W rocznicę śmierci Zygmunta Krasińskiego

Modliły się dziś echowe kolumny,

Łkaniem swych piersi i ech swoich płaczem,

Do archanioła, co stoi u trumny,

Tego, który tu w życiu był tułaczem

I odszedł, gdzie go wiodła smętna gwiazda,

Domostwa szukać i wiecznego gniazda.

A usta, które tam w ciszy pałały,

Jak pała ogień stłumiony popiołem,

Rzekły: Dopókiż, archaniele biały,

W grobowcach mieszkać będziesz, bladem czołem

Jako umarły księżyc świecąc ziemi,

Cichy, nakryty skrzydły przebitemi?

Oto już harfy, które cię płakały,

Zmilkły, jak orły uśpione na chmurach,

I wytracone są z kołczanów strzały,

Które duch ciskał, na złotych się piórach

Pieśni unosząc... Z serc sypie się próchno...

Maluczko leszcze, a wichry nas zdmuchną.

Oto już słowik, co wołał: «Cezara!»

W gotyckich sklepień obłąkał się ciemnie,

Oto przedświtu budząca się mara,

Jutrzenki złote rozpala daremnie,

Oto Irydyon sny przespał złowieszcze,

A ty nie wznosisz skrzydeł? Ty śpisz jeszcze?

O zmiłuj ty się i nie daj żałować

Tym, co umarłej oddali swe życie,

Nie daj im ducha zwątpieniem zepsować,

Ale im ukaż tę zorzę w błękicie,

Co ma, po wiekach, zajaśnieć nadzieją...

O zmiłuj ty się, bo serca nam mdleją!

...................................

Lecz wkoło była cisza. Żadne usta

Płonącym owym nie dały odzewu.

A wielka nawa ostygła i pusta,

Podobna była umarłemu drzewu,

Na którem umilkł śpiew i ptasie szmery,

A śmierć zeń ciosa cicho deski cztery.