Rej pisarzem narodowym
Język dawnych Rzymian stał się w całej niemal Europie dyplomatycznym, religijnym i naukowym językiem, ich i Greków literatura wzorową, jedyną przyświecającą gwiazdą tym, którzy wpośród ciemności kierować się nią chcieli, nicią Ariadny, za którą postępowali niepewni swych kroków, w ciągłej obawie, że ośmielając się ją zerwać albo cokolwiek od niej odstępując, na same tylko wpadną bezdroża, w przepaście wlecą. Jeśli gdzie, to u nas mniemanie to głęboko było wkorzenione; religijni, w tym języku słyszeliśmy odzywającą się do nas apostolską stolicę, w tym odbywane kościelne obrządki, tym wznosiliśmy głos do Boga3, tym Bóg do nas zdawał się przemawiać; obywatele, w łacińskim odbywaliśmy wszelkie stosunki z obcymi, i w własnym nawet kraju, w tym nie w ojczystym języku odbieraliśmy rozkazy dworu, królów naszych przywileje, nadania i wszelkie łaski, w nim ustawy czytaliśmy i wyroki sądowe, łacińskie pergaminy stanowiły prawa do majątków, stwierdzały umowy ślubne, przenosiły do potomków ostatnią wolę naszą; w tym na koniec języku pobieraliśmy nauki, używaliśmy ich w dalszym wieku lub wsławialiśmy się sami łacińskimi jedynie dziełami. Szczupły nader był zakres pism wyszłych w języku ojczystym za panowania Zygmunta I. Synowi to jego dopiero zostawiono było uczcić tyle narodową mowę, że nią i Monarcha w pismach urzędowych przemawiać zaczynał, i rodacy z nią odzywać się nie wstydzili. Za tym szlachetnym idąc uczuciem i Rej4 nasz z zamiłowania ojczystej mowy jedynie, i żeby stał się dla wszystkich przystępny, w niej pisał, i pisał z upodobaniem; nie na obce zapatrując się wzory i prawidła, lecz z własnej wydobywając je duszy, słowy, umysłem i sercem Polaka. Porównanie wszelkie brał to z ojczystych rzeczy, to naśladował biblijne. Każdy jego wyraz polski, tok mowy narodowy zupełnie. I zasłużył u współczesnych, i w naszym zasługuje mniemaniu na ten chlubny zaszczyt, ażebyśmy go prawdziwie narodowym pisarzem nazwali. Tym snadniej mu to przychodziło, że, jak sam o sobie powiada:
Z granice polskiej milę nigdziem nie wyjechał,
Lecz co wiedzieć przystoi, przeciem nie zaniechał.
Tak więc oswojony z obcymi, ile nieodbicie było potrzeba, lecz nie skażony, ani przepełniony nimi, zamiłowawszy i ziemię ojczystą, i język, i to powietrze, którym oddychał, czyste i prawdziwe polskie, wywierał je równie w swych pismach, a to co w wierszu do niego powiedziano, my dziś jeszcze przyznamy:
„Rozumem i polszczyzną wiele ich przechodzi”.
Wszakże i Juszyński, dając wyrok o właśnie teraz wychodzącym dziele, powiada: „Może to dzieło przydać się filologom ojczystym dla szczególnych wyrazów i sposobów mówienia: niemniej daje obraz owoczesnych krajowych zwyczajów, i w rzeczy samej nie znam księgi, w której by można wyczytać wierniejszy opis, nie tylko domowego pożycia dawnych Polaków, ale nawet ich mowy. Czytając to dzieło, można się przenieść myślą w domy i posiedzenia przodków naszych, można doskonale widzieć, jakie przed dwieście kilkadziesiąt lat w Polszcze było gospodarstwo, handel, rząd i najdrobniejsze szczegóły domowych zabaw; bo są opisy strojów, pojazdów, stołów, małżeństw, wzajemnych odwiedzin; zgoła chcący czytać historię domowego życia Polaków wszystko tu znajdzie”.
Słusznie w oddawaniu mu zalety nieszczodry Juszyński, to przecie na jego pochwałę wyrzekł: w Reju albowiem, Górnickim i małej podobnych im liczbie Ojców naszych, że tak powiem, niewyrodne poznawać możemy twarze, śledzić ich zwyczaje, skłonności, obyczaje, na nich opierać poszukiwania.
Rej pisarzem i moralnym i patriotycznym
Gdzie go nie uwiodły błędne religijne mniemania, Rej pisarzem jest moralnym, a kto w pismach swych czystą moralnością oddycha, nie wiem, czy gdzie się go o taki sposób życia, jaki z niektórych fałszywych, a przynajmniej może nie zawsze ściśle bezstronnych świadectw Juszyński mu narzuca. Rozróżniać wreszcie wypada płochą i niebaczną źle wychowanego Reja młodość i podeszlejszy wiek jego, kiedy zapatrując się na cnotliwych i światłych mężów, a obok nich postrzegając i nieudatność własną i złe może nałogi; nieumiejętność pracą wynagrodzić, wady rozsądkiem wykorzenić postarał się i śmiele rzec możemy, stał się godnym tych, z którymi obcować szczęśliwsze dozwoliły mu losy.
Lecz ważniejsze może to jest spostrzeżenie, które ośmielamy się uczynić, że w tej epoce żyjąc, kiedy uszczęśliwiające Polskę Jagiellonów plemię, gasło na bezdzietnym z kilku żon Zygmuncie Auguście; kiedy w królu, mężach stanu, rodakach, jakąś fatalną na grożące krajowi osierocenie tronu i zbliżającą się szkodliwą zmianę kształtu rządu postrzegał obojętność; Rej przenikliwszym okiem zgadując przyszłość, zdawał się czytać otwartą przed sobą dalszych dziejów naszych księgę; przewidywał: gdy inni szałem odurzających swobód upojeni, przyjemniejszych a szkodliwszych jeszcze pragnęli chciwie; przewidywał mówię: że gmach ten w zasadach swych pokonywany niebacznie, przez co go wspierać mieli, runie i ciężarem swym przytłoczy mieszkańców. Jakoż on to pierwszy, że tu wspomnę, co przytoczył Czacki5, dostrzegając: „że w mieszkaniach Królów, w siedliskach władzy rządowej zaczyna pająk wić pajęczynę; jak ów puszczyk na wieżach gmachów spoczywając wydawał głos ostrzeżenia”. Wszakże i jego wołanie, jak tylu innych po nim, było głosem wołającego na puszczy.