1

Już się świt wyroił

kolorem jagody.

Strzelec konie poił

u zielonej wody.

*

Trąbka srebrna, z trąbki potok.

Poszedł strzelec w sosen rzekę,

poniósł łuk z cięciwą złotą

na łowy dalekie,

na łowy.

Jeszcze za nim chustką wiała,

jeszcze włosów promień dała,

niby nić na dziwną drogę,

niby przypomnienia ogień

włos dała.

Jeszcze z ciała jej nie okrzepł,

snu jej pełny niby dzban,

jeszcze oczy świtem mokre

do gwiazd składał jak do ran,

do gwiazd bladych.

Trąbka srebrna, ciała łuk.

Tonął strzelec w złoty puch,

tonął w olchach i w dębinie,

pozostawił cień dziewczynie,

w domu cień zostawił.

*

Jakże będę z cieniem twoim

usta łączyć jak ze zdrojem:

ni on płomień, ni on duch,

ni on włosów twoich puch,

jeno1 śpiew pajęczy.

*

Już się świt dopalił,

buchnął ognia słup.

Strzelec na oddali,

w domu cień jak duch.