Europa
16 XII [19]43
Jestem jedna wielka boleść
Krwawy ocean boleści bez dna i brzegu
A ludy me tułacze bezdomni
Z rodzinnych strzech wypędzeni
Bez własnego kąta, noclegu —
Ścigani, trzebieni jak dzika zwierzyna
Na pastwę wyuzdanego bestialstwa wydani
Nie znają spokoju, wytchnienia godziny,
W dręczącym oczekiwaniu nowych ciosów,
gromów,
Kiedyś o Boże, twój dopust przeminie!
I kuci w niewoli łańcuchy,
Szamocą się w ostatnim wysiłku woli
A dusze i serca drżą omdlałe,
Krwawą torturą i męką zbolałe,
Pobrzęk łańcuchów naszych miesza się z jękiem
Głodzonych i męczonych rzesz w mordowniach siepaczy
Krew i pot obficie rosi ich ciała sterane
Nadludzką męką i trwogą nękane.
Gdzie i skąd padnie tępiciela cios.
Uwięzieni, w potrzasku, jak dzicz zagnana w matnię,
Do Ciebie Roosevelt ślemy rozpaczy zew bratni S. O. S.
Święci szatan swój sabat, coraz więcej ofiar wydziera.
Mężów najlepszych, młodzież, nawet pisklęta wybiera
Plugawym jadem wszystko wokół truje,
Płomienie niszczycielskie wokół zażega
A wściekłe ich języki, wszystko ogarniają,
Dym gryzie oczy. Gore! Ratuj nas Boże!
Córce — Mirusi
«Mamo, do lasu pójdę
Odwet za zbrodnie, wolność zdobyć w walce»
I... na Śmiałej, przy forcie cytadeli przestało bić Twe serce...
Piętnastoletnie, czyste, śmiałe serce
Córeczko moja, Miriam... Irenko,
O bezbronności, słodyczy sarenki,
Już nie strzec ci skrzętnie swej smutnej tajemnicy,
W obawie, że zza węgła domu, z ulicy,
Wyda Cię konfident w ręce siepaczy,
I nie stąpać Ci tak lekko, śpiewnie,
Nie kochać Polski tak wstydliwie, rzewnie,
Nie odczuwać ci miłości ludzkiej głodu,
Nie dziwić się obojętności świata i chłodu
Dla naszej niewoli, zabłąkanych dzieci Wschodu.
I nie miłować Ci Pana Jezusa serduszkiem pełnym żaru,
Nie sunąć w rozmodleniu przed ołtarze klasztoru,
Wolności świętej sprawie oddałaś swe życie,
Spoczywasz piętnastoletnim żywotem, strudzona,
A ja tęsknię i płaczę twa matka niepocieszona,
Dziecino moja, Mirka — Irenko,
Miast śpiewać ci dziecięctwa ulubione piosenki,
Miast ciepłem i pieszczotą tulić Cię w ramionach
Miast zdobić twą główkę w świeże barwne kwiaty,
Wiatr i drzewa nad twą mogiłą Ci dzwonią kołysankę.
Śnieg gęstym puchem ściele Ci pierzynę,
A wiosną mogiłkę twą przyodziewa ziemia w swoje szaty,
Ja matka tęsknię — boleję niepocieszona!
Ramiona me puste, oczy suche, a serce z żalu kona.
Dziecino moja, maleńka Miriam — Irenko,
Śmiertelnie ugodzona, zawarłaś swe młode oczy na wieki,
I przyjęły Cię cytadeli stoki
Ich ziemia zroszona przedśmiertelnym potem
i krwią Mierosławskich i Traugutt[ów]
I fort niemy świadek żydowskiej niedoli11,
I bezprzykładnej walki i zmagań getta
Przyjęły i ciebie młode dzieci, i dały wreszcie łoże
I spłynęło twoje tęskne, przedśmiertne westchnienie wolności,
I włączyło się do chóru pieśni bojowej bohaterów,
Ofiarowałaś swe wzruszające krótkie lat piętnaście
I zawiodła cię śmierć w ciche męczenników szeregi
Tam gdzie nie dojdą cię zgrzyty walki bratniej
A gdzie sprawiedliwości i wyrównania schodzą się brzegi
Spocznij mała Irenko, 15-letnia Irenko strudzona
Tęsknię i płaczę twa matka niepocieszona.