Pieśń trzecia

Za każdym wzlotem w ślad idzie znużenie;

Za szałem — niemoc; w zwykłym biegu rzeczy,

Wzniosłe — powszedniość otacza jak cienie,

A bohaterom duch Tersyta66 przeczy.

Tak i ja czasem daję zezwolenie,

By Hussajn mówił, choć uszy kaleczy,

Prawiąc nam rzeczy takie, na mą duszę,

że sam za niego rumienić się muszę.

Na przykład takie, jak wyżej, gadanie,

Którego dłużej nie mogłem już znosić.

To: «złe konieczne» czy gburowi panie

Przebaczyć zechcą? Muszę je przeprosić.

Słysząc szyderców i pochlebców zdanie,

Że prawda w środku — słusznie można wnosić:

«Złem» nie jesteście, wszakże «koniecznością»

Prawdziwy mędrzec uzna was z trudnością.

Ktoś, kiedyś, nazwał was «upojeń czarą»

Przy uczcie życia wy — to słodki trunek!

Lecz nawet dobre — dobrem jest pod miarą.

Do głowy nieraz idzie pocałunek.

I święty Paweł rozkosz zwie przywarą,

Choć na wzmocnienie — konieczny warunek —

Zaleca puchar. Któż grona przeklina,

Gdy go odurzą flasze pełne wina?

Wszak z tym się drażnim, co nam miłe bywa:

Pozna uroki kobiet, kto je łaje.

Cała Hussejna wymowa złośliwa

Zdradza słabostkę i lekkie zwyczaje.

W czarnej swej skórze prostak ten ukrywa

Właściwe sobie cnoty, choć się zdaje

Teraz bezczelnym, rozpustnym, cynicznym.

Nie zawsze bywał tak pesymistycznym.

Niegdyś go w smutek pogrążała błogi

Wełnistowłosa piękność pokolenia;

Lecz odkąd handlarz dusz porwał ją srogi,

Wygasł żar tego czarnego płomienia.

Dziś zna «kobiety» tylko w liczbie mnogiej.

Czas jednak czarną swą żagwią zniszczenia

Czarnej sylwetki nie starł z czarnej duszy,

Łatwo więc miłość, choć cudza, go wzruszy.

I chociaż zaraz chrapnął prawowiernie,

I siedem długich godzin spał głęboko,

Ciekawość jednak kłuła go, jak ciernie,

Czy też odszukał książę modrooką?

Posępność pana drażni go niezmiernie.

«Przepadła!» mówi zgasłe jego oko.

«Zostaw mnie!» Ręką dał mu znak odprawy

I nie tknął nawet cybucha ni kawy.

Kultura była wówczas w Astrachanie

Dosyć pierwotną i żadna depesza

Nie mogła ścigać tej, co niespodzianie

Z sercem monarchy w lasy gdzieś pośpiesza;

Policja, która raport zdać jest w stanie.

Jak trawa rośnie — milczy; szpiegów rzesza

Nie może trafić na ulotne ślady

Cnej Mofetuzy oraz Kankrelady.

W miarę szukania jednak to zdarzenie

Poczęło dziwnym odmianom podlegać;

Pogłoska leci z wiatrem, jak płomienie,

By nowe kłamstwa po drodze zażegać.

Kobiety zwłaszcza wpadły w uniesienie

Domysłów: kto też mógł do zamku biegać?

Cichą nadzieję żywiły piękności,

że zajmą wakans67, tak godny zazdrości.

Myślały biedne, że z tego wyłomu

Ta harda twierdza szturmem będzie wzięta.

Gdziekolwiek tedy książę wyszedł z domu,

Wszędzie spotykał prześliczne oczęta.

Wiersze, bukiety dziwnego ogromu.

Jak deszcz spadały... płeć piękna zajęta

Była strojami kosztownymi, które

Zdradzały mocno zaczepną naturę.

Tak, do ogrodu raz wkradła się panna

W stroju rusałki, z kosą68 rozpuszczoną,

By czekać księcia, gdzie biła fontanna;

Kąpiel tu była surowo wzbronioną.

Przyszedł i sądził, że go mgła poranna

Łudzi... Gdy prawda została stwierdzoną,

Cofnął się, jakby uciekał przed osą,

Wołając: «niech jej bieliznę zaniosą».

Więc, by mieć spokój, zostawał w swym dworze;

Ale i tutaj bywał nachodzony

Przy grze, przy stole, kiedy kładł się w łoże,

Bo każdy sługa mógł być przekupiony.

Sam nawet wezyr, co miał córki hoże,

(Tytuł «kokietek» był im przysądzony)

Przysłał z nich jedną do księcia z depeszą:

«Papa jest chory, a kuriery śpieszą».

Wreszcie, gdy wszystko przebrało już miarę,

Książę się uciekł do takiej odprawy:

Wiernym poddanym, za uczuć ofiarę,

Wyraził dzięki i afekt łaskawy,

Wiadomym czyniąc, iż rok lub lat parę

Chce podróżować dla zdrowia poprawy;

Oraz by poznać, jakich rządów drogą

Królowie ludy uszczęśliwiać mogą.

I dnia pewnego z garstką towarzyszy,

(Hussejn w ich liczbie) wyruszył w świat oto,

Żywiąc nadzieję, że spocznie gdzie w ciszy;

Lecz z miejsca w miejsce gnany był tęsknotą.

Tutaj kroniki (niech je potną myszy),

O tym, co przeżył, takie bajki plotą,

Jak o podróży gdzieś na «szklaną górę».

A więc opuszczam rozdziały niektóre.

O geografii wówczas w Astrachanie

Słabe pojęcie miał uczony światek:

(W Bawarii — książę był na oceanie!

A gdzieś w Saharze — rozbił mu się statek! )

Znajomość ludów w równym kwitła stanie:

Naprzypinali Europie łatek,

Dowodząc, że my, z humanizmem naszym,

Cywilizacją tylko wróble straszym!

Tutaj na ostrej satyry wycieczki

W stylu Byrona mam obszerne pole!

