SCENA I

Wchodzą Merlin i Lanceor.

LANCEOR

Mój ojcze!... Więc to prawda, że ty jesteś moim ojcem?... Odkąd wiem o tym, zdaje mi się istotnie, że wszystko przeczuwało tę prawdę w moim jasnowidzącym sercu...

zbliża się bardziej

Ależ tak, to cudowne!... Widzę cię na koniec takim, jakim cię widziałem wśród igraszek dziecięcych; i gdy spoglądam na ciebie, siebie samego widzę w jakimś zwierciadle poważniejszym, szlachetniejszym i głębszym niż wszystkie zwierciadła tam w sali. Ale cóż powie Joyzella?... Śmiać się będzie do rozpuku, wspominając swą bojaźń, gdyż wyobrażała sobie... Nie, ona sama ci powie, co myślała, i sama się ukarze za te szalone strachy... Nienawidziła cię, ale jakąś tkliwą nienawiścią, która już się uśmiechała, jakby przez nią przenikały promienie miłości... Ale gdzież ona się chowa? Od dwóch godzin szukam jej na próżno... Czyś jej nie widział? Muszę natychmiast jej opowiedzieć o szczęściu, jakie nam przynosi wieczór dzisiejszy...

MERLIN

Jeszcze nie. Muszę być dla niej aż do końca dzisiejszego dnia — tyranem bez litości, który ją przeklnie w swym sercu. Biedne moje, drogie dziecię!... Jakże dręczyłem jej niebiańskie serce. Ale ty już znasz cel tych wszystkich prób... Dręcząc was, byłem tylko narzędziem losu i burzącym się wciąż niewolnikiem innej woli, której źródła nie znam, a która zdaje się wymagać, aby najmniejsze szczęście we łzach było wykąpane... Aby przyśpieszyć szczęście, przyśpieszyłem tylko te łzy, które wisiały nad dwojgiem waszych przeznaczeń... Poznacie kiedyś, dzięki jakiej potędze, która nie ma w sobie nic magicznego ani nadprzyrodzonego, ale która się jeszcze kryje w głębi żywotów ludzkich, rozkazuję chwilami pewnym zjawiskom, pewnym pozorom, które was zwiodły... Dowiecie się też, że zdobyłem dar, częstokroć nieużyteczny, czytania przyszłości — nieco wyraźniej i nieco dalej w jutro niźli reszta ludzi... Widziałem więc was, jakeście się szukali nawzajem, po ciemku, w czasie i w przestrzeni, dla jedynej miłości, może najdoskonalszej, jaką widziałem w cieniu dwóch lub trzech ostatnich stuleci... Moglibyście się połączyć po długim błądzeniu, ale należało przyśpieszyć oczekiwane spotkanie, dla ciebie, mój synu, gdyż w braku miłości czyhała śmierć na ciebie... Z jednej strony nic nie zwiastowało w Joyzelli tej spodziewanej miłości, prócz jakichś rysów rozstrzelonych i niewyraźnych i prób, które miała zwyciężyć... Przyśpieszyłem więc nakazane próby: wszystkie były bolesne, lecz konieczne; ostatnia będzie stanowcza, lecz najsurowsza.

LANCEOR

Najsurowsza?... Co chcesz powiedzieć?... Czy jest niebezpieczna dla niej lub dla innych?...

MERLIN

Nie jest niebezpieczna dla niej, lecz po raz ostatni na straszną próbę naraża miłość przeznaczoną, z którą się wiąże twe życie... Dlatego pomimo wszystko, pomimo ufności, pomimo przewidywań, nawet pewności, lękam się, drżę nieco, gdy oto nadchodzi godzina stanowcza.

LANCEOR

Jeżeli Joyzella postanowi, miłość nie ma się czego lękać... Idź, nie wahaj się, Joyzella będzie zawsze krynicą radości... Ale nie rozumiem, dlaczego, znając przyszłość, nie mogłeś z góry przewidzieć jej tryumfu?...

MERLIN

Mówiłem ci już, zanim tu weszliśmy, Joyzella może zmienić przyszłość, z którą się ściera... Posiada ona moc, którą widziałem tylko w niej; dlatego nie wiem, czy piękne zwycięstwo, którego oczekuje twa miłość, nie pogrąży się nieco w mroku i łzach...

LANCEOR

Co chcesz powiedzieć?... Zdajesz się niespokojny... Co kryjesz przede mną?... Jak możesz wierzyć, że Joyzella stanie się kiedykolwiek przyczyną łez lub przyczyną mroku?... Nie ma w Joyzelli nic, co by nie przynosiło zbawienia i miłości, nawet cierpienia, jakie zadać może, jeszcze zawierają błogosławieństwo... Ach, widzę, że znasz niedostatecznie żywy tryumf, jutrznię nieskończoną jej źrenic, jej głosu, jej serca... Trzeba ją było mieć w ramionach, aby wiedzieć, jakie skarby nadziei, jakie fale pewności wypływają z najmniejszego słowa, które szepczą jej usta, z najmniejszego uśmiechu, co igra na jej czole... Ale zbyt opóźniam niecierpliwe zwycięstwo... Idź, idź, mój ojcze... Jestem tu, czekam, obserwuję, jak mijają szczęśliwe minuty, aż wielki okrzyk radości mojej Joyzelli nauczy mnie, że miłość utrwaliła przeznaczenie...

Merlin całuje Lanceora i wychodzi powoli.