Zemsta

Błogosławiony ten, który przyzwolił

na wszystko złe...

Signor Santo Barochiah172

Emil czytał Ksenofonta173 Wspomnienia o Sokratesie:

„...Oczywistym więc jest, że gdybyś naukę swoją uważał za mającą wartość, to wymagałbyś za nią wynagrodzenia... nie mniejszego od jej wartości. Sprawiedliwym zatem może jesteś, ponieważ nie oszukujesz gwoli chciwości, ale bynajmniej nie mądrym, gdyż posiadasz znajomość rzeczy, nie mających żadnych wartości”.

W tym miejscu odłożył książkę na tapczan (zawsze czytał, leżąc) i zanotował:

„SOKRATES: — Co porabiają u ciebie moje myśli, Platonie?

PLATON: — Są owinięte w dzieła, które piszę.

SOKRATES: — Czy aby nie spleśniały?

PLATON (patrząc w ziemię): — Nie potrafię tego stwierdzić. Nie wszystko bowiem mówisz przy mnie i nie zawsze nadążam z moimi tabliczkami. (zmieszany) Dlaczego sam nie piszesz swoich myśli?

SOKRATES: — Ooo, rozmowa poważna... Powiedziałem już: bo nie umiem pisać.

PLATON: — Tego nie mówisz na serio, Sokratesie. (Po chwili). Zapewne nie zaliczasz się do nieśmiertelnych?

SOKRATES: — Skąd taka myśl? Pewnie, że nie.

PLATON (kurcząc się): — Po twoim zgonie, oby nastąpił jak najpóźniej, będę w twoje usta wkładał słowa, których nie powiedziałeś nigdy.

SOKRATES: — Do stu kurtyzan, które nieczysto pachną! (Targa sobie brodę, żuje ją, targa znów). Niech cię Hades pochłonie! O, dobra, dobra Ksantypo174. (Pomału uspokaja się; potem ze słodką ironią). Powiedz mi, Platonie, wytłumacz, z jakich powodów spisujesz słowa, które powiedziałem? Czy po to, aby rozmowy nasze, gdy przechadzamy się wszyscy o zmierzchu czy w nocy pośród drzew, gdy głowa kręci się i pali, a rozmowa szumi jak najlepsze wino, i nurza się w winie, uczynić rzeczą odstręczającą? Czy też po to, aby gawędy nasze, prowadzone w takt leniwych i rytmicznych kroków, swobodnie jak piana, która się tworzy i znika na sennej wodzie, uczynić rzemiosłem ciężkim i trudnym?

PLATON milczy, SOKRATES, z zamkniętymi oczami kiwa głową na kształt wahadła.

SOKRATES: — Powiedz mi lepiej, Platonie, o czym plotkują na mieście, chociaż ty tak się nadajesz do tego jak... jak... Nie chcę cię obrażać, Platonie”.

Wtem weszła Ewa i usiadła na tapczanie. Nie przywitała się.

Chciał ją wziąć za rękę, ale ją cofnęła. Miała twarz niezwykle nieruchomą.

— Czy coś się stało?

— Chcę, abyś przyszedł do mnie.

— Zostanę zjedzony przez twojego papę i ty też.

Uważał to raczej za życzenie, niż za propozycję.

— Mój ojciec będzie w sklepie.

— A mama?

— Mama jest u wariatów.

— Kucharka?

— Ma dziś wychodne.

— Liza?

— Wyślę ją do koleżanki.

— Więc ty to myślisz naprawdę? Mieszkańcy twojego domu mają przecież ogromne uszy i oczy.

— Nie pójdziemy zwykłą drogą. Do naszego domu jest też wejście od tyłu, od podwórka. Są drewniane schody prowadzące na... na rodzaj ganku. Tam wychodzą okna mojego pokoju.

— Więc będziemy włazić przez okno?

— Tak.

— To jest nieco głupawe.

Przestraszył się tego, co powiedział; przestraszył się i spocił. To ją musiało urazić, i trzeba będzie przynajmniej przez trzy dni tarzać się w prochu i tak dalej. Widział już tę męczącą perspektywę, ale jej punkt wrażliwości przesunął się niespodziewanie.

— Chcę, abyś przyszedł do mnie. Nie boisz się chyba, jeśli ja się nie boję?

Teraz ta cała historia wydała mu się dziwna i podejrzana. Poza tym odezwała się w nim ta strona, która była ciekawością i niesłychaną czułością równocześnie, chęcią zobaczenia i dotknięcia jej jeszcze jednej strony. Wyobrażał sobie, że pokój pachnie nią ostro, jak klatki dzikich zwierząt w ogrodzie zoologicznym. (To było to samo, co noszenie jej zapomnianych majtek i pończoch w kieszeni, które — wiedział o tym — znalazła w jego płaszczu matka i włożyła jak gdyby nigdy nic z powrotem).

A chciał dotknąć wszystkiego, co było choć trochę nią, ustami, chciał dotknąć samego dna, i było mu trudno przełknąć ślinę.

Poruszył głową. Uśmiechnął się i pogłaskał ją po włosach. Od myśli, że ona może czuć to samo, drgały mu ręce. Był wzruszony, ukląkł i pocałował ją w kolano małej dziewczynki.

Ale zobaczył, że jest sucha i surowa. Patrzyła na niego, ale poprzez niego.

— Więc nie chodzi tylko o to — pomyślał — gdybym jej nie kochał, wiedziałbym, o co chodzi.

Był wieczór i prowadziła go przez ulice, które lubił, przez podwórza, przez ganki półśredniowieczne, wsparte na drewnianych słupach. Nie było w niej dziś strachu człowieka, którego się ściga, natomiast on był przesadnie ostrożny i zwracał jej uwagę:

— Ten typ gapi się na ciebie.

Nie odpowiadała.

Różni ludzie z okien nad ziemią i z okien pod ziemią patrzyli na nich. Śmietniki, dużo kotów, przemknął szczur. W końcu drewniane, wytarte schody, zapach klozetów, obskurny ganek.

— Przez to okno?

— Tak.

O mało nie upadł i był zły. Ona skakała jak młoda koza. Światło nocnej lampki, łóżko niebieskie, ściany popielate, szafa niebieska, dużo maskotek (same koty, tylko jedna małpa).

— Mówiłaś, że masz okropny pokój. On jest miły.

— Ale to mnie dużo kosztowało. Dwa lata awantur.

Podeszła do szafy.

— Odwróć się.

Gdy gapił się na ścianę i usiłował odnaleźć zapach pokoju jak pies:

— Nie powiedziałeś mi jeszcze: „Montherlant twierdzi, że każda młoda dziewczyna chce w końcu pokazać swojemu... (tu zawahała się i połknęła wyraz) swoich rodziców”. Zdaje się, że o pokoju nie mówi. To było wystarczającym powodem, aby mój pomysł nazwać głupim. Ty nie chciałbyś, abym ja była jak każda młoda dziewczyna. A jednak ja jestem jak wiele dziewcząt.

Skurczył się cały, gdy ona połknęła ten wyraz, na podobieństwo ślimaka, który się chowa do skorupy, wydzielając śluz. Śluzem były słowa:

— Zgadzam się z tobą. (Nie zgadzał się).

I potem:

— Nie należy się wstydzić komunałów, jeśli są prawdziwe, ani uczuć, które były tyle razy źle i dobrze opisywane, że wydają się śmieszne — jeśli są szczere, ani postępowania, które jest nieznośnie typowe — gdy jest słuszne.

Wypowiadając słowo „szczere”, uczyniłem już koncesję na rzecz komunału. Mania indywidualności i oryginalności XX wieku — kompensacja kompleksu strachu przed myśleniem na własną odpowiedzialność. To jest tak samo bezsensowne, jak mania podporządkowywania się i anonimowości średniowiecza — kompensacja kompleksu strachu przed odpowiedzialnością zbiorową.

Słyszał, jak się rozbiera. Rozróżniał szelest jej sukni, bielizny, i nowy, nieznany, podobny do zgrzytu, odgłos, jaki daje ciężki jedwab, ocierany o ciało.

Mówił dalej, bo bał się milczenia.

— Gdy miałem piętnaście lat, uważałem za hańbę całowanie się z dziewczyną na schodach, bo tak robią gówniarze i kuchty. Gdy miałem szesnaście, uważałem za szczyt całowanie się na schodach, bo właśnie tak robią gówniarze i kuchty. Teraz...

— Nie znoszę, gdy się przeżywa coś po to tylko, by potem móc wypowiedzieć jakąś teorię czy aforyzm. Twój monolog Sokratesa. Dla siebie jestem jedyna i niepowtarzalna. Jeszcze jeden powód, dla którego jestem zwykłą dziewczyną. Możesz się obrócić.

Ubrana w długi szlafrok. Kołnierz, zapięty pod szyję. Surowość kroju, która była równocześnie perwersją. Szerokie rękawy, z których dłonie wystawały jak pręciki z korony kwiatu. Wiedział, że pod szlafrokiem jest naga, nie było to zresztą trudne.

To podziałało na niego paraliżująco. Było coś niesłychanie sztucznego i programowego w ich dialogu i w tej całej wizycie. Usiadła koło niego na łóżku.

— W naszym domu pewien staruszek popełnił samobójstwo. Strzelił sobie z dubeltówki w usta. Widziałam jego mózg na ścianie. Chcę, żebyś wiedział: tu męczyłam się i ściany są pokryte kawałkami mojego mózgu, moim strachem. Gdy jestem chora, leżę w tym łóżku, gdy mam wysoką temperaturę i majaczę, z tego kąta wychodzą postacie, szafa rozrasta się, puchnie ciągle, ciągle...; gdy mam miesiączkę, leżę tu rozkrzyżowana i przybita... ten pokój jest pełen mnie, przepełniony, już czas, żebym stąd poszła.

