XCIV
13 sierpnia 1867, Dębowa Góra
Kazałaś, żebym ci zaraz po odebraniu listu jutro rano odpisała. Posłuszna pannie Wandzie, zaraz „jutro rano”, tj. dziś o 7-mej, po zbudzeniu się odpisuję. Kazałaś na 15-go być w Tomaszowie; stosownie do twego życzenia, uprzedzając je nawet, by samej tylko poprzedniego listu twego insynuacji zadość uczynić, jadę jutro do Tomaszowa, pisałam już zapowiadając moje przybycie. Pragnęłaś, żeby w Rawskiem nie było cholery — nie ma cholery. Chciałaś, żebym była zdrowa i dobrze wyglądała; — jestem zdrowa i wyglądam tak dobrze, że się aż lękam zbytecznego roztycia. Masz nadzieję, że co piszę... Ach, Wando! — tego rozkazu, kiedy twoja, to i moja głowa nie posłucha — tego jedynie! Pytasz o czytanie także. Czytam ciągle, o ile mogę, co mogę i kiedy mogę. Teraz nic nie mam nowego; ale przed dwoma tygodniami sprowadziłam sobie parę angielskich powieści, które potem z dykcjonarzem siostrzeńcowi mojemu235 do irkuckiej guberni przesłałam. Nadzwyczaj mię to cieszy, że i ty się do angielszczyzny zabrałaś; istotnie zdrowy pokarm, szczególniej te wszystkie przez kobiety pisane historie, takie trzeźwe i rozumne, i uczciwe. Jednak i w angielskich autorkach spotykam się z tym samym, co już we francuskich zauważałam. Każda z nich ma jedno swoje psychologiczne spostrzeżenie, jeden swój typ, który na rozmaite przebiera sposoby, w różnych stawia kostiumach, przez różne dane przeprowadza; ale który, jakkolwiek tym samym jest po mistrzowsku wyczerpująco zgłębiony i opisany, nie mniej wszelako, gdy się za świeżej pamięci kilka dzieł tej samej autorki czyta, w pewną monotonność przechodzi. Nawet Jej Królewska Mość najjaśniejsza pani Sand tego nie uniknęła, tylko życie jej literackie dość długo trwało, by się na dwie epoki rozpadło, i w pierwszej dominuje kobieta silna namiętnością przeciw światu i kłamstwu, a w drugiej silna prostotą i dobrocią nawet przeciw namiętności. W angielskich powieściach jeszcze wybitniej ta kwestia siły kobiecej pochwycić się daje, chociaż niby więcej roztopiona w planie niż zarysowana. Currer Bell zawsze ci przeciwstawi kobietę energiczną w walce z losem; raz tylko w walce z przesądami. Yonge w walce z własnymi wadami, a szczególniej z pychą serca i myśli. Elliot obrała sobie na ulubione studium brak siły właśnie — chwiejność sumienia, uczucia i fantazji. Ciekawa jestem, jaki typ byłby w moich powieściach przeważał, gdybym ich była dużo napisała? Onego czasu, Kazia zauważyła, że zawsze muszę wprowadzić na scenę jakąś kobietę bez serca, nieumiejącą kochać. Wcale tego nie miałam w zamiarze; widać, że podobne rzeczy same z siebie się składają. Dalsze rozwagi nad nimi do lepszej sposobności; dzisiaj długo pisać nie mogę, więc tylko co pilniejsze. Kazia już od dość dawnego czasu wyjechała z Warszawy. Pisałyśmy do niej z Julią i odpisała nam w przeszłym tygodniu właśnie. Chciała nająć sobie osobną gdzie na wsi stancyjkę. Córka pani Wierzbowskiej w swoim domu ofiarowała taki pokoik i żeby nie dać czasu do rozmysłów, sama zaraz przyjechawszy, uwiozła Kazimierę. Przez pierwsze parę tygodni była jeszcze Kazimiera bardzo osłabiona, ale teraz chwali się, że jest znacznie lepiej. Wybieramy się do niej listownie z Julutą, może dziś wieczorem, Juluta sama, to znów zupełnie przeciwnie. W pierwszych dwóch tygodniach taka była rzeźwa, jak gdyby nigdy już nie miała chorować, a później do dawnego wróciła trybu, do swoich osłabień, niejedzeń, niechodzeń; wczoraj jednak znów była lepiej, dlatego w licznym gronie we trzy powozy odbyliśmy wycieczkę do Skierniewic dla zwiedzenia ogrodu i pałacu. W ogrodzie dolnym nad rzeką jest pełno drzew i cieniu, a w jednym miejscu ławeczka tak ustawiona, że można nikogo nie widzieć, nie słyszeć i patrzeć na wodę jak cichutko płynie. W pałacu jest jeden salonik — chciałabym być wysoka, mieć bardzo czarne włosy, być bardzo białą, ubrać się w ciemną, morderową, aksamitną suknię i leżąc na kanapie, słuchać głośno czytanych, ale cudownie dźwięcznie czytanych wierszy, jeśli nie Słowackiego niektórych, to takiego poety, co się jeszcze nie urodził... lub przynajmniej nie drukował. W tureckim kabineciku dobrze byłoby cygaro wypalić — zresztą nie miałam innych fantazyj. Jeśli kochać, to w ogrodzie; jeśli marzyć, to przy wodzie... N.B. nigdzie w żadnym pokoju nie było fortepianu; widać, że „rodzina” niemuzykalna — nigdzie też nie zapragnęłam muzyki — nawet w owym białym z meblami żółtymi. Ale bądź mi już zdrowa, z biskupich i cesarskich pałaców (bo w tym samym nasz Krasicki zamieszkiwał niegdyś). Kasia woła mię do śniadania nie otwartym wezwaniem, ale różnymi napomknieniami — brzękiem miseczek, otwieraniem puszki z herbatą. Nie o mój los tylko, lecz i o Julii szklankę gorącego napoju chodzi. Bądź więc zdrowa; wróciwszy z Tomaszowa, napiszę więcej.
N.B. Zapytałaś, czy do Seweryna pisuję. Seweryn filut powiedział, że zamknęłam naszą korespondencję, więc niech tak będzie. Ja tylko z wszelką wyrozumiałością wspominałam mu, że ma co lepszego do roboty. Alboż nie musi nad prawnymi papierami pracować, z ludźmi rozmawiać, żyć? — jeszcze by też na mnie czas ekspensował! Złoto niech się łączy ze złotem, dla mnie i milczenia dosyć. Tobie się zawsze zdaje, że to tak jak ty — albo tak jak z tobą.
Uściski dla sióstr — pocałowanie dla mojej Wandy.