CI

7 grudnia 1867, Pszczonów

Jeden twój list przepadł, ten właśnie, gdzie mi opisujesz pierwszą swoją u Ilnickiej bytność. Niech Bóg nie pamięta winowajcy pocztowemu, który ma stratę moją na sumieniu; popełnił on srogie morderstwo, zabił mię na dwa tygodnie. Przedstaw, jak się okazja zdarzy, Sewerynowi, że jest arcyniesłuszną rzeczą, iż prawo kodeksowe tych jedynie karze, co człowieka na kilka lub kilkanaście lub wreszcie na kilkadziesiąt lat przypuszczalnie możliwych jego wieku zabiją, a nie wymyśliło żadnej grozy na takich, którzy mu jego, nie tylko już możliwe lecz autentyczne życie wydzierają na tydzień, na dobę, na godzinę, — wszakże to niezaprzeczenie mordercy. Przez dwa tygodnie byłam ofiarą administracyjnego morderstwa. Najlepszy dowód to, że nic nie robiłam. Co za dziwactwo cię opadło w przedostatnim liście, że mię za niego przepraszasz i lękasz się niby w pracy mojej przeszkodzić. Wyraźnie zapomniałaś, co tobie i Julucie mówiłam: jeśli chcecie, bym pisała — pisujcie. „Lampie trzeba oleju — przygasa za wcześnie” (pierwszy wiersz Manfreda, który mi zawsze z zapomnienia wyskakuje, gdy mam się wziąć do pisania), wy moim olejem — „Olej wylany, imiona wasze” — (to znów jest cytacja z godzinek).

Tylko nie pisuj, Wando, żebym przyjechała do Warszawy, ach! nie pisuj. „Olej wysiąkający z mózgu — tęsknota za Warszawą”. Ostatnia twoja karteczka załączona do wypisów — a za wypisy wdzięczność swoją drogą prawdziwie osobliwe sprawiła na mnie wrażenie. Już to jest rzeczą wiadomą, że twoje listy albo mię radują, albo smucą, albo niecierpliwią, albo ciągną w życie, albo pocieszają w nieżyciu, lecz ostatni — co mi się właśnie pierwszy raz zdarzyło — zabawił mnie tak zabawnie, że się aż głośno roześmiałam. Jaka też to szczerozłota naiwność twoja, Wando! Każesz mi pisać do „Bluszczu”, a tuż obok tego powiadasz, że wątpisz, aby Herta tłumaczoną być mogła244 dla trochę nielegalnej sytuacji jednej z wprowadzonych kobiet. Więc śp. Bremerowa nie jest dość kryształową, a ja!... pamiętaj, Wando, że elementarz dość mi się udał, jedyna zaś powieść, którą dla dzieci napisałam, wcale mi się nie udała, a jedyna powieść, którą więcej czytano, była ta właśnie, za którą mój najdroższy pułkownik Paszkowski dał mi burę, a moja najdroższa Andzia czyśćcowe przeszła obawy. Niech mi się zachce drugi zwrot Poganki, np. Fanatyczkę napisać, no, nie bój się, nie napiszę — moja teraźniejsza beztytułowa, bezkolorowa, mogłaby i w kółku domowym, i w kółeczku rodzinnym, nie tylko w „Bluszczu” się bez zwrócenia uwagi przesunąć — lecz gdyby — toż bym musiała ciągle, gdy wezmę pióro do ręki, myśleć o mojej wnuczce Jadwisi Rostworowskiej, a ja czasem ledwie o tobie nawet myślę — tak myślę o tym, co jest — o prawdzie nad, pod i w.

Chciałaś mię w emulację z panią Sand wprowadzić! Nie używaj tego sposobu; takie pokorne zniechęcenie mię ogarnia, że aż paraliżu dostaję. Ty nie wierzysz w organiczne trudności — daremnie bym ci tłumaczyła — powinna byś jednak sama trudności i braki umysłowe rozeznać. Pani Sand mówi zawsze o rzeczach wiadomych; kochała i była tak bardzo tak przez najbogatsze indywidualności kochaną; ale ja, kiedy co piszę, to ramionami wzruszam, że ludzie gotowi za dobrą monetę przyjąć.

Gdybym umiała tłumaczyć jak ta Ilnicka szczęśliwa, co by oto lepiej sama z własnej myśli pisała, a tak cudownie tłumaczy — gdybym umiała, to bym nigdy nie poważyła się nawet od siebie słówkiem odezwać. Tymczasem, że nie umiem, więc dalej idę i z Marynką245 koresponduję. Dałam pierwej trochę objaśnień o niej samej, potem dopiero moją odpowiedź, jej protestację, mój komentarz objaśniający, i tak się to przeciągnęło, że po kilkunastu arkuszach dopiero weszłam — nie weszłam jeszcze, tylko zaczęłam się do wyznawczyni p. Hofman246 wybierać, jakkolwiek mam szczerą intencję przeciw powadze p. Hofman nie powstawać. Czy sądzisz jednak, że „Bluszcz” przyjąłby najnieśmielszą insynuację, nie mówiąc już o poczciwej Ilnickiej, która może własnemu sercu dałaby się przekupić, jeszcze tam niewidzialny duch Pana Aleksandra Krajew[skiego] czuwa — Ortodoksja i Horacjusz, i Sybirska Koteria — Merci247.

Pisz mi co prędzej, czy się już do roboty zabrałaś. Moje panie wybierają się do ciebie z wizytą; jeśli możesz, przygotuj dużo książek, żeby mi przywieść mogły; jeśli książki nie olejem, to szmalcem przynajmniej. Zosię ucałuj, Manię upieść, ojca pozdrów, Sewerynowi list oddaj i pisz najpierwej do „Bluszczu”, a potem do mnie, jak możesz najdłużej — przez ciebie muszę mieć i o Soczewce wiadomość.

I pani Ludmiła pamięta o mnie? doprawdy pamięta? — nie bałamuć mnie Wando, dość na swój rachunek.