Nowa redakcja przepisu o dzieleniu wyrazów.

Zalecony przez Polską Akademję Umiejętności przepis o przenoszeniu części wyrazów do następnego wiersza został w swoim czasie (d. 11. VI. 1918) uchwalony po odrzuceniu wniosku Komisji językowej, która zalecała kierować się względami na charakter głosek, składających sylabę. Wydział filologiczny Akademji natomiast większością głosów wbrew głosom zasiadających w nim językoznawców wybrał jako zasadę kierowniczą wzgląd na to, czy od pewnej grupy spółgłosek może lub nie może się zaczynać wyraz [pg 8] i stosownie do tego zalecił całą grupę spółgłosek, lub część jej tylko przenosić do następnego wiersza. Zasadę sformułowano w słowach:

»Jeżeli na miejscu dzielenia wypada grupa dwóch lub więcej spółgłosek, to:

a) przenosimy całą grupę spółgłosek do następnego wiersza wtedy, jeżeli od takiej grupy może się zaczynać wyraz polski np. ła-ska i t. d.

b) jeżeli od grupy spółgłosek nie może się zaczynać wyraz polski, to z dwóch spółgłosek pierwszą zostawiamy przy zgłosce poprzedniej, a drugą przenosimy; grupę zaś trzech lub więcej spółgłosek dzielimy w ten sposób, żeby jej druga część dała się przenieść wedle prawidła a) do następnego wiersza: wróż-ba, sprzecz-ny i t. d.

Uwaga. Ponieważ niektóre ze wspomnianych pod a) i b) grup spółgłosowych zachodzą w języku bardzo rzadko, rozpoczynając zaledwie jeden lub dwa wyrazy (nie licząc pochodnych), przeto ich przy dzieleniu na zgłoski wcale nie uwzględniamy t. j. nie przenosimy ich w całości do drugiego wiersza«.

Wydział filologiczny Akademji ten przepis uznał za obowiązujący ze względu na rzekomą łatwość stosowania go w praktyce; cóż bowiem—zdawałoby się—może być łatwiejszego, jak przypomnieć sobie wyrazy, rozpoczynające się od jakiejś grupy spółgłoskowej?

Takby się zdawało, ale tak bynajmniej nie jest, gdyż według uchwalonej zasady trzeba sobie w każdym wątpliwym wypadku przypomnieć nie jeden jakikolwiekbądź wyraz, ale co najmniej trzy lub cztery, bo jeden lub dwa mogą być wyjątkiem. To już nie jest łatwem, przynajmniej nie dla wszystkich, ale co więcej: jeżeli wypadnie połączenie rzadsze, trzeba się jeszcze bardziej namyślić nad tem, czy naprawdę poza jednym lub dwoma wyrazami niema innych, któreby się od tejże grupy zaczynały. Każdy z czytelników może na sobie zrobić doświadczenie każdej chwili i obliczyć, ile czasu potrzebuje na to, żeby wymienić wyrazy np. zaczynające się od ks- lub kn- albo od jakiejkolwiek innej mniej zwykłej grupy spółgłosek, a gdy to zrobi, niech potem sprawdzi w słowniku, czy wszystkie te wyrazy sobie przypomniał. Spamiętać wyjątki też byłoby nie sposób, z powodu wielkiej ich liczby.

Dalej powiedziano, że trzeba się kierować względami na początkowe grupy spółgłoskowe w wyrazach polskich, a więc nie obcych, nie zapożyczonych. Nowa więc trudność, którą też niezawsze może rozstrzygnąć zwłaszcza nie językoznawca; np. czy wielu ludzi zdaje sobie sprawę z tego, że wyrazy gmach lub gmin są niepolskie, [pg 9] a ponieważ prócz nich tylko gmatwać i gmerać zaczynają się od gm- więc niewiadomo, czy tę grupę uważać za wyjątkową, czy nie.

