VII
Cóż powiedzieć mam o sukniach?
Piękności rozkoszne moje,
po cóż z tyryjskiej purpury
używać najdroższe stroje?
Po co na sobie obnosić
dochody swe całoroczne?
Tyle jest tańszych kolorów.
Od nich opowieść rozpocznę.
Są błękity lazurowe,
barwy niebiosów pogodnych.
Jest zieleń koloru fali
jako strój rusałek wodnych.
Są tkaniny, które mają
złotego runa kolory.
Są inne takie promienne
jak zroszony płaszcz Aurory90.
Piękny kolor mirtu z Pafos91
i ametystów purpura.
Cudną barwą popielatą
lśnią żurawi trackich pióra.
Gdy przeminie gnuśna zima
i podmuchy ciepłe wiosny
zazielenią winnic pędy,
ze snu budząc świat radosny,
Mniej barw w sobie będą miały
wszystkie różnobarwne kwiaty,
niżeli mają kolorów
naszych niewiast cudne szaty.
Wybierać trzeba ze smakiem.
Nie wszystkim bowiem przypada
jedna barwa... Niech blondynka
czarne stroje na się wkłada.
Brunetce — w białym do twarzy.
Bryzeis92 się ubierała
czarno... Wdzięki Andromedy
podnosiła szata biała.