XCVIII
[Dębowa Góra 1867, jesień]
Najpierwej uścisk witający; potem nie martw się Wando, lecz popraw. Jak przeczytałam, co ty sobie za wielkie rzeczy z mego pisania obiecujesz, tak mnie wstyd zdjął wielki i ledwo wszystkich arkuszy do pieca nie wrzuciłam — a jesień, w piecu już palą. Trzeba mi było rozsądkiem szermierzyć; pamiętać na to, że wywlekłam stare szpargały nie na zbawienie świata i niewiast, lecz po prostu na felieton dla p. Sikorskiego. Usiadłam, by napisać „cokolwiek”, nie zaś coś wielkiego i pięknego koniecznie. Staram się jedynie, by moje cośkolwiek było prawdziwym, nie kłamanym. Masz więc początek; jeśli możesz, przepisz i otrząśnij się z wszelkiej miłości własnej na rachunek twoich ukochanych. Pycha serca jest grzechem jak pycha rozumu. Ucz się kochać miernych ludzi, zwyczajnych śmiertelników; to jest kochaj mnie pomimo —
Później szerzej się rozmówimy.