XII.

Lipy stały w kwieciu niespełna rok potem, otulając gęsto stare gniazdo Orwidów. Miliony pszczół krążyły wśród rozłożystych konarów, a u ich spodu na ziemi uwijały się karawany mrówek i ludzi pracowitych. Nikt nie próżnował mimo upalnego południa, nawet stary Filemon udawał zajęcie, chodząc z pokoju do pokoju i ścierając po raz setny imaginacyjne kurze.

Lipy zaglądały w otwarte okna, rzucając kłęby miodowej woni i puch srebrzysty; pszczoły, uzuchwalone ciszą w domu, docierały bezkarnie aż do łysiny głuchego kredencerza: nikt ich nie płoszył. Dom wyglądał pusty, tylko u jednego okna słychać było ludzkie kroki i suwanie sprzętów.

Tam wewnątrz oryginalnie wyglądało, ściany pokoju otaczały półki szerokie, zastawione od góry do dołu tysiącem kuchennych specjałów i skarbów kobiecej skrzętności. Czego tam nie było! Pęki suszonych grzybów, antałki octu, szeregi butelek z nalewkami i sokiem, konserwy, konfitury, stosy żółtego wosku, białego lnu, zapasy mogące zaopatrzyć oblężoną fortecę.

Na ścianach wisiały ogrodnicze narzędzia i wiązanki suszonych ziół i kwiatów, a całą szerokość tej szafiarni176 zajmował stół biało malowany, nad którym schylona postać kobieca nakładała z wielkiego kosza na kryształowe talerze wonne maliny.

Pszczoły zaglądały i tu, znęcone zapachem wosku i miodu, uwijały się nad malinami, wtedy kobieta podnosiła głowę i przyglądała się z lubością skrzętnym robotnicom. Cieszyła ją ta praca niestrudzona.

Nagle ktoś z ogrodu rozchylił gałęzie lip i cień stanął między słonecznym dniem w oknie.

— Ciociu! Szukam wszędzie! — zawołał dźwięczny, młody głos.

Kobieta opuściła łyżkę i poczciwa, stara twarz panny Anety Czertwanówny zwróciła się do okna.

— Kogo szukasz, moje dzieciątko? — spytała niespokojnie.

Ciemna głowa Irenki przechyliła się dalej do środka, oparła oburącz na krawędzi okna i zaśmiała się do staruszki blaskami piwnych oczu, białymi ząbkami, koralem świeżych ust. Śliczna była w tej jasności słońca i wyrazu twarzy.

— Kogo? Cioci, naturalnie! Jedynej, wiernej towarzyszki! Jestem tu od rana jak zaklęta królewna. Opuścił mnie mąż, Julka Nerpalis, nareszcie Marwitz. Załatwiłam swe roboty i szukam cioci wszędzie. Czy to dla naszych gości ten specjał?

— Za godzinę wrócą, moja śliczna! Na dworze upał i kurz. Niech się ochłodzą jagodami. Może i tobie, moja złota, podać?

— I owszem, ciociu, bo i ja się dość nałykałam kurzu. Byłam w trzech folwarkach. Ten nieznośny Marek siedzi sobie w Kownie i ani dba, że tu potrzebny. Zostawił mi cały kłopot i rad. Ani pomyśli, że na moją głowę dość jednego Clarka z nieustannym lamentem i przypuszczeniami różnych nieszczęść.

— Nierad on siedzi, moja duszko, cóż gdy trzeba? Ale mi dziś kabała177 powiedziała, że rychło wróci. Proszę malinek, niech smakują.

— Dziękuję cioci. Podobno nasz czarodziej niezdrów? Wyprawiłam Clarka, żeby go odwiedził.

— Najgorsza choroba nasza — starość. Czego toby się nie zrobiło, żeby się miało młode ręce, nogi i głowę? Stara się człowiek, stara, i zawsze mało.

— Czyż ciocia jeszcze mało robi albo nasz Ragis poczciwy? Ciekawam, kto by mógł więcej?

— Moje dzieciątko! To twoja dobroć tak mówi tylko, ale co prawda, to prawda. Daje wam Bóg za to swą łaskę i dawać będzie. Idźcie, pszczółki, idźcie na boży świat, bo okienko zamknę.

— Gdzież to ciocia znowu się wybiera i mnie wyprawia razem ze pszczółkami?

— Pójdę, moja duszeczko, do ogrodu, do maku. Siaki taki grosz się tam zbierze dla Marka na tytoń, a potem na wieś zajrzę, bo dziatwa bardzo na koklusz choruje. Jest i na to ziółko przy bożej pomocy.

Irenka chciała coś mówić jeszcze, gdy wtem turkot rozległ się na drodze.

Nadstawiła ucha i zarumieniła się radosną nadzieją.

— Może on? — szepnęła do siebie, odchodząc szybko w stronę ganku.

— Pewnie Clarke — dodała o wiele spokojniej, słysząc, że hałas to był powozu, a nie pocztowej bryczki.

Zahuczały koła na kamieniach podjazdu i ucichły.

— Pewnie goście! — westchnęła Irenka. — Będzie pusta rozmowa, ciekawe spojrzenia i w rezultacie plotki... Nic się nie dziwię, że Marek tak nie lubi etykietalnych wizyt!

Weszła na ganek ogrodowy i rzuciła z niechęcią na stół kapelusz i rękawiczki.