Mówiła to wszystko spokojnie i matowo. Była blada. Myślał: — To jest kąt, do którego ona zanosi swoje kości. Podeszła do okna. Rozpinała powoli, prawie pedantycznie szlafrok. Powiedziała ochrypłym głosem, tak jakby się dusiła:

— Chcę tutaj właśnie, w mieszkaniu mojego ojca i matki — rozumiesz? — też, kochać się z tobą.

Jakby błyskawica zapaliła się w nim i zgasła. Usiadła koło niego i przechyliła go.

Zarażała go pomału rozpaczliwą, ponurą chęcią wyduszenia rozkoszy: mieszanina zaciętości, gniewu, namiętności i wyrachowania. Odczuł, że nie jest już dla niej sobą, że jest rzeczą, służącą do spełnienia ofiary zemsty, obrządku zhańbienia. Był podwójnie przez nią wciągnięty w tej chwili, podwójnie wessany, pochłonięty i strawiony.

I wydawało mu się po raz pierwszy, że umiera. Potem fala zakryła go całkiem.

To, co działo się, nie było aktem seksualnym, ale obrzędem: prastarym, półmałpim, sprośnym i świętym.

Przez szparę w okiennicach patrzyła na nich i szczękała zębami jej młodsza siostra Liza. (Ewa nie dała zgasić światła).

Po przyjściu do domu napisał:

„Zdaje się, zdania kreteńskie:

Wiedzieć to umrzeć. Otwiera swe usta Ea175 — Ojciec; bogom powiada: Boga trzeba zarzezać — i z boskim ciałem i krwią — zamiesić glinę Mami176.

(W Egipcie)... bogini miłości Izyda-Hator177 karmi piersią króla młodzieńca”.

Patrzył przez długi czas na nie istniejące rzeczy. Potem oddzielił starannie, to co napisał, od tego, co miał napisać, i:

Kobiety.

Kobietom puchną jajniki, pęcznieją pochwy; obłąkane, na stosach sukien, siedzą i płaczą, albo patrzą pustymi oczyma przez okna.

Męczą je księżyce.

Epoka.

Dziwna epoka, schizofreniczna, epoka impotencji i neurozy przymusu, logistyki i fizyki, która w swojej dokładności gubi materię, a poprzez wzory matematyczne przelewa się rzeczywistość.

Jesteśmy rozpięci na przeciwieństwach jak na krzyżu, jak gdyby krzyż był symbolem kultury Zachodu.

Ewa i księżyce

Gwiazdy nad tobą

i gwiazdy pod tobą

I dwa obaczysz księżyce178

A. Mickiewicz

Mniej więcej piąta po południu. Sama w mieszkaniu, w biustonoszu i w majtkach. Czesała się. Bardzo lubiła się czesać.

Twarzą w twarz z sobą: lustro. Śmieszne.

Kształty i barwy przepływały poprzez nią, i głowa jej podobna była do ekranu. Perspektywy, cienie, światła — płynące.

„Emil nie chce odejść, wciąż tu jest, ale tylko z boku, obecny, granatowy, smutny w moim sercu. Es jest silny, bardzo duży, na samym środku, mama... zaraz, zaraz, już... jej nie ma, Es, pomarańczowy, duży kwiat, oooo, spada w przepaść, dlaczego? mama czarna... i całkiem czerwona, wygląda jak duża dziura, znów całkiem czarna, czy nie umarła?”

Bardzo lubiła się czesać. Czesała się dla przyjemności. To były wolne ruchy rąk przy głowie, samo pieszczenie się, uczucie zasypiającej kotki.

Wolno, wolno rozpruło ją to, potem weszło cicho na palcach i zamieszkało w niej. Tak została nawiedzona.

To to był brak dążenia, stan, który jest gotowy w sobie, zaokrąglony jak kula, niepotrzebujący nikogo i niczego: coś z mrugnięcia wieczności: stan, który jest.

Eros179 tworzący świat, nieskończona czułość dla ludzi, zwierząt, kamieni, marmurowa Galatea180, Atum-Re181, mieszkający w byku czy koźle, Zeus w łabędziu182, przyjemność wąchania i oglądania gwiazd, umierania, wydobywania się na wierzch, jak z dna studni, i pogrążania się, rozkosz przytomnej ekstazy; nic nie jest potrzebą, wszystko jest spełnieniem.

Grzebień tkwił we włosach. Twarzą w twarz ze sobą. Zamknęła i otworzyła oczy. Prąd obrazów, przechodzący przez nią i porywający jak pociąg w marzeniach dzieciństwa. Uśmiechnęła się i odtąd tak zostanie: uśmiech Buddy183. (Chrystus nie śmiał się nigdy).

Bała się ruszyć, jakby to się mogło w niej stłuc. Ostrożnie przechyliła głowę, i wtedy w jej wnętrzu rozlało się ciepło, które nie było tylko ciepłem i poczuła je w końcach palców... Była nim przepełniona, rozlewało się poza nią, było dobre i szalone.

Grzebień wypadł jej z włosów, i nie podniosła go.

Około wpół do szóstej i koniec nienaturalnie pięknego lata: księżyce, słońca, księżyce, słońca. Gdy wyszła z domu, znalazła wystawę, aby obejrzeć swoją twarz. Była zdziwiona, nie znajdując w niej żadnych zmian. Wtem przeraziła się: „Nie włożyłam sukni... Jaką włożyłam? Nie wiem, w jaki sposób, ale na szczęście”...

Szła w stronę śródmieścia, pomału, uśmiechając się, oczy półprzymknięte. Przeszła na drugą stronę jezdni, samochody krzyczały za nią, wyślizgiwała się im w ostatniej chwili, gestem matadora; tańczyła pomiędzy samochodami.

Z daleka jeszcze zobaczyła niebieskie oczy, które potem znikły za jedną szarą panią i pokazały się znowu już bliżej, i blond włosy, i jasną sukienkę: delikatna mała, dawno niewidziana Basia. Niebieskie oczy robiły się coraz większe, w miarę zbliżania się, nienaturalnie duże, pokrywały się mgłą, mały nos węszył. Poczuła idący od Ewy zapach, podobny do zapachu szczęścia, nieokreśloną i niedającą się określić aurę, zapach gorzki i zwycięski.

Cofnęła się i stężała. Nie odezwała się do niej i gdy Ewa minęła ją, patrzyła za nią długo, starając się nie stracić jej z oczu w tłumie. I kiedy Ewa już była bardzo daleko, kiedy wyłaniała się, unoszona przez falę, i zapadała się, i wreszcie znikła; niebieskie oczy wciąż jeszcze szły za dziewczyną, która miała być Ewą.

Ewa tymczasem weszła do parku, i tu wessała ją wielka cisza, wyolbrzymiona przez daleki hałas miasta, skrzyp wózków nianiek, bełkot dzieci. Wystawiła twarz do zachodzącego słońca.

Bachory przebierały różowymi nogami jak świerszcze, życie wchodziło powoli na tęczówki, potem zanurzało się w źrenice, potem znowu wypływało; tętniło wolno. Starsze mówiły:

— O, ten rak święty, ten robak, chodź tu, kochanie, patyk ci dam.

Mogłoby się wydawać, że rozmawiają między sobą, ale one tylko mówiły do samych siebie.

Rozmawiała z nimi o wodzie, o łabędziach, które pływały obok, o czarach.

W alei, gdzie nie było nikogo, uciekła i zobaczyła ziemię z bliska, zupełnie z bliska. Poprzez góry piasku wędrował, jak wielbłąd, mały żuk, niosąc na grzbiecie wielki błysk słońca, miniaturowa trawa, podobna do oazy, zmięty papier, który wyglądał jak szara skała, dymiący jeszcze niedopałek papierosa — mały wulkan.

Usłyszała opadanie na wodę kropel wodotrysku, szum pobliskiego mrowiska, ciche skrzypienie liści, ocierających się o siebie, przy zupełnej nieruchomości powietrza, i jeszcze jeden szmer: to wiewiórka na wysokim świerku wachlowała się ogonem.

I tak, jakby wszystko było przezroczyste, poprzez wiele warstw szyb i luster, zobaczyła małego żuka i niebo, zobaczyła w ziarnkach piasku morze, na wodzie pływająca twarz matki, fale, zalewające brzeg, na dnie muszle; i wszystko było widać poprzez wszystko: ucieczki w domu, lekcje matematyki, rozkosz, góry. Basia, łąka w górze rzeki, balon sylwestrowy, chodzący za nimi jak pies, zapach ziemi po deszczu, kołyszące się zboże, które śpiewa, i rzeczy nie widziane dawno, i rzeczy nie widziane nigdy... I poczuła strumień życia płynący przez nią, jak powietrze przez organy, poczuła, że dźwięczy jak rezonująca struna.

Podniosła głowę. Zieloność świeża i jasna, gdzieniegdzie już dojrzała i ciemna, granatowa w miejscach cieni; a na wierzchołkach drzew pieniła się jeszcze zieloność.

Oplątany był drzewami kościół koloru złotawego piasku, oparty na jońskich i lekkich kolumnach, o łukach barokowych i kapryśnych, pomiędzy które wkradało się wesołe i jedwabne niebo.