Powiedziano jeszcze, że się nie bierze pod uwagę wyrazów pochodnych. A jakże postąpić z wyrazami pochodzącemi od jednego rdzenia, o których nie można powiedzieć, że jedne są pochodne, a inne nie. Tutaj przy przenoszeniu wyrazów wypadłoby nam niekiedy zastanawiać się nad etymologją wyrazów, np. czy dmę i dmu-cham są pokrewne, czy nie; wobec trzeciego wyrazu; dma mamy te same wątpliwości, a więcej wyrazów zaczynających się na dm- niema, więc czy mam dzielić d·m czy też przenosić dm do następnego wiersza: wid-mo czy wi-dmo? Czasem trudności się spiętrzają, np. wyrazy: ksiądz, książę, księżyc, ksieni z jednej strony, a ksieniec, księga z drugiej jedni uznają za pokrewne, inni nie; jedni wiedzą o ich obcem pochodzeniu, inni nie, więc jedni będą dzielić: Alek-sy, a inni Ale-ksy, bo prócz wyżej wymienionych wyrazów od ks zaczyna się jeszcze tylko ksyk.

Słowem, przepis, zwłaszcza w tej formie, w jakiej został ogłoszony, nastręczał bardzo wiele wątpliwości, że już pominiemy zasadniczą trudność jego stosowania. Należało go albo zmienić, albo choćby ściślej określić. Zmiana mogła nastąpić w kierunku albo pozostawienia piszącym swobody zupełnej lub w niejakim stopniu ograniczonej, albo też przeciwnie, sformułowanie szczegółowego przepisu, któryby rozstrzygał w każdej bez wyjątku okoliczności.

Największą swobodę piszącym dałby powrót do dawnej ale już dawno wygasłej tradycji, jeszcze praktykowanej w rękopisach pierwszej połowy XVI wieku, mianowicie do przenoszenia tej części wyrazów, która się w wierszu nie mieściła; przenoszono wtedy np. w-net, zn-owu i t. d. albo gdy nie chciano przenosić końcowej zgłoski, pisano ją w skróceniu u góry, np. jeo==jego.

Znaczną swobodę zostawiałby też przepis: dzieli się wyrazy tak, aby każda z oddzielonych części tworzyła przynajmniej jedną zgłoskę.

Komisja języka polskiego, która nad tym przedmiotem obradowała w kwietniu r. b., wyraziła zgodny pogląd, aby w tych razach, kiedy się trafi grupa spółgłosek w miejscu dzielenia wyrazu, do następnego wiersza przenosić te spółgłoski, które stanowią początek nowej zgłoski. Dopiero do tego zasadniczego przepisu dołączono następującą »uwagę«: »Wobec rozbieżności zdań, od jakich grup spółgłoskowych zaczynają się nowe zgłoski, można się kierować wskazówkami, jakie nam dają początkowe zgłoski wyrazów: nowa zgłoska według tego zaczyna się od takiej grupy spółgłosek, jaka [pg 10] może stać na początku wyrazu, np. koł·dra (por. drapać), mistrza (por. strzała), wierz·ba (niema wyrazów zaczynających się od rzb·). Ta zasada jednak nie wystarcza, bo niezawsze przychodzi na myśl, czy pewna grupa spółgłosek istotnie rozpoczyna jaki wyraz; kto przeto do dzielenia wyrazów na zgłoski chce mieć zasadę ścisłą i niezawodną, może ją oprzeć na następujących podstawach fonetycznych: a) spółgłoskę: s, ś, z, ź z następną spółgłoską zawsze się przenosi, np. li·sty; b) dwie jednobrzmiące spółgłoski zawsze się rozdzielają, np. las·so, pan·na; c) poza tem grupy spółgłoskowe dzielimy tak, że do nowego wiersza przenosimy część grupy, począwszy od ostatniej zwartej (p, b, t, d, k, g) lub zwarto-szczelinowej (c, dz, ć, dź, cz, dż) ewentualnie z poprzedzającą spółgłoską s, ś, z, ź, np. Li·twa, li·stwa, przejażdż·ka, kar·czma i t. d.; d) jeżeli w grupie niema spółgłoski zwartej lub zwarto-szczelinowej, do pierwszej zgłoski oddziela się pierwsza spółgłoska (w liczniejszej grupie dwie) ewentualnie z poprzedzającą s, ś, z, ź, ale tylko wtedy, kiedy jest płynną (r, ł, l, m, n) także rz, w, j: sen·su, kon·wi, bezdom·ny, umyśl·ny, barw·ny, zmar·zły, mierz·wa i t. d.«

