10. Przykłady dialektyki Sokratesowej
(IV 6, 1–8; 12–15)
A teraz postaram się także przedstawić, jak swych towarzyszy ćwiczył w dialektyce868, prowadząc ich do coraz znaczniejszego postępu. Sokrates mianowicie uważał, że ten, kto wie, na czym polega istota każdego pojęcia, potrafi to i innym wytłumaczyć. Jeżeli zaś kto tego nie wie, to nic dziwnego, że zwodzi nie tylko innych, ale i siebie. Dlatego bezustannie zastanawiał się ze swymi towarzyszami, czym jest każde pojęcie w swej istocie. Za wiele byłoby trudu przejść szczegółowo, jak on określał wszystkie pojęcia, więc powiem tylko tyle, ile mym zdaniem starczy za przykład wyjaśniający jego sposób postępowania przy takim badaniu. Przede wszystkim nad pobożnością zastanawiał się w taki mniej więcej sposób:
— Powiedz mi, Eutydemie, za jaką ty rzecz uważasz pobożność.
— Na Zeusa, za bardzo piękną.
— Potrafiłbyś więc powiedzieć, kto to taki, człowiek pobożny?
— Mnie się wydaje, że jest to taki człowiek, który czci bogów.
— Czy wolno czcić bogów wedle dowolnego sposobu?
— Nie, ale są prawa i wedle ich przepisów należy to czynić.
— Niezawodnie ten, kto wie, jakie są przepisy tych praw, wie, jak należy czcić bogów?
— Myślę.
— A czy ten, kto wie, jak należy czcić bogów, jest tego przekonania, że czci tej nie wolno wykonywać inaczej, jak tylko zgodnie ze swą wiedzą?
— Pewnie, że nie wolno.
— A czy czci ktoś bogów inaczej niż się to, jego zdaniem, czynić powinno?
— Myślę, że nie.
— Zatem ten, kto zna przepisy prawa w odniesieniu do bogów, ten czci bogów w myśl przepisów prawa?
— Naturalnie.
— Nieprawdaż, kto czci w myśl przepisów prawa, ten czci tak jak należy?
— Jakżeby nie?
— A taki, co czci jak należy, jest pobożny?
— Tak jest, w samej rzeczy.
— Więc ten, kto wie, jakie są przepisy prawa w odniesieniu do bogów, jest pobożny. Czy to nasze określenie jest słuszne?
— Mnie się przynajmniej wydaje869.
— A z ludźmi wolno postępować, jak się komu podoba?
— Nie, gdyż także i w odniesieniu do ludzi istnieją prawne zasady, według których trzeba postępować. Kto je zna, ten jest człowiekiem trzymającym się zasad prawnych.
— Więc ci, którzy wedle tych zasad postępują ze sobą wzajemnie, postępują tak jak trzeba. Nieprawdaż?
— Jakżeby nie?
— Więc ci, którzy postępują jak trzeba, postępują chwalebnie?
— Z całą pewnością.
— Nieprawdaż, że ci, co chwalebnie z ludźmi postępują, spełniają chwalebnie swe obowiązki wobec ludzi?
— Naturalnie.
— Nieprawdaż, że ci, co słuchają praw, postępują sprawiedliwie?
— Oczywiście.
— A wiesz, jakie czyny nazywamy sprawiedliwymi?
— Te czyny, które nakazuje prawo.
— Spełniający nakazy prawa postępują zatem sprawiedliwie i tak jak trzeba?
— Pewnie.
— Czyż więc nie są sprawiedliwymi ci, którzy postępują sprawiedliwie?
— Przynajmniej ja tak myślę.
— Czy sądzisz, że ktoś słucha nakazu prawa, choć go nie zna?
— Ja, nigdy w świecie.
— A jeżeli ktoś wie, co trzeba czynić, czy taki — sądzisz — jest przekonania, że nie należy tego czynić?
— Nie sądzę.
— Czy znasz takich, co postępują inaczej, niżby ich zdaniem należało?
— Nie, ja przynajmniej takich nie znam.
— Więc ci, którzy znają zasady prawne, odnoszące się do ludzi, postępują sprawiedliwie?
— Tak jest.
— Więc ci, co postępują sprawiedliwie, są sprawiedliwymi?870
— A któż by inny?
— Słuszne zatem byłoby nasze określenie, do któregośmy w końcu doszli, że sprawiedliwymi są ci, którzy wiedzą, jakie są zasady prawa w odniesieniu do ludzi?871
— Mnie przynajmniej tak się wydaje.