Przecież ja z nikim nie chcę szukać sprzeczki

I o podróży tej zamilczeć wolę.

(Kłótnie nie warte są i torby sieczki!)

Przeszły dwa lata; na książęcym czole

Chmury tęsknoty... więc w rodzinne strony

Powracał mędrszy — lecz nie uleczony.

Jest-że to dziwem? «Widnokręgi zmienia

Ale nie serce, kto morza przepływa».

Twarz mu pobladła, oczy pełne cienia —

I — jak był smutny — do kraju przybywa.

Gdy wjeżdżał w miasto pełne świateł, wrzenia,

Flag, godeł — myśl mu błysła niecierpliwa,

Że wkrótce takież pochodnie, festyny,

Uświetniać mają jego zaślubiny!

Jak pielgrzym, który cień fatamorgany

Ściga w pustyni ruchomymi ślady,

Tak on dopędzał każdej karawany —

I każdej hordy, gdzie żyją nomady,

Szukając lubej... a Hussejna plany,

By go zachęcić do życia biesiady

Przez bajadery69 — i przez wielkie panie,

Upadły, zachwiać go nie będąc w stanie.

Więc kiedy wezyr słowy kwiecistymi

Wspomniał o dawnym księcia przyrzeczeniu,

Przed Kalilbada oczyma smutnymi

Stanął Giulnary cień w lubym widzeniu...

Westchnął młodzieniec i wzrok wbił do ziemi;

I rozdrażniony, w gniewnym uniesieniu

Odrzekł dość szorstko: «Allah wszechmogący!

Wy mnie zamęczyć chcecie!... jestem śpiący!»

Lecz noc mu żadnej nie podała rady.

Z rana więc kazał przynieść tuzin cały

Księżniczek, które wśród wielkiej parady,

Wymalowane olejno, wisiały

W galerii dworskiej; lecz choć te z zasady

Wdzięcząc się, serce jego ująć chciały

Przez słodkie minki i oczy i twarze,

Żadna nie była podobną Giulnarze.

«Bezduszne lalki! Obłudne gadziny!» —

Zawołał książę — i pchnął je do kąta.

Tymczasem Hussejn składa odwiedziny

I z nowym planem dowcipnie się krząta.

«Na nic olejne wasze mazaniny!

Pokost ten głupcom niech głowę zaprząta.

Tu jest rzecz inna! — ogień malowany

Nie stopi lodu — i nie zada rany.

Jak wiecie, co rok obchodzimy w kraju,

Przez tydzień cały uroczyste święto

»Jedwabnej pętli« — gdy nów błyśnie w maju,

I — jak powszechnie tutaj jest przyjęto,

Sam panujący pilnuje zwyczaju.

A choć nasz książę pętlę zwie przeklętą

I wolny oddech przywykł protegować,

Przecież obyczaj dawny musi chować!

Otóż ja radzę w archiwum korony

Odkryć dokument, który niech omawia,

Że tysiącletni okres już skończony,

Jak sznur jedwabny rządy u nas uprawia.

Motyw, jak mniemam, dość uzasadniony,

Choć się tam pan nasz wstrętami zastawia,

Aby zaprosić książąt z okolicy

Na jubileusz do naszej stolicy.

Przybędą tłumnie z bliska i z daleka,

Pięknymi córy70 ubłogosławieni...

Wówczas, jak sądzę, i on się doczeka

Ludzkiej przygody, która go odmieni.

Gdy przez dni siedem żar słońca dopieka,

I bryła lodu topnie od promieni...

Chwilka słabości... poknsa niewieścia...

A książę zdrów jest — i ma lat dwadzieścia».

Tak mówił; wszyscy słuchają z uznaniem

I nie zwlekając, do dzieła się biorą.

Z historycznego aktu zgotowaniem

Archiwum państwa zwinęło się skoro.

Cieszą się starcy, że przed swym skonaniem

Dzień ten obaczą! Rankiem, nocną porą,

Kuriery śpieszą — ścigają się posły.

Tak jubileusz wnet wieści rozniosły.

Książę Kalilbad, choć mu bardzo wstrętnym

Był cały tumult tej uroczystości,

Przykładu mądrych monarchów pamiętny,

Dawał dowody świętej cierpliwości.

Przybyłych witał — i chociaż był smętny,

Czynił honory podług ich godności;

Zmuszał się nawet do praw etykiety,

Całując w rączki nadobne kobiety.

Jak księżyc gwiazdy zaćmiewa bez sądu,

Tak wpośród wszystkich dyjademów oto

Błyszczy prześliczna księżna Trebizondu,

Której rudawe włosy, z barwą złotą

(Tak nazwanego «impertynent-blondu»)

W improwizacji — natchnioną robotą,

Dworski poeta mianował być słońcem,

Nad Astrachanem rozkosznie wschodzącym.

Na płowym koniu, pysznie ujeżdżonym,

Przybyła: szata aksamitna cała,

Z szlakiem siedemkroć perły obwiedzionym,

W bogatych fałdach na ziemię spadała.

Rumakiem dęba stającym, spienionym,

Z łatwością ręka jej powodowała71...

A białe ząbki — i ogniste oczy

Cudnie się godzą z blaskiem jej warkoczy.

Nawet Kalilbad skłonił się olśniony;

A Hussejn szepnął wezyrowi szybko:

«Baczność! Nim dzień ten będzie ukończony,

Panicz nasz pozna się z tą złotą rybką...»

Posłyszał książę... a wtem z drugiej strony

Przybył, w lektyce kołysząc się gibko,

Książę Perefis, ojciec jej, którego

Ośmiu Murzynów niesie — a dwaj strzegą.

Pan ten czcigodny podeszłe ma lata;

A tak go tusza uciążliwa nęka,

Że — ani chodzić — ni dosiąść bachmata72!

W lektyce nawet często jeszcze stęka.

Na siwej głowie jarmułka mu lata,

A stary chałat, zda się, że już pęka!