Na posiedzeniu administracyjnem d. 27 kwietnia r. b. Wydział filologiczny Akademji orzekł, że pozostawia w zasadzie bez zmiany dawną uchwałę swą o dzieleniu grup spółgłoskowych, i tylko wyraził życzenie, aby ją uprościć. Zredagowanie tej uproszczonej zasady polecił członkom Akademji: J. Czubkowi i J. Łosiowi. Otrzymawszy tak ograniczone zastrzeżeniami polecenie, powołani do tego zadania zredagowali tekst uchwały w słowach następujących:

»Przenosi się części wyrazów do następnego wiersza:

I. Wedle zasady etymologicznej oddziela się składowe części wyrazu złożonego, o ile stanowią zgłoskę i o ile granica między temi częściami składowemi przedstawia się poczuciu językowemu jasno, np. naj·obfitszy, naj·istotniejszy, bez·ustanny, roz·orać, roz·jaśnić, wy·trwać, za·drżeć, wy·ssać, na·uka i t. d.

II. W innych razach wedle zasady fonetycznej:

1. Między samogłoskami, o ile nie stanową dwugłoski: o·aza, po·ezja, tri·umf, ide·alny, Che·ops, na·uka, Mate·usz, Agezyla·usz, Kafarna·um i t. d. ale: miau·czeć, hau·kać, au·tonomja, Eu·ropa i t. d.

2. Przenosimy zgłoskę, zaczynającą się od pojedynczej spółgłoski lub od grupy spółgłosek, od której zwykle się zaczynają wyrazy, np. ba·ba, ra·mię, i·dzie, to·czy, mo·rze, mu·szę, ra·dża, pu·szcza, ła·ska, fu·tro, ma·zgaj, ko·ści, u·sta, ba·zgrać, mi·strza, by·stry, i·skra, pu·zdro i t. d.

Uwaga. Jeżeli pewna grupa nie spotyka się na początku wyrazu, to do drugiego wiersza przenosi się jedna lub więcej spółgłosek, [pg 11] od których rozpoczynają się wyrazy, np. wróż·ka, sprzecz·ny, Krasic·ki, ptac·two, głup·stwo i t. d. Przy tem zachowujemy następujące zasady:

a) Zawsze j nawet bez względu na zasadę etymologiczną oddzielamy od następującej spółgłoski, np.doj·rzeć, zaj·dę, rękoj·mia i odwrotnie: nie oddzielamy j od poprzedzającej spółgłoski, np. Arab·ja, rac·ja, I·strja, Aleksan·drja (aby tylko poprzedzająca grupa spółgłosek mogła zaczynać wyrazy według punktu II, 2, np. I·strja podobnie do by·stry według stru·mień i t. d., Aleksan·drja podobnie do wy·dra według dru·gi i t. d.).

b) Płynne (m, ł, l, r) a także rz i w oddzielamy od następnej spółgłoski, np. potom·ny, klam·ra, pół·ka, wol·ny, wil·goć, har·dy, Nar·wi, Jaworz·no, kaw·ka, ow·ca, Gasztow·ta, spraw·dzić, Waw·rzyniec, dow·cip krakow·ski, spuściw·szy i t. d.

c) Dzieli się grupa spółgłosek, od której tylko wyjątkowo zaczynają się wyrazy, np. t-k: mat·ka, haft·ka, ciast·ko, k-t: adjunk·ta, p-t: szep·tać, sump·tem, p-sz: lep·szy, k-sz: więk·szy i t. d.«

Zaraz więc na początku przepisu czytamy, że do następnego wiersza można przenieść najmniej całą zgłoskę i również najmniej jedna cała zgłoska może zostać oddzielona w poprzednim wierszu. Oczywiście przeto przenoszenie części wyrazów tu traktuje się narówni z dzieleniem ich na zgłoski, czyli z tak zwanem dawniej sylabizowaniem. Podział na zgłoski nie jest obojętny dla gramatyki, zwłaszcza historycznej, która pewne zmiany fonetyczne stawia w związku z charakterem zgłoski tak zwanej zamkniętej na spółgłoskę, czy też otwartej na samogłoskę: ba·ba przedstawia dwie zgłoski otwarte, bab·ka ma pierwszą zgłoskę zamkniętą, drugą otwartą, ba·bek ma znów pierwszą otwartą, drugą zaś zamkniętą.