Na głowach świętych, którzy stali w łagodnie rzeźbionych wnękach, siedziały niebieskie gołębie. Wiatr zeskoczył z drzewa, zaszumiały gołębie, i zobaczyła je, gdy przybierały barwę dalekich gór. Znak na powstanie.

Łabędzie, białe plamy, szły spać. Spokojnie błyszczała woda. Wieczór. Komary tańczyły i świergotały jak pisklęta. Zapach unosił się z ziemi. Odszukała ławkę, gdzie przestraszyły ją strażniczki ciemności, i przeszła koło niej. Kasztany stały wyprostowane, nadsłuchujące. Kredowy błysk nad wodą. Jaskółki, latające szerokimi łukami. Bzyk nad uchem. Wyszła z parku.

Dziewczyna w jej wieku poprawia pończochę. Dwoje dziesięciolatków, obejmując się, idzie przez ulicę. Przebiegło stado dziewczynek, zatrzymało się: szepty, wierzgania kopytami, przestępują z nogi na nogę niecierpliwie. Park odchodzi w coraz głębszą ciemność. Już kapią gwiazdy.

Szła ulicami, które były oświetlone i jasne, aż weszła w kręte i brudne, gdzie wciąż jeszcze ten sam policjant wchodził do bramy, gdy ktoś wołał „Ratunku!”.

Starucha o kiju uniosła głowę i mówiła, bełkotała coś do Ewy i wyrazy ginęły w bezzębnej jamie, czarnej otchłani,

staruszkowie-żebracy kładli się do snu na dużej skrzyni, jak jaskółki, jak kochankowie, bo marzli bardzo, bo marzli, jak marzł Dawid na starość184,

czarny pies, czarny duży pies, pies duży jak cielę, chodził za nią i z czułości lizał jej łydki,

bachory bawiące się w pyle jak wróble, bachory pełzające po ziemi jak glisty, patrzały na nią albo pisiały za nią szerokimi strumieniami rekordzistów.

I ona nie wiedziała o tym.

Znalazła się w ślepej uliczce, weszła do bramy i napisała ołówkiem: „Tu była Ewa”, i szła przez podwórza, bramy, podwórza, bramy — instynktem miejsc nieznanych.

I przed bramami domów siedziały kobiety, siedziały kobiety okrakiem na krzesłach, siedziały kobiety bez majtek, i siedziały znużone praniem,

prostytutki i półprostytutki wołały i pluły za nią z okien jednopiętrowych domków albo przyklejały się do niej nieruchomymi oczami,

z szynków wychodzili mężczyźni weseli i pijani, podchodzili do niej i cofali się.

I ona nie wiedziała o tym.

Słyszała ochrypły głos: „Dziewczynko”, słyszała go podwójnie, dzieciństwem i teraz, dalekimi ośmiu latami i teraz, podeszła do niego, ile, milczenie, ile, milczenie, wziął ją na kolana, wziął ją na siedząco,

nie widzę twojej twarzy, nie trzeba, dlaczego jesteś taka dziwna, niczego nie trzeba, już pójdę, zostań, masz mokre ręce i nie ruszaj mnie.

Wstała, próbował ją zatrzymać, ale czarny pies, czarny, duży jak cielę pies, pokazał zęby i warknął.

„Jak obwód koła, który się domyka” — powiedział Filip o obwodzie koła, które się zamknęło, życie, które jest wypełnione po brzegi, przepełnione, życie, które donikąd nie dąży, które spełniło ostatnie pragnienie dzieciństwa, aby się zamknąć.

Weszła pod arkady mostu, pod wielki cień, i słyszała małe fale morza, które dotarły aż tutaj, jak pukały w brzeg i o coś się dopominały. Położyła się na trawie, twarzą do ziemi, i oddychała głęboko, jak ziemia i morze przed burzą.

Poszła powoli wzdłuż przystani, jak ślepa, po omacku, instynktem miejsc nieznanych, znalazła jedną łódkę, która nie była przywiązana.

Z daleka zawył holownik, a ona, leżąc pod wielkim niebem, dawała się unosić prądowi, pomału, bo rzeka przy ujściu zmęczona jest przebyciem dalekiej drogi,

wyrzeźbione między ziemią a niebem, przesuwały się cienie kutrów rybackich i widma żaglówek,

skały nadbrzeżne schodziły do morza i kąpały się,

strażnicy trąbili, trąbili na nią mało gorliwie,

bo morze, rozedrżane lekko, jak pokryta łuskami skóra jaszczurki, było spokojne, morze ciemnogranatowe, po którym ciągnęły się i błyszczały, jak białe szosy w nocy, pasma zupełnego spokoju.

Patrzyła nic- i wszystko widzącymi oczami na molo portowe i oświetlone okręty i chciała, by wyły i odjeżdżały, patrzyła na niebo, wstępujące po drabinie Jakubowej185, na księżyc nierzeczywisty i gwiazdy fioletowokryształowe, czerwonawe, lila, i jeszcze raz poczuła, jak płynie przez nią prąd życia, podobny do wiatru między nadmorskimi krzakami, jak ją łamie, rozdziera, aż przestaje pomału istnieć, aż nic z niej nie pozostaje, tylko strzęp, unoszony i targany przez wiatr.

W górze i w dole słychać było szelest gwiazd.

Księżyc — czarodziejski kamień, z którego powodu wyją psy, wrzeszczą koty, nawiedzeni luną wychodzą z pokojów, miesiączka płynie, Murzyni tańczą, a na ludzi schodzi cisza lub dziwny niepokój — pływał po wodzie.

Czyjaś matka zasłaniała okno w dziecinnym pokoju, była dziewczyna, która suszyła sobie włosy, nieznani chorzy umierali po szpitalach, lampa naftowa, którą staruszek zapomniał zgasić, syczała i kopciła, i był pies, czarny i duży jak cielę, pozostawiony samotnie na brzegu.

Niesłychana tęsknota za księżycem, pragnienie, by go mieć... a już dawno wiedziała, że jest wszechmogąca.

Przechyliła się, wzięła go w ręce, i woda rozstąpiła się łagodnie pod ciężarem jej ciała i zamknęła się ponad nią.

Jezus Nazareński chodził po falach. I ona powinna móc leżeć na powierzchni wód.

Kilka baniek powietrza z płuc. Mięśnie wyczerpały się szybko. Trzy razy wypływała, nim zaczęła tonąć. Opadała powoli. Przechodziły przez nią jeszcze gwałtowne drgania: głowę odrzuciła do tyłu, prężyła się, kurczyła i wyprostowywała nogi. W końcu wszystko ustało.

Ryby o smutnych twarzach przepływały koło niej. Mijała, opadając, meduzy, które wyglądały jak kwiaty o mięsistych płatkach. Zdenerwowane ruchem, świeciły fioletowo i zielono.

Świecąca kropla oczu, zawieszony w wodzie przezroczysty Cestus veneris186, potem rybki-latarnie, latające mięczaki koloru ciemnego złota, kręgouste ryby, kałamarnica o bladych światłach...

Wśród wodorostów, już na samym dnie, siedziała z podwiniętymi nogami jak Budda, i ciążyły jej złote powieki.

A pod niebem był wielki wiatr i porywał gwiazdy jak liście.

Emil i noc ta sama

Emil nudził się tego wieczoru.

Chodził wzdłuż ścian pięciu pokoi jak kot, ocierał się ramieniem i ustami o szafy i półki.

Czytał w odcinku Mariannę, czwartą część Montherlanta, potem zapalał zapałki, jedną za drugą, wpatrywał się w płomień, wąchał eter.

Potem poszedł do pokoju ojca, i patrzył przez mikroskop, przez który ujrzał przed pięciu laty plemniki; własne. Nie miał absolutnie chęci wyjść tego wieczoru, chociaż był księżyc i noc, ciepła jak wata. Chociaż się nudził.

Potem telefonował na wszystkie strony świata i nikogo nie zastał.

Podszedł do okna. Dwie dziewczyny przechadzały się przed jego domem, czekając na kogoś albo nie. „One falują zadkami w sposób może interesujący, ale ja ziewam”. I nie ziewnął, jak na złość.

Potem jak oparzony pobiegł do swojego pokoju i zapisał: „Nakłuta na rozkosz, jak motyl na szpilkę”. Ziewnął w końcu.

Wieczór robił się beznadziejny. Potem znów do okna. Szelest, szelest kroków. Nie miał porywu, aby wyjść z domu, aby iść dokądkolwiek. Świadomie gnił, rozkładał się tego wieczoru. Na złość sobie. Czym bardziej wchodził w nastrój, tym głębiej brnął dalej. Jak zwykle.

Wiatr puszysty okręca się dookoła szyi, jak szal. „Wiem, że wielu ludzi umiera w tej chwili, czuję to dokładnie, i to nie pomaga. Gdybym był kobietą, to puszczałbym się bardzo i męczyłbym takich mężczyzn, jak ja. Księżyc »rudy«, jak »trup«, »jak czółno« jest taki nudny i »wszelkie wiatry« też. Mam to w dupie”.

Podszedł do fortepianu i próbował grać à la Józef Hofmann pierwszy temat z koncertu e-moll: szybko, niesłychanie lekko, z wdziękiem i niesentymentalnie. Nie udało się. Odskoczył od fortepianu. Wydał z siebie dźwięk złego kota: ffff.

Krążył dłuższy czas pomiędzy fortepianem a oknem, jak sęp nad pustynią; nad pustynią, i nie mógł znaleźć żeru.

