I

(1633)

Wewnętrzny dziedziniec w pałacu posła toskańskiego5 w Rzymie. Na ganku, w wielkim krześle spoczywa Galileusz; przy nim klęczy córka6. Castelli7, uczeń Galileusza, bada przez teleskop gasnące gwiazdy. Poranny brzask na schyłku letniej nocy.

CASTELLI

Czy śpi?

CÓRKA

Śpi jeszcze...

CASTELLI

I co też śnić może

W ostatnich chwilach tej ostatniej nocy

Blady ten starzec!...

CÓRKA

Zbliż się! ja ci powiem...

Śni, że Bóg wielki nie ma już w przestworze

Błękitnym tronu wieczystej wszechmocy...

Że złe potęgi gorącym ołowiem

Zalały usta wszelkie, które mogą

Obwieścić prawdę... że myśl, która świata

Krąg oblatuje, jak oddech ludzkości,

Zdławiły pięścią — i zdeptały nogą

Przeraźliwego, czerwonego kata...

Że duch już nie ma praw, ani wolności...

To on śni, to z nim śni dzisiaj Rzym cały,

Świat cały!...

CASTELLI

Pani! boleść cię zwycięża.

Wiekuistości jasne ideały

Nie giną marnie z upadkiem szermierza;

Rzeczą niegodną jest wielkiego męża,

Jeśli los prawdy swym losem wymierza.

Ponad poziomem nędz i walk tej ziemi

Jest przystań ciszy i światła dla ducha;

Wieki, bijące skrzydłami orlemi,

Zerwą się kiedyś z niewoli łańcucha —

I pić polecą ze zdroju żywego...

Człowiek upada — lecz prawda jest wieczna.

CÓRKA

Wieczna... dla wiecznych... Ach! i cóż mi z tego,

Że gdzieś, za sferą naszego istnienia,

Za szeregami posępnych stuleci

Jest jakaś prawda bezwzględna, milcząca,

W wielkości swojej i sile bezpieczna,

Która spogląda bez łez i bez drżenia,

Jak ludzkość w otchłań gorejącą leci —

Nie mogąc dojrzeć świtu — ani słońca...

I cóż mi z tego?... Ja cierpię dziś właśnie;

Ja dzisiaj wątpię, dziś konam z boleści...

Jeśli jest prawda, niech grom ją obwieści,

Lub niechaj słońce na wieki zagaśnie.

z rozpaczą

To jest mój ojciec! Ja go chcę mieć żywym!

Kocham go! Słyszysz?...

słabnąc

O, bądź litościwym!...

Powiedz mi, wierzysz?... O, patrz! jak te białe

Włosy rozwiewa poranek, zbudzony

Nad chłodnym Tybrem...

CASTELLI

Czoła tego chwałę

Ogłoszą kiedyś wieki — i miliony

Duchów — i prawda zostanie uznaną!

CÓRKA

Ciszej!... ach, ciszej!... Budzi się...

GALILEUSZ

we śnie

...Giordano

Bruno8...

CÓRKA

Ach, ojcze! ojcze!... co za słowa...

Co za sen straszny!...

CASTELLI

On śni, że jest wielki!

CÓRKA

dotyka jego ramienia

Ach, ojcze! zbudź się!...

CASTELLI

On śni, że jest dzielny!

CÓRKA

Cicho, na Boga! Nie masz ty kropelki

Ludzkiej krwi w żyłach?...

CASTELLI

Śni, że nieśmiertelny!

Chwila uroczystego milczenia. Galileusz budzi się.

GALILEUSZ

Ha! świt... świt krwawy! O brzasku boleści!

Dzień hańby wschodzi... to słońce obwieści

Całemu światu mą słabość — i zdradę...

CASTELLI

zbliża się do teleskopu

Już Medycejskie gwiazdy9 gasną blade

I tylko Wenus10 jak diament goreje...

GALILEUSZ

Roma11! straszliwie dziś nad tobą dnieje!

O słońce! nie wschodź ty dzisiaj z chaosu!

Bo się zawstydzisz, jeśli będziesz bledsze

Od czerwonego, jak krew ludzka, stosu,

Co wolne duchy rozwiewa w powietrze...

Zagaście blaski wasze, srebrne globy!

Niechaj na ziemię tę, pełną żałoby,

Nie pada światło wieczystych pochodni!

