CXLVII

[Dębowa Góra, 1 stycznia 1870]

Wszak ci już pisałam w tym tygodniu, żebyś na Nowy Rok, Wando kochana, złożyła w moim imieniu dobre życzenia swemu Ojcu i szwagru, a serdeczne obu siostrom uściski. Dzisiaj tę karteczkę dorzucam dlatego jedynie, że się zgłaszam do wszystkich moich najwierniejszych, najwytrwalszych, a zatem i do ciebie także. Proszę cię, żebyś mi na kolędę pół roku twego życia darowała: będziesz to czytała, co ja ci polecę, to robiła, co ja zadysponuję, o tym myślała tylko, co ja pozwolę — czy przystajesz, Wando? Do św. Jana termin przecież niezbyt daleki. Zastanów się i odpowiedz.

Miałam przez Polcię trochę wiadomości z Krakowa; niewiele, bo jeszcze nie było czasu na dobre się rozgawędzić. Ponieważ my jednak nigdy na to wiele czasu nie mamy, więc mi się zdaje że nic więcej i później nie usłyszę. Marceli opowiadał jej, że młodzież chciała Golianowi318 zrobić jakąś niemiłą surpryzę, ale starsi bardzo się temu sprzeciwiali i on też comme de raison. Nic się do tej pory w jego małżeńskich projektach nie zmieniło. Panie Szysz... ciągle tam jeszcze bawią. Rózia podobno pisała do mnie, listu nie odebrałam — a kiedy twój odbiorę? Gdybym przed podpisaniem wekslu mogła już rozporządzenia jakie wydawać, to bym chciała, żebyś mi godzina po godzinie opisała, co robiłaś wczoraj wieczór i dzisiaj przez dzień cały — kogo widziałaś, o czym rozmawialiście — ale to słówko po słówku. Mój Nowy Rok będzie do najpospolitszych niedziel podobny, nie wiem, czemu jednak rada mu jestem, może dlatego, że nowa dziesiątka i do tego na siódemkę się zaczyna, a może... a najpewniej nawet dlatego, że sześćdziesiąty dziewiąty się skończył. Nie uwierzysz, jak lubię koniec we wszystkim teraz — w dniu, w książce, w robocie każdej, w życiu, och w życiu najwięcej.