Przedmowa

Maria Ratuldowa, z domu Rakowska, jest warszawianką. Ukończywszy tu III gimnazjum żeńskie z medalem, po odpowiednim przygotowaniu się dodatkowym wybrała się na dalsze studia do Paryża, gdzie wstąpiła na wydział przyrodniczy w Sorbonie. W krótkim bardzo czasie młoda studentka wyszła za mąż za kolegę z medycyny, Władysława Ratulda, nie wyrzekając się bynajmniej dalszej pracy dla nauki. Niestety, obowiązki żony i matki, boć cóż naturalniejszego być może niż macierzyństwo po zamążpójściu, często i na długo odrywały przyrodniczkę od studiów uniwersyteckich, w każdym razie mimo wszystko, mimo przerw i trudności, udało się przecież pani Marii skończyć przyrodę. Mąż tymczasem wcześniej załatwił się ze swoim doktoratem i rozpoczął samodzielną praktykę lekarską w Paryżu, pracując jednocześnie jako asystent w klinice okulistycznej doktora Gałęzowskiego, gdzie wyrabiał sobie po trochu opinię jednego z najzdolniejszych pomocników słynnego profesora. W ślad za tym i praktyka osobista wzrastała bardzo szybko. Sława jego jako specjalisty od chorób ocznych przeszła poza obręb dzielnicy, w której mieszkał, i ściągała mu pacjentów z całego miasta. Jakoż wkrótce wycofał się z praktyki ogólnej, od której każdy prawie młody lekarz w Paryżu zaczyna, i oddał się wyłącznie okulistyce.

W tym czasie szach perski, panujący jeszcze wówczas Nasr-Eddin, zwrócił się do profesora Gałęzowskiego z propozycją urządzenia mu w krainie Lwa i Słońca klinik i przygotowania z miejscowych lekarzy specjalistów do walki z trapiącymi okrutnie ludność tamtejszą chorobami oczu. Rzeczywiście szerzą się w całej Persji złośliwe, uparte zapalenia i inne dolegliwości oczne, z którymi miejscowi hakimi rady sobie dać nie umieją. Sam Nasr-Eddin zapadał był kiedyś bardzo poważnie na oczy i wtedy z Paryża sprowadzał sobie do Teheranu doktora Gałęzowskiego. Po szczęśliwie dokonanej operacji król królów nie zapomniał o słynnym okuliście i jako dowód pamięci posyłał mu od czasu do czasu perskie znakomitości medyczne, ażeby pod kierunkiem słynnego lekarza europejskiego rozszerzyć nieco mogli ubogi zakres swego wschodniego wykształcenia zawodowego. Kiedy więc w r. 1894 perskie ministerium1 oświaty postanowiło utworzyć w kraju coś w rodzaju szkoły okulistycznej i poszukiwano odpowiedniego kierownika, zwrócono się przede wszystkim do dawnego lekarza szacha. Organizacja całej instytucji i edukacja przyszłych sław lekarskich zrazu trwać miała dwa lub trzy lata. Dr Gałęzowski na stanowisko to polecił swego asystenta, doktora Ratulda, który też, nie wahając się długo, po przeprowadzeniu bezpośrednich rokowań z ministrem oświaty Melibere-Dowleh pożegnał paryskich pacjentów i wyruszył w podróż z żoną i sześcioletnią córeczką. Nadmienić tu jeszcze należy, co zresztą autorka szeroko opisuje w swej Podróży, że państwo Ratuldowie do tego kraju, zabitego deskami przesądów religijnych i innych od reszty świata cywilizowanego, jechali drogą nie najłatwiejszą, utartą po części przez Europejczyków, ale owszem, najbardziej mozolną i niebezpieczną. Drożynami, po których drepczą karawany mułów i wielbłądów, jak za czasów biblijnych, przedzierać się musieli przez góry Małej Azji, przez niedostępne skały Kurdystanu, podminowanego nadto w tej właśnie chwili fermentem nienawiści plemiennych. Echa rzezi armeńskich, odgłosy okrutnych mordów, łuny oddalonych pożarów towarzyszyły podróżnym naszym w przeprawach nad karkołomnymi urwiskami.

Kiedy po dwuletnim pobycie w Teheranie pani Ratuld-Rakowska powróciła do Paryża, przyjaciele namówili ją do spisania tych przygód i wrażeń bądź co bądź niepowszednich i oto powstał tom, tym ciekawszy może od innych opisów Wschodu, że autorka, jako kobieta, miała wstęp do zamkniętych zazdrośnie przed mężczyznami enderumów i odkryła wiele interesujących szczegółów z życia haremowego kobiet, tych nieszczęsnych ofiar ponurej azjatyckiej kultury.

Pani Maria Ratuld-Rakowska mieszka odtąd stale w Paryżu i pisuje do pism polskich korespondencje oraz artykuły z dziedziny literatury i sztuki.

T. Jaroszyński