W tej chwili młodszy kolega Filemona wyszedł z domu i ogłosił:

— Proszę jasnej pani, przyjechała pani ze Skomontów!...

Promienna twarz Irenki spoważniała natychmiast. Cień chłodu pokrył złotawe źrenice, zagryzła usta i nie mówiąc słowa, wyszła na spotkanie rzadkiego gościa. Macochy Marka nie widziała już od roku.

W salonie odbyło się przywitanie wedle wszelkich wymagań etykiety.

Pani Czertwanowa cała w atłasach, czerwona i zakłopotana, umieściła się na kanapie, Irenka naprzeciw niej na krześle.

— Co za cudowną ma pani rezydencję — zaczęła się zachwycać wdowa — jakie kwiaty, szpalery! Jak to starannie utrzymane! Nic tu nie brak, ażeby pobyt uczynić przyjemnym!... Jaka pani szczęśliwa, posiadając to wszystko!

— Nawet bez dodatku szpalerów i kwiatów nic mi do szczęścia nie brakuje — uśmiechnęła się lekko młoda kobieta.

— Zapewne, zapewne! — potakiwała, wzdychając, pani Czertwan.

W tej chwili przez drzwi od ogrodu wsunął się wielki bury pies i ułożył się u nóg gospodyni, nieufnie spoglądając na gościa. Pani Czertwan usunęła skwapliwie swe atłasy, a Irenka pogładziła psa.

— Idź, Margas, zobacz, czy pan nie wraca! — rzekła mu.

Zrozumiał, bo wstał i wyniósł się z pokoju.

— Więc nie zastałam Marka? — zagadnęła niespokojnie macocha.

— Nie, pani, jeszcze z Kowna nie wrócił.

— Bardzo mi przykro. Chciałam obojgu złożyć moje spóźnione życzenia. Okoliczności nie pozwoliły mi być na ślubie... Bardzo mi to było przykre...

— I nam także! — odparła lakonicznie Irenka. — Z rodziny Marka jeden poczciwy Kazimierz przybył na nasz ślub, za co mu stokrotnie jestem wdzięczna.

— Biedny Wicio ciężko był chory wówczas, nie mogłam go odstąpić, choć szczerze pragnęłam powinszować Markowi takiego losu.

— Sądzę, że mnie raczej należały się powinszowania. Wracając do Kazimierza, wezwał on teraz Marka na swoje zaręczyny z panną Jazwigło. I ta para warta powinszowania i serdecznych życzeń, bo oboje bardzo poczciwi.

— Ach! — jęknęła pani Czertwan. — Co to za partia? Kazimierz sklep założył.

— Cóż w tym złego? — ruszyła ramionami Irenka. — Nie sklep właściwie, ale kantor zbożowy. Być uczciwym handlarzem równie zaszczytnie, jak rolnikiem lub urzędnikiem. Praca to jak każda inna.

— Zapewne, zapewne! Ale Kazio mógłby osiąść w swym majątku. Długów nie miał i Marek odstąpiłby mu z dzierżawy.

— Mój mąż, pani, nie ustępuje nigdy od jednego planu, a Kazimierz bardzo chętnie sprzedał mu swą fortunkę.

— Wiem, wiem! Znam Marka. I my mu ustąpić musimy. Pani słyszała rezultat sądu, który się odbył ostatecznie we wtorek?

— Słyszałam od pana Rymwida wczoraj. Próba poprawy pana Witolda spełzła na niczym, a cyfra długów przenosi wartość majątku.

— Niestety! Biedak się wił jak ryba w sieci, ale nieszczęście go prześladowało. Jesteśmy, jak rozbitki, teraz na łasce Marka i jedyna nasza ucieczka w pani.

— We mnie? — ruszyła brwiami piękna gospodyni. — Mogę panią zapewnić, że być na łasce Marka nie jest wcale strasznym. Położenia swego on nigdy nie wyzyskuje, jak inni.

— Broń Boże! Ja go mam za najlepszego, ale cóż my teraz ze sobą poczniemy bez ziemi, funduszu i miejsca zamieszkania? Wicio rad by szukać kariery, ale gdzie? A ja przyjęłabym służbę, ale tymczasem gdzie głowę ułożymy? Pani jedna może wpłynąć na Marka, żeby o nas pomyślał i zajął się bratem. Proszę mi obiecać tę łaskę.

— Mogę pani zaręczyć, że uczyni to sam z siebie. Zemsta nie leży w jego naturze! Zresztą spodziewam się go lada chwila z powrotem. Wspólny interes może być wspólnie omówiony. Szkoda tylko, że pan Witold nie będzie obecny.

— Jakże, i on wybrał się ze mną do Poświcia, ale po drodze spotkał pana Marwitza i opuścił mnie dla milszego towarzystwa. Mieli podobno odwiedzić starego Ragisa i spotkać tam Hankę z jej przyjaciółką. Zaraz pewnie przyjadą.

— Nawet już jadą, poznaję po turkocie.

Po chwili ruch się zrobił w domu i przez otwarte szeroko drzwi weszła Julka, coś nucąc wesoło, Hanka z widoczną zadumą na twarzy, Marwitz, zawsze zajęty swymi tylko myślami, a na końcu Witold, cichy jakiś, znudzony i niepewny przyjęcia.

— Ragis zdrów — oznajmiła po przywitaniu Julka — obiecał przyjść jutro z własnym sprawozdaniem i podzięką.