Istniał też związek między budową zgłoski w środku wyrazu i zgłoski początkowej taki, że jeśli pewna grupa zgłosek mogła rozpoczynać wyraz, to zazwyczaj mogła też rozpoczynać i inną zgłoskę. Leskien w swojej gramatyce starosłowiańskiej[1] pisze: »na początku wyrazów stoją następujące stare grupy spółgłosek, które przeto i zgłoskę rozpoczynać mogą: s + n, m, l, p, t, k, v, tr, tv, kl, kr, kv; z + n, l, d, g, v, dr; p + r, l; b + r, l; t + r, v; d + r, v; k + n, r, v; g + n, r, l, v; ch + r, l, v«. Kilka jednak z tych grup wcale się nie spotyka w środku wyrazów, inne zaś zawsze zaczynają zgłoskę i w ten to sposób poprzednia zgłoska była otwarta. Pozatem były też w środku wyrazów niegdyś grupy spółgłosek, należące [pg 12] do dwu sąsiednich zgłosek i te się uprościły, wskutek czego w dawnym języku był okres, w którym prawie zupełnie nie było zgłosek zamkniętych. Jednak znowu z biegiem czasu wskutek czy to przestawienia niektórych głosek, czy też zniknięcia półsamogłosek, powstały nowe grupy spółgłoskowe, które bynajmniej niezawsze wchodziły do jednej zgłoski, lecz przeciwnie, dzieliły się między dwie zgłoski, i wtedy też związek między fonetycznym składem początkowej zgłoski a budową zgłosek innych został prawie zupełnie zerwany. W tem stadjum rozwoju znamy już język polski od czasów najdawniejszych, dostępnych badaniom. Dziś więc zasada oglądania się na początek wyrazu przy dzieleniu na zgłoski może mieć tylko mnemotechniczne znaczenie.

Wiemy dobrze, iż według tej zasady trzeba przedewszystkiem dzielić w środku wyrazów grupy takie, od których się wyrazy nie zaczynają, i istotnie takich grup jest znaczna ilość, że wspomnimy tutaj dla przykładu tylko nn (pan·na), żk (wróż·ka), czn (wdzięcz·ny) i t. d. Ale też i odwrotnie: są takie grupy, które spotykamy na początku wyrazów, a niema ich w środku, np. dzw-, gz-, pch-, tch- (tylko staropolski wyraz: wiotchy) i in.

Stare elementarze, na których dzieci uczono sylabizować, dzieliły wyrazy na zgłoski według tradycji, czy też »poczucia językowego«. Możeby nie było bez korzyści zbadać, czy to dzielenie odbywało się we wszystkich elementarzach jednakowo i jak wielkie u różnych autorów były wahania. W każdym razie dziś na »poczuciu językowem« opierać się trudno wobec aż nazbyt częstych takich kwiatków, jak dzielenie wyrazów prze·dmiot, pod·róż.

Trzeba choć jaki taki porządek wprowadzić, jeśli nie chcemy wrócić do dawnej tradycji (wspomnianej wyżej) z przed drugiej połowy XVI wieku. Obaczmy więc, w jakim stopniu porządek ten wprowadza zasada uchwalona przez Akademję.

