O rodzeniu chleba, czyli o pisaniu wiersza

Przy stodołach zasobnych wiatr wysoki śpiewa

I od plew ziarna gęste powiewem przesiewa.

W cepami bite garnce dyszą wiatru usta,

Nim na chustę powietrzną sfrunie próżna łuska.

Oraczu! już ci pracy twój wiatr nie przysparza:

Wór pękaty na wozie ciągnie koń młynarza

Nad brzeg rzeki, rozpiętej wstęgą srebrnokrętą,

Modre wiadra lejącą młyńskich kół okrętom.

Rodziła tłusta gleba chlebami ciężarna

Wory ziaren, rzucane między twarde żarna,

By turkotem turbiny przetarły najprościej

Zboże ciemne na mąkę przedziwnej białości.

Huczy w młynie i dudni, pluszcze woda drzewna,

Śpiew dźwigni, jazgot głazów, jak pieśń dzwoni rzewna.

Muzo zboża! o, muzo zbiorów urodzajnych!

Ciał dojrzałych, słów gęstych, snów i przemian tajnych!

Opar ziemny, słoneczny, plon orki dorocznej

Tu przerabiasz na pełnię jasności obłocznej!

Tu żarna toczysz pracą w ruchu ustawicznym,

Mieszając żyto życia z zapachem pszenicznym...

Na zakosach wyrosłe, żółte i oliwne,

Zboże żniwne rozcierasz w tłustości pożywne,

Wytłaczasz miazgę miodną, dla której pożęto

Łan zboża kołyszący w skwarne lipca święto!

Wymodlony rąk trudem, wyczekany żmudnie,

Dojrzewał kłos na polu, stopionem w południe,

Cichnął ciepłym wieczorem, szeptał nocą senną,

Wiośnianym rankiem dymił wiatru falą pienną...

Już zmielony żarnami mlecz ukryty w ziarnie

Wozy białe kolejno zwożą przed piekarnię,

Tam ciasto się zakwasi, narośnie i streści,

Ubite pracą, która żywy kształt wypieści,

I w rozmachu rąk serce obudzi człowiecze,

Choć nie wie jeszcze, jaki chleb z mąki wypiecze...

Długie, długie czekanie od siejby do zwózki!

Głucha troska, lęk tajny przed powiewem pustki,

I modły, które chronią, śpiewane gromadą,

Od moru, głodu, ognia, od suszy i gradu!

Długie czekanie! długie! nim, zaklęte słowem,

Słowo chlebem się stanie zupełnie gotowym!

O, głodni! o, łaknący ziemi wonnych płodów!

Bierzcie chleb i owoce z jesiennych ogrodów,

Przełamcie kromkę drobną, niech starczy na więcej,

Z pięciu chlebów nakarmcie ludzi pięć tysięcy!

Poto ziemię wywracał na zagonie długim

Oracz, kiedy, śpiewając, szedł zwolna za pługiem;

Poto siał w skiby ziarna i wróżył pogodę,

Deszcz zamawiał, lub słońce, żeby nie szło w szkodę;

W czas siejby, w czas zbierania pełnym urodzajem

Cieszył serce, jak wiosna cieszy zieleń majem;

Poto z ziemią rozmawiał i wadził się z niebem,

By łaknących mógł dzisiaj sycić gęstym chlebem.

Muzo chlebna, pożywna, świeżym wonna wdziękiem!

Głodnego karmisz mocnym bronzowym bochenkiem,

Zęby żują miąższ mączny, pachnący wypiekiem,

Ziarnem... siejbą... żniwami... i polem dalekiem...