— Bardzo ci wdzięczny za pamięć! — wtrąciła z cicha Hanka.

— I bardzo tęskni do panny Anety! — dodała wesoło Julka.

Witold nieśmiało z daleka ukłonił się Irence, wybąknąwszy coś niewyraźnie. Jego humor, żarty urwisa, cynizm bursza178, roztopiły się i znikły wraz z funduszem. Bez złota było to zero.

Rozmowa stała się ogólna, dość ożywiona za staraniem Julki. Irenka coraz częściej wyglądała oknem i nadstawiała uszu.

Pani Czertwan całą swą uwagę i łaskę zwróciła na Marwitza.

— Pan niedawno w naszych stronach? — zapytała uśmiechnięta.

— Przyjechałem jednocześnie z tymi paniami — odparł, oczyma wskazując na Hankę.

— A długo pan myśli zabawić?

— Do wyjazdu tych pań.

— Jeszcze dwa tygodnie zatem — zauważyła z ubolewaniem. — Pan się znudzi okropnie na Żmujdzi.

— Ja? Znudzę się? — zawołał, otwierając szeroko swe blade oczy. — A te panie? A rybołówstwo? Ja się tu okropnie bawię!

Irenka wmieszała się do rozmowy:

— Niedługo już, Clarke, tej okropnej zabawy! Lada dzień Żorż zawinie ze swą „Hero’’ do Libawy i porwie cię po woli czy nie po woli do ojca. I słusznie: ja gotowam nawet dopomóc mu ze swej strony.

— Ty wiesz, Iry, że nie pojadę — odparł ze swym spokojnym uporem.

— Co się ma stać naszemu koledze? — spytała Julka. — Któż to dybie na jego swobodę?

— Rodzony brat, z polecenia ojca.

— Czego oni chcą ode mnie? — zamruczał Amerykanin. — Żorż sobie wróci, jak przyjechał. Ja miłuję nade wszystko spokój.

— A robisz burzę w rodzinie!... — zaśmiała się Irenka.

— Niepodobne to do pana Marwitza — wtrąciła pani Czertwan.

Podczas tej rozmowy słychać było kroki na żwirze ogrodowej ulicy i dwa głosy: dyszkancik kobiecy i bas męski. Zbliżały się one do ganku i przy ostatnich słowach pani Czertwan uchyliły się drzwi salonu, a w progu stanął tak oczekiwany pan i gospodarz.

— Nareszcie! — zawołała Irenka, porywając się z miejsca. — Skąd się tu wziąłeś pieszo?

— Dobry wieczór! Dowiedziałem się po drodze, że chrzestny chory, więc ruszyłem wprost do zaścianka. Wracałem przez rzekę.

— Przez Dewajte — poprawiła.

— Niech i tak będzie. Odwiedziłem starego druha.

Ucałował jej obie rączki długo i serdecznie. Powitali się gorącym spojrzeniem i uśmiechem szczęścia. Potem, nie okazując zdziwienia, skłonił się nisko macosze i przywitał swobodnie resztę towarzystwa.

— Jakże stoją sprawy Kazimierza? — zapytała pani Czertwan.

— Wczoraj odbyły się jego zaręczyny. Miał ze mną jechać, ale ponieważ zwlekał z dnia na dzień, a ja nie chciałem czekać, został, obiecując odwiedzić matkę wkrótce. Zupełnie zadowolony ze swego przedsięwzięcia i zamiarów. Marwitz, mam tu dla ciebie list i depeszę — dodał, zwracając się do Amerykanina.

— Żorż czeka! — zaśmiała się Irenka.

— Niech czeka! — zadecydował spokojnie Marwitz, chowając obie koperty do kieszeni.

Panna Aneta ukazała się w progu, za nią wniesiono maliny.

Marek usiadł obok żony. Obecność macochy i Witolda zasępiła mu czoło. Zamilkł, kręcąc wąsy. Czuł w powietrzu nowy napad na jego spokój. Julka, jak zwykle, pierwsza zrozumiała, że się zanosi na scenę familijną, w której one dwie i Marwitz byli zbyteczni. Skinęła na Hankę i wyszły do parku. Amerykanina nie trzeba było wołać. Zaledwie drzwi się za nimi zamknęły, wstał, wziął czapkę i westchnąwszy, ruszył w tymże kierunku. Panna Aneta, nakarmiwszy Marka malinami, ucałowawszy go serdecznie, wyniosła się także cichutko. Miała sobie za grzech próżnować w dzień roboczy.

Pozostali, milcząc, obserwowali się przez chwilę. Witold wstał i przeszedł się po salonie, niby oglądając malowidła, Irenka podała mężowi papierosy, pani Czertwan kręciła się niespokojnie, nie wiedząc, jak zacząć swą sprawę. Marek wywierał na nią wpływ przygnębiający.

Młoda kobieta zrozumiała ten wzrok i pierwsza przerwała milczenie.

— Pani Czertwan przybyła tu w interesie do ciebie, Marku. Niespokojna jest, co z nią będzie teraz, gdy Skomonty przechodzą na twoją własność.

— Co? Matka dziesięć lat mieszkała tam przecież przy moim zarządzie. Zdaje mi się, że jej nic nie brakło. Nie zajmuję wiele miejsca, jak to sobie przypomina.