O! nie patrz na mnie złotymi oczami,

Poranna gwiazdo, bo wzrok twój się splami

Od hańby czoła mego — i od zbrodni,

Którą dziś spełnić mam na własnej sławie...

CÓRKA

łkając

Ojcze mój!... ojcze!...

GALILEUSZ

Po toż życie całe

Walczyłem, z piersią odkrytą na ciosy,

Bym dzisiaj, hańbiąc siwe moje włosy,

Szedł, jak pokutnik szaty wdziawszy białe,

Odprzysiąc12 prawdę na kacerskiej13 ławie?...

Nie! Nie!... Ja nigdy nie znajdę dość siły,

By to uczynić!... Ha! tożby na głowę

Odstępcy spadły iskry piorunowe,

Skrzesane w biegu przez potężne bryły

Lecących światów... Jak to? W jednej chwili

Życie się moje całe w cień przesili —

I w mrok niesławy zapadnie blednące,

Jak przygaszone w dzień zaćmienia słońce...

I nic mi odtąd, nic... nic nie zostanie?

CÓRKA

Ach! czyż to tylko jest szczęściem jedynym,

Co się kupuje za ceny najkrwawsze

I ciągłą walką zdobywa na świecie?

Posłuchaj, ojcze! pójdziemy daleko,

Gdzie nie ma smutków — i gdzie łzy nie cieką...

Tam będę ciebie, jak maleńkie dziecię,

Pieścić co rano... co wieczór piosenki

Śpiewać ci będę... Zapomnisz tej sławy,

Która tak straszne otwiera otchłanie

I na twe czoło rzuca cień swój krwawy —

I stwarza zgryzot dojmujących męki...

Tam zostaniemy w ukryciu na zawsze!...

Ojcze! spójrz na mnie! ja jestem gotowa!...

GALILEUSZ

Gdybym miał syna, co by takie słowa

Śmiał wyrzec wobec łez mych majestatu,

Myślałbym, że on nie jest moim synem!

Lecz serce kobiet, podobne do kwiatu,

Z łez nawet rosę wysysa dla siebie —

I kwitnie jeszcze na własnym pogrzebie.

Gdyby Bóg przeklął samego Adama,

Wzniosły wygnaniec z krainy światłości

Padłby — i skonał, zanim się zawarła

Wiecznej swobody i rozkoszy brama...

Lecz była Ewa — i ta nie umarła —

I dała życie ludzkości...

GŁOS

»Dzień gniewu — dzień płomienisty...14«

GALILEUSZ

O, tak! dzień gniewu... dziś padają trony

Duchów, wzniesione nad błękit przeczysty...

O, jakżem nędzny!... O, jakżem zhańbiony!...

CASTELLI

Mistrzu mój! ucisz się tą wielką ciszą,

Która nad czasów kolei spełnieniem

Czuwa — i liczy potężnym milczeniem

Tych, co ją w duchu swym słyszą...

Ucisz się, mistrzu, i swojej boleści

Nie daj na pastwę ciemnego motłochu...

Niech ból twój, wielki jako oceany,

Nie będzie wzrokiem szyderstwa smagany,

Ani w ulicznym znieważony prochu,

Lecz niech w twej męskiej piersi się pomieści...

Ucisz się, mistrzu — i wznieś się nad siebie...

Pomyśl, jeżeli promień słońca skryty

Nie daje światła w burzliwej zamieci,

Czyż zwątpi oko, wpatrzone w błękity,

Że on nie zagasł — lecz żywie15 i świeci

Na wyższym, czystszym i jaśniejszym niebie?

GALILEUSZ

Mów, bracie! — Jakaś nieznana otucha

Z twoimi słowy16 przejmuje mi duszę...

Jam zgnębionego wcieleniem jest ducha

I dźwigać łańcuchy muszę.

powstaje i mówi z rosnącą siłą

Lecz przeszłość widzi — a przyszłość mnie słucha...

Posępna wielkość skazańca purpurę

Królewską rzuca na moje ramiona...

Potężnym cieniem na czas mój zapada...

I koronuje czoło moje w chmurę,

Z której słoneczna leci błyskawica,

Co przyszłość całą oświéca...

Przy jej jaskrawych połyskach widnieją

Walki, tryumfy i prace tych duchów,

Co żyją wielką, wszechludzką nadzieją

I rwą ogniwa ciemnoty łańcuchów...

