XLVII

Warszawa [listopad 1866]

Dzisiejszy ranek przy nowej żałobie waszej na nic by się nam nie zdał, Wando. Przesiedzę go u siebie, tym bardziej, że śnieg do wyjścia nie zachęca. Potem na kilka godzin do Kazi pojadę. Obmyśl, kiedy byśmy mogły razem się znowu rozgawędzić, czy u mnie, czy u ciebie. Siostry uściskaj.

Wczoraj był pogrzeb Rudzia Jachowicza — uciekają przed życiem młode dusze.