— Więc mnie zatrzymasz? Nie wypędzisz? — zawołała, składając ręce.

— Za kogo mnie matka ma! Skąd takie wyobrażenie? Nie trzeba ludzi sądzić wedle siebie, ale wedle faktów!...

— I Wicio może przy mnie pozostać? — przerwała, pąsowiejąc.

— Witold nie! Matka ma prawo i wiek za sobą, by w spokoju i wygodzie żyć bez trudu. On niech idzie i uczy się z musu pracować. Ja go na pieczeniarza i próżniaka nie myślę kierować. Dla niego w Skomontach nie ma miejsca...

Pani Czertwan zalała się łzami. Chłopak zmienił się na twarzy; znać było, że wstyd go ogarniał, żal, złość nawet.

Zatrzymał się przed Markiem i zadąsany, chmurny, wybąkał przez zęby:

— Nie będę twego chleba żebrał, możesz być spokojny. Wolę z głodu umrzeć gdzieś pod płotem. Jutro wyjeżdżam!

Irenka podniosła głowę i spojrzeniem powstrzymała Marka, który, swoim zwyczajem, miał na ustach odpowiedź lakoniczną i twardą.

— Panie Witoldzie — rzekła poważnie, a zarazem serdecznie — nie traktujmy tego przedmiotu z gniewem i obrazą. Nie chodzi tu, aby pan zmarniał, ale żeby pan się podniósł. Marek panu nie żałuje chleba, ale żąda pracy i rehabilitacji. Rozważmy serio i spokojnie kwestię tej pracy. Poszukajmy jej wspólnie.

— Nie tak to łatwo — zamruczał.

— Zajmij się w kantorze Kazimierza — rzekł Marek.

— Nie chcę! Za nic nie chcę! — skoczył chłopak. — Tu, gdzie mnie wszyscy znają? Nie zostanę, wolę Sybir!

— Biedaczek, nie zniesie takiej zmiany położenia — westchnęła matka. — On chce wstąpić do wojska.

— To wcale nie kariera — wtrącił Marek niechętnie. — Przy jego nawyknieniach i gwałtownym charakterze gotowa awantura.

Zamilkli wszyscy zamyśleni. Nagle Irenka poruszyła się żywo i zwróciła do męża ożywioną twarz.

— Marku, a Drake City? — zawołała.

— Co? Myślisz, że on tam się zda? Wyjechałbyś do Ameryki, Witoldzie?

— Bardzo chętnie. Nic mnie tu nie wiąże. Wszystko obrzydło — odparł zapytany. — Może mi tam szczęście lepiej posłuży? Pojadę!

— Tak daleko? Za morze?! — zaczęła, łamiąc, ręce, matka.

— Bez ofiary się nie obędzie — rzekł Marek. — Pożegna go matka ze łzami, a może za lat kilka powita z radością. Wezmę Clarka do pomocy.

Wstał żywo i wyszedł do ogrodu. Po chwili wrócił z Amerykaninem.

Marwitz, snadź już poinformowany, podszedł prosto do Witolda.

— Panie! — zawołał. — Pan mnie ratuje! Ja pana oddam bratu na swoje miejsce! Tam, za oceanem, znajdzie pan rodzinę, dom i moją przędzalnię bawełny. Ja wszystko panu oddaję, bo wcale wracać nie myślę. Bo to, widzi pan, mam tutaj teraz cel i obowiązki.

— Posłyszymy po raz setny historię niefortunnego pierścionka — szepnęła Irenka wesoło do męża.

— Wybawiłaś nas, jedyna, z wielkiego kłopotu! Może Ameryka zrobi cokolwiek z tej lalki, bo Europie on stracony — odparł Marek.

Istotnie, było to rozwiązanie kwestii nadzwyczaj pomyślne.

Rozchmurzyło się czoło Witolda, pani Czertwanowa otarta łzy, a Marwitz prawił cuda o życiu za Atlantykiem. Spokój powrócił...


Potem rozjechali się wszyscy wesoło i w zgodzie. Wieczór zapadł.

Jak dawniej, na ganku lewej oficyny stała gromada oficjalistów, zwiększona jeszcze tymi, co przybyli po rozkazy z Ejników, Budrajciów i Skomontów. Ten sam jasnowłosy olbrzym wydawał rozkazy krótko, stanowczo, z widoczną chęcią uwolnienia się czym prędzej.

Potem rozległo się unisono:

Łabanakt, pone!179

Likites swejki!180 — odparł, zamykając oficynę.

Rzecz niesłychana! Marek Czertwan nucił coś półgłosem, wracając do domu. Nauczyła go tego zapewne Irenka.

Wszyscy spali, ona tylko czuwała, oparta w oknie, oczekując na niego.

— Skończyłeś już? — rzekła serdecznie, wyciągając rękę.

— Skończyłem — odparł poważnie, prostując się w całej swej okazałości. — Wszystko skończyłem! Żadnej myśli nie zostawiłem niedokonanej! Ziemia moja. Odzyskałem, jakem sobie przysiągł, i dąb mój stary żyje i przestoi na wieki! Dziś mi szumiał tak potężnie, jak młody!

— O, jakiś pyszny, Wejdawutas! — zaśmiała się przekornie. — A pamiętasz, przed rokiem, te okropne otchłanie, troski, męki? Pokonałeś wszystko! Było ich legion, wrogów, a ty jeden, bohaterze! Teraz tobie czas spocząć i być szczęśliwym. Wyrosłeś, jak twój Dewajtis, na przykład całym pokoleniom. Już ci teraz nic nie brak.

