LXXI
[Pszczonów] 15 stycznia 1867, wtorek
Przede wszystkim nie gorączkuj się, moja Wando. Chociażbym ci sto razy o zewnętrznych i wewnętrznych nawet przeszkodach moich do pisania wspomniała, pierwsze znaczą po prostu brak idealnej cichości. Rzeczywistej, takiej, która by tobie i wielu innym wystarczyła, mam pod dostatkiem; ale to jeszcze nie dosyć dla mnie. Kilka razy przecież tłumaczyłam ci ową dziwną przypadłość mego organizmu. Drugie zaś wewnętrzne nazywają się tylko brakiem usposobienia; — często bardzo i w cichości najgłębszej tak się czuję odurzoną i zgłupiałą, że nawet bym prostego listu o sprawunkach nie potrafiła napisać. Przyczyny tego jeszcze dotychczas rozwikłać nie umiałam: — czy jest fizyczną chorobliwością? czy następstwem moralnym zdarzeń, okoliczności? — nie wiem — prześlę ci o tym więcej szczegółowe studium, gdy się do naszej powieści157 zabierzesz — bo już rzecz całą za skończoną uważam i dzisiaj przynajmniej pewną jestem, że ją w wykonanie wprowadzimy — o czym na innym miejscu znajdziesz — w papierach, które ci przygotowuję. Teraz co pilniejsze tylko z myśli zrzucę tą kartką. Nie chce mi się jakoś podobać, że się do Milla i jego logiki wzięłaś, a nie zaopatrzyłaś się jeszcze w dostateczny logicznego rozumowania materiał, w pewniki naukowe. Logika jest metodą ustawiania porządnych szeregów i kategoryj; otóż pierwej trzeba mieć co ustawiać. Masz ty wprawdzie wielki zasób — bogaty zasób, ale tylko z ciebie samej, z pierwiastków składających twoją osobistość złożony. Masz dzieje swoich pojęć, sądów, wrażeń, przekonań; obok tego niemałą porcję literatury pięknej i historii do gotowego spożycia wydanej, lecz w tym wszystkim element rozumowania przeważa władnie, a na domiar zbytku cała natura twoja jest także wiecznie rozumująca i tym cierpisz właśnie, że bez ustanku przetrawiasz i kombinujesz, i składasz, i rozkładasz swoje majętności. Jak się w takim stanie duszy nad logiką pracować uweźmiesz, to będzie piętro nad piętrem, rozumowanie o rozumowaniu, a ja bym ci koniecznie murowanego fundamentu, pewników z liczb i faktów złożonych życzyła. Czemu się nie postarasz lepiej o Astronomię popularną Araga158, jeśli do fizjologii nie tęschnisz. Lecz to moja stara piosenka, a twoja dusza ma swoje młode prawa. Nie dla przestrogi też, raczej „dla wypowiedzenia się” zaczęłam od tego tematu. Wypowiedzenie się jest między nami obowiązkiem, wszak jest? Z tego, co mi Seweryn pisał o Chorosz... zgaduję, że od niego musiałaś być, jak się sama wyrażasz, na Milla skuszoną. Profesor, ze swego niedoszłego księdzostwa, zachował podobno do wysokiego stopnia rozwinięte usposobienie misjonarskie. Nie myśl tylko, że mu z tego zarzut chcę zrobić: prędzej bym zazdrościć mogła. Duch propagandy zawsze jest duchem siły i młodości; tylko jest w nim pewien bezświadomy siebie despotyzm, przeciw któremu warto być ubezpieczoną. Misjonarze najczęściej nieuwzględnieniem grzeszą. Misjonarz wolności osobistej wie, że Mill jest bardzo dobrym do przeczytania autorem i ma niezachwiane przekonanie, że człowiekowi, a raczej ludzkości wolność najszersza jego cząstek składowych jest koniecznie potrzebna; tylko on nie wie jeszcze mojej Wandy i nie wie drugostronnie znowu, że w stopniowym wyrabianiu się rasy ludzkiej nawyknienia są jeszcze przed wolnością potrzebniejsze. Czy przypominasz sobie jego nieocenioną, poczciwą, sumienną synkopę owego wieczoru, gdy mu nadmieniłam tylko, że się dzieci zarówno z moralnymi, jak z umysłowymi skłonnościami rodzą? a stąd dalsze wnioski o pokoleniach i narodach się wysnuły? Bądź co bądź, należą mi się od ciebie twoje własne o Millu uwagi.