Poszedł do królikarni ojca, wziął jednego małego za uszy, patrzył w jego czerwone oczy, rzucił go, potem oglądał myszy, ale żadna mu się nie spodobała. Oglądał etykietki na flaszkach, pomyślał, że za pomocą tych środków może ze sobą wszystko zrobić (eukodal187, meskalina188, johimbina189...), i ta myśl nie dała mu zadowolenia. Nie miał porywu do niczego i doszedł do błędnego wniosku, że jest skazany na tę noc. Więc położył się w piżamie (cały czas był w piżamie) i patrzył na sufit, przez który nie widać było gwiazd.

Po pół godzinie podniósł się i szwendał się znów wzdłuż ścian pięciu pokoi, aż doszedł do kuchni.

— Józia tu jest? Przecież Józia ma dziś wychodne.

Józia to była dwudziestoletnia pokojówka, z którą go łączyły prowadzone od czasu do czasu przyjemne rozmówki.

— Tak, ja jestem tu.

W kuchni paliło się maleńkie światło i kuchnia była pełna czerwonych błysków (mosiądz) i pełna niebieskich błysków (aluminium), i tam stały ułożone białe dyski, drżące w oczekiwaniu (drgała świeca), i tam w kącie magiczne puszki o dziwnym kształcie z magicznymi napisami, które były na pewno w sanskrycie190. Imbryk sapał cicho, jak mała lokomotywa.

Jego zahamowana fantazja ruszyła naprzód, jak koń rusza z kopyta. Zobaczył, że Józia jest ubrana do wyjścia, ale siedzi na stołku i płacze.

— Czy wychodzisz gdzieś jeszcze?

To przejście z „Józia” i „pan” na „ty” odbywało się zawsze, gdy wiedzieli, że będą dłużej rozmawiać.

Więc Józia płakała, a Emil zapytał:

— Chłopak?

W tej chwili wśród błysków i grzmotów, jak w chwili śmierci, przemknęła cała historia z Ewą i uspokoiło się wszystko.

Ona pokiwała głową w nieokreślonym i jednoznacznym kierunku. On usiadł, oglądał się z niepokojem wokoło i cała kuchnia pełna była błyskawic: światełek, gasnących i zapalających się, i ona wśród nich była jak czarownica.

— Dlaczego nie zapalisz lampy, tylko siedzisz przy świecy?

— Bo tak było na wsi. A ja teraz chcę, żeby tak jak dawniej.

„Ochronne cofanie się. Ona chce, żeby było tak jak dawniej, bo jej jest źle”.

Poczuł dla niej sympatię i pogłaskał ją po głowie.

— Nie martw się, nie martw się.

— A żebyś ty wiedział, co to jest, tobyś nie mówił „nie martw się”.

— Co to jest, na miłość boską?

— Dziecko jest.

— Gdzie?

W pierwszej chwili nie zrozumiał. Ona popatrzyła na niego z wyrzutem, a on pomyślał sobie, jaki jest idiota.

— Ach, tak.

— Ja ci się chcę coś zapytać. Czy to jest prawda, taki sposób próbowania, czy dziecko jest, czy nie? Wpuszcza się kobiecie mysz... no tam, jak mysz zdechnie, to jest, jak nie, to nie. Czy to prawda?

„W tej postaci dotarła do niej próba Ascheima-Zondeka191” — pomyślał, a jednocześnie miał wrażenie, że cofa się daleko.

— To nie jest prawda. Ale nie martw się. Wypisiasz się do flaszki i ja zaniosę to mojemu tacie, że to niby moja znajoma.

Już raz to robił. Sam zastrzykiwał mocz myszkom i jego ojciec tylko stwierdzał wyniki.

— Tak?

— Tak.

Ona była w dalszym ciągu zamyślona.

— A jak on mi zrobił dziecko?

— To będzie ci trzeba skrobać.

— Co to jest?

— To jest taka mała, mała operacja.

Blaski w kuchni wprawiały go w niepokój. Coraz wyraźniej błyszczał rondel, tak że jej głowa była otoczona aureolą, jak głowa świętej.

— A czy trzeba leżeć potem?

— Jak będę na mieście, to wyślę telegram, że twoja mama jest chora, i tak to ty poleżysz ze dwa dni.

— Nie chcę.

— Dlaczego?

— Bo... nie. Bo takich żartów się nie robi.

Pauza.

— Bo ja widzę co nocy twoją mamę.

— Głupia.

— Niech będzie głupia.

— Śni ci się.

— Nie, widzę.

— Głupia.

— Bałam ci się mówić, ale teraz to jest wszystko jedno.

— Jak widzisz?

— Przychodzi taki biały duch i się nachyla nade mną. I czuję ja chłód, i wiem na pewno już, że to jest twoja mama. Przekłada rondle, tak jak to ona zawsze robiła, wyjmuje spodki, wkłada je z powrotem i zawsze zapomni choć jednego spodka włożyć.

Aureola przesunęła się.

— Jak wstaję rano, to pokazuję zawsze Meduzie.

— A nie boisz się?

— Gdzie tam.

On przełknął ślinę i zaczął się bać trochę, bać pytania, które zada.

— No, to powiedz mi, jak myślisz, dlaczego do mnie mama nie przychodzi?

Ona zbladła, wyraźnie, nawet w świetle świecy. On nie patrzył na nią, tylko skrobał scyzorykiem kuchenny stół. Odpowiedziała bardzo wolno, jąkając się:

— Widzisz, ty... ty jesteś chłopak wykształcony i ty nie wierzysz w takie babskie rzeczy... (słuchał z napięciem i nadzieją) to może twoja mama nie chciała cię straszyć... albo myślała, myślała, że ty... (tutaj dusiła się), że ty nie potrafisz żyć z tą wiadomością... że się dzieją takie rzeczy. (Ostatnią część zdania wypowiedziała jednym tchem).

Nadzieję diabli wzięli, napięcie rosło. Położyła swoją rękę na jego ręce.

— Słuchaj, słuchaj, ja byłam głupia, że ci to powiedziałam. Ty jesteś nerwowy. Twoje myśli niepotrzebnie się będą koło tego plątać. Ja wiem, jak to jest. Mój wuj zwariował z tego. Ja bardzo lubiłam twoją mamę. Nikt, nawet tata nie wiedział, jak szła na operację. O tym trzeba albo zapomnieć, albo...

Woda w imbryku zaśmiała się i z sykiem wyskoczyła na blachę. Aureola spadła z hukiem na ziemię.

Pisane w Teheranie, Bejrucie i Tel Awiwie, skończone w grudniu 1948 r.

Przypisy:

1. finish (ang.) — koniec; kończyć. [przypis edytorski]

2. kokota (daw.) — prostytutka. [przypis edytorski]

3. Immer hinein (niem.) — Zawsze do środka. [przypis edytorski]

4. Busoni, Ferruccio (1866–1924) — włoski kompozytor, pianista i dyrygent, znany gł. jako wirtuoz i autor fortepianowych aranżacji muzyki Bacha. [przypis edytorski]

5. Bach, Johann Sebastian (1685–1750) — wybitny niem. kompozytor i organista epoki baroku, jeden z największych artystów w historii muzyki. [przypis edytorski]

6. New York im dritten Jahre der Kriegsfuge (niem.) — Nowy Jork w trzecim roku fugi wojennej. [przypis edytorski]

7. zakon (daw.) — prawo. [przypis edytorski]

8. falset — nienaturalnie wysoki głos męski. [przypis edytorski]

9. torakoplastyka (z gr. thoraks, D. thorakos: pierś, klatka piersiowa) — skrócenie lub usunięcie żeber, stosowane dawniej w leczeniu chorób płuc i opłucnej. [przypis edytorski]

10. Mefisto — zapewne pierwszy, najbardziej znany z czterech Walców Mefisto, utworów fortepianowych skomponowanych przez Franza Liszta (1811–1886). [przypis edytorski]

11. Gide, André (1869–1951) — francuski pisarz, laureat literackiej Nagrody Nobla (1947); indywidualista, odrzucający tradycyjne normy moralne. [przypis edytorski]

12. Nourritures TerrestresPokarmy ziemskie, poemat prozą A. Gide’a, napisany pod wpływem książki Tako rzecze Zaratustra Nietzschego, wyd. w 1897, zyskał rozgłos ćwierć wieku później. [przypis edytorski]

13. Wilde, Oskar (1854–1900) — irlandzki poeta, dramaturg i prozaik; w swojej twórczości prezentował estetyzm, amoralizm i hedonizm; w 1895 oskarżony o praktyki homoseksualne, skazany na dwa lata więzienia; po odbyciu kary, opuszczony przez rodzinę i bojkotowany przez opinię publiczną, przybrał fikcyjne nazwisko i wyjechał do Francji. [przypis edytorski]

14. Śmierć w Wenecji — nowela Tomasza Manna wyd. w 1912, opowiadająca o platonicznej miłości starzejącego się pisarza do młodego chłopca. [przypis edytorski]

15. Platon (427–347 p.n.e.) — gr. filozof, twórca klasycznego idealizmu; w dialogu Uczta, omawiającym kolejne szczeble miłości, m.in. analizuje i pochwala męską miłość homoseksualną. [przypis edytorski]

16. Owidiusz, właśc. Publius Ovidius Naso (43 p.n.e.–17 lub 18 n.e.) — jeden z największych poetów rzymskich, znany głównie z utworów o tematyce miłosnej. Tu zapewne nawiązanie do zamieszczonej w jego Metamorfozach (X.155) mitologicznej opowieści o Ganimedesie, pięknym młodzieńcu, którego przemieniony w orła król bogów Zeus porwał i uczynił swoim kochankiem i nieśmiertelnym podczaszym bogów. [przypis edytorski]