— Nie! Dobiegłem celu! Mogę spocząć — wyszeptał, zapatrzony w mrok nocy i gwiaździste niebo.

Po chwili zamruczał, jakby do siebie:

— Brak mi czegoś jeszcze! O, brak! Ale nie moja siła na to! Dąb szumi, że wszystko mija i marna wszelka potęga przy bożej mocy! Dąb wieki patrzy i lepiej wie niż my, efemerydy! Wszystko mija! A choćby i nie minęło...

Zaiskrzyły mu się źrenice i przez zęby, z kamiennym uporem, dodał:

— Czy się stanie, co się ma stać, czy nie stanie, Żemaitis zawsze zostanie!

„Zostanie” — powtórzyło echo cichej nocy wśród lip stuletnich, drżeniem przyrody, i przebiegło, coraz cichsze, aż na fale Dubissy i wierzchy dąbrowy.

„Zostanie!” — zdawała się mówić ziemia cała, urobiona z klęsk, strat i ciągłej walki. Potakiwała swemu synowi...

Przypisy:

1. żmujdzki — dziś: żmudzki; tj. należący geograficznie do Żmudzi. [przypis edytorski]

2. secina — setka; liczna gromada. [przypis edytorski]

3. wyglądał zalękły, zgnębiony — dziś: wyglądał na zalękłego, zgnębionego. [przypis edytorski]

4. by (daw.) — tu: niby, jakby, tak jak. [przypis edytorski]

5. zmitrężyć — zmarnować, stracić. [przypis edytorski]

6. Tegul bus pagargientas Jesus Chrystus — Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. [przypis edytorski]

7. At amżiu amżiunujes! — Na wieki wieków. [przypis edytorski]

8. pod Bożą męką — pod figurą wyobrażającą Jezusa Chrystusa konającego na krzyżu. [przypis edytorski]

9. opas — tu: upasiony byk. [przypis edytorski]

10. Żmujdzin — dziś: Żmudzin. [przypis edytorski]

11. śmiertelni (reg.) — dziś popr.: śmiertelny. [przypis edytorski]

12. wola (daw., gw.) — wolność. [przypis edytorski]

13. snadź (daw.) — widocznie, najwyraźniej. [przypis edytorski]

14. coć — zaimek rzecz. co z partykułą wzmacniającą ci, skróconą do . [przypis edytorski]

15. ozwać się — odezwać się. [przypis edytorski]

16. możeś — skrót od: może jesteś. [przypis edytorski]

17. najstarszyś — skrót od: najstarszy [jeste]ś. [przypis edytorski]

18. poklękli — dziś popr. forma: uklękli a. poklękali. [przypis edytorski]

19. Judica me Deus et discerne causam meam (łac.) — Osądź mnie, Boże, i broń mojej sprawy (incipit Psalmu XLII, w Biblii hebrajskiej XLIII). [przypis edytorski]

20. zaciętymi usty (daw. forma) — dziś: zaciętymi ustami. [przypis edytorski]

21. szydersko — dziś: szyderczo. [przypis edytorski]

22. gadajże — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -że; znaczenie: gadaj koniecznie, gadaj nareszcie. [przypis edytorski]

23. hołysz — golec, biedak. [przypis edytorski]

24. zjeść harbuza a. dostać harbuza — dostać kosza; otrzymać odmowę od dziewczyny, z którą chce się żenić, lub od jej rodziców (opiekunów). [przypis edytorski]

25. dobrzeście zrobili — daw. konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika; inaczej: dobrze zrobiliście. [przypis edytorski]

26. Aleksota a. Milda (mit. lit.) — bogini miłości i zalotności (wg. zbieracza starożytności litewskich, Teodora Narbutta). [przypis edytorski]

27. Perkun (mit. lit.) — gromowładny bóg niebios, ognia i płodności, burzy i wojny; naczelne bóstwo w mitologii wszystkich ludów bałtyjskich; jego świętym drzewem i symbolem był dąb. [przypis edytorski]

28. Kriwe Kriwejte — pogański kapłan na Litwie w okresie przedchrześcijańskim; pełnił funkcję zwierzchnika nad wszystkimi innymi duchownymi w pogańskiej Litwie. [przypis edytorski]

29. turbować — sprawiać kłopot; niepokoić. [przypis edytorski]

30. rówieński — przym. od nazwy miasta Równe (ukr. Рівне), położonego w zach.-płn. części Ukrainy, nad rzeką Uście. Równe było stolicą obwodu rówieńskiego, ufundowanym jeszcze w XV w. wielokulturowym ośrodkiem miejskim. [może jednak rosieńskich szkół? Bo Równe daleko, a Rosienie bliżej, i szkoły tam były] [przypis edytorski]

31. wpadłe (...) oczy — podkrążone, zapadłe; tu: głęboko osadzone. [przypis edytorski]

32. Rosienie (lit. Raseiniai, żmudz. Raseinē) — miasto na Litwie, w okręgu kowieńskim 76 km na płn.-zach. od Kowna, położone nad rzeką Hosienką; dawne miejsce obrad sejmików ziemskich Księstwa Żmudzkiego (XVI–XVIII w.); w Rosieniach działały szkoły różnych wyznań, m.in. gimnazjum pijarów. [przypis edytorski]