Ludzkości! będziesz zbawiona!...

Nade mną wiek mój podnosi miecz nagi

I myśl przecina, jak promień, na dwoje...

Lecz błysk geniuszu, rzucony na wagi

Wiecznego ruchu, przyśpiesza wschód słońca...

Oto już wschodzi zorza gorejąca...

Dzień nowy chwyta za nowe oręże...

Myśl, co się w ciszy badania poczęła,

Jako krew w ludów przelewa się żyły

I nowych prądów zwiastuje świtanie...

Powstaną męże potężnej, lwiej siły,

I oko w oko obejrzą Twe dzieła,

O Wiekuisty! o Stwórco! o Panie!...

Chwila milczenia — słychać bijące w kościołach dzwony.

MARIO

wbiegając

Co to, mój panie?... Cały Rzym wzburzony,

Lud się na placach tłumami gromadzi.

Dominikanie17 snują się jak cienie...

Na Ara coeli18 biją w wielkie dzwony...

Ponury poczet kapturów się zbiera...

W arteriach miasta czuć stłumione wrzenie,

Jakby przed jakimś straszliwym wybuchem...

Procesja ciągnie do twojej pustelni...

Mówią... Lecz cóż to?... jesteście tak bladzi...

Castelli! pani! powiedzcie mi, co to?...

GALILEUSZ

Synu mej myśli! ty jesteś sierotą —

A ja — gasnącym w cieniach wieku duchem!

osłabły, upada w krzesło

MARIO

A więc to prawda?...

CÓRKA

Cicho bądź!... umiera...

MARIO

Czyż umierają kiedy nieśmiertelni?...

GALILEUSZ

głosem zagasłym

O, stokroć nędzna — i stokroć przeklęta

Jest nieśmiertelność ohydy — i zdrady!

Chciałbyś już spocząć... lecz ludzkość pamięta;

Jak upiór w dziejach pojawiasz się blady...

Wiek jeden mówi — a drugi wiek słucha:

»To Galileusz, co zaparł się ducha«.

O! dajcie wy mi grób cichy, głęboki,

Gdzie bym położyć mógł tę głowę siwą...

Gdzie by okropne, hańbiące wyroki

Nie dosięgały potęgą straszliwą

Do dostojeństwa ludzkiego korony:

Swobody myśli... O! jakżem znużony!

A jak daleko jeszcze koniec dzieła!...

CASTELLI

Odwagi, mistrzu!

MARIO

do Castellego

Czy ziemia stanęła?

Milczysz? Więc jakże dziś ten starzec może

Mieć tę odwagę straszną renegata19,

Odprzysiężeńca — i wobec wszechświata,

Co mu nad głową globy swoje toczy,

Wyprzeć się prawdy w żywe Stwórcy oczy

I na wiek wieków okryć się sromotą20?...

do Galileusza

O panie! słuchaj!... Ja jestem sierotą,

Biednym sierotą — i nie mam na świecie

Nic — i nikogo... a przecież, gdy wspomnę,

Żem myśli twojej i ducha jest dziecię,

Jakieś mnie blaski chwytają ogromne —

I w nieskończoność wytężam źrenice —

A światy, lecąc w błękitne przestrzenie,

Mojego wzroku czują błyskawice,

Krzyżując z myślą moją swe promienie...

Widzisz je? — Oto całe ich miliardy

Kreślą w przepaściach koła gorejące...

Jakże ty powiesz, że jest nieruchoma

Wielka budowa współruchu, współwagi?...

Czyż się nie lękasz, by wschodzące słońce

Rzuciło ziemi spojrzenie pogardy,

Od której w ogniach wstydu stanie Roma?

O! na to trzeba straszliwej odwagi!...

CASTELLI

Wiedz, zapaleńcze, że gdy ludzkość wciela

Ideał w zasad społecznych dziedzinę,

Godną jest rzeczą nawet Zbawiciela,

Gdy z krzyża woła: »Ja za prawdę ginę!«.

Braterstwo ludów, równość praw człowieka

Jest tym posiewem, co wzejście swe zwleka,

Jeśli mu braknie dżdżów krwawych, łez rosy.

Lecz tutaj — po co płonąć mają stosy?

Czyż przeto, że się przemoc naigrawa 21

I cichym rządom przyrodzenia bluźni,

Ruch nieśmiertelny wieczystego prawa

Bieg swój odwróci albo go opóźni?