Nowe sformułowanie wprawdzie jest ściślejsze i dokładniejsze od dawnego, ale jeszcze nie na tyle ścisłe, aby nie pozostawiało pewnych wątpliwości, które w różny sposób przez piszących rozstrzygane będą, wskutek czego nie będzie i nadal zupełnego ustalenia systemu. Powiedziano bowiem w punkcie drugim, że przenosi się grupa spółgłosek, od której zwykle zaczynają się wyrazy, w punkcie zaś końcowym zaznaczono, że »dzieli się grupa spółgłosek, od której tylko wyjątkowo zaczynają się wyrazy«. Ściślej sformułować tego nie było można, bo wszelkie liczbowe normy były nie do pomyślenia, tak więc pomiędzy »zwykle« a »wyjątkowo« zachodzi jeszcze szerokie pole wahań i niepewności. Jeżeli nowy przepis w pewnym stopniu ogranicza te wahania i wątpliwości, to [pg 13] przedewszystkiem dlatego, źe częściowo przynajmniej oparł się on na zasadzie właśnie fonetycznej, zalecając oddzielanie od następnej spółgłoski wszystkich płynnych (opuszczono w nim n tylko dlatego, że od n + spółgłoska nie zaczyna się żaden wyraz) i na równi z płynnemi postawiono też rz, w i wreszcie j, oraz orzekając, że j nie oddziela się od poprzedniej spółgłoski; a więc przyjęto to, o czem w projekcie Komisji języka polskiego mówił punkt d) »uwagi«.

Z nowego przepisu można też wysnuć konsekwencje fonetyczne odnośnie do innych grup spółgłoskowych, a mianowicie przedewszystkiem do połączeń dwu spółgłosek zwartych lub zwarto-szczelinowych, i to bez względu na to, czy te spółgłoski stoją obok siebie bezpośrednio, czy też są oddzielone jakąś inną; wszystkie bowiem takie połączenia na początku wyrazów trafiają się wyjątkowo, t. j. w bardzo małej liczbie wyrazów, jakkolwiek bywa tak, że te wyrazy są w bardzo częstem użyciu, np. gdy lub który. Wypływa więc z tego zasada: wszystkie zwarte lub zwarto-szczelinowe nie przenoszą się razem do następnego wiersza, lecz zawsze się dzielą, o ile tworzą grupę w środku wyrazów. Stąd dzielić mamy: gąb·ka, gąb·ce, Kac·per, oc·tu, węd·ka, sek·ta, mat·ka i t. d. W grupach, w których dwie zwarte lub zwarto-szczelinowe są przegrodzone inną spółgłoską, dzielenie następuje tak, że ta środkowa spółgłoska musi być traktowana znowu odpowiednio do swojej natury, więc np. płynna oddziela się od spółgłoski następnej w myśl przepisu wyżej podanego: jabł·ko, mędr·ca, Jędr·ka, Piotr·ków.

Również dzielą się wszystkie spółgłoski podwojone, gdyż tylko wyjątkowo mogą rozpoczynać wyraz, np. ssać; dzielić więc trzeba taką grupę: las·so, pan·na, bul·la i t. d. Oczywiście nie bierze się pod uwagę licznych słów, zaczynających się od zs-, choć ta grupa jak ss się wymawia, np. zsadzić, zsiekać, zsunąć i t. d., w środku zaś wyrazów prostych nigdy zs nie piszemy.

Inne kombinacje spółgłosek już się nie poddają tak prostym przepisom, opartym na podstawach fonetycznych. Grupy: zwarta + płynna ustna i zwarta + nosowa spółgłoska wyraźnie się różnią: pierwsze często rozpoczynają wyrazy, toteż w środku nie mają być dzielone: ku·bła, ce·bra, świ·dra, wi·dły, wę·gły, wę·gle, Wę·gry, zwy·kły, cu·kru, kro·pla, ko·pru, świa·tło, wia·tru. Tu także należy rz oraz w, j, które na pierwszem miejscu w grupie zachowują się tak samo jak płynne[2], np. do·brze, koł·drze, Wę·grzy, cu·krzyć, le·dwo, [pg 14] le·dwie, pi·gwa, stą·gwi, sa·kwa, bi·twa, nie·dźwiedź, Ara·bja, kome·dja i t. d. Odwrotnie: zwarta + nosowa rzadko rozpoczynają wyrazy, toteż tę grupę trzeba dzielić: Koc·myrzów, dzieć·mi, bacz·magi, wid·mo, wid·no, więd·nę, styg·mat, lak·mus, ok·no, wstęp·ny, het·man, świet·ny. Trzy tylko grupy stanowią wyjątek: czl i dzl nigdy nie stoi na początku wyrazów, cl wyjątkowo w tej pozycji się spotyka, więc: płacz·liwy, pędz·le, prec·le; a znowu gn dość często zaczyna wyrazy, przeto całą tę grupę trzeba przenosić: bie·gnę, sty·gnie i t. d.