33. larendogry (fr. l’eau de la reine d’Hongrie, łac. aqua Reginae Hungaricae: dosł. woda królowej węgierskiej) — znana od średniowiecza zapachowa woda toaletowa oraz nalewka spirytusowa przygotowywana z ziela rozmarynu lekarskiego, której przypisywano działanie lecznicze i pielęgnacyjne; wynalezienie larendogry przypisywano królowej Elżbiecie, córce Władysława Łokietka, żonie króla węgierskiego Karola Roberta. [przypis edytorski]

34. jakem (...) wyedukował — konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika; inaczej: jak wyedukowałem. [przypis edytorski]

35. wszystko podobne — tu: wszystko [jest] prawdopodobne, możliwe. [przypis edytorski]

36. przedstawienia — tu: tłumaczenia, wyjaśnienia. [przypis edytorski]

37. Sub Tuum praesidium confugimus, Sancta Dei Genetrix (łac.) — Pod Twoją obronę uciekamy się, święta Boża Rodzicielko (początek tradycyjnej modlitwy maryjnej). [przypis edytorski]

38. kwapić się (daw.) — spieszyć się; por. skwapliwie: ochoczo, pospiesznie. [przypis edytorski]

39. idzie jak z kamienia — ciężko idzie; z trudem przychodzi. [przypis edytorski]

40. nie głodnym — konstrukcja z ruchomą końcówką czasownika, skrót od: nie [jeste]m głodny. [przypis edytorski]

41. swary (daw.) — kłótnie. [przypis edytorski]

42. liszka (daw.) — lis. [przypis edytorski]

43. spasać — tu: pozwolić bydłu paść się zasiewami. [przypis edytorski]

44. kadka — mała kadź, tj. otwarte naczynie, daw. wykonane zwykle z drewna. [przypis edytorski]

45. zaparty (daw.) — zamknięty. [przypis edytorski]

46. tedy (daw.) — zatem, więc. [przypis edytorski]

47. amorliwy — skłonny do amorów, tj. do miłostek; por. łac. amor: miłość. [przypis edytorski]

48. kolęda — tu: okres zimowych Świąt Bożego Narodzenia. [przypis edytorski]

49. zbywać — brakować. [przypis edytorski]

50. alem jej rad — ale [jeste]m jej rad; ale z przychylnością się do niej odnoszę. [przypis edytorski]

51. chabeta — pogardliwie o koniu. [przypis edytorski]

52. subordynacja — podporządkowanie; posłuch. [przypis edytorski]

53. tyle — tu: tak bardzo. [przypis edytorski]

54. odbyć podróż do Canossy a. udać się do Canossy — ukorzyć się, wyznać swój błąd; Canossa: miasto w płn. Włoszech z zamkiem, w którym w 1077 cesarz Henryk IV ukorzył się przed papieżem Grzegorzem VII, kończąc ty samym spór o inwestyturę (tj. prawo nadawania wyższych godności duchownym na terenie swego państwa). [przypis edytorski]

55. jeżelim go miał — jeżeli go miałem. [przypis edytorski]

56. dopieroś poczuł — dopiero poczułeś. [przypis edytorski]

57. gotóweś — skrót od: gotów jesteś. [przypis edytorski]

58. kutia — tradycyjna potrawa z gotowanej pszenicy i maku z dodatkiem bakalii, rodzynek i migdałów. [przypis edytorski]

59. ciwun (łac. tivunus) — urząd ziemski w Wielkim Księstwie Litewskim, istniejący od XIV w.; zarządca a. dzierżawca majątków książęcych, mający również w swojej pieczy sądy graniczne; na Żmudzi było czternaście takich urzędów: ejragolski, wielko-dyrwiański, mało-dyrwiański, retowski, użwencki, pojurski, twerski, szadowski, berżański, tędziagolski, korszewski, wiekszwiański, gondyński i birżyniański; tu: wójt. [przypis edytorski]

60. uprawlajuszczyj (z ros.) — pełnomocnik. [przypis edytorski]

61. tytuń — dziś: tytoń. [przypis edytorski]

62. bliny — placki; tradycyjne danie rosyjskie. [przypis edytorski]

63. przeświatły (z ros.) — świątobliwy; tytuł osoby duchownej. [przypis edytorski]

64. sotnia — oddział liczący sto osób. [przypis edytorski]

65. pieją (z ros.) — śpiewają. [przypis edytorski]

66. mir (z ros.) — świat. [przypis edytorski]

67. płocho (z ros.) — źle. [przypis edytorski]

68. naduć (z ros.) — nabrać, naciągnąć, oszukać. [przypis edytorski]

69. frasobliwie — ze zmartwieniem. [przypis edytorski]

70. połuczam (z ros.) — dostanę. [przypis edytorski]

71. konfundować (daw.) — zawstydzać. [przypis edytorski]

72. tołubek — kożuszek. [przypis edytorski]

73. szparko — dziarsko, szybko, energicznie. [przypis edytorski]

74. dzieło (z ros.) — sprawa. [przypis edytorski]

75. po Trzech Królach — po 6 stycznia. [przypis edytorski]

76. tołub — długi do ziemi kożuch z wełną wywróconą na wierzch. [przypis edytorski]

77. sierść wierbluda (z ros.) — wełna wielbłądzia. [przypis edytorski]

