list do marcina

świat ruszył. znowu beze mnie. wmówiłam wszystkim,

że jeszcze nie pora, choć czuję się znacznie lepiej.

wracam. a powrót zajmuje coraz więcej czasu.

pisałam jakieś ważne listy, ale nie było komu ich

przeczytać, jakieś wiersze. w sumie godzono się na

nie jako część terapii, tak to teraz odbieram.

wychodzę po mleko, wracam z nim. nie mam pokus, nie

jestem zmuszona niczego tłumić, niczego mówić. dziś

po raz pierwszy nie wzięłam tabletek i nic, nic.

zasypiam tylko na wznak, ale częściej przebywam w

łazience. nie palę światła i nie odkręcam kranu, wiję

sobie pajęczynę w rogu umywalki.

pomyślałam o tym właśnie wczoraj. była leniwa sobota,

niesmaczny obiad, nudny odcinek. nie poszłam oglądać

parady, odbytej mimo złej aury.

myślałam, żeby złapać sobie jakieś muchy, ale to kłóci się

z przejętą religią. pozostawiam sprawy w cudzych rękach.

zobaczymy jak się tam ułożą.

wkłułam pod szarą skórę drobinki powietrza. moja krew

teraz też ma czym oddychać. kaszel nie powraca, ból serca

ustaje. rozkołysana, o tak — czekam na wiadomość.