CLXIII

18 lutego 1871, Dębowa Góra

[Odpis Wandy Żeleńskiej]

Kiedy się tak na wsi szeroko śniegami zasłanej, przy kilkunastostopniowym mrozie, gorzkich wspomnieniach, smutnych na przyszłość kombinacjach, a jednostajnym, fabrycznym godzin rozkładzie trzy tygodnie posiedzi i prócz świstu wiatru, trzasku pękających gontów lub milczącego sprawozdania gazety o wściekłościach niemieckiego zaboru i szamotaniach się francuskiej tortury — żadnego echa ze świata nie usłyszy, kiedy dzień po dzień rozmowa się ogranicza na słowach wymienionych z Antosią przy ubieraniu lub rozbieraniu albo na wykładzie syntaksy wcale nie zapalonym do filologii chłopcom, — i to wszystko przez calusieńkie trzy tygodnie — to możesz sobie wyobrazić, jakimi nadziejami wita się zjawiającą na koniec kopertę z Warszawy, a jakie wdzięczne dla rozpoznanej ręki uczucie się doznaje! Wdzięczne uczucie twój list spotkało właśnie.

Mam dla ciebie projekt do roboty, będzie to trochę dla mnie robota. Ciągle miałam na myśli, jak by twego Attylę od zmarnowania ocalić — przyszedł mi taki koncept. Wziąć pierwszą część jego, tylko niektóre ustępy szczegółowiej podać lub żywcem przetłumaczyć. Później tak samo wydatniejsze ustępy Augustyna Thierry La conquête de l’Angleterre obrobić. Następnie dodać opis zdobycia Meksyku przez Korteza, Peru przez Pisarra — Rzymu przez Karola V albo Konstantynopolu przez Turków, a Grenady przez Hiszpanów, i kilka innych jeszcze zdobyczowych obrazków z czasów Walentyna, Ludwika XIV, Fryderyka II, Rzeczypospolitej Francuskiej — Napoleona. Wreszcie zakończyć wojną dzisiejszą, zestawić z tym, co wiemy o charakterze wojen przedchrześcijańskich i wyprowadzić wniosek. Tylko nie wiem, czy byś miała odwagę wziąć ten wniosek na swoją odpowiedzialność; wniosek, że w treści swojej, natura ludzka jeszcze się wcale pod wpływem chrześcijaństwa nie zmieniła, a ponieważ są symptomata, że się nawet psuć zaczyna, warto obmyślić środki higieniczne, których przeważnie głębsze rozpoznanie praw antropologii dostarczyć może. Tytuł, jakbyśmy tam uradziły, „Historia zdobyczy, w najogólniejszych zarysach” albo po prostu „Wojna i człowiek”. Cóż myślisz? Czy byś się podjęła wykonywać dla mnie różne potrzebne do tego roboty? Jeszcze zresztą nie zastanawiałam się nad porządnym ich rozłożeniem, bo nie jestem pewną twego współudziału, lecz jak mi przyślesz odpowiedź przyzwalającą, to się do konsekwentniejszego planu zabiorę.

Czytam teraz Milla o rządzie reprezentacyjnym i choć mi się to rzadko zdarza, robię nawet niektóre wypisy, bo ma obfitość takich zwrotów i spostrzeżeń, co to jakby na cytację dla drugich w jego głowie się urodziły. Sama widzisz, moja Wando, że istnie na wzór Robinsona Cruzoe, pustą moją wyspę różnymi sposobami przyozdabiam, a próżnię umysłową to czytaniem, to projektami jak powietrze w zamkniętej piwnicy odświeżam. Mimo to wszystko, nie mogę się opędzić tej myśli, że prawdziwy nie fikcyjny Robinson Selkirk, nie Cruzoe, zdziczał i wpadł w idiotyzm po kilku latach zupełnej samotności. Ja mam wprawdzie samotność przerywaną, ale, ale takie chwile na mnie padają, że mi jest trudno do ludzi się odezwać, a o napisaniu listu całe tygodnie rozmyślam niekiedy i wyraźnie przypomnieć sobie nie mogę, co to ja tej lub owej osobie miałabym do powiedzenia! chociaż wiem, że mnie jak najbliżej obchodzi — nic dla niej nie znajduję prócz regestru zapytań. Otóż trzeba, Wando moja, żebyś się ty nigdy do takiego stanu nie doprowadziła. Dziś może ci się niepodobieństwem zdawać podobne usposobienie — lecz to zdradliwie przychodzi, niepostrzeżenie, trzeba zawczasu bronić się jeszcze przed napadem. Gdybym to ja była wiedziała niegdyś — może bym się była ustrzegła.