78. czestny (z ros.) — uczciwy. [przypis edytorski]

79. dekokt (z łac. decoquo, decocsi, decoctum: gotować) — wywar, zacier; ekstrakt. [przypis edytorski]

80. guźutis (lit.) — bocian. [przypis autorski]

81. nie dostawać — brakować. [przypis edytorski]

82. zaszeleściały — dziś: zaszeleściły. [przypis edytorski]

83. takeście chcieli — tak chcieliście. [przypis edytorski]

84. tężej — mocniej; tu: więcej. [przypis edytorski]

85. Kas tian? (lit.) — Kto tam? [przypis edytorski]

86. Asz esu, pone! — (to) ja jestem, panie! [przypis autorski]

87. Ko nori? — Czego chcesz? [przypis autorski]

88. wczas (daw.) — odpoczynek. [przypis edytorski]

89. Morgen (niem.) — dzień dobry; skrót od: guten Morgen. [przypis edytorski]

90. ne suprantu (lit.) — nie rozumiem. [przypis edytorski]

91. halt (niem.) — stój. [przypis edytorski]

92. faktor — pośrednik w interesach. [przypis edytorski]

93. ewikcja — sądowe pozbawienie kogoś prawa własności rzeczy nabytej prawnie na rzecz kogoś innego; tu może raczej: poręczenie na hipotece własności ziemskiej a. innej nieruchomości. [przypis edytorski]

94. Supranti, kumaj? — Rozumiesz, kumie? [przypis edytorski]

95. Wyglądała wyższa, dumniejsza i nad wyraz szczęśliwa — dziś: Wyglądała na wyższą, dumniejszą i (...) szczęśliwą. [przypis edytorski]

96. konfidencjonalny — poufny. [przypis edytorski]

97. snadź (daw.) — widocznie. [przypis edytorski]

98. wolną chwilą — dziś: w wolnej chwili. [przypis edytorski]

99. przypomniej — dziś: przypomnij. [przypis edytorski]

100. Łaba nakt, ponuj! (lit.) — Dobranoc panu! [przypis autorski]

101. jums (lit.) — wam. [przypis autorski]

102. akr — anglosaska miara powierzchni gruntów równa ok. 0,4 hektara. [przypis edytorski]

103. wyglądał zafrasowany — dziś: wyglądał na zafrasowanego. [przypis edytorski]

104. nazwać (z ros.) — tu: wymienić z nazwiska. [przypis edytorski]

105. kanianka (Cuscuta L.) — rodzaj roślin z rodziny powojowatych. [przypis edytorski]

106. postponować — czynnie lekceważyć, okazywać brak szacunku. [przypis edytorski]

107. te kąśliwe licho — dziś popr.: to (...) licho. [przypis edytorski]

108. umitygowanie — pohamowanie się od gwałtownych, niestosownych zachowań. [przypis edytorski]

109. winszować — składać życzenia, gratulować (tu w znaczeniu ironicznym). [przypis edytorski]

110. czas przechodzi — tu: mija odpowiedni czas. [przypis edytorski]

111. unisono — jednym głosem. [przypis edytorski]

112. Beim Liebchen (...) drei allein (niem.) — z ukochaną, z ukochaną lubisz siedzieć sam, z ukochaną, z ukochaną, w trójkę siedzimy razem. [przypis edytorski]

113. verflucht, verdammt! (niem.) — przeklęty (przekleństwo). [przypis edytorski]

114. do niepoznania — dziś raczej: nie do poznania; tzn. tak, że trudno poznać. [przypis edytorski]

115. folblut — koń rasowy do jazdy wierzchem; anglik. [przypis edytorski]

116. wziąć na kieł — zawziąć się. [przypis edytorski]

117. skoki — tu: nogi zająca. [przypis edytorski]

118. musić — konstrukcja z partykułą wzmacniającą ci, skróconą do . [przypis edytorski]

119. facecja (daw.) — żart, dowcip. [przypis edytorski]

120. forpoczta (daw.) — oddział wojska wysłany w celach wywiadowczych przed nadciągającymi głównymi siłami. [przypis edytorski]

121. parlamentować (daw.) — prowadzić rokowania; prowadzić rozmowy jako parlamentariusz. [przypis edytorski]

122. ostrzeń (Cynoglossum) — także: ostrzeń purpurowy, pot. psi język; gatunek roślin z rodziny ogórecznikowatych. [przypis edytorski]

123. mitygować — łagodzić. [przypis edytorski]

124. impetyczka — osoba porywcza, gwałtownie reagująca. [przypis edytorski]

125. gdzieżeż — konstrukcja z partykułą wzmacniającą -że; znaczenie: gdzie doprawdy, gdzież doprawdy. [przypis edytorski]

126. birbant (z łac.) — pijak, hulaka, utracjusz. [przypis edytorski]

127. Dekuj, pon! Ne noriu! — Dziękuję panu, nie chcę! [przypis autorski]

128. despekt — ujma; urażenie honoru a. ambicji. [przypis edytorski]

129. wyglądali bardzo zdrożeni — dziś: wyglądali na bardzo zdrożonych. [przypis edytorski]

130. alus (lit.) — piwo. [przypis edytorski]

131. Asz esu, pone — (to) ja jestem, panie. [przypis edytorski]

132. przeistoczony wyglądał i potężny — dziś: wyglądał na przeistoczonego i zmienionego. [przypis edytorski]