Dobrze zrobiłaś, Wando, żeś mi wypisała te kilka słów z listu Seweryna. Nie zachęcą mię do autorstwa, bo już klamka zapadła, ale bardzo mię zachęcą do prowadzenia z nim dalszej korespondencji. Na pierwszy raz byłam odważną, bo miałam szczegóły umyślnie dla niego uzbierane i wspólnie nas obchodzące; lecz teraz, nieznanym jemu światkiem otoczona, dłużej się z odpowiedzią marudziłam, bo mogłam tylko szczupłymi funduszami ogólnikowych lub moich własnych „rozumowań” dysponować. Kiedyć jednak powiada, że mu i takie „moje” na cokolwiek się zdadzą, więc znać, że nie wyłącznie to dobre, co dobre, ale i to, co komu dobrze służy. Dziwuję się trochę zadziwieniem Pana Choros[zewskiego] nie przez skromność z Pamiątki po dobrej Matce159, bo dosyć wierzę temu, że czasem ze słów moich coś użytecznego wyciśniesz ty i kilka jeszcze innych bliskich moich, lecz na to trzeba niektórych władz kobiecych. W stosunku z wszystkimi panami, choćby najżyczliwszymi przyjaciółmi, czułam się zawsze bardzo niepotrzebną. Gdyby kiedy było przeszło aż za linię demarkacyjną, to osądziłam sama siebie, że nawet szkodliwą być mogę. Dałby się z tego cały rozdział do pewnej „Autobiografii” ułożyć. Lecz wracając do Seweryna, może w nim są właśnie owe kobiece — minorowe klawisze. Nie znam go dość osobiście na wysnucie stanowczych wniosków; jeśli tak nie jest, obraziłby się nawet, że jest o coś podobnego posądzony — choć, według mego gustu, mam ogromną sympatię dla kobiet z męskim umysłem i dla mężczyzn z kobiecym sercem — byle, ma się rozumieć, kobieta swoje kobiece serce zachowała, a mężczyzna ze swego męskiego umysłu nie abdykował.
Że jestem bardzo domyślna, to mi przyznasz. Wando, kiedy ci powiem, że od razu zgadłam nazwisko pięknej pani w czarną aksamitną suknię ubranej160. Prawda, że pierwej suknię już na fotografii widziałam i był nawet projekt, by ją kiedy umyślnie dla mnie włożono, i potem przy lampach i świecach Szumana w niej grano, jednak nie przyszło do tego, a ja zgadłam pierwej, nim doczytałam nazwiska. Co za domyślność! No, nie śmiej się — większa niż twoja, bo ty widziałaś i przypatrywałaś się, a nie zgadłaś — ale jak nie zgadłaś! Wszakże mię raz pytałaś: „czy nie Aspazja161?”. Biedna piękna kobieta... nie mam prawa tłumaczyć różnicy — znów jednak projektuję osobny rozdział — tylko musisz mi przypomnieć, jak będziemy w samym środku dzieła. Napomknij mi półsłówkiem. Czemu ta świetna, czemu ta zalotna nie jest Aspazją jednak? może z innej wytłumaczysz sobie powieści — na dzisiaj powiem ci jedynie, że, redukując fantazyjność na miarę żywych osób, chodzących obutymi nogami po mineralnej ziemi, więcej było Aspazji w Lasi162 niż w Matyldzie. Rąk nad tym nie załamuj, a w zastosowaniach nie przesadzaj.
Uściskaj ode mnie Marynię za jej projekt wyborny i energicznie wśród waszego przeważnie negacyjnego koncylium stawiony. Bodajbym dobrą radą choć w części do zrzeczywistnienia przyczynić się mogła! Najpierwej powinnyście się względem charakteru ogólnego publiczności waszej ubezpieczyć — czy będziecie miały widzów wybranych — czy nieuniknionych także z powodu różnych konwenansów i zobowiązań.