GALILEUSZ

Pozwól mu mówić, Castelli! Przez niego

Najgłębsza tajnia22 duszy mej przemawia...

On jest zapałem wiedzy — i przyszłością

Olbrzymiej walki... siłą, która złamie

Żelazne berło starego bezprawia...

On jest jutrzenką zdobywczej ludzkości,

Potęgą woli — i świata młodością...

Pierwiastkiem ducha Bożego...

I na dziewiczym czole nosi znamię

Idei nieskończoności!...

MARIO

rzuca się do nóg Galileusza

O! dzięki tobie, ojcze mój!... Pójdź, pani!

Błagaj go ze mną, niech wytrwa do końca...

I niech nie nurza w ohydnej otchłani

Kłamstwa ostatnich blasków swego słońca...

Pójdź, pani! Osłoń wzniosłą starca głowę

Od mar posępnych zwątpienia — bojaźni

I niech zakryją włosy twoje płowe

Przed jego wzrokiem krwawe widmo kaźni...

O, pójdź!...

CÓRKA

łkając

Milcz, Mario, bo mi pęknie serce!

MARIO

Ha! tak!...

powstaje

Posłuchaj! jeżeli się dowiem,

Że za pieniądze jesteś nierządnicą,

Klnę ci się, pani, mą duszą, mym zdrowiem,

Że pójdę patrzeć, jak idąc ulicą,

Uczciwi ludzie omijają ciebie

I jak wyglądasz w hańby poniewierce...

Jak to! tyś córka? — i — przez Boga w niebie,

Patrzysz, jak ojciec twój siwy i stary

Ginie w straszliwej dla męża bezcześci23

I toniesz we łzach bezpłodnej boleści,

Zamiast się podnieść do wielkiej tej miary,

Co bohaterów stwarza — i ofiary?...

Tyś córka, pani?... i wolisz go żywym

Trupem niż wolnym, nieśmiertelnym duchem?

I słabość jego — uścisków łańcuchem

Do życia hańby przykuwasz straszliwym?...

do Castellego

Ach! i ty, zimny, bogdajbyś24 od łuny

Stosów rozgorzał! Bogdajbyś na ziemi

Bolał ludzkości ranami żywemi...

Bogdajbyś zrzucił tę maskę półboga,

Która w milczeniu patrzy, jak pioruny

Biją w pierś żywą, jak ciemność złowroga

W twarz rzuca słońcu ohydne swe plamy25!

Bogdajbyś cierpiał skazańca rozpaczą

I poczuł gorycz łez tych, którzy płaczą!...

Wspiera się o mur, zakrywszy twarz dłonią; słychać ciche łkanie.

GALILEUSZ

Błogosławiony bądź, duszy mej synu!

Ostatnim wolnym, nieskażonym tchnieniem

Poświęcam ciebie na prawdy szermierza!

Ty wytrwasz dzielnie! Ty będziesz promieniem,

Co w ciemność całą potęgą uderza,

Aż skrzesze iskrę zapału, grom czynu!

MARIO

Ale ty, ojcze, ty?

CÓRKA

Cicho!... słyszycie

Ten głuchy łoskot i hasła u bramy?...

Chwila milczącego oczekiwania; wchodzi poseł toskański.

POSEŁ

Dostojny panie! rozłączyć się trzeba...

Straż Inkwizycji u wejścia już czeka...

MARIO

Ach! że też słońce z wysokiego nieba

Nie spadnie na te upodlone głowy!...

POSEŁ

do Galileusza

Męstwa, mój panie! Czy jesteś gotowy?

GALILEUSZ

ponuro

Wyrzec się części człowieka —

I hańbą okupić życie!...

POSEŁ

Castelli! wprowadź mistrza do komnaty...

Pójdź, pani! Losu nie odmienisz łzami!

Podaje rękę córce; wychodzą. Przez otwarte drzwi słychać śpiew mnichów, oczekujących na Galileusza.

GŁOS

W dzień sądu Twego...

CHÓR

Zmiłuj się nad nami!

MARIO

chwilę słucha w osłupieniu, a potem, wznosząc w niebo zaciśnięte ręce, mówi

Więc to tak, Boże, rządzisz swoje światy?

. . . . . . . . . . . . . . . .