W milczeniu siedzi i lekko porusza

Wachlarz, o ile pozwala mu tusza.

Gdy młodzian podszedł, jaśniejszym wyrazem

Błysła twarz starca; zapewnić pośpieszył,

Że księżnę matkę wielbił; — a zarazem

Wspomnieniem ojca książęcia się cieszył.

Wbrew etykiecie już nawet tym razem

Poczciwy tłuścioch na łzy się rozgrzeszył —

I rzekł wzruszony: «Byłbym w siódmym niebie,

Gdybym, jak zięcia, mógł uścisnąć ciebie!

Lecz córki mojej strzeż się, na mą duszę!

Gdyż w swych kaprysach, jak marzec jest zmienna!

Dzisiaj podobna burzy, zawierusze,

Jutro znów milczy i chodzi jak senna;

Jak ona zagra, tak ja tańczyć muszę!

Dwór cały dręczy, jak plaga codzienna.

Bóg wie, skąd matka łagodności znanej

Przyszła do takiej córki wyuzdanej!

Tobie za żonę brać diabła takiego?...

Lecz ciebie dla niej szkoda jest, mój drogi!

Jej Czyngis-chana potrzeba jakiego,

Co ją ukróci i weźmie za rogi.

Tu ona świętą uda... znam ją z tego!

Oj, ma rozumek! Nie uczyć ją drogi.

Lecz strzeż się! Troski chcę oszczędzić tobie —

I bez zarzutu spocząć kiedyś w grobie!»

Tak mówił stary pan — i łzę ciekącą

Otarł rękawem — i strapiony stęka.

Lecz młody orzeł węża z skórą lśniącą,

Co syczy w słońcu, zaledwo się lęka...

Wszak miłość czysta, tęsknotą paląca

Hartuje serce, które z bólu pęka...

Książę za jedno spojrzenie Giulnary

Oddałby wszystkie Trebizondu czary.

Przecież u stołu — gdy piękna blondyna

(Sprawka Hussejna) przy buku mu siadła,

Można by mniemać, że książę zaczyna

Godzić się z losem; ledwo dotknął jadła;

Głos jej do głowy szedł, jak puchar wina...

A chociaż papa, z głębi swego sadła

Mrugał — to przecież w piersiach Kalilbada

Jakaś iskierka zażegła się blada...

Coś-nie-coś było w tym winy szampana;

Ileż on ogniów roznieca, niestety,

Entre deux verres73, gdy jest kompania dobrana!

Więc gdy po stole podano już wety74,

I poszły szepty — żart Kalilbad-chana

Wzięto tak serio, że piękne kobiety

Mdlały z zazdrości!... Utrzymuję zatem:

Wieczerza bywa nader zręcznym swatem.

Gdy jednak z sercem swym sam na sam, nocą

Znalazł się książę — i dzień przypominał,

Zdawało mu się, że postać sierocą

Swojej Giulnary zdradził... i przeklinał

Wesołe śmiechy, do których przemocą

Ten wąż złocisty usta mu naginał,

I opuszczony widział cień ten drogi —

I chciałby upaść, całując mu nogi!...

«O dziewczę moje! — zawołał młodzieniec —

Przebacz mi! Patrzaj, co ja cierpieć muszę,

Znosząc dla ciebie, nędzny potępieniec,

Beznadziejnego pragnienia katusze!»

Gdy tak się dręczy nasz biedny szaleniec,

Wszedł Hussejn: «Cóż-to — rzecze — na mą duszę!

Pan mój się smuci, wyrzeka i płacze,

Kiedy weselne pieką jut kołacze?»

«Ach, coś ty wspomniał! — szepnął książę blady —

Lecz tak, masz słuszność... straconego raju

Łzy nie powrócą! — udziel mi swej rady,

Jakbyś ofiarę sam czynił dla kraju,

Która z księżniczek ma najmniejsze wady?» —

«Ej! to się mówi tak też, dla zwyczaju,

Wady! — a we mnie dusza by skakała,

żeby mnie tylko pierwsza lepsza chciała!

Oto, na przykład, najbrzydsza z tej bandy,

Księżna Irena! — przepyszne ma włosy

I piękne ząbki — i skarb Samarkandy —

I usta, jako szkarłat róż z pod rosy!

Mógłby tam jakiś salonowy dandy75

Twierdzić, że ciągle ziewa... dajcież losy

Mnie taką żonę!... Głupota — dar boży!

Najgłupsza często mężowi raj stworzy.

Albo księżniczka Bizancjum, ta gruba,

Co po trzy razy przybiera z półmisków?...

A niechby sobie jadła żonka luba!

Księciu do szczęścia nie trzeba uścisków...

Kto je — śpi dobrze; więc — prosta rachuba!

Wszak Juliusz Cezar76, co zginął dla spisków

Wyschłego Kaski77, żyłby doskonale,

Gdyby dwór sami składali brzuchale!

A teraz szczupłe... jakiż tam interes

Z księżniczką Badrul-Budur, co ma nosek

Cienki jak igła?... Coś mówią, że xeres78

Zbyt chętnie pija... a kiedy o włosek

Przebierze miarkę, to na dworze skweres,

Bo panna w żartach ma zbyt wolny głosek...

Ojciec ją z siedmiu wychował synami:

Trza by na nowo... mówiąc między nami.

Księżna Amina, z modrymi oczyma

I śnieżną szyjką, jest wcale niczego!

Jakaś tam wprawdzie plotka jej się trzyma...

Ale, że osy owocu kwaśnego

Nie ruszą, tylko słodki, zatem nie ma

Sobie co robić tak dalece z tego!

Wszak nieraz żony najlepsze bywały

Z tych, co w panieńskim stanie wyszumiały.

Tak — last not least79 — Trebizondu słońce,

Jak książę widzi, wszystkie tu zaćmiewa!...

I choć kaprysów różnych ma tysiące,

Choć sługi płaczą, chociaż wieść opiewa,

Że jej wybryki są nieraz gorszące,

Choć spazmy na dzień cztery razy miewa,

Przecież wiadomo, że im głębsze cienie,

Tym gwiazda rzuca świetniejsze promienie.

