Rozdział XI

W którym opisany jest dalszy ciąg rad udzielonych Sanchowi przez Don Kichota.

Każdy zapewne osądzi z tej rozmowy, że Don Kichot był nie tylko człowiekiem uczciwym, ale i przy najzdrowszych zmysłach. Sąd jego we wszystkich rzeczach powszednich był nader sprawiedliwy, jedna tylko kwestia błędnego rycerstwa tak dziwacznie oddziaływała na jego umysł, że opuszczał granicę rozsądku, dzikie mary biorąc za rzeczywistość.

Sancho bacznie słuchał wszystkich rad swojego pana, zgromadzał je w pamięci, aby je później na dobry obrócić pożytek.

Don Kichot tak mówił dalej:

— Staraj się urządzić swój dom przede wszystkim. Badaj troskliwie, ile prawych dochodów dostarczyć ci może twoja posada. Jeżeli będziesz w stanie ubrać swój dwór zbytkownie, zaprowadź w nim tylko czystość i wygodę, pieniądze zaś na to przeznaczone rozdaj ubogim.

Te są moje rady dla ciebie, przyjacielu Sancho. W ciągu twego urzędowania udzielę ci ich więcej, jeśli korzystać zechcesz.

— Wszystko, co mi powiedzieliście, panie, jest bardzo piękne — odpowie Sancho — jedna jest tylko przeszkoda w wypełnianiu rad waszych, że oprócz tego, co mówiliście o zbieraniu pieniędzy i powtórnym ożenieniu się, nic a nic więcej nie pamiętam, napiszcie mi to lepiej, a każę mojemu spowiednikowi odczytywać co dzień, abym się tych wszystkich maksym na pamięć nauczył wreszcie.

— Przekleństwo Boskie! — zawołał Don Kichot — jakaż to rzecz obmierzła patrzeć na gubernatora, nieumiejącego ani czytać, ani pisać. Słyszałeś, co mówią o mańkutach i nieukach, że są ludźmi z najgorszej klasy i najtępszego pojęcia. To wielki błąd, mój przyjacielu, i pragnąłbym, abyś choć podpisać się umiał.

— Nauczono mnie podpisywać moje imię, gdy byłem jeszcze stróżem przy bractwie w naszej parafii, a potem mogę udawać kalekę i kto inny za mnie podpisywać się będzie; oprócz śmierci, wszystkiego uniknąć można, a panu wolno i diabła zjeść. Pójdzie to jakoś.

— Co to, to nie prawda — zawołał Don Kichot — głupi zawsze jest głupi; ale zostawmy to na potem. Dałem ci rady, jakie za najlepsze uważam, teraz rządź swoją wyspą i niech cię Bóg prowadzi!

— Panie — odpowie Sancho — jeżeli sądzisz, że nie mam zdolności do tego, porzucę natychmiast moje gubernatorstwo, będzie mi również dobrze żyć w domu o chlebie i wodzie, a z czystym sumieniem, niż gdybym, gubernatorem będąc, jadał kapłony i kury indyjskie. Bo na koniec, jeśli sądzicie, że diabli mogą mnie porwać na tym urzędzie, wolę, żeby Sancho poszedł do nieba, niż gubernator do piekła.

— Zaprawdę, przyjacielu Sancho, ostatnie słowa, które powiedziałeś, czynią cię godnym zarządu stoma wyspami. Z natury masz dobre serce, a bez tego nauka nie przyda się na nic. Pamiętaj tylko, że niebo wspiera zawsze dobre cele, a teraz dosyć tego. Pójdźmy do ich wysokości, gdyż czekają na nas z obiadem.