1.

Ochroniarz mówi spokojnym, beznamiętnym głosem. Oto, co się wydarzyło.

Emek rzeczywiście truł ojca. Po części wcale mu się nie dziwię, bo sam parę razy chciałem zamordować Kutavaggia, zwłaszcza jak stał w kuchni z rękami skrzyżowanymi na piersi i próbował wsadzać nos do gara. Nie można mu jednak odmówić odrobiny rozsądku.

Być może Emek ma jakieś zalety, lecz próżno wśród nich szukać odwagi i rozsądku. Jak go znam, poczytał o truciznach w Internecie, szukając czegoś, co zabija na raty, żeby nie wzbudzać podejrzeń. Stawiam diamenty przeciw orzechom, że wybrał α-amanitynę. Nazwa brzmi dziwacznie, lecz chodzi o poczciwego muchomora. Karambol kiedyś przyniósł z lasu kopiasty kosz borowików szatańskich. Gdyby mnie nie spotkał po drodze, brałby teraz w zastaw aureole od aniołów mających problem z hazardem.

Wydestylowana fiolka położy trupem słonia, Emek zachowywał jednak tyle ostrożności, ile umiał, czyli i tak niewiele. Najpierw zaczął odwiedzać ojca, bredząc coś o wadze relacji pomiędzy ojcem a synem. Może liczył, że tatko zmięknie, sypnie szmalem i nie będzie musiał dodawać mu jadu do kawy? Kutavaggio siedział na forsie jak smok na złocie, więc jego synek przystąpił do dzieła.

Za każdym razem, gdy przychodził, wlewał ojcu do kawy kroplę α-amanityny, licząc, że staruszkowi wysiądzie wątroba. Nikt by go nie podejrzewał. Kutavaggio był dobrze po siedemdziesiątce, słowem, stał jedną nogą w grobie. Należało tylko wsadzić tam drugą. Plan zapewne powiódłby się, gdyby wziął się zań ktoś inny, a nie Emek. Mówimy o wychudzonym patałachu z oczami jak pięciozłotówki natarte łojem, o pozostawionym samemu sobie tępym smyku, który nawet nie zyskał szansy na zostanie mężczyzną. O gnojku, co zamknął się w kolorowej celi ze słuchawek i ekraników, o potykającym się o własne nogi lumpie, o smarku, który pomyliłby taboret z lamborghini, zdolnym co najwyżej do wrzucania własnych zdjęć do tego gównianego Internetu. Nie muszę sobie nawet wyobrażać, jak Kutavaggio nakrył Emka. Podtruwany musiał czuć się źle, obserwował syna, korzystając z systemu kamer, i złapał go nad kawą z buteleczką trucizny w bladej dłoni.

Kutavaggio się wściekł i z tej złości prasnął kubkiem o ścianę. Zdemaskowany Emek rzucił się na niego, licząc, że położy dziada. Nie wiedział, że stary pieniądz jest lepszy niż nowy, dawna muzyka bije na głowę tę dzisiejszą, dziad zaś natłucze młokosa. Słaby, wykończony wódką, narkotykami i bezsennością Emek padł pod ciosem krzepkiego tatuśka. Kutavaggio zwyciężył jak Ruskie pod Maciejowicami. Nie wiedział jednak, co z tym zrobić. Przyzwyczajenie drugą naturą człowieka, a pełny żołądek sprzyja dobrym pomysłom. Kutavaggio związał syna i wsadził mu szmatę w usta. Dochodziła pierwsza, więc zrobił to, co zawsze o tej porze. Zabrał Emkowi telefon, wziął też swój i poszedł do nas, do Balatonu.