Jeśli mam radzić — radzę: bierz ją, panie!

Dworski obyczaj uskromi i żmiję.

Gdyby tak chłopu, co z żoną posłanie

I misę dzieli — i co dzień ją bije —

To bardzo wierzę, że takie kochanie,

Jak łańcuch, wkrótce przetarłoby szyję.

Lecz księciu, który ma własne pokoje,

Nic się nie stanie, gardło daję moje!

Książę chcesz jednej tylko żony... zgoda!

Lecz i najlepszą uprzykrzyłbyś sobie,

A ta ci będzie jak zmienna pogoda;

Harem mieć będziesz cały w jej osobie.

Już to cię gryzie — już ci usta poda;

Śmieje się, płacze, śpiewa — w jednej dobie80...

Dziś — choć do rany przyłóż; jutro — wściekła...

A długi robi — jak sam diabeł z piekła!

To mi królowa! — puści między ludem

Pieniądze, nowe skandale — i mody.

Książę wiesz dobrze, z jakim przyszło trudem

Z gminem tutejszym dojść do jakiejś zgody;

Wnet popularnym zrobi cię, jak cudem.

Taka małżonka! A gdy z Antypody81

Żyjemy w pysznej harmonii, jak w niebie,

Przeto — ja lepszej nie widzę dla ciebie!»

«Dość! — rzekł Kalilbad — zostaw mnie w spokoju!»

Hussejn tryumfem szedł rozpromieniony,

Aby wypocząć po swatania znoju.

Go mógł, to zrobił; a teraz, z swej strony,

Niechaj księżniczka wystąpi do boju!

Ale nazajutrz, Kalilbad zmieniony

Nie szuka pięknej; chce wybrać za żonę

Tę, którą wskażą mu gałki rzucone.

Blady, strapiony, pochyliwszy czoło,

Szedł książę, kędy narodowe święto

Lud na równinie obchodził wesoło.

Wnet się radosnym: «hurra!» okrzyknięto;

Z fontanny wino bije; przy tym w koło

Czuć woń rozkoszną, tłuszczem przesiąkniętą;

Gdyż aby dzień ten uczcić dziś wielmożnie,

Tysiąc się wołów daje piec na rożnie.

Cel zaś zebrania wiernym przypomina

I sam środek równiny zaszczyca

Wyniosła wieża, którą wiatr opina

W setne chorągiewki; w niej to tajemnica

Sprawiedliwości spoczywa jedyna:

Królowa balu — jedwabna pętlica.

Ma się rozumieć, że autentyczna,

Którą «lat tysiąc» wielbi cześć publiczna.

U wejścia schodki; kto da trzy dukaty —

(Cena, jak widzim, nie nazbyt jest niska) —

Może się wdrapać — i tam, spoza kraty,

Jubileuszu skarb obejrzeć z bliska.

Lecz amatorów mało... kto bogaty,

Tego sam widok już za gardło ściska...

Niejeden myśli, jeśli Allah raczy,

I tak, aż nadto prędko sznur obaczy!

Dzieje relikwii, jak z ojca na syna

Szła spadkiem, podług archiwum korony —

Idąc z rąk do rąk, wszystkim przypomina

Ulotny świstek, pięknie wyzłocony.

A ten, kto truć się zwątpieniem zaczyna,

(Choć, chwała Bogu, nie takie te strony!)

Kręci kark, byle z świętobliwym drżeniem

Ten symbol państwa mógł objąć spojrzeniem.

Jak skamieniały, z ponurym wyrazem

W twarzy, siadł książę, gdzie dworska estrada;

Można by mniemać, iż martwym jest głazem...

Nic mu pod oczy błogo nie podpada;

Tańce rycerskie, kuglarze, tym razem

Nie mają więcej łaski, niż parada

Miejskiej milicji... ledwo bąknie słowo,

Gdy go kto spyta o to lub też owo.

A przecież, przy nim promienna blondyna

Siadła — przez Negra wcześnie uprzedzona;

A jej zwycięska, uśmiechnięta mina

Zdaje się mówić: «wędka już chwycona».

Inne coś szepczą, księżniczka Amina

Szyderczo wznosi białe swe ramiona,

Irena ziewa — i je konfitury,

Księżna Bizancjum nos trzyma do góry.

Lud wierny pilnie gapi się na gości;

Do księcia swego przywykły już tłumy;

I łamie głowy, która z tych piękności

Zdobędzie serce sławne z swojej dumy?

A stare księżne, pilnując godności

W wyborze miejsca, szerzą wielkie szumy...

Piór, wstęg, koronek przytłoczone mocą,

W oczekiwaniu — jak myszy się pocą.

Z daleka, w ciżbie, gdzie motłoch zmieszany

Gryzie melony, figle różne broi.

Drażniąc z taborem przybyłe Cygany,

Młoda kobieta zadumana stoi.

Szal różnobarwny, złotem przetykany,

Drobną jej postać i włos ciemny stroi.

Wśród zgiełku, który ją otacza — cicha,

Patrzy przed siebie i boleśnie wzdycha.

Ręce jej wiszą bez ruchu; dłoń śniada

Brzmiący tamburyn przyciska namiętnie;

A na jej lewym ramieniu zasiada

Biały gołąbek, drzemiąc obojętnie.

Na gry, zabawy, dziewczyna ta blada

Nie patrzy wcale, lub patrzy niechętnie;

A wzrok jej cichy, gwiaździsty, niebieski

Ściga z oddali pyszny dwór królewski.

Wtem z wozu, który stał tam pod namiotem,

Wyszedł wódz bandy — i do tej marzącej

Przemawia, prosząc — potem grożąc, potem

Lżąc ją, lecz ona znak daje przeczący;

Wtedy mu w pięści nóż błysnął przelotem...

«Krwią mi zapłacisz!» — poszepnął. — Gorący

Płomień z jej źrenic trysnął.... «Niech się stanie!