17. appendicit — popr.: appendicitis acuta (łac.), zapalenie wyrostka robaczkowego. [przypis edytorski]

18. crescendo (wł., muz.) — coraz głośniej. [przypis edytorski]

19. pianissimo (wł., muz.) — bardzo cicho. [przypis edytorski]

20. pani Chauchat — postać z powieści Tomasza Manna Czarodziejska góra (1924), piękna Rosjanka, w której zakochuje się główny bohater, Hans Castorp. [przypis edytorski]

21. Wallensteinowska — sonata fortepianowa nr 21 C-dur opus 53 Beethovena, znana jako sonata Waldsteinowska (1804), zaczynająca się od serii szybko powtarzających się akordów, granych pianissimo. Dedykowana księciu von Waldstein (niektórzy członkowie tego rodu nosili nazwisko Wallenstein). [przypis edytorski]

22. Bechstein — tu: renomowana marka fortepianów z wytwórni zał. w 1853 przez niem. przedsiębiorcę Carla Bechsteina. [przypis edytorski]

23. Niżyński, Diagilew, LifarWacław Niżyński (1889–1950): wybitny rosyjski tancerz baletowy i choreograf polskiego pochodzenia; Siergiej Pawłowicz Diagilew (1872–1929): rosyjski impresario baletowy, założyciel słynnego zespołu Les Ballets Russes (fr.: Balety rosyjskie), do którego należał był m.in. Niżyński; Serge Lifar, właśc. Siergiej Michajłowicz Lifar (1905–1986): francuski tancerz i choreograf pochodzenia rosyjskiego, członek zespołu Diagilewa. [przypis edytorski]

24. przeszedł szybko z „vous” na „tu” — przeszedł szybko z „pan” na „ty”, mówiąc po francusku. [przypis edytorski]

25. Est-que tu l’as vu, petit? (fr.) — Widziałeś go, mały? [przypis edytorski]

26. Oui, je l’ai vu une fois... ici-même, dans les montagnes (fr.) — Tak, widziałem go raz... nawet tutaj, w górach. [przypis edytorski]

27. Il est beau, n’est-ce pas? (fr.) — Jest piękny, nieprawdaż? [przypis edytorski]

28. Il est très beau (fr.) — Jest bardzo piękny. [przypis edytorski]

29. Il n’aime pas les femmes. Le sais-tu? (fr.) — Nie lubi kobiet. Czy wiesz? [przypis edytorski]

30. Je le sais: il est rare... (fr.) — Wiem: rzadko słynni tancerze lubią kobiety. Poza tym sam taniec ma w sobie coś kobiecego. Trudno mi to wyjaśnić po francusku. Rangopal też jest homoseksualistą. Czytałem jego listy miłosne, listy bardzo naiwne i bardzo piękne, skierowane do mojego... do jednego z moich przyjaciół. [przypis edytorski]

31. Je veux que tu sois a moi... (fr.) — Chcę, żebyś był mój. Masz twarz młodego fauna, twoje ruchy są miękkie, skóra złota od słońca... [przypis edytorski]

32. Non (fr.) — Nie. [przypis edytorski]

33. Est-ce que c’est la dame qui s’appelle Christine qui t’a perverti de cette façon? (fr.) — Czy to ta dama imieniem Krystyna zdeprawowała cię w ten sposób? [przypis edytorski]

34. Pourquoi employez-vous ce terme de „pervertir”? (fr.) — Dlaczego używa pan słowa „zdeprawowała”? [przypis edytorski]

35. Quelle pitié... Tu me sembles... (fr.) — Jaka szkoda... Wydaje się, że jesteś oczytany, a mimo to nie wiesz, co w tobie tkwi, nie wiesz, co czujesz. W tej chwili przechodzisz obok ogromnego świata, który całkiem ignorujesz, przechodzisz jak koń z klapkami na oczach. [przypis edytorski]

36. Bonne nuit (fr.) — Dobranoc. [przypis edytorski]

37. Beethoven, Ludvig van (1770–1827) — kompozytor niemiecki, zaliczany do tzw. klasyków wiedeńskich, a zarazem prekursor romantyzmu. [przypis edytorski]

38. Appassionata — sonata fortepianowa nr 23 f-moll op. 57 Beethovena. [przypis edytorski]

39. Fantazja C-mol — zapewne pierwsza część J. S. Bacha Fantazji i fugi C-mol (BWV 562). [przypis edytorski]

40. Nicolle, Charles (1866–1936) — francuski lekarz i bakteriolog, laureat Nagrody Nobla (1928). [przypis edytorski]

41. Rolland, Romain (1866–1944) — francuski pisarz, autor m.in. 10-tomowej powieści rzeki Jan Krzysztof (1904–1912); nagrodzony literacką Nagrodą Nobla (1915). [przypis edytorski]

42. Oliver i Krzysztof — w powieści Jan Krzysztof poeta Olivier Jeannin był przyjacielem muzyka Jana Krzysztofa Kraffta. [przypis edytorski]

43. diminuendo a. decrescendo (wł., muz.) — stopniowe zmniejszanie dynamiki (głośności dźwięków) we fragmencie utworu muzycznego. [przypis edytorski]

44. Fischer, Edwin (1886–1960) — wybitny szwajcarski pianista i dyrygent, wsławiony gł. z wykonaniami dzieł Bacha i Beethovena. [przypis edytorski]

45. Gretchen an SpinnradeMałgorzata przy kołowrotku, pieśń Schuberta z 1814 do fragmentu tekstu z dramatu Faust Goethego. [przypis edytorski]

46. piano (wł., muz.) — cicho, delikatnie. [przypis edytorski]

47. forte (wł., muz.) — mocno, głośno. [przypis edytorski]

48. tercja, kwarta (...) oktawa (muz.) — nazwy interwałów muzycznych pomiędzy dwoma dźwiękami. [przypis edytorski]

49. Kuss (niem.) — pocałunek. [przypis edytorski]

50. Russell, Bernard (1872–1970) — brytyjski filozof, matematyk i logik, a także działacz polityczny i społeczny, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury (1950); jeden z najbardziej aktywnych intelektualistów swoich czasów, liberał, socjalista i pacyfista; krytykował tradycyjną moralność w zakresie życia rodzinnego i seksualności. [przypis edytorski]

51. „Łabędź i Leda” LeonardaLeda z łabędziem, obraz Leonarda da Vinci ilustrujący mitologiczną opowieść o żonie króla Sparty uwiedzionej przez Zeusa, który przybrał postać łabędzia; dzieło zaginione w XVII w., znane ze szkiców i kopii. [przypis edytorski]

52. bona (daw.) — wychowawczyni małych dzieci w zamożnych rodzinach. [przypis edytorski]

53. Ludwig Klages i Theodor LessingLudwig Klages (1872–1956), niem. filozof, psycholog i grafolog oraz Theodor Lessing (1872–1933), niem. filozof pochodzenia żydowskiego, zamordowany przez sympatyków nazizmu, na podstawie wypowiedzi Nietzschego rozwinęli filozofię życia: antyintelektualną i antycywilizacyjną, największą wartość przypisującą „duchowi”, spontaniczności i biologicznej sprawności. [przypis edytorski]

54. oddział (daw.) — klasa w szkole podstawowej. [przypis edytorski]

55. Rimbaud, (Jean) Arthur (1854–1891) — francuski poeta, zaliczany do tzw. poetów wyklętych, wybitny przedstawiciel symbolizmu. [przypis edytorski]

56. Verlaine, Paul (1844–1896) — francuski poeta, zaliczany do tzw. poetów wyklętych, wybitny przedstawiciel symbolizmu. W latach 1871–1873 w burzliwym związku z młodym poetą A. Rimbaud, dla którego porzucił żonę i syna. [przypis edytorski]

57. peronówka (pot.) — bilet peronowy, uprawniający do przebywania na peronie, ale bez prawa podróży koleją. [przypis edytorski]

58. Miecznikow, Pasteur, Ehrlich, Wassermann i Nicolle — słynni mikrobiolodzy XIX w. i 1. poł. XX w. [przypis edytorski]

59. Bruno, Giordano (1548–1600) — włoski filozof przyrody, panteista, humanista; uznany za heretyka i spalony na stosie przez inkwizycję. [przypis edytorski]

60. predestynowany — przeznaczony. [przypis edytorski]

61. promienica — przewlekła choroba zakaźna, wywoływana wniknięciem bakterii promieniowców przez drobne zranienia jamy ustnej. [przypis edytorski]

62. Université Perverse (fr.) — zdeprawowany uniwersytet. [przypis edytorski]

63. Teresa z Ávili, właśc. Teresa Sánchez de Cepeda y Ahumada (1515–1582) — hiszpańska karmelitanka, znana z doświadczania stanów mistycznych połączonych z ekstazą; kanonizowana w 1622. [przypis edytorski]

64. Havelock Ellis, właśc. Henry Havelock Ellis (1859–1939) — brytyjski lekarz, jeden z twórców nowoczesnej seksuologii, autor Studies in the Psychology of Sex (Studium psychologii seksualnej, 1896), współautor Sexual Inversion (Inwersja seksualna, 1897), pierwszej angielskiej książki medycznej o homoseksualności. [przypis edytorski]

65. Hirschfeld, Magnus (1868–1935) — niemiecki lekarz, seksuolog, założyciel Instytutu Wiedzy Seksualnej w Berlinie, działacz ruchu na rzecz równouprawnienia homoseksualistów. [przypis edytorski]

66. Der Tod und das MädchenŚmierć i dziewczyna, pieśń skomponowana przez Schuberta do niemieckiego tekstu Matthiasa Claudiusa. [przypis edytorski]

