SCENA TRZECIA

ARNOLF sam.

Lepszej żony nie mogłem chyba znaleźć sobie,

Z tej uległej duszyczki co zechcę, to zrobię;

Jak miękki kawał wosku tak ją w rękach nagnę,

I mogę dać jej postać, jakiej sam zapragnę.

Niewiele brakło, aby, w mojej niebytności,

Nie wpadła w sidła swojej wielkiej naiwności;

Lecz to pewne, że łatwiej o środek obrony,

Gdy żona grzeszy zbytkiem z tej, nie z innej strony.

Na ten błąd znaleźć leki skuteczne nie sztuka:

Do prostych serc najłatwiej przemawia nauka;

I, choć już z dobrej drogi zejść była gotowa,

By znów ją wrócić na nią, wystarczą dwa słowa.

Za to sprytna niewiasta, to znów inny kwiatek!

W jej główce losów naszych tkwi cały zadatek;

Co sobie tam ułoży, o, to już przepadło,

Chociażby się nie wiedzieć co jej w uszy kładło.

Drwi sobie z naszych nauk jej rozumek luby,

Z najprzewrotniejszych błędów szuka dla się chluby,

I znajdzie, gdy ku złemu skieruje swą wolę,

Podstępy, co najmędrszych wyprowadzą w pole.

Próżno biedzi się nasza myśl, w walce osłabła:

Sprytna baba w swych sztuczkach gorsza jest od diabła,

I, gdy jej kaprys wyrok wyda po cichutku

Na cześć naszą, to możem już być pewni skutku!

Niejeden zacny człowiek sprawdził to na sobie.

Słowem, z mym trzpiotem tutaj wnet porządek zrobię;

Ma słuszną karę za to, że tak wiele gada.

Moich rodaków to jest nazbyt czysta wada:

Gdy który zdoła złowić serduszko na wędkę,

Najtrudniej mu paplania pohamować chętkę,

I tej głupiej próżności tak go korci licho,

Że wolałby powiesić się, niż siedzieć cicho.

Czy diabeł te kobiety judzi w chętce ślepej,

Że im się podobają te puste czerepy!

I że... Lecz oto idzie... Grajmy swoją rolę:

Niech nam znów ten gaduła wyśpiewa swe bole.