Tańczę ostatni raz w mym życiu, panie!»

I wnet, jak róża, wichrem uniesiona,

Wzleciała w tańcu, porwana swym szałem;

A jej przejrzysta, jaskrawa zasłona

Lekko powiała nad drobnym jej ciałem.

Ciżba w milczeniu pogląda zdumiona,

Na też, co tańczyć śmie przed gronem całym

Książąt — i gniewne rozchodzą się szmery,

O tym zuchwalstwie śniadej bajadery.

Wkrótce umilkło... i tylko «ach!» z cicha

Leci z ust do list między patrzącymi;

Widziano różne tańce, lecz — do licha!

To dziewczę, zda się, nie dotyka ziemi!

Lekka, jak powiew ten, którym oddycha,

Niby pstry płomyk wzlatuje; bosymi

Stopkami ledwo czasem muśnie oto

Piasek, jak gdyby drażniąc go pieszczotą!

Protekcję miewał od dawna już balet,

Na wszystkich dworach wschodu — i zachodu.

Książę Perefis, znawca jego zalet,

Trochę się jakoś rozruszał; — on z młodu

Zbadał kunszt tańca, gestów i tualet

I nie miał większej rozkoszy powodu,

Jak z loży swojej, z książęcą swobodą,

Za «faux-pas82» karcić figurantkę młodą.

Eisler, jak mówią, historię tańczyła

I filozofii systemat Heglowski83:

Geniuszu tańca czarodziejska siła

Po wszystkie czasy wpływ wywiera boski!

Nauka taka korzystną już była

Nieraz; tu widzi polityk bez troski,

Jak równowagę (Europy) zachować —

A czasem zręcznie za drugich się schować.

Lecz choć ekspertem był nasz książę tłusty,

Tutaj się jego kończyła łacina!

Patrzy ciekawie, z otwartymi usty,

Pojąc się tańcem, jak pucharem wina.

Klaszcze z zapałem, niby młokos pusty —

I nogą ruszać do taktu zaczyna,

Mimo podagry84; chwycony za serce,

Rzuca nareszcie chustkę swą tancerce.

Lecz ona po nią schylić się nie raczy;

Iskry radości w oczach jej nie płoną.

Jej ruch namiętny ból tylko tłumaczy,

Ucieczkę smutną — i pogoń stęsknioną...

Cóż ją obchodzi cały tłum dworaczy?

Ach! Jedną tylko źrenicę zwróconą

Chce mieć na siebie — lecz ta jej nie błyska...

Nie wie, że cierpi — i że tak jest bliska.

Trzykroć się skłania; a blade jej czoło

Dotyka ziemi; — nagle, szybkim ruchem

W powietrze rwie się, oblatując wkoło

Wieżę w pośrodku równiny... z wybuchem

Jakiegoś szału stopką swoją gołą

Przefruwa schody — jakby była duchem —

I na wierzchołku staje jednym skokiem,

Wiejąc zasłoną jak mglistym obłokiem.

W tysiącu piersi serce uderzyło

Zgrozą, kiedy tak na blanku85 zwieszona,

Gdzie ludzkiej stopie postać się nie śniło,

Dziewczyna drobne wyciąga ramiona!...

Czyż śmierć zakończy tę zabawę milą.?...

Czy się odważy tancerka szalona

Na szczuplej, stopę szerokiej przestrzeni,

Kręcić się na kształt wirowych promieni?

Waży się! Tańczy!... Jak dym lekka chmurka,

Ponad zgaszoną pochodnią drży w wietrze,

Tak ona krąży... dech niosący piórko

Mógłby ją także porwać gdzieś w powietrze...

Gołąbek lata nad tą wieszczek córką,

Która podnosi lica coraz bledsze —

A jej tamburyn, jak czarów muzyka,

Brzmi kędyś w chmurach — i dreszczem przenika.

Niemy, jak gdyby okrzyk mógł ocucić

Ducha, co igra ze śmiercią uśpiony,

Tłum nie mógł od niej spojrzenia odwrócić.

Kalilbad tylko, jako ptak raniony,

Pochylił głowę — i zdawał się smucić.

I siedział w sobie tylko zatopiony

I myślał o tym, że nim zajdzie słońce,

On wybrać musi... i serce miał drżące!

Nagle — z błękitów wysokich dolata

Śpiew przenikliwy — aż do jego ucha...

Czy on śni? ... głos ten, przez tak długie lata

Stracony!... on go dzisiaj znowu słucha!...

Dreszcz mu gorący po żyłach przelata...

Podnosi oczy — i widzi, jak ducha

W powietrzu — postać drobną, ukochaną,

Złotymi łuny86 zachodu oblaną!

Lecz ona śpiewa... a nuta tęskliwa

Łzy wywołuje między przytomnymi87.

«Żegnaj, o książę!... i ty, o szczęśliwa

Oblubienico, raj stwórz mu na ziemi!

Mnie czeka podróż, skąd nikt nie przybywa...

Żegnaj raz jeszcze!... słowy ostatnimi...»

I otulona w swe lekkie zasłony

Chce z wzniesionymi rzucić się ramiony88.

«Stój! — zabrzmiał okrzyk — stój, o ulubiona! ...

Chcesz-że wraz z sobą zabrać moje życie?...

Giulnaro moja! Kochanko stracona!

Teraz na wieki złączym się w błękicie!...»

I nim kompania jaśnie oświecona

Zdołała fakt ten pojąć należycie,

Już młody książę biegł do wieży szczytu,

Pełen uniesień, tęsknoty, zachwytu!

A gdy miłością swoją upojony,

Wpadł jako wicher na najwyższe blanki,

Podniósł zemdloną — i tulił ramiony —

Usta i czoło całując kochanki.

W powietrzu gasnął krąg słońca czerwony —

Wzruszone tłumy cisną się przez szranki89...

W ciszy zabrzmiały uroczyste słowa:

«Ludu mój! — oto jest twoja królowa!»

