IV. Pod twoją obronę

***

Rożen, z którego uciekłeś,

niebieski ptaku,

rożen słońca przebijający mgłę,

i dumny napis „źródło Kaczawy”,

wszystko to jest,

bo dożyłem kolejnej odsłony, no cud

(miało być „cóż”, brnę w egzaltację),

ta sama trawa, ten sam zgrzyt kości

muflonów na ścieżce,

która zmieniła bieg z potokiem;

co jeszcze słonko widziało?

martwe pola, z których wstawał śnieg

i szedł na leże do Ojca (za rok wyciąg-

niemy go z pudełek na bombki),

w wywijające się piąstki, pozlepiane palce

roślin chwytał się mroźny dzień;

było to w tych dniach, niebieski ptaku,

kiedy gorszy rodzaj ludzi nie przeżywał

nadejścia wiosny, śmierci papieża,

nie mógł znaleźć kanału.