— A jakbyśmy określili mądrość? Cóż to takiego? Powiedz mi, czy twoim zdaniem ludzie mądrzy są mądrzy w odniesieniu do tego, co wiedzą, czy też są tacy, co są mądrzy w tym, czego nie wiedzą?
— Jasne jest, że mądrość ludzi odnosi się do tego, co wiedzą, bo jakżeby ktoś mógł być mądry w odniesieniu do tego, czego nie wie.
— Czyż więc mądrzy są mądrymi dzięki wiedzy?
— A dzięki czemuż innemu mógłby ktoś być mądry, jeśli nie dzięki wiedzy?
— A cóż to jest mądrość? Pewnie jest to ten przymiot, dzięki któremu jest się mądrym, czy może co innego? Jak ci się zdaje?
— Właśnie tak mi się zdaje.
— Wiedza zatem jest mądrością?
— Takie moje zdanie.
— Czy sądzisz, że jest możliwe dla człowieka wiedzieć o wszystkim na świecie?
— Na Zeusa, nawet drobnego ułamka z wszystkich rzeczy na świecie nie znamy.
— Więc człowiek nie może być mądry we wszystkim?
— Klnę się Zeusem, że nie.
— Każdy zatem jest mądry w odniesieniu do tej rzeczy, którą zna?
— Pewnie.
— A powiedz, Eutydemie, czy i nad pytaniem, co to takiego jest dobro, nie należy się w podobny sposób zastanawiać?872
— To znaczy jak?
— Czy twoim zdaniem jedna i ta sama rzecz jest dla wszystkich pożyteczna?
— Bynajmniej.
— Cóż z tego? Więc myślisz, że czasami może być coś dla jednego pożyteczne, a dla drugiego szkodliwe?
— O, i bardzo nawet.
— A dobre i pożyteczne, to wszystko jedno czy nie?
— Pewnie, że to wszystko jedno.
— A zatem rzecz pożyteczna jest dobra dla tego, komu przynosi korzyść?
— Tak mi się zdaje.
Królestwo i tyranię uważał za dwie formy rządu873, ale różniące się między sobą. Królestwem mienił rząd sprawowany nad ludźmi z ich woli i zgodnie z prawami danego państwa, za tyranię zaś uważał rząd narzucony ludziom wbrew ich woli, kierujący się nie nakazem prawa, lecz dowolnością władcy. Taki ustrój, gdzie władze ustanawia się spośród tych, co spełniają nakazy prawa, uważał za arystokratyczny; za plutokratyczny taki znowu, gdzie do władzy otwiera drogę bogactwo; gdzie zaś wybiera się na urzędy spośród wszystkich, tam jest, jak twierdził, demokracja.
Jeśli mu się ktoś sprzeciwiał, prawiąc bałamutnie i bez dowodzenia, utrzymując na przykład, że ktoś jest mądrzejszy lub lepszym mężem stanu, lub dzielniejszy i tym podobne niż osoba wymieniona przez Sokratesa, sprowadzał całe rozumowanie do zasadniczego punktu wyjścia, mniej więcej w taki sposób:
— Ty twierdzisz, że obywatel, o którym się teraz tak z pochwałami wyrażasz, jest lepszym patriotą niż ten, o którym ja mówię?
— Tak jest.
— Czemuż więc nie zastanowimy się naprzód, co jest obowiązkiem patrioty?874
— Owszem, proszę bardzo.
— Jeśli więc chodzi o zarządzanie majątkiem, pierwszeństwo przyznamy temu, kto swym mieniem podnosi zamożność państwa.
— Istotnie.
— Co się tyczy wojny, to temu należy się pierwszeństwo, kto się bardziej przyczynia do górowania nad przeciwnikami.
— Oczywiście.
— W urzędzie poselskim lepszy taki, który wrogów zmienia w przyjaciół.
— Słusznie.
— Ten mówcą lepszym na zgromadzeniu, kto tłumi bunty swymi słowami, a wpaja zamiłowanie do zgody.
— Tak mi się zdaje.
Gdy tak w dowodzie wracał do samych podstaw, nawet ci, co się sprzeciwiali, zaczynali dostrzegać, gdzie prawda. Jeżeli zaś sam przeprowadzał jakieś rozumowanie, szedł drogą prawd najpowszechniej uznanych875, bo taki sposób dowodzenia uważał za najpewniejszy. Dlatego też z wszystkich ludzi, jakich znam, nikt nie spotykał się u słuchaczy z taką zgodą na swe słowa, jak on. Mówił, że i Homer przypisuje Odyseuszowi przymiot pewnego mówcy876, gdyż umie przeprowadzać swoje wywody zgodnie z najpowszechniejszymi ludzkimi przekonaniami.