Zwarta z następną szczelinową rzadko rozpoczyna wyraz, o ile tą szczelinową nie jest rz, w, j; wobec tego mamy dzielić: kob·za, pieg·ża, więk·szy. Za wyjątek możnaby uznać wyraz gże·gżółka, bo wyraźnie w nim występuje powtórzenie początkowej grupy spółgłosek. Z innych połączeń wątpliwość wzbudza ks; rozpoczyna ono trzy grupy wyrazów: ksiądz (książę, księżyc, ksieni), księga (ksieniec) i ksyk (ksykać). W wielu wyrazach obcych to połączenie spółgłosek wyrażano przez x, przeto tem bardziej nie należałoby ks dzielić: pła·ksa, ku·ksać, paro·ksyzm, Kser·kses, Ale·ksander, ta·ksa. Tak samo podzielimy weks·larz, tem bardziej że od sl- (o ile je odróżniać od śl-) nie rozpoczynają się wyrazy polskie; ale już różni różnie będą dzielić takie wyrazy jak: Syks·tus lub Syk·stus (por. stać i mnóstwo innych wyrazów, zaczynających się od st-), deks·tryna lub dekstryna (por. stryj, stroić, strumień i t. d.). Jak wreszcie traktować ps? Od tej grupy rozpoczyna się dość wyrazów: psalm, psiak, psuć, psychologja, psykać, a skoro nie można jej uznać za wyjątkową, to jej dzielić nie trzeba: mo·psa, ry·psu, Ter·psychora i t. p., ale znowu zachodzą wątpliwości, jak dzielić: kieps·ki czy kiep·ski, kieps·cy czy kiep·scy, gryps·nąć czy gryp·snąć, caps·trzyk czy cap·strzyk, chłops·two czy chłop·stwo. Zapewne znaczna większość piszących dzielić będzie: chłop·ski, chłop·stwo analogicznie do innych tego rodzaju formacyj, np pań·ski, pań·stwo, królew·ski, króle·stwo i t. d.

Ze szczelinowych h od następnej spółgłoski zawsze się oddziela, gdyż niema wyrazów zaczynających się od takiej grupy. Zato ch często rozpoczyna wyrazy w połączeniu z ł, l, r, rz, w, j, należy więc w środku wyrazu grup tych nie dzielić: cho·chla, ry·chło, czo·chrać, wi·chrzyć, żu·chwa, Monachoma·chja. W innych połączeniach ch na początku wyrazów nie zachodzi wcale, albo tylko rzadko, wobec czego należy dzielić: kuch·ta, kuch·cik, Marych·na, bach·mat. W cudzoziemskich wyrazach: bh, ph, dh, th, kh, gh uważane są za jedną spółgłoskę, jak nasze ch, i nigdy się nie dzielą.

Zarówno na początku wyrazów, jako też i w środku ż z następną spółgłoską trafia się tylko wyjątkowo, więc je trzeba dzielić od następnej spółgłoski: każ·dy, wyż·si, wyż·szy, łyżwa (mimo żwawy), [pg 15] wróż·ba (mimo żbik), moż·ny (mimo żnę), moż·ni (żniwo), wyż·ła (żłopać), trwoż·liwy (żleb) i t. d. Natomiast sz zachodzi często na początku wyrazów, szczególnie w grupach spółgłoskowych: szcz-, szk-, szl-, szm-, szn-, szp-, szt-, szw-, z tego więc wypływa, że w przeciwieństwie do ż trzeba sz z następną spółgłoską przenosić do następnego wiersza: pa·szcza, mie·szkać, ka·szlę, ko·szmar, grze·sznik, Hi·szpan, ko·sztowny, Kru·szwica, re·szta i odpowiednio do tego wre·szcie i t. d.