67. lieber (niem.) — kochany. [przypis edytorski]

68. rühre mich nicht an (niem.) — nie dotykaj mnie. [przypis edytorski]

69. Gib deine Hand, du schön und zart Gebild! (niem.) — Daj mi swą dłoń, piękna i delikatna postaci. [przypis edytorski]

70. Złoty osioł — popularny tytuł fantastycznej, frywolnej powieści przygodowej Metamorfozy, rzymskiego pisarza Apulejusza (ok. 125–ok. 170). [przypis edytorski]

71. Ars amatoriaSztuka kochania, poemat rzym. poety Owidiusza. [przypis edytorski]

72. Mann, Thomas (1875–1955) — jeden z najwybitniejszych prozaików niemieckich XX w., laureat literackiej Nagrody Nobla (1929); jego najlepsze i najsłynniejsze dzieło to powieść Czarodziejska góra (1924). [przypis edytorski]

73. O pojęciu istnienia — właśc. Pojęcia i twierdzenia implikowane przez pojęcie istnienia (1935), podstawowe dzieło filozoficzne S. I. Witkiewicza. [przypis edytorski]

74. teoria nieoznaczoności Heisenberga — popr.: zasada nieoznaczoności (a. nieokreśloności), sformułowana w 1927 przez niem. fizyka Wernera Heisenberga, będąca konsekwencją dualizmu korpuskularno-falowego; Heisenberg: cząsteczka musi posiadać albo prędkość, albo zajmować pewne miejsce, lecz obu tych właściwości posiadać jednocześnie nie może: faktyczny sens zasady nieoznaczoności jest inny: nie można z dowolną dokładnością wyznaczyć jednocześnie położenia oraz pędu cząstki. Im dokładniej mierzy się położenie, tym mniej dokładnie można określić pęd i odwrotnie, gdyż akt pomiaru jednej z tych wielkości wpływa na drugą. [przypis edytorski]

75. synkopowanie (muz.) — zaburzanie naturalnego rytmu w toku utworu przez przesuwanie akcentu metrycznego na dźwięk nieakcentowany, wykorzystywane jako środek stylistyczny w muzyce jazzowej i bluesie. [przypis edytorski]

76. angstrem — jednostka długości używana do wyrażania bardzo małych rozmiarów i odległości, równa 1/10 nanometra, tj. jednej dziesięciomilionowej milimetra. [przypis edytorski]

77. myosin (ang.) — miozyna, białko będące gł. składnikiem kurczliwych włókien w mięśniach. [przypis edytorski]

78. komora Wilsona (fiz.) — urządzenie do rejestracji promieniowania jonizującego zaprojektowane przez szkockiego fizyka Charlesa Wilsona w 1911, uhonorowanego za tę metodę Nagrodą Nobla (1927). [przypis edytorski]

79. Arystofanes (ok. 445–ok. 385 p.n.e.) — grecki komediopisarz, najwybitniejszy z twórców komedii staroattyckiej. [przypis edytorski]

80. Remedia AmorisLekarstwa na miłość, poemat dydaktyczny rzymskiego poety Owidiusza, napisany w 2 r. n.e. [przypis edytorski]

81. Faust — obszerny, dwuczęściowy dramat niemieckiego poety i dramaturga Johanna Wolfganga von Goethego, napisany w latach 1773–1832. [przypis edytorski]

82. Bołotnyj popik (Болотный попик) — wiersz wybitnego rosyjskiego poety Aleksandra Błoka, napisany w 1905. [przypis edytorski]

83. Wielki Testament — obszerny poemat dygresyjny przeplatany balladami, napisany przez francuskiego poetę François Villona, ukończony w 1462. [przypis edytorski]

84. La lune — właśc. Ballade à la lune (Ballada do księżyca), wiersz francuskiego poety, dramaturga i prozaika Alfreda de Musseta [przypis edytorski]

85. stała Plancka (fiz.) — jedna z podstawowych stałych fizycznych, charakterystyczna dla mechaniki kwantowej, oznaczana literą

. [przypis edytorski]

86. Hôtel du Nord — francuski melodramat Marcela Carné z 1938 r. [przypis edytorski]

87. Golem — w legendzie żydowskiej ulepiony z gliny bezduszny olbrzym, ożywiony magicznym słowem. [przypis edytorski]

88. srólki (daw., pot.) — zabawa dziecięca, polegająca układaniu na otwartej dłoni kilku kamyków, a następnie ich podrzucaniu tak, by złapać jak najwięcej. [przypis edytorski]

89. vide (łac.) — zobacz. [przypis edytorski]

90. kombinacja — tu daw.: jednoczęściowa bielizna damska, majtki połączone z koszulką na ramiączkach. [przypis edytorski]

91. via media (łac.) — droga środkowa; tradycyjne określenie filozoficznej zasady umiarkowania, unikania skrajności. [przypis edytorski]

92. Sokrates (469–399 p.n.e.) — filozof grecki, nauczyciel Platona. Stosował metodę żywego dialogu, dysputy jako sposób dochodzenia do prawdy. Nie pozostawił żadnych pism, zaś jego poglądy są znane z dzieł autorów, którzy go znali: Platona, Ksenofonta i Arystofanesa. W kulturze utrwalił się wizerunek Sokratesa stworzony przez Platona w jego dialogach. [przypis edytorski]

93. Alcybiades a. Alkibiades (450–404 p.n.e.) — wódz i polityk ateński, w młodości uczeń Sokratesa, jeden z bohaterów dialogu Platona Uczta; jako strateg odegrał dużą rolę w ostatnich 15 latach wojny peloponeskiej. [przypis edytorski]

94. sofiści (z gr.) — filozofowie gr. i wędrowni nauczyciele, którzy za opłatą przygotowywali do życia publicznego i kariery politycznej, uczyli sztuki przemawiania i przekonywania, głosili względność prawdy. [przypis edytorski]

95. Opowiadają, że odznaczyłem się w pewnej bitwie... — Sokrates walczył w bitwach pod Potidają, pod Delion i pod Amfipolis; w dialogu Uczta Alcybiades opowiada, że w bitwie Sokrates uratował mu życie, zaś w czasie odwrotu z pola walki pod Delion wyróżniał się spokojem. [przypis edytorski]

96. carcinoma ventriculi (łac., med.) — rak żołądka. [przypis edytorski]

97. niezupełnym koleżeńskim stosunku — popr.: niezupełnie koleżeńskim stosunku. [przypis edytorski]

98. Protagoras z Abdery (ok. 480–ok. 410 p.n.e.) — filozof grecki, zaliczany do pierwszych sofistów; tytułowy bohater jednego z dialogów Platona, w którym rozmawia z Sokratesem o cnocie. [przypis edytorski]

99. eiaculatio praecox (łac., med.) — wytrysk przedwczesny. [przypis edytorski]

100. pointa — puenta. [przypis edytorski]

101. Scientia (łac.: wiedza, nauka) — włoskie wielojęzyczne czasopismo naukowe zał. w 1907 jako „Rivista di scienza” (Przegląd nauki), wydawane od 1910 do 1988 pt. „Scientia: rivista internazionale di sintesi scientifica” (Scientia: międzynarodowy przegląd syntez naukowych); w 1. poł. XX w. odgrywało znaczącą rolę w dziedzinie filozofii nauki. [przypis edytorski]

102. Eddington, Bohr, Planck i Einstein — wybitni fizycy 1. poł. XX w., zaangażowani w rozwój teorii względności i mechaniki kwantowej. [przypis edytorski]

103. Revue Philosophique — właśc. „Revue philosophique de la France et de l’étranger” (Przegląd filozoficzny Francji i zagranicy), renomowane czasopismo akademickie zał. w 1876. [przypis edytorski]

104. Handwörterbuch der Heilkunde (niem.) — Podręczny słownik medycyny. [przypis edytorski]

105. Céline, Louis-Ferdinand, właśc. Louis-Ferdinand Destouches (1894–1961) — francuski prozaik; zadebiutował skandalizującą powieścią Podróż do kresu nocy (1932), napisaną nowatorskim stylu, w języku mówionym. Od 1937 publikował pamflety antysemickie, podczas okupacji Francji pisał w prasie kolaboracyjnej. [przypis edytorski]

106. Montherlant, Henri Millon de (1895–1972) — francuski prozaik i dramaturg, członek Akademii Francuskiej (od 1960), znany gł. z głośnego, 4-tomowego cyklu Dziewczęta (1936–39). [przypis edytorski]

107. Historie Jakubowe — pierwsza część tetralogii biblijnej Tomasza Manna Józef i jego bracia, wydana w 1933. [przypis edytorski]

108. Męka Boża — cz. Boží muka, powieść czeskiego pisarza Karela Čapka z 1917, wyd. pod polskim tytułem: Boża męka. [przypis edytorski]

109. Opowieści o Panu Bogu — ob. bardziej znane pt. Powiastki o Panu Bogu, zbiór 13 powiastek prozą, napisanych przez austriackiego poetę Rainera Marię Rilkego, wyd. 1906. [przypis edytorski]

110. Wilk stepowy — wyd. w 1927 najsłynniejsza powieść niemieckiego prozaika i poety Hermanna Hessego, laureata nagrody Nobla w dziedzinie literatury (1946). [przypis edytorski]

111. Bouvard i Pécuchet — ostatnia, niedokończona powieść francuskiego powieściopisarza Gustave’a Flauberta, wyd. 1881. [przypis edytorski]