133. dysze — dziś popr. forma 3 os. lp: dyszy. [przypis edytorski]

134. kurytarz (daw. forma) — dziś popr.: korytarz. [przypis edytorski]

135. majak — tu: semafor, wieża sygnalizacyjna (por. ros. majak: latarnia morska). [przypis edytorski]

136. poczta — tu: szybki zaprzęg konny, służący do przewożenia pilnej korespondencji. [przypis edytorski]

137. ile koń wystarczy — właśc.: ile koń wyskoczy; możliwie najszybciej. [przypis edytorski]

138. snać (daw.) — widocznie. [przypis edytorski]

139. świta — tu: kurtka, noszona przez chłopów lub zagrodowych szlachciców. [przypis edytorski]

140. samotrzeć (daw.) — sam, z dwoma towarzyszami. [przypis edytorski]

141. admonicja — upomnienie, przygana. [przypis edytorski]

142. krwią się oblał — tu: oblał się rumieńcem, zaczerwienił się. [przypis edytorski]

143. chwilę czasu — pleonazm; popr.: chwilę. [przypis edytorski]

144. snać — widocznie. [przypis edytorski]

145. tytuń — dawna forma; dziś popr.: tytoń. [przypis edytorski]

146. traktować — tu: częstować. [przypis edytorski]

147. botforty (z fr. bottes fortes: mocne buty) — sięgające za kolana buty używane w Europie Zachodniej w XVI–XVIII w., ich cechą charakterystyczną była cholewa podwyższona z przodu dla ochrony kolana jeźdźca; buty rajtarskie, w Polsce rozpoznawalny element stroju cudzoziemskiego. [przypis edytorski]

148. fular — chustka. [przypis edytorski]

149. Anna, zu dir mein liebster Gang (...) mein Leben, Leben lang! — Anno, spacer do ciebie jest moim ulubionym, to dla mnie najlepszy spacer, mój ostatni spacer; Anno, będę Ci służyć przez całe życie. [przypis edytorski]

150. publikować — rozpowszechniać; tu: powtarzając opowieści. [przypis edytorski]

151. kontramarka — znak wybijany dawniej na monetach; tu przen.: głowa. [przypis edytorski]

152. rs. — rubel srebrny. [przypis edytorski]

153. pieńka — włókno z konopi. [przypis edytorski]

154. opas — zwierzę pasione specjalnie dla zwiększenia masy ciała, przeznaczone na ubój. [przypis edytorski]

155. niewczas — niewygoda; brak odpoczynku. [przypis edytorski]

156. sromać się — wstydzić się. [przypis edytorski]

157. mienić się — tu: zmieniać wyraz twarzy. [przypis edytorski]

158. Dziwnie bo wyglądała ta para — szyk zdania przestawny, użyty, aby nie zaczynać zdania spójnikiem; inaczej: Bo też dziwnie wyglądała ta para. [przypis edytorski]

159. Gounod, Charles-François (1818–1893) — fr. kompozytor, twórca m.in. opery Faust wg dramatu J.W. Goethego, Romeo i Julia wg tragedii Shakespeare’a oraz niezwykle popularnej w XIX w. pieśni Ave Maria. [przypis edytorski]

160. zdumiały — dziś: zdumiony. [przypis edytorski]

161. współka — dziś: spółka. [przypis edytorski]

162. ne suprantu (lit.) — nie rozumiem. [przypis edytorski]

163. zeszle — daw. forma regionalna; dziś popr.: ześle. [przypis edytorski]

164. Swejka Marya, Miłystos piłna, Wieszpatis su tawini — Święta Mario, łaski pełna, Pan z tobą. [przypis edytorski]

165. Pagyrtas tu tarp meteriu, ir pagyrtas wassias źiwota tawo, Jezus — Błogosławionaś ty między niewiastami i błogosławiony owoc żywota twojego, Jezus. [przypis edytorski]

166. Melskis uź mus grieszus dabar ir in wałandoju smerties musu. Amen. (lit.) — Módl się za nami grzesznymi teraz i w godzinie śmierci naszej, amen (tradycyjna modlitwa w nieco spolszczonym zapisie) [przypis edytorski]

167. kociuba (daw., z tur.) — pogrzebacz. [przypis edytorski]

168. zdradny — dziś: zdradziecki. [przypis edytorski]

169. niewód — rodzaj sieci. [przypis edytorski]

170. synowiec — syn brata. [przypis edytorski]

171. na przemiany — dziś: na przemian. [przypis edytorski]

172. nakarmijcie — dziś popr. forma 2 os. lm. trybu rozkazującego: nakarmcie. [przypis edytorski]

173. Veni creator (łac.) — Przyjdź, stworzycielu. [przypis edytorski]

174. czwał — daw. forma; dziś popr.: cwał. [przypis edytorski]

175. wymustrować — dziś: wymusztrować; wyćwiczyć. [przypis edytorski]

176. szafiarnia (daw.) — spichrz, spichlerz; spiżarnia. [przypis edytorski]

177. kabała — wróżba z kart. [przypis edytorski]

178. bursz — student; w XIX w. w Niemczech: student uniwersytetu należący do korporacji studenckiej. [przypis edytorski]

179. Łabanakt, pone! — Dobranoc panu! [przypis edytorski]

180. Likites swejki! — Zostańcie zdrowi! [przypis autorski]