Grupy z s, z, ś, ź na pierwszem miejscu przedstawiają się rozmaicie w zależności od charakteru następnej spółgłoski. Zwykłemi są one na początku wyrazów, poczęści dzięki przedrostkowi, występującemu w formie: s, z lub ś. Tu jednak trzeba wziąć pod uwagę, że: 1) przedrostek asymiluje się do następnej spółgłoski dźwięcznej lub bezdźwięcznej i dlatego piszemy: zbawić, zganić, zdusić, spaść, skusić, stopić (wyjątek w pisaniu stanowią początkowe grupy zs-, zsz-, zś-, których nie znajdujemy w środku wyrazów prostych); 2) przedrostek z wyjątkiem przed c nie upodabnia się do następującej miękkiej, stąd: ścierać, ścieknąć, ściemnieć ale zbierać, zginąć, zdziałać, zsinieć; 3) przedrostek ukazuje się tylko w postaci z przed płynnemi: zmówić, zmieszać, znosić, znieść, złupić, zlać, zrobić, a także przed rz, w, j: zrzucić, zwiewać, zjechać; i wtedy także nie asymiluje się do następnej spółgłoski miękkiej, takie bowiem formy jak: śmierć, śmieci, śmietana, ślub są nieliczne, i zatarło się w nich poczucie złożenia z przedrostkiem. Poza tem s, ś (nie przedrostkowe) może się łączyć tylko ze spółgłoskami bezdźwięcznemi, ale także z płynnemi, np. spać, śpię, słać, ślę, smok, śmiech, snuć, śnić, a z, ź tylko z dźwięcznemi i oczywiście z płynnemi: zdun, źdźbło, zły, źle, znać, twarde przed twardemi, miękkie przed miękkiemi.

Wypadałoby z tego, że w środku wyrazów trzeba oddzielać s, ś od każdej spółgłoski dźwięcznej z wyjątkiem płynnej, a z, ź od każdej spółgłoski bezdźwięcznej, oraz ś, ź od każdej spółgłoski twardej, więc: zwycięz·ca, Francuz·ka, proś·bie, proś·ba, groź·ba, groź·bie (od źb- nie zaczynają się wyrazy), Kaś·ka, huś·tać. Natomiast grupy z płynnemi przedstawiają stosunki bardziej skomplikowane: twarde s i z przed płynną czy to ustną, czy nosową, stoi na początku wyrazu często, przeto i w środku wyrazów takich grup nie należałoby dzielić: Ja·sło, Ja·złowiec, ja·sny, li·znąć, pa·smo, pry·zma; zdaje się jednak, że bardzo wiele osób ma skłonność do dzielenia grup złożonych z s lub z i nosowej spółgłoski: jas·ny, liz-nąć, pas·mo, pryz·ma. Ta skłonność, jak się zdaje, i w przyszłości podtrzymywaną będzie przez analogiczne oddzielanie zwartej od nosowej: podob·ny, posęp·ny, jed·nego, smut·ny, ostatecz·ny i t. d. Na początku wyrazu ś może [pg 16] stać przed l, ń, m (ślina, ślub, śniat, śmiech, śmieci i t. d.) ale nie przed n, m, co zachodzi w środku wyrazów, np. znośny, taśma, właściwie przeto powinnibyśmy dzielić: głoś·ny, gło·śniej, taś·ma, ta·śmie w przeciwieństwie do: umy·słu, na umy·śle. Natomiast ź powinniśmy oddzielać nietylko od m, n, ale także od m', ń, gdyż od grup: źm-, źń- nie zaczynają się wyrazy, a zato zaczynają się od zm' (zmienić, zmieszać i t. d.), a przeto: pry·zma, na pry·zmie lub na pryź·mie (bo i tak wymawiają), Kuź·ma, Kuź·mie, groź·ny, groź·nie. Co więcej, ponieważ od grupy źl rozpoczyna się jeden jedyny wyraz, przeto powinnibyśmy dzielić: ko·zła, koź·le. (Tak samo trzebaby dzielić ź od każdej innej, bo mamy tylko na początku grupę źr- i jedyny wyraz źdźbło).