Ja bym życzyła tylko wybranych albo w najgorszym razie dwa razy więcej wybranych niż nieuniknionych. Dla tych ostatnich, przy najszczęśliwszych okolicznościach, towarzyskie przedstawienia dramatyczne ograniczają się najbliższym celem — zabawą (w okolicznościach zwyczajnych zbaczają do popisu). Między wybranymi i dobranymi, prócz zabawy mają dalej sięgającą wartość, kształcą estetycznie, rozwijają artystyczne popędy, uszlachetniają domowy obyczaj.
Gdyby szło o zabawę tylko, poradziłabym jaką polską z dawniejszych komedyj np. Powrót posła przez Niemcewicza. Widzowie przy takich wystąpieniach nie domagają się zwykle rzeczy nieznanych i zaciekawiających: komika i kostiumy — parę aktorów w śmiesznych choćby do karykatury rolach i dużo w oczy bijących ubiorów najlepszy efekt zapewnia. Że jednak sami między sobą pomyśleliście aż o Szekspirze, to widać, że wam mogę i coś poważniejszego na myśl nasunąć. Istotnie, Shakespeare jest niemożebny; ale by można różne sceny z różnych autorów powybierać, nawet i z niego, zamiast całej długiej sztuki urządzić widowisko mieszane. Ze trzy sceny z Barbary Felińskiego — która się bardzo podaje do pięknej deklamacji i pięknych obrazów — a gdybyście znalazły ochotników do przedstawienia podziemnej sceny z Kordiana Juliuszowego — a gdyby w Lilii Wenedzie dla kobiety odpowiedniej wyszukać? — lub gdyby też z Balladyny Grabca kto przedstawił w całej świetności króla dzwonkowego, jak rozkazuje podatek od rosy i światła słonecznego wybierać? Co myślisz? może i grającym, i patrzącym by się podobało. Rozprojektowałam się aż do niepraktyczności — szczególniej z Kordianem — ale to was na ślad czegoś lepszego wprowadzić może.
Dają mi znać w tej chwili, że posłaniec na pocztę już czeka.
Nie spodziewałam się tak prędko jego podróży, dlatego nie zdążę dzisiaj pani Ludmile163 na jej karteczkę odpowiedzieć, a tak mi pilno przed piękną panią za jej królewską łaskę się skłonić, boć to prawdziwie królewska łaska być tak śliczną, młodą, kochaną i o mnie teraz poznanej pamiętać! Oho, umiem ja cenić wszelkie cudowności, choć nie należę do szkoły mistyków, i umiem sobie wpływem twoim wiele bardzo w tej nadzwyczajności wytłumaczyć. Zawsze jednakże nadzwyczajność. A jaka pojętna uczennica — pisownia bez zarzutu164 Czemu oni się z Kazią nie znają, miałabym chociaż przez nich wiadomość za twoim pośrednictwem, bo ty jedna wierną jesteś — wszyscy inni w Warszawie zamilkli.
Posyłam tytuły niektóre ze spisanych przez Stasia:
W. de Fonvielle — L’homme fossile — Étude de philosophie zoologique — Paris 1865.
P. Gervais, L’anciennetè de l’homme, Montpellier 1865.
Combes — Etudes géologiques sur l’ancienneté de l’homme, Agen 1865.
A. Debay, Histoire naturelle de l’homme et de la femme depuis leur apparition sur le globe terrestre jusqu’à nos jours — Paris 1865.
Fremaux, Origine et transformation de l’homme, Paris 1865.
Jeśli się dla mnie którego z tych dzieł wystarasz, to dobrze. A dla siebie samej, ty, co po niemiecku czytujesz, wystaraj się najlepiej: Charles Lyett, Das Alter des Menschengeschlechts auf der Erde, übersetzt aus dem englischen von Dr. L. Büchner, Leipzig 1864.
Nie znam żadnego męskiego, ani żeńskiego, ani nawet nijakiego Noworocznika; wiem tylko, że mię zastraszono, iż Dzwonk[owski] coś niby mojego wydrukował. W pierwszym ferworze już do ciebie o pomoc pisałam, ale mi wytłumaczono, że on tylko gołymi słowami niedrukowanymi ten fałsz rozsiewał — przeciw temu trudno występować.