SCENA VIII

Ciż sami. Szalona wychodzi z lasu. Judasz spostrzegłszy ją powstaje szybko i cofa się za ścianę chaty.

SZALONA

do młodzieńców

Haha! Szukacie?

Otom jest! W godowej szacie!

Nimfa z satyrem po ślubie!

Otom jest! Skrzydła cherubie

obimały pierś włochatą —

szalony, szalony sen — —

Mithrze dwa pawie dam za to

białe i hen, z morskich den,

dwa sznury pereł bezcenne —

JAN

powstając

Pójdź precz, nierządna! W Gehennę!!

SZALONA

zdumiona

Ten kto?

Jak patrzy — źrenice

u niego: to błyskawice —

gorzą — jak oczy orła — ha!

myślisz, że ci się zlęknę?!

Ty orła masz oczy — jak piękne!!

Patrz w twarz!! Czy oko me drga?!

Czy drży przed tobą?! Potęgi!

Oto się mierzy świat z światem!

Grom z tęczą!

Tniesz mieczem twych źrenic? Ja kwiatem!

Tniesz czołem? Ja łonem! Na wstęgi

twych spojrzeń płomienie palące

ja rzucam mych blasków tysiące —

pochłonę!!...

postępuje naprzód

Czy słyszysz, jak dźwięczą

spojrzenia ócz naszych krzyż w krzyż?!

Ustąpisz!!... Krok ku mnie się zbliż!

Ustąpisz!!...

Na pomoc, Szatanie!

Ja muszę pokonać! Szatanie!

Szatanie! Szatanie! Szatanie!

Uczniowie cofają się przerażeni. Młodzieńcy stoją bezradni. Jan ze skrzyżowanemi rękoma na piersiach patrzy płomieniami w oczy Szalonej. Uchyla się okno chaty i wysuwa się z niej biała ręka, skierowana ku Szalonej.

SZALONA

ujrzawszy rękę cofa się i pada w tył z krzykiem.

A!!...

Zasłona spada.