Zestawmy teraz przykłady na s, ś + płynna i na z, ź + płynna: o·sła, o·śle; ko·zła, koź·le; pa·smo, w pa·śmie; pry·zma, na pry·zmie; głoś·ny, gło·śniej; póź·ny, póź·niej. Jeśli jeszcze dodamy, że według dzisiejszej zasady mamy dzielić: nieś·my, wieź·my, wieź·cie, ale zato nie·ście, pro·ście i t. d. (por. ściana, ściąć, ściągać, ściek, ściel, ściemnieć, ścierać, ścierń, ścierpieć i t. d.), to przy dążeniu powszechnem do poddawania się wpływom analogji trudno przypuścić, aby w tych razach wyrobił się i ustalił powszechny zwyczaj stosowania zaleconej przepisem zasady kierowniczej, i raczej przypuścić należy, że wbrew wszystkiemu wytworzy się w praktyce dążność do traktowania tych grup jednakowo, bez względu, czy na pierwszem miejscu stoi s, ś czy z, ź. Ponieważ mamy wyrazy, zaczynające się od sm-, sn-, śm-, śn-, zm-, sn- a także śl-, źl-, przeto można postawić zasadę, że s, ś, z, ź w ogólności nie dzielą się od następnej płynnej (ustnej lub nosowej) a zarazem także od rz, w, j, które zawsze na równi z płynną w systemie dzielenia stawiamy: ja·sny, ja·śniej, ko·smyk, ja·śmin, ta·śma, ta·śmie, grzę·znę, grzę·źniesz, Ku·źma, Ku·śmie, O·swald, Jó·zwa, o·sła, o·śle, ko·zła, ko·źle i t. d. Zapewne jednak powszechna będzie skłonność do dzielenia form rozkażnika: noś·my, noś·cie, woź·my analogicznie do bądź·my, kup·cie, woź·cie i t. p.

Wszystko, cośmy powiedzieli o dzieleniu grup spółgłoskowych, można uwidocznić w następującej tablicy:

Dzieli się: Nie dzieli się:
1. płynna, rz, w, j + inna, 1. zwarta + ustna płynna (ale dz·l, c·l, cz·l),
2. zwarta + zwarta,[3] 2. ch + ustna płynna, rz, w, j.
3. dwie jednakowe, 3. sz + inna,
4. zwarta + nosowa (ale gn), 4. s + bezdźwięczna twarda,
5. zwarta + szczelinowa (ale ks, ps), 5. s, ś, z, ź + płynna[4], rz, w, j,
6. h + inna, 6. z + każda dźwięczna,
7. ch + zwarta lub nosowa, 7. ść, źdź,
8. ż + inna, 8. gn,
9. ś, ź + każda niepłynna (ale ść, źdź), 9. ks, ps,
10. dz·l, c·l, cz·l. 10. każda + h.

O niektórych grupach, złożonych z trzech lub czterech spółgłosek, mówiłem już wyżej, wskazując, że niekiedy w nich zachodzi wątpliwość, do której zgłoski zaliczyć spółgłoskę środkową. W ogólności trzeba przy ich dzieleniu brać pod uwagę charakter ich części składowych, zaczynając od końcowych spółgłosek i odpowiednio do tego dzielić np. br·n (płynna oddziela się od każdej następnej), c·tw (dwie zwarte się dzielą, tw się nie dzieli), j·bl (j się dzieli od następnej, bl się nie dzieli) i t. d. Grupy: nc·k, ndz·k dzielimy w ten sposób właśnie dzięki zasadzie zaczynania od końca: eleganc·ki, finlandz·ki podobnie: farb·ka, serb·ski, mar·chwi, halabard·nik, garn·czek, parsk·nąć, napar·stek, naparst·ka, war·stwa, zmarszcz·ka, tęsk·no, plu·skwa, piosn·ka, kost·ce, musz·tra, Wawrz·ka i t. d.

W końcu jedno jeszcze zastrzeżenie: zarówno tutaj, jako też i w osobnych broszurach, poświęconych reformie ortografji, jestem tylko sprawozdawcą uchwał Akademji, a bynajmniej nie twórcą reformy, toteż ani wyrazów uznania ani nagan za jej wartość przyjmować na swój rachunek nie mogę.

Jan Łoś.