XV

Śpiew jest rzeczą czarującą.

Niejednej natchnione ody

mogą z łatwością zastąpić

brak przyrodzonej urody.

Raz nućcie pieśni z teatru

(słuchamy tam śpiewek tylu...)

to znowu lekkie piosenki

na nutę znad brzegów Nilu...

Niech was uczą pieśni swoich:

piewca z Kos96, Kallimach97 boski

i przyjaciel win wystałych,

wdzięczny staruszek teoski98.

Na pamięć musicie umieć

miłosne strofy Safony99.

Cóż bowiem namiętniejszego

od piosenki jej natchnionej?

Niech wam będzie znany — Gallus,

Tybul100 i Propercjusz101 tkliwy...

Warron102, co o złotym runie

opowiada istne dziwy.

Lecz czytajcie zwłaszcza pilnie

o podróżach Eneasza.

Jemu winna swe powstanie

ukochana Roma nasza.

Wergili103 śród wieszczów rzymskich

pierwszy — bez wątpienia — idzie.

Nie znam arcydzieła, co by

dorównało Eneidzie.

Czyż mi będzie tutaj wolno

do poetów sławnych w Rzymie,

do ich imion nieśmiertelnych

dołączyć i moje imię?

Czyż mi wolno mieć nadzieję,

że okrutna woda Lety104

nie pochłonie wszystkich pieśni

zapomnianego poety?

Może ktoś z mych uczniów powie:

«Czytajcie Sztukę kochania,

w której mistrz nasz płciom obojgu

miłości tajnie odsłania».

Błogosławiony — kto do tej

książeczki często zagląda...

A może kiedyś po polsku

wyjdę w przekładzie Ejsmonda?

Czytajcie miękko a słodko

Miłości czułe fragmenty.

Deklamujcie Heroidy105

(rodzaj przeze mnie poczęty).

O Febie106, Bachusie107, Muzy!...

do was wznoszę swe wołanie,

do was, piewców protektorzy,

sprawcie, niechaj tak się stanie...