112. Marianna d’Alcoforado (1640–1723) — portugalska mniszka z zakonu klarysek, domniemana autorka Listów portugalskich, utworu opublikowanego anonimowo po francusku w Paryżu w 1669, złożonego z pięciu listów miłosnych portugalskiej zakonnicy do francuskiego oficera, arcydzieła literatury stanowiącego przykład wczesnej powieści epistolarnej. Obecnie uważa się, że napisał je Gabriel de Guilleragues (1628–1684), fr. pisarz i dyplomata. [przypis edytorski]

113. Cartas de Santa Teresa de Jesús (hiszp.) — Listy świętej Teresy od Jezusa (Teresy z Ávili). [przypis edytorski]

114. Der menschliche Lebenslauf als psychologischer Problem (niem.) — Bieg życia ludzkiego jako problem psychologiczny, książka nie „Büchlera”, lecz niem. psycholożki Charlotte Bühler (1893–1974), wyd. w 1933. [przypis edytorski]

115. charakterologia — nauka o charakterze. [przypis edytorski]

116. logistyk (daw.) — logik, człowiek uprawiający logikę matematyczną, czyli logikę symboliczną (daw. zwaną logistyką). [przypis edytorski]

117. Dziewczyna o lnianych włosach — częściej: Dziewczyna o włosach jak len (fr. La fille aux cheveux de lin, 1910), prosty muzycznie utwór francuskiego kompozytora Claude’a Debussy’ego, inspirowany wierszem Leconte’a de Lisle’a. [przypis edytorski]

118. ergo (łac.) — więc, a zatem. [przypis edytorski]

119. Pawłow, Iwan Pietrowicz (1849–1936) — rosyjski fizjolog, laureat Nagrody Nobla (1904). [przypis edytorski]

120. Kopernik był tak nieefektowny, że wydano mu książkę za pozwoleniem Kościoła — mimo iż bardzo techniczna i przeznaczona dla wąskiego kręgu specjalistów, faktycznie książka Kopernika De revolutionibus... została wydana drukiem bez pozwolenia Kościoła katolickiego, w protestanckiej Norymberdze. [przypis edytorski]

121. Poincaré, Henri Jules (1854–1912) — wybitny francuski matematyk, zajmujący się także fizyką teoretyczną i mechaniką nieba, filozof nauki. [przypis edytorski]

122. Poincare wyraził te same przypuszczenia, co E.[Einstein], ale E. w swojej pierwszej książce, a P. w swojej ostatniej — w rzeczywistości były to artykuły w pismach naukowych, a nie książki. Pierwsza praca Einsteina dotyczyła oddziaływań międzycząsteczkowych; ostatnie teksty Poincarego to dzieła astronomiczne i popularnonaukowe. Praca Einsteina na temat szczególnej teorii względności została złożona do druku 30 czerwca i opublikowana we wrześniu 1905, krótki artykuł Poincarego na ten temat ukazał się 5 lipca 1905, a jego poprawiona, rozszerzona wersja w styczniu 1906. Przede wszystkim zaś teoria Poincarego była znacząco odmienna od teorii Einsteina i bazowała na przyjętej od dawna hipotezie światłonośnego eteru, jednorodnej substancji wypełniającej Wszechświat. Einstein wykorzystał te same równania, co Poincare, ale odrzucił istnienie eteru oraz inaczej interpretował wnioski z wyników. [przypis edytorski]

123. Huxley, Aldous Leonard (1894–1963) — angielski powieściopisarz i eseista, autor m.in. antyutopii Nowy wspaniały świat (1932). [przypis edytorski]

124. coitus interruptus (łac.) — stosunek przerywany. [przypis edytorski]

125. Szuman — tu zapewne Karl Moritz Schumann (1851–1904), niemiecki botanik, autor licznych prac o kaktusach i innych sukulentach, redaktor miesięcznika botanicznego poświęconego tym roślinom. [przypis edytorski]

126. peyotl a. pejotl — kaktus z pustyń Meksyku i południa USA zawierający psychodeliczną substancję, meskalinę; także nazwa ekstraktu z tej rośliny. [przypis edytorski]

127. teoria Jamesa-Langego — najwcześniejsza z teorii wyjaśniających mechanizm powstawania emocji, opracowana w XIX w. niezależnie przez Williama Jamesa i Carla Langego. Wg niej w odpowiedzi na zewnętrzny bodziec (np. zauważenie kogoś lub czegoś) w ciele danej osoby zachodzą zmiany somatyczne (np. przyspieszone bicie serca), które następnie są interpretowane przez tę osobę jako określona emocja. [przypis edytorski]

128. Proust, Marcel (1871–1922) — francuski pisarz, autor cyklu W poszukiwaniu straconego czasu, arcydzieła powieści psychologicznej. [przypis edytorski]

129. Flaubert, Gustave (1821–1880) — powieściopisarz francuski, wybitny przedstawiciel realizmu. [przypis edytorski]

130. L’homme est rien, l’œuvre est tout (fr.) — Człowiek jest niczym, dzieło jest wszystkim. [przypis edytorski]

131. Maurois, André, właśc. Émile Salomon Wilhelm Herzog (1885–1967) — pisarz francuski, autor wielu biografii sławnych pisarzy i polityków. [przypis edytorski]

132. aglutynacja (z łac. agglutinare: sklejać, spajać) — skupianie się i zlepianie się komórek rozproszonych w płynnym środowisku. [przypis edytorski]

133. memento vivere (łac.) — pamiętaj o życiu. [przypis edytorski]

134. Lasciate ogni speranza voi ch’entrate (wł.) — Porzućcie wszelką nadzieję, którzy tu wchodzicie (napis na bramie piekieł według Boskiej komedii Dantego). [przypis edytorski]

135. Jesteśmy z tej samej materii, co sny — Szekspir, Burza (akt IV, scena 1). [przypis edytorski]

136. dżokejka — rodzaj sztywnej czapki, zwykle używanej do jazdy konnej. [przypis edytorski]

137. Bürger — tu: choroba Bürgera (zakrzepowo-zarostowe zapalenie naczyń); występująca w niej postępująca niedrożność żył i tętnic kończyn może powodować martwicę, wymagającą amputacji. [przypis edytorski]

138. Nietzsche, Friedrich Wilhelm (1844–1900) — niemiecki filozof i filolog klasyczny, koncentrował się na afirmacji życia, krytykował chrześcijaństwo. [przypis edytorski]

139. Goethe, Johann Wolfgang von (1749–1832) — jeden z najwybitniejszych autorów niemieckich, poeta, dramaturg, prozaik, uczony i polityk, gł. reprezentant nurtu „burzy i naporu”, przedstawiciel klasycyzmu weimarskiego. [przypis edytorski]

140. Narcyz (mit. gr.) — urodziwy młodzieniec, który wzgardził uczuciem nimfy Echo, za co bogini Afrodyta wzbudziła w nim miłość do jego własnego obrazu odbitego w wodzie; stąd narcyzm: stan skoncentrowania na sobie i zakochania się w samym sobie, występujący we wczesnym dzieciństwie, u dorosłych będący zaburzeniem. [przypis edytorski]

141. Rousseau, Jean Jacques (1712–1778) — francuski pisarz oraz filozof; postulował powrót do natury, odrzucał zdobycze cywilizacji. [przypis edytorski]

142. Voltaire, pol. Wolter, właśc. François-Marie Arouet (1694–1778) — francuski filozof, publicysta i wolnomyśliciel epoki oświecenia. [przypis edytorski]

143. Daphne, pol. Dafne (mit. gr.) — nimfa, córka Gai i Penejosa; uciekając przed zalotami zakochanego w niej Apollina, uprosiła ojca, by zamienił ją w drzewo laurowe. [przypis edytorski]

144. Ludzie za mgłą — film francuski w reżyserii Marcela Carné zrealizowany w 1938 roku, najbardziej reprezentatywna pozycja realizmu poetyckiego. [przypis edytorski]

145. Sonata B-mol — Fryderyka Chopina, op. 35 nr 2, jej trzecia część to znany Marsz żałobny. [przypis edytorski]

146. Never more (ang.) — nigdy więcej; w nastrojowym poemacie Kruk (1845) Edgara Allana Poe, o mężczyźnie zrozpaczonym po stracie ukochanej, powtarza się kluczowy wers Quoth the Raven: Nevermore (Rzekł Kruk: Nigdy więcej). [przypis edytorski]

147. dżonka — rodzaj azjatyckiej łodzi o prostokątnych żaglach. [przypis edytorski]

148. Jakkolwiek bądź ludzie się do mnie zbliżają, tak ich przyjmuję, albowiem wszystkie drogi są moje — z księgi Bhagavadgita [dialogu filozoficznego stanowiącego część Mahabharaty, staroż. hinduskiego poematu epickiego; red. WL]. [przypis autorski]

149. peritonit — popr.: peritonitis (łac.), zapalenie otrzewnej. [przypis edytorski]

150. Strawiński, Igor Fiodorowicz (1882–1971) — kompozytor, pianista i dyrygent polskiego pochodzenia, urodzony w carskiej Rosji; autor baletu Ognisty ptak (1910), którego częścią jest mroczna kołysanka Ptaka. [przypis edytorski]

151. Mojżesz podczas bitwy z Amalekitami — wg biblijnej Księgi Wyjścia, kiedy podczas bitwy z plemieniem Amalekitów Mojżesz trzymał ręce w górze, Izraelici mieli przewagę, gdy je opuszczał, zaczynali przegrywać; dlatego jego towarzysze podtrzymywali mu ręce do końca bitwy (Wj 17,11n). [przypis edytorski]

152. Faun (mit. rzym.) — bóg płodności, pól i lasów, opiekun pasterzy, przedstawiany jako brodaty mężczyzna z koźlimi kopytami i rogami. [przypis edytorski]

153. Nefretete a. Nefertiti (ok. 1370–1330 p.n.e) — żona króla Egiptu Echnatona; rozsławiona swoim realistycznym popiersiem, znajdującym się ob. w zbiorach berlińskich. [przypis edytorski]

154. Rachmaninoff, właśc. Rachmaninow, Siergiej Wasiljewicz (1873–1943) — rosyjski pianista, kompozytor i dyrygent. Kilkakrotnie koncertował w Polsce, po raz ostatni w lutym 1936. (Rachmaninoff to transkrypcja nazwiska, jakiej używał, odkąd w 1917 wyemigrował z Rosji). [przypis edytorski]

155. Landowska, Wanda (1879–1959) — polska klawesynistka, jej wykonania i nagrania odegrały wielką rolę w odrodzeniu popularności muzyki klawesynowej na pocz. XX w. [przypis edytorski]

156. Anderson, Marian (1897–1993) — amerykańska śpiewaczka (kontralt), wsławiona nagraniami oraz licznymi koncertami i recitalami w USA i Europie; znana też z plenerowego koncertu pod pomnikiem Lincolna w Waszyngtonie w kwietniu 1939, zorganizowanego w geście protestu przeciw motywowanej rasizmem odmowie udostępnienia jej sali. [przypis edytorski]

157. żabnica — ryba morska, nazywana też diabłem morskim; większość czasu spędza na dnie i wabi małe rybki mięsistym, wijącym się wyrostkiem na końcu długiej wędki wystającej ze szczytu głowy. [przypis edytorski]

158. kollaps, częściej: kolaps (med.) — zapaść krążeniowa. [przypis edytorski]

159. ad infinitum (łac.) — w nieskończoność. [przypis edytorski]

160. Jesienią miłość więdnie jak kwiat... — z tanga Przytul, uściśnij, pocałuj (1935), którego słowa napisał A. Włast, a muzykę skomponował W. Krupiński. [przypis edytorski]

161. Berenike (gr.), pol. Berenika (28–ok. 79) — najstarsza córka Heroda Agrypy I, króla Judei, królowa Chalkis i Cylicji, znana z burzliwego życia miłosnego; jej związek z rzymskim wodzem, a późniejszym cesarzem Tytusem stał się tematem wielu powieści, dramatów i oper. [przypis edytorski]

162. trencz — luźny, ściągnięty szerokim paskiem płaszcz z patkami, wzorowany na wojskowym płaszczu angielskim noszonym w czasie I wojny światowej. [przypis edytorski]

163. Aretino, Pietro (1492–1556) — włoski pisarz, publicysta i szantażysta, zw. biczem książąt; znany dialogów i rozważań włożonych w usta kurtyzan, odzwierciedlających renesansową swobodę erotyczną. [przypis edytorski]

164. Eddington, Arthur Stanley (1882–1944) — brytyjski astronom i fizyk, ceniony także jako autor książek popularnonaukowych. [przypis edytorski]

165. Król olch a. Król elfów — najsłynniejsza ballada Goethego, napisana w 1782, opisująca śmierć dziecka z rąk nadprzyrodzonej istoty, tytułowego króla. [przypis edytorski]

166. Werner Krauss (1884–1959) — niemiecki aktor teatralny i filmowy, jedna z gwiazd kina lat 20. XX w.; od lat 30. aktywnie popierał nazizm, został mianowany aktorem państwowym, grał w antysemickich filmach propagandowych. [przypis edytorski]

167. Shaw, George Bernard (1856–1950) — irlandzki dramaturg i krytyk, laureat literackiej Nagrody Nobla (1925); napisał m.in. dramat Cezar i Kleopatra (1898) oraz popularną komedię Pigmalion (1912). [przypis edytorski]

168. ibis — ptak brodzący o długim, wygiętym dziobie, czczony w starożytnym Egipcie. [przypis edytorski]

169. Lothar, Ernst, właśc. Ernst Lothar Müller (1890–1974) — austriacki pisarz i reżyser teatralny, w latach 1938–45 na emigracji, zakazany w III Rzeszy; autor m.in. powieści Romanca F-dur (1935), mającej formę pamiętnika młodej, uzdolnionej muzycznie dziewczyny, której pasja staje się źródłem konfliktu z ojcem. [przypis edytorski]

170. Hofmann, Józef (1876–1957) — polski pianista, kompozytor, pedagog, a także wynalazca; w 1914 z powodu wojny opuścił Europę i osiedlił się w USA; w 1934–1935 odbył tournée po Europie, koncertując również w Polsce; jeden z najsłynniejszych wirtuozów swojej epoki. [przypis edytorski]

171. Szondi, Léopold (1893–1986) — węgierski lekarz psychiatra i psychoanalityk, autor testu projekcyjnego (test Szondiego); w czerwcu 1944 uwięziony w obozie koncentracyjnym Bergen-Belsen, pod koniec 1944 uwolniony. [przypis edytorski]

172. Barochiah, właśc. Berechia (1725–1740) — przywódca żydowskiej grupy sabbatajczyków, wnuk Sabbataja Cwi, czczony przez nich jako kolejne wcielenie duszy mesjasza wcielonej wcześniej w Dawida, Eliasza, Jezusa, Mahometa i Sabbataja Cwi. [przypis edytorski]

173. Ksenofont z Aten (ok. 430–ok. 355 p.n.e.) — grecki pisarz i historyk, żołnierz najemny, uczeń Sokratesa. [przypis edytorski]

174. Ksantypa — żona Sokratesa; tradycja przypisała jej nieznośny charakter. [przypis edytorski]

175. Ea (mit.) — babiloński bóg wód słodkich, mądrości i rzemiosł, jeden z bogów stworzycieli. [przypis edytorski]

176. Mami a. Nintu (mit.) — babilońska bogini-stworzycielka, według wskazówek boga Ea ulepiła pierwszego człowieka z gliny i krwi jednego z bogów. [przypis edytorski]

177. Izyda (mit.) — egipska bogini płodności, opiekunka rodzin, przedstawiana jako siedząca matka karmiąca piersią swego syna, Horusa; często utożsamiana z boginią nieba i miłości Hathor, którą wcześniej uważano za matkę Horusa. [przypis edytorski]

178. Gwiazdy nad tobą i gwiazdy pod tobą... — z ballady Świteź A. Mickiewicza. [przypis edytorski]

179. Eros (mit. gr.) — bóg miłości; w kosmogoniach występuje jako pierwotna moc kosmiczna istniejąca od początku świata, rówieśnik Gai-Ziemi, niezbędny do zrodzenia się innych bogów. [przypis edytorski]

180. Galatea (mit. gr.) — tu: kobieta wyrzeźbiona przez Pigmaliona, króla Cypru i rzeźbiarza, który zakochał się we własnym dziele; bogini Afrodyta na usilne prośby Pigmaliona ożywiła posąg. [przypis edytorski]

181. Atum-Re (mit.) — egipski bóg słońca, stworzyciel świata. [przypis edytorski]

182. Zeus w łabędziu — grecki król bogów Zeus przemienił się w łabędzia, żeby uwieść żonę króla Sparty, Ledę. Ze związku Ledy z Zeusem narodziła się piękna Helena, Klitajmestra oraz Kastor i Polluks. [przypis edytorski]

183. Budda Siakjamuni, właśc. Siddhattha Gotama (ok. 563–483 p.n.e.) — książę z rodu Śakjów, mędrzec, założyciel buddyzmu. [przypis edytorski]

184. jak marzł Dawid na starość — kiedy biblijny król Dawid na starość marzł mimo okrywania go kocami, wyszukano młodą dziewczynę, aby rozgrzewała go w łożu swoim ciałem (1 Krl 1, 1–4). [przypis edytorski]

185. drabina Jakubowa — ze snu biblijnego patriarchy Jakuba, o drabinie łączącej niebo z ziemią, po której chodzili aniołowie (Rdz 28). [przypis edytorski]

186. Cestus veneris (łac.: przepaska Wenery) — duży bezkręgowiec morski o przezroczystym, fluoryzującym, wstęgowatym ciele. [przypis edytorski]

187. eukodal (oksykodon) — syntetyczny lek narkotyczny stosowany jako środek przeciwbólowy, mający właściwości podobne do morfiny. [przypis edytorski]

188. meskalina — silnie psychoaktywny związek chem. o właściwościach halucynogennych, występujący naturalnie w niektórych kaktusach; dawniej używana w formie ekstraktu z pejotlu, otrzymywana syntetycznie od 1919. [przypis edytorski]

189. johimbina — alkaloid uzyskiwany z kory drzewa johimby lekarskiej, występującego w zach. Afryce; wykorzystywana jako afrodyzjak. [przypis edytorski]

190. sanskryt — język indoaryjski z rodziny indoeuropejskiej, używany w staroż. Indiach, później jako język liturgiczny i literacki pełnił funkcję podobną do łaciny w Europie; zapisywany zwykle sylabicznym pismem dewanagari. [przypis edytorski]

191. Ascheima-Zondeka test — pierwszy stosunkowo wiarygodny test ciążowy, wynaleziony w 1929 w Niemczech przez B. Ascheima i A. Zondeka, którzy odkryli, że wstrzyknięcie moczu kobiet ciężarnych niedojrzałym płciowo myszom powoduje przyspieszone dojrzewanie ich narządów płciowych. [przypis edytorski]