Wyznać tu muszę, że to zakończenie

Wygląda, jakby z ostatnią odsłoną

Na scenie błysły bengalskie płomienie —

I pyszny finał zabrzmiał unisono90!

Cóż jednak począć!... wszystko to, uczenie

W kronice mojej stoi dowiedziono,

Jakby dziejopis stawszy się poetą,

Do czarodziejskich sztuk pisał libretto91.

Na drugiej stronie dodaje on przecie,

Że widowisko sykaniem przyjęto

Zrazu; nieznanym było „wieszczek dziecię”

Chyba urokiem i tańca ponętą;

A baletnicy, jak zwykle na świecie,

Za godną tronu nie miano — ni świętą;

Więc takież było przyjęcie Giulnary,

Jak pewnej «Loli» na brzegach Izary.

Książę Perefis, co przed balleriną

Niejedną klękał — w latach swej młodości,

Teraz trząsł turban z pomieszaną miną,

Mrucząc: «No proszę!... po cóż wzywał gości?»

Dopiero kiedy książę z swą jedyną

Poszedł do tronu — a wszystkie piękności

Zagasły wobec uroku Giulnary,

Dał się pozyskać dobry pan ten stary!

Zacierał ręce — i przymrużał oczy:

«Oj! Dobrze ci tak, moja panno córko!...

Myślałaś, że mu serce już wyskoczy?...

Teraz bez męża wracaj, choćby czwórką!...

A powiedz-że mi, mój książę uroczy,

Gdzie się poznałeś z tą śliczną figurką?...

To awantura, na proroka brodę!...

Ażem przypomniał lata moje młode!»

Tutaj Kalilbad — o święta prostoto! —

Przed całym ludem romans swój wyznaje;

Jak ujrzał, stracił, jak szukał z tęsknotą,

Przez obce długo przebiegając kraje —

Jak wreszcie skarb swój odzyskuje oto!

Tu okrzyk tłumu jak burza powstaje

A wpośród gwaru tego i wesela,

Zabrzmiała hucznie książęca kapela.

Do stopni tronu ciśnie się, kto może;

Od dostojnika państwa — aż do dziada.

Dam tylko miejsca głuche są w tej porze;

Dobry ton pierwszy — pchać się nie wypada!

Księżne są mocno dotknięte w honorze...

Księżniczki, mszcząc się, szepczą: «Jaka śniada!

A jaka chuda! — Ręczę, ta kobieta

Nie zwykła myć się! — Co za tualeta!»

Pobladło nagle słońce Trebizondu —

I Badrul-Budur z uroczą Aminą!...

A żadna z dam tych wyższego poglądu

Nie będzie dzisiaj na balu z rodziną!

Tego by tylko brakło?... Bez przesądu,

Czy można z jakąś wdawać się dziewczyną?...

Nie! — jedną, jaka pozostała, drogą —

Jest list francuski, że... przybyć nie mogą.

Kiedy Hussejna doszły takie wieści,

«No! — rzekł — straciłem porządne faktorne92!

Lecz wiem, że książę odda mi w czterdzieści...

Więc przyrządziłem nakrycie wieczorne

W małym salonie; dwoje się tam zmieści!

Książę Perefis, panisko wyborne,

Moją »ciemnością« — niech mi to wybaczy —

Dziś przy wieczerzy obywać się raczy!»

Późną już nocą, kiedy tłumów gwary

Szumiały w mieście echy93 dalekimi,

Spoczęła postać uroczej Giulnary,

W miejscu, gdzie niegdyś upadła na ziemi

W łzach i rozpaczy... i znów księżyc stary

Komnatę zalał blaskami srebrnymi...

A książę tulił gorącym objęciem

Tę, co mu była znów «wieszczek dziecięciem».

Jakże jest cudną! — głód, nędza, strapienie,

Długie tułactwo, tęsknota miłości,

Stracone szczęście — i śmierci pragnienie

Nic nie zmniejszyło uroku piękności.

Usta jej kwitną — jak wiosny marzenie,

A długie rzęsy z wyrazem tkliwości

Wznoszą się, jakby pytając miłego:

«Snem-że to wszystko?... nie zbudzę-ż się z niego?...»

«O mój jedyny! — cichutko szeptała —

Mnie tak jest w duszy, jakbym znów na szczycie

Wieży tej, wobec śmierci bliskiej stała!...

O, jakże dziwnym w szczęiu jest to życie!...

Daj mi dłoń swoją!... Teraz bym nie chciała

Umrzeć, w najwyższej rozkoszy zachwycie!...

Teraz żyć pragnę — z tobą — i przy tobie...

Ja, com dziś na pół prawie była w grobie!»

Tu następują cztery bite karty,

A na nich długa miłosna rozmowa,

Którą, jak dywan kwiatów rozpostarty,

Kronikarz utkał w najdobrańsze słowa.

Lecz duch, do wyżyn swoich gdzieś wyparty,

Milczy; rozkoszy — niemą jest wymowa!

A że i Hussejn rzucił się na łoże,

Nikt jej — na szczęście — podsłuchać nie może.

Tutaj mi tylko to dodać wypada,

Że serc wierniejszych nie znała kraina —

I że ramiona księcia Kalilbada,

Nim rok upłynął — kołysały syna.

Książę wczas dziecię w ręce Negra składa,

Bo — doświadczony — nie chce, by chłopczyna

Słuchał bajarek i starych piastunek,

Których opowieść upaja jak trunek.

Lecz chociaż Hussejn — wówczas wezyr stary —

Kształcił książątko, o ile miał siły,

Nie wyrwał przecież z duszy jego wiary

I marzeń, które widać we krwi tkwiły.

Lud sławił piękność i dobroć Giulnary

I pozostawił jej przydomek miły,

Twierdząc, iż ona tak żyła na świecie,

Jak nie z tej ziemi, prawe «wieszczek dziecię».

Przypisy:

1. wieszczka — tu: wróżka. [przypis edytorski]

2. Oberon — król elfów, bohater Snu nocy letniej Williama Shakespeare’a. [przypis edytorski]

3. Schiller, Friedrich von (1759–1805) — poeta, teoretyk sztuki, wraz z Goethem największy klasyk niemiecki; początkowo przedstawiciel preromantycznego nurtu burzy i naporu, później tworzył w stylu klasycznym; znany z dramatu historycznego (np. Dziewica Orleańska z 1801) i romantycznych ballad (np. Rękawiczka), a także z Ody do radości (1785). [przypis edytorski]

4. Goethe, Johann Wolfgang (1749–1832) — niemiecki poeta okresu „burzy i naporu”, przedstawiciel klasycyzmu weimarskiego, twórca nowego typu romantycznego bohatera. Dzieła: Cierpienia młodego Wertera (1774), Król olch (1782), Herman i Dorota (1798), Faust (cz. I 1808, cz. II 1831), Powinowactwo z wyboru (1809). [przypis edytorski]

5. relsy (daw.) — szyny. [przypis edytorski]

6. oddział — tu: przedział. [przypis edytorski]

7. oktawa — strofa złożona z ośmiu wersów, rymowana wg schematu abababcc. [przypis edytorski]

8. Ariosto, Ludovico Giovanni (1474–1533) — poeta włoski, autor pisanego oktawą poematu epickiego Orland szalony. [przypis edytorski]

9. Cazotte, Jacques (1719–1792) — pisarz francuski. [przypis edytorski]

10. Le diable amoureux (fr.) — zakochany diabeł. [przypis edytorski]

11. zasię (daw.) — precz. [przypis edytorski]

12. satyr (mit. gr.) — jedna z istot wchodzących w skład orszaku Dionizosa, boga wina i dzikiej natury; satyrowie byli przedstawiani jako ludzie z koźlimi nogami i uszami, kojarzono ich z pożądaniem i lubieżnością. [przypis edytorski]

13. w Astrachanie — dziś popr. forma Msc.lp: w Astrachaniu. [przypis edytorski]

14. hof-usypiaczka (niem.-pol.) — usypiaczka dworska. [przypis edytorski]

15. rada (daw.) — chętnie. [przypis edytorski]

16. Negr — Murzyn. [przypis edytorski]

17. kędy (daw.) — gdzie. [przypis edytorski]

18. hoża (daw.) — piękna i zdrowa. [przypis edytorski]

19. metresa — kochanka i utrzymanka władcy. [przypis edytorski]

20. wezyr — dostojnik państwowy w państwach muzułmańskich. [przypis edytorski]

21. obces (daw.) — gwałtownie i bezpośrednio (częściej w formie „obcesem”). [przypis edytorski]

22. sorbet — deser z soku owocowego, przypominający lody. [przypis edytorski]

23. krotofilnie (daw.) — żartobliwie. [przypis edytorski]

24. Alkoran — właśc. Koran, święta księga religii muzułmańskiej. [przypis edytorski]

25. sura — rozdział Koranu, świętej księgi muzułmanów. [przypis edytorski]

26. kazuistyka — skomplikowana argumentacja, wyliczająca wyjątki od prawa a. zasady. [przypis edytorski]

27. szemat — dziś popr.: schemat. [przypis edytorski]

28. przyroda — tu: natura. [przypis edytorski]

29. zażec (daw.) — zapalić. [przypis edytorski]

30. Don Juan — postać literacka będąca uosobieniem kochanka; bohater sztuki Tirso de Moliny Zwodziciel z Sewilli i kamienny gość (1630), następnie dramatu Moliera (Don Juan, 1665), opery Mozarta (Don Juan, 1788) i poematu dygresyjnego Georga Byrona (Don Juan 1818); pot. uwodziciel, entuzjasta przygód miłosnych. [przypis edytorski]

31. zdrój (poet.) — źródło. [przypis edytorski]

32. miesięczny (daw.) — księżycowy. [przypis edytorski]

33. ambrozja (mit. gr.) — pokarm bogów olimpijskich. [przypis edytorski]

34. morganatyczność — związek morganatyczny zawierany jest przez władcę z osobą niższego stanu, która nie dziedziczy tronu ani tytułu, a również dzieci ich nie nabywają. [przypis edytorski]

35. pierwej (daw.) — wcześniej. [przypis edytorski]

36. Hafiz (1319–1389) — poeta perski, uznawany za klasyka perskiej literatury. [przypis edytorski]

37. odaliska — niewolnica w haremie sułtana. [przypis edytorski]

38. hoża (daw.) — piękna i zdrowa. [przypis edytorski]

39. rendez-vous (fr.) — randka (dosł.: spotkanie). [przypis edytorski]

40. prawy (daw.) — prawdziwy. [przypis edytorski]

41. ma pod nosem mleko (daw., pot.) — jest jeszcze dzieckiem. [przypis edytorski]

42. tête-à-tête (fr.) — spotkanie, zwł. osób przeciwnej płci. [przypis edytorski]

43. bramowany — obrębiony. [przypis edytorski]

44. przyroda — tu: natura. [przypis edytorski]

45. frasunek (daw.) — zmartwienie. [przypis edytorski]

46. smagławy — o nieco ciemnej karnacji (od: smagły). [przypis edytorski]

47. śniady — o ciemnej skórze. [przypis edytorski]

48. płowy — tu: blady. [przypis edytorski]

49. rzęsy — dziś popr. forma N.lm: rzęsami. [przypis edytorski]

50. fara (daw.) — kościół parafialny. [przypis edytorski]

51. rad (daw.) — chętnie. [przypis edytorski]

52. Meduza — najmłodsza i najstraszniejsza z trzech Gorgon, zabijająca spojrzeniem. [przypis edytorski]

53. miesięczny (daw.) — księżycowy. [przypis edytorski]

54. próżno — tu: bez niczego. [przypis edytorski]

55. sromota (daw.) — wstyd. [przypis edytorski]

56. płonić się (daw.) — czerwienić się. [przypis edytorski]

57. kontent (daw.) — zadowolony. [przypis edytorski]

58. alea iacta [est] (łac.) — kości zostały rzucone (przen. o podjęciu nieodwracalnej decyzji). [przypis edytorski]

59. odaliska — niewolnica w haremie sułtana. [przypis edytorski]

60. cześci — dziś popr. forma C.lp: czci. [przypis edytorski]

61. alkowa — sypialnia. [przypis edytorski]

62. Abraham — biblijny patriarcha, syn Teracha. Pierwotnie miał na imię Abram. Gdy miał 77 lat ukazał mu się Bóg i nakazał mu wyruszyć do miejsca, które mu wskaże; gdy dotarł do miasta Sychem, Bóg oznajmił, że to miejsce oddaje jego potomstwu (Rdz 12,1–7). W wieku 99 lat ponownie ukazał mu się Bóg, by odnowić z nim przymierze; zapowiedział, że Abram będzie ojcem wielu narodów i wówczas zmienił mu imię na Abraham; wtedy również Bóg nakazał dokonywać obrzezania chłopców (Rdz 17,1–11). Abraham pojął za żonę Saraj, która była bezpłodna (Rdz 11,29–30), dlatego pierworodnym jego synem jest syn urodzony przez niewolnicę Hagar — Izmael (Rdz 16,2–11). Dzięki łasce boskiej Saraj, której Bóg zmienił imię na Sara, zaszła w ciążę i urodziła Izaaka (Rdz 17,19–21). Po śmierci Sary, Abraham pojął za żonę Keturę, z którą miał jeszcze sześciu synów (Rdz 25,1–2). Bóg wystawił Abrahama na próbę wiary i kazał mu złożyć w ofierze ukochanego syna Izaaka. Abraham przystał na to i gdy miał go zabić, Bóg pozwolił mu złożyć w zamian ofiarę z baranka (Rdz 22,1–13). [przypis edytorski]

63. Salomon — biblijny król Izraela, syn Dawida, słynny z mądrości, w tradycji żydowskiej przypisuje mu się autorstwo Księgi Koheleta, Księgi Przysłów oraz Pieśni nad Pieśniami. [przypis edytorski]

64. zażec (daw.) — zapalić. [przypis edytorski]

65. dzieciństwo — tu: coś dziecinnego. [przypis edytorski]

66. Tersytes (mit. gr.) — bohater Iliady Homera, złośliwy, tchórzliwy i brzydki wojownik grecki. [przypis edytorski]

67. wakans — wakat, nieobsadzone stanowisko. [przypis edytorski]

68. kosa (daw.) — warkocz. [przypis edytorski]

69. bajadera — hinduska tancerka. [przypis edytorski]

70. córy — dziś popr. forma N.lm: córami. [przypis edytorski]

71. powodować (daw.) — kierować. [przypis edytorski]

72. bachmat — koń używany przez jazdę tatarską lub polską. [przypis edytorski]

73. Entre deux verres (fr.) — między dwiema szklankami. [przypis edytorski]

74. wety (daw.) — deser. [przypis edytorski]

75. dandy (ang.) — elegant, wyrafinowany mężczyzna. [przypis edytorski]

76. Cezar, Gajusz Juliusz (100–44 p.n.e.) — rzym. dowódca wojskowy, polityk, dyktator i pisarz; członek I triumwiratu; zdobywca Galii; odegrał kluczową rolę w wydarzeniach, które doprowadziły do upadku republiki i początku cesarstwa w państwie rzymskim. [przypis edytorski]

77. Kaska — właśc. Publius Servilius Casca Longus, zm. ok. 42 p.n.e., trybun ludowy, jeden ze spiskowców przeciw Juliuszowi Cezarowi. [przypis edytorski]

78. xeres — sherry, rodzaj wzmocnionego wina hiszpańskiego. [przypis edytorski]

79. last not least (ang.) — ostatni [lecz] nie najmniej ważny. [przypis edytorski]

80. w jednej dobie (daw.) — w tym samym czasie. [przypis edytorski]

81. Antypody — obszary po przeciwnej stronie kuli ziemskiej. [przypis edytorski]

82. faux-pas (fr.) — fałszywy krok. [przypis edytorski]

83. Hegel, Georg Wilhelm Friedrich (1770–1831) — filozof niemiecki, twórca systemu idealistycznego, w myśl którego świat jest poznawalny, ponieważ zjawiska dadzą się wydedukować z absolutu, o ile pojąć go jako rozwijającego się ducha. Stworzona przez niego metoda dialektyczna tłumaczy rozwój ducha jako ciągłe uzgadnianie się sprzeczności: po tezie (pierwszym stadium), następuje antyteza (drugie stadium, przeciwne pierwszemu), ostatecznie zastępowane przez syntezę (stadium trzecie, uzgadniające tezę i antytezę). Rozwój myśli filozoficznej wyglądał wg Hegla następująco: 1. logika, która tworzy abstrakcyjny schemat metodologiczny poznania ducha; 2. filozofia przyrody, która prowadzi do poznania ducha w jego fizycznych, materialnych przejawach; 3. filozofia ducha, która prowadzi do poznania ducha dzięki zyskanej w poprzednich etapach elementów umożliwiają uzyskanie samowiedzy. [przypis edytorski]

84. podagra — przewlekła choroba stawów stóp; artretyzm a. dna moczanowa. [przypis edytorski]

85. blanki — zwieńczenie muru obronnego. [przypis edytorski]

86. łuny — dziś popr. forma N.lm: łunami. [przypis edytorski]

87. przytomny (daw.) — obecny. [przypis edytorski]

88. ramiony — dziś popr. forma N.lm: ramionami. [przypis edytorski]

89. szranki — tu: barierki, ogrodzenie. [przypis edytorski]

90. unisono (muz.) — jednym głosem (także: o wielu głosach lub instrumentach wydających dźwięk o tej samej wysokości). [przypis edytorski]

91. libretto — tekst opery bądź operetki. [przypis edytorski]

92. faktorne (daw.) — prowizja. [przypis edytorski]

93. echy — dziś popr. forma N.lm: echami. [przypis edytorski]