są średniego wieku. Przypuśćmy na chwilę, że nasza wiedza o czasie pojawiania się i wygasania gatunków jest w tym lub owym wypadku zupełna, co się jednak nie zdarza, a pomimo to nie będziemy mieli prawa twierdzić, iż występujące po sobie formy powinny były koniecznie trwać jednakowo długo. Forma bardzo dawna może przetrwać dłużej niż forma, która zjawiła się później i na innym miejscu; stosuje się to szczególnie do tych form lądowych, którzy żyją w zupełnie odosobnionych okolicach. A żeby rzeczy wielkie z małymi porównać213, jeśli główne żyjące wygasłe rasy naszych gołębi domowych uporządkujemy w jednym szeregu według ich pokrewieństwa, uszeregowanie to nie będzie ściśle odpowiadało następstwu ich pojawiania się, a tym mniej jeszcze porządkowi ich wygasania, albowiem forma macierzysta, tj. gołąb skalny, obecnie jeszcze żyje, liczne zaś odmiany pośrednie pomiędzy nią i gołębiem pocztowym już wygasły; a gołębie pocztowe, mające jako wybitną cechę krańcową długi dziób, powstały wcześniej niż krótkodziobe gołębie młynki, stanowiące przeciwległy koniec szeregu ułożonego na podstawie długości dzioba.

Z twierdzeniem, iż szczątki organiczne z formacji pośredniej mają charakter mniej więcej pośredni, pozostaje w ścisłym związku fakt, przy którym obstają paleontologowie, że skamieniałości z dwóch następujących po sobie formacji są daleko bardziej ze sobą spokrewnione niż skamieniałości z utworów odległych od siebie. Pictet przytacza jako znany przykład ogólne podobieństwo szczątków organicznych z rozmaitych pięter formacji kredowej, chociaż w każdym piętrze znajdują się różne gatunki. Sam tylko ten jeden fakt wskutek swojej ogólności zachwiał przekonaniem profesora Picteta o niezmienności gatunków. Komu znany jest sposób rozmieszczenia na kuli ziemskiej obecnie żyjących gatunków, ten nie będzie próbował wyjaśniać wielkiego podobieństwa różnych gatunków w następujących po sobie formacjach tym, iż warunki fizyczne dawnych obszarów lądu prawie się nie zmieniły. Przypomnijmy sobie, że formy życia, przynajmniej morskie, zmieniały się prawie jednocześnie na całym świecie, a tym samym w wśród najrozmaitszych klimatów i warunków. Pomyślmy o wielkich przewrotach klimatycznych podczas okresu plejstoceńskiego, który obejmuje całą epokę lodowcową, i zwróćmy uwagę na to, jak mało wpłynęły one na formy gatunkowe mieszkańców mórz.

W teorii wspólnego pochodzenia jest oczywiste, że szczątki kopalne pochodzące z kolejnych formacji są ze sobą blisko spokrewnione, chociaż uważane są za różne gatunki. Ponieważ osadzanie się każdej formacji częstokroć było przerywane, a pomiędzy kolejnymi formacjami występowały duże przerwy, nie powinniśmy oczekiwać, jak to starałem się wykazać w poprzednim rozdziale, aby znaleziono pomiędzy gatunkami jakiejś jednej lub jakichś dwóch formacji wszystkie odmiany pośrednie, które żyły na początku i na końcu tych formacji; jednakże powinniśmy po przerwach czasu (bardzo długich, kiedy mierzyć je latami, lecz umiarkowanych w znaczeniu geologicznym) znajdować blisko spokrewnione formy lub, jak je nazywają niektórzy autorzy, gatunki zastępcze — i rzeczywiście je znajdujemy. Jednym słowem, odkrywamy takie dowody powolnych i zaledwie dostrzegalnych przemian gatunków, jakich się słusznie spodziewaliśmy.

O stopniu rozwoju dawnych form w porównaniu z obecnie żyjącymi

Widzieliśmy w rozdziale czwartym, iż stopień zróżnicowania i specjalizacji narządów u wszystkich istot w dojrzałym wieku stanowi najlepszą dotychczas miarę stopnia ich doskonałości czy też wysokości ich pozycji w układzie istot. Widzieliśmy także, że ponieważ specjalizacja części jest dla każdej istoty korzystna, dobór naturalny będzie dążył do tego, aby organizację każdej istoty coraz bardziej specjalizować i w taki sposób, biorąc w tym znaczeniu, coraz ją bardziej doskonalić i podnosić; nie znaczy to jednak wcale, aby jednocześnie liczne twory odpowiadające prostszym warunkom życia nie miały też zachować prostszej i nieudoskonalonej organizacji, a nawet w niektórych wypadkach, aby się nie cofały w organizacji swej i upraszczały, przy czym jednak istoty uproszczone w taki sposób będą zawsze lepiej przystosowane do swych nowych warunków życiowych. Także w ogólniejszym znaczeniu nowe gatunki przewyższają swoich przodków, muszą bowiem zwyciężać w walce o byt wszystkie formy dawniejsze, z którymi współzawodniczą. Możemy stąd wnosić, że gdyby w tym samym mniej więcej klimacie eoceńscy mieszkańcy świata współzawodniczyli z teraźniejszymi mieszkańcami, pierwsi ulegliby zapewne i zostaliby przez ostatnich wytępieni, podobnie też fauna drugorzędowa zostałaby pokonana przez eoceńską, paleozoiczna zaś przez drugorzędową. Według teorii doboru naturalnego nowe formy powinny zatem stać wyżej niż formy dawne, nie tylko według tego podstawowego sprawdzianu zwycięstwa w walce o byt, lecz także co do stopnia specjalizacji narządów. Ale czy tak jest rzeczywiście? Znacząca większość paleontologów odpowie na to twierdząco, a zdaje się, że odpowiedź taka jest słuszna, chociaż bardzo trudno należycie tego dowieść.

Nie można uważać za poważny zarzut przeciwko temu wnioskowi faktu, że pewne ramienionogi (Brachiopoda) od bardzo odległego okresu geologicznego tylko nieznacznie się zmieniły i że pewne mięczaki morskie oraz lądowe pozostały niezmienione od czasu, kiedy, o ile wiadomo, pojawiły się po raz pierwszy. Nie stanowi to także niepokonanej trudności, że otwornice214, jak podkreśla dr Carpenter, nie zrobiły postępów w swojej organizacji nawet od epoki laurentyńskiej; pewne bowiem organizmy musiały przystosować się właśnie do prostych warunków życia, a jakież ustroje najbardziej się do tego nadają, jak nie te najprościej zorganizowane pierwotniaki215? Podobne zarzuty byłyby dla moich poglądów zgubne, gdybym uważał postęp w organizacji za warunek konieczny. Byłoby też zgubne, gdyby np. dowiedziono, że wspomniane wyżej otwornice wystąpiły po raz pierwszy w epoce laurentyńskiej, a wspomniane wyżej ramienionogi w czasie formacji kambryjskiej; gdyby to bowiem zostało dowiedzione, nie starczyłoby czasu, aby organizacja mogła się wznieść do tego stopnia, jaki wówczas osiągnęła. Teoria doboru naturalnego nie uważa jednak za konieczność, aby organizmy, które osiągnęły pewien stopień rozwoju, wciąż się dalej doskonaliły; muszą one tylko podczas każdego następnego okresu ulegać nieznacznym zmianom, aby móc utrzymać swe stanowiska w nieznacznie zmieniających się warunkach życia. Przytoczone powyżej zastrzeżenia obracają się wokół kwestii, czy wiemy istotnie, jak stary jest świat i w jakich okresach pojawiły się po raz pierwszy rozmaite formy życia, a o tym można by dyskutować.

Kwestia, czy organizacja w ogóle posunęła się naprzód, jest z wielu względów nadzwyczaj zawikłana. Kronika geologiczna, co do wszelkich czasów niekompletna, nie sięga wstecz dostatecznie daleko, aby wykazać, że w ciągu znanej nam historii świata organizacja zrobiła wielki postęp. Przecież nawet za naszych czasów przyrodnicy przy rozpatrywaniu członków tej samej gromady nie zgadzają się ze sobą co do tego, jakie formy uważać za najwyższe. Na przykład niektórzy za najwyższe ryby uważają spodouste, czyli rekiny, gdyż pewnymi ważnymi cechami budowy są zbliżone do gadów, podczas gdy inni sądzą, iż najwyższe są ryby kostnoszkieletowe. Ryby kostołuskie zajmują miejsce pośrednie pomiędzy spodoustymi a kostnoszkieletowymi. Obecnie ilość tych ostatnich jest bardzo wielka, gdy tymczasem dawniej istniały tylko spodouste i kostołuskie, zatem w tym przypadku można by powiedzieć, że ryby postąpiły naprzód w organizacji lub też że cofnęły się, stosownie do tego, jaką miarę wyższości wybierzemy. Ale na próżno usiłowalibyśmy porównać wysokość organizacji u członków zupełnie różnych typów. Kto mógłby zdecydować, czy mątwa stoi wyżej od pszczoły, od owada, o którym powiedział wielki przyrodnik von Baer, że „jest on faktycznie wyżej zorganizowany niż ryba, chociaż według zupełnie innego typu”? W powikłanej walce o byt jest zupełnie możliwe, aby takie np. skorupiaki, które w swej własnej gromadzie stoją niezbyt wysoko, pokonały głowonogi, owe najdoskonalsze mięczaki; a skorupiaki te, chociaż niewysoko rozwinięte, stałyby w naszych oczach bardzo wysoko na drabinie zwierząt bezkręgowych, gdybyśmy sądzili według najbardziej stanowczego kryterium, jakim jest prawo walki o byt. Niezależnie od trudności, jakie z natury rzeczy nastręcza pytanie, które formy najbardziej postąpiły w organizacji, musimy porównywać ze sobą nie tylko najwyższej stojących członków jednej gromady w dwu różnych okresach, chociaż jest to jeden z najważniejszych, a może najważniejszy element w rozstrzyganiu wyniku, lecz wszystkich wyższych i niższych członków w obu tych okresach. W odległej epoce roiło się od najdoskonalszych i od najmniej doskonałych zwierząt mięczakowatych, a mianowicie głowonogów i ramienionogów, gdy tymczasem dziś obie te grupy bardzo się ilościowo zmniejszyły, gdy tymczasem inne, o pośredniej organizacji wielce się rozwinęły. Dlatego też niektórzy przyrodnicy utrzymują, że mięczaki były dawniej wyżej rozwinięte niż obecnie, podczas gdy na korzyść wprost przeciwnego poglądu jeszcze silniej przemawia fakt, że ilość ramienionogów znacznie się dziś zmniejszyła, natomiast żyjące dziś głowonogi, chociaż mniej liczne, są wyżej zorganizowane niż dawni ich przedstawiciele. Musimy także porównać ze sobą względne stosunki ilościowe wyższych i niższych gromad mieszkańców całej ziemi w dwóch różnych okresach. Gdyby np. obecnie żyło pięćdziesiąt tysięcy gatunków zwierząt kręgowych, a w pewnym dawnym okresie liczba ich wynosiła tylko dziesięć tysięcy, wówczas ten przyrost gromad wyższych, pociągający za sobą wielkie wypieranie form niższych, powinniśmy uważać za stanowczy postęp w rozwoju organizmów na ziemi. Widzimy stąd, jak beznadziejnie trudno przy tak powikłanych stosunkach zupełnie ściśle porównać stosunkowy stopień rozwoju niedokładnie poznanych form z kolejnych okresów historii ziemi.

Jeszcze lepiej ocenimy tę trudność, gdy zwrócimy uwagę na pewne współczesne fauny i flory. Sądząc z nadzwyczajnej szybkości, z jaką formy sprowadzone z Europy rozpowszechniły się ostatnio w Nowej Zelandii i zajęły miejsca, które przedtem musiały już być zajęte przez formy lokalne, należy przypuszczać, że gdyby tam przewieźć wszystkie rośliny i zwierzęta Wielkiej Brytanii, wielka ilość form brytyjskich z czasem zupełnie by się tam zaaklimatyzowała i wyparłaby liczne formy krajowe. Natomiast fakt, że chyba jeszcze ani jeden mieszkaniec półkuli południowej nie zdziczał w żadnej części Europy, skłania nas do przypuszczenia, że gdyby wszystkie twory natury z Nowej Zelandii przesiedlone zostały do Wielkiej Brytanii, znaczna ich ilość nie mogłaby zdobyć dla siebie miejsc, zajętych już przez nasze krajowe rośliny i zwierzęta. Wychodząc z tego punktu widzenia można powiedzieć, że formy z Wielkiej Brytanii stają na o wiele wyższym szczeblu rozwoju niż te z Nowej Zelandii. A jednak najdoświadczeńszy przyrodnik po zbadaniu gatunków obu krajów nie zdołałby przewidzieć tego wyniku.

Agassiz i inni bardzo kompetentni w tej kwestii uczeni twierdzą, że dawne zwierzęta są pod pewnym względem podobne do zarodków nowszych form zwierzęcych tej samej gromady i że następstwo geologiczne form wygasłych jest prawie równoległe do rozwoju embrionalnego form obecnie żyjących. Pogląd ten zgadza się w najwyższym stopniu z teorią doboru naturalnego. W późniejszym rozdziale postaram się dowieść, że formy dojrzałe różnią się od zarodków cechami, które nie pojawiają się w najwcześniejszej młodości i które zostają dopiero odziedziczane w pewnym odpowiednim, późniejszym wieku. Nie zmieniając prawie zarodka, proces ten powoduje jednak w ciągu następujących po sobie pokoleń coraz większe różnice pomiędzy dojrzałymi formami. W ten sposób zarodek jest więc jakby zachowanym przez naturę obrazem wczesnego i niezmienionego jeszcze stanu każdego zwierzęcia. Pogląd ten może być słuszny, ale nigdy nie będzie zupełnie dowiedziony. Skoro bowiem widzimy, że np. najstarsze znane formy ssaków, gadów i ryb należały wprawdzie do swoich właściwych gromad, choć niektóre z tych starych form różniły się pomiędzy sobą nieco mniej niż dzisiejsi typowi przedstawiciele tych gromad, to na próżno będziemy szukali zwierząt noszących na sobie wspólne piętno embrionalne kręgowców, dopóki nie zostaną odkryte bogate w skamieniałości warstwy leżące głęboko pod najniższymi pokładami kambryjskimi, a na to odkrycie mamy